niedziela, 10 kwietnia 2011

Horrory paradokumentalne- nowy wymiar grozy, czy tani kicz?

Od kiedy w kinach pojawił się kultowy już horror The Blair Witch Project, coraz częściej dostrzega się przemianę we współczesnym kinie grozy. Trudno nie zgodzić się z opinią, że dziś trudno jest w widzu wywołać skrajne emocje, takie jak strach, lęk i przerażenie (zwłaszcza dla wielbicieli kina grozy z długim "stażem"), które tak czy owak powinny stanowić główny atrybut dobrego kina grozy. Twórcy dreszczowców głowią się jak dobrze wystraszyć widza, który coraz bardziej robi się wybredny i...wymagający. Niestety zdarza się czasem, że wysokobudżetowy horror okazuje się być wielkim nieporozumieniem, dlatego też twórcy kina grozy coraz częściej sięgają po alternatywne środki i przy zadziwiająco niskim budżecie potrafią nieźle zamieszać w ludzkiej wyobraźni i emocjach. A wszystko to za pomocą nowej metody coraz częściej  stosowanej w dreszczowcach- aranżowanie fabuły filmu na dokument. Ale nie wystarczy już napis na końcu: "film oparty na faktach"- dlatego też, by ukazać film bardziej realistycznie stosuje się tzw. kręcenie "kamerą z ręki" (horror verite), która doskonale oddaje realizm całej sytuacji.
Niektórzy są zdania, że dobry film musi spotkać się zarówno z pochwałą jak i krytyką, co w przypadku tzw. horrorów paradokumentalnych wyraźnie się odznacza- mają one z jednej strony masę zapalonych wielbicieli, natomiast z drugiej strony zatwardziałych przeciwników.  Co jest więc takiego doskonałego w tych filmach, że mają tak sporą grupę wielbicieli, oraz wreszcie- czym się charakteryzują, że zostają na wstępie odrzucane przez równie sporą większość krytyków? Przyjrzyjmy się temu zagadnieniu na przykładzie czterech horrorów: The Blair Witch Project, REC, Paranormal Activity oraz, wydaje się, że stosunkowo mniej znanym, ale również zawierającym elementy horroru aranżowanego na paradokument- brytyjsko- amerykańskiemu horrorowi Czwarty Stopień.
The Blair Witch Project (1999) co prawda nie jest pierwszym tego typu horrorem, jednakże wydaje się,
że to właśnie ten film spopularyzował modę na kręcenie horrorów tzw. "kamerą z ręki". Obraz został wyreżyserowany przez Daniela Myricka i Eduardo Sancheza na wzór ukazanego 7 lutego 1980 horroru Cannibal Holocaust. The Blair Witch Project opowiada o trójce studentów szkoły filmowej, którzy na potrzeby nakręcenia filmu dokumentalnego postanowili wybrać się do lasu nieopodal miasteczka Burkittsville, w celu zbadania miejskiej legendy o wiedźmie Blair, mającej rzekomo w minionych czasach uprowadzać i mordować dzieci. To, co spotkało śmiałków w opuszczonym lesie Black Hills minęło się z ich celem. Ekipa zaginęła w lesie bez wieści a poszukiwania policji okazały się zbędne. Jedynym śladem pozostawionym przez śmiałków były znalezione przez patrol materiały filmowe wraz z kamerą. Studentów nigdy nie odnaleziono. To, co sprawiło, że film stał się popularny i obrósł dziś mianem kultowego, twórcy zawdzięczają dobrej reklamie filmu. Przed premierą TBWP, w akademikach uczelni do której uczęszczali aktorzy  wywieszono plakaty z informacją o zaginięciu trójki studentów, natomiast w Internecie pojawiły się specjalne strony internetowe z informacją o poszukiwaniach i znalezionych materiałach mających rzekomo ukazać tragiczne losy bohaterów. To wszystko po to, by do kin przyciągnąć ogromne szeregi zaciekawionej widowni. Dziś wiadomo, że cały materiał filmowy był czystą mistyfikacją, ale sam fakt, że do dziś spotyka się osoby twierdzące, że to jednak była prawda mówi sam za siebie. Wielkim plusem filmu jest jego specyficzny klimat- mroczny, klaustrofobiczny las, tajemnicze znaki voodo w lesie, momentami zanikający, niewyraźny obraz to główne atuty filmu. Niestety dla wielbicieli dynamicznej akcji okaże się nudny, wręcz beznadziejny, trudno tu bowiem mówić o jakiejkolwiek dynamice. Podobnie będzie z fanami litrów krwi i  setkach kilogramów ludzkich flaków w horrorach- tutaj jedynie mogą oni liczyć na słabo widoczny krwawy ślad (najprawdopodobniej należący do Josha- uczestnika projektu) podrzucony przed namiot przez tajemniczą postać  (wiedźmę Blair?) nękającą bohaterów filmu. Kolejnym wielkim plusem tego filmu jest gra aktorska i dobranie aktorów-zarówno Heather Donahue,  Michael "Mike" Williams jak i Joshua "Josh" Leonard to aktorzy mało znani, którzy nie występowali wcześniej w żadnym filmie, co spotęgowało tylko realistyczność obrazu. Jako ciekawostkę dodam, że 9 sierpnia 2005 roku ukazał się polski horror krótkometrażowy (ok 18 minut) nawiązujący do historii The Blair Witch Project. Polski horror nosi tytuł Szukając Prawdy i również opowiada o trójce nastolatków, którzy udając się do lasu w poszukiwaniu śladów miejscowej legendy giną w tajemniczych okolicznościach bez wieści. Oczywiście, podobnie jak w Blair Witch Project- odnaleziono wstrząsające materiały z  nagrań dokumentujące to co wydarzyło się bohaterom.

Kolejny horror kręcony na zasadzie dokumentu to hiszpański REC (2007). Opowiada o tragicznych wydarzeniach jakie spotkały ekipę telewizyjną wraz ze strażą pożarną, którzy uwięzieni w kamienicy zdani są na walkę z wirusem, który zmienia ludzi w krwiożercze bestie. Wszystko to rejestrowane jest cały czas przez kamerę.
"Ekipa lokalnej telewizji towarzyszy brygadzie strażaków w ich nocnym dyżurze. Reportaż ma przybliżyć widzom pracę zawodowców- od zwykłych zadań, aż po chwile ekstremalnego ryzyka. Jednakże już przy pierwszej interwencji sytuacja wymyka się spod kontroli, a to co miało być rutynową procedurą zamienia się w piekło. Ekipa telewizyjna wraz z kilkoma strażakami zostaje uwięziona  w budynku, w którym dzieją się niewyjaśnione rzeczy. Bohaterowie muszą stawić czoła czemuś przerażającemu i bezwzględnemu, czego nie potrafią nawet nazwać. Rozpoczyna się, cały czas rejestrowana przez kamerę, walka o przetrwanie".

Muszę przyznać, że film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Podobnie jak w The Blair Witch, i tutaj obraz miejscami jest całkowicie zamazany, niestabilny, niekiedy całkowicie zanika, pozostawiając widza w niepewności. Dużą rolę w budowaniu strachu przypisać można nie tylko ciemnym pomieszczeniom i tajemniczej atmosferze, ale także dźwiękowi- przerażające krzyki bohaterów przy zanikającym i niewyraźnym obrazie przyprawią niejednego o dreszcze. Nieprzewidywalność wydarzeń w filmie to także dodatkowy atut- oglądając go nie wiemy tak naprawdę co się za chwilę stanie. Do samego końca nie jest wiadomo, co tak naprawdę stanowi przyczynę dziwnych zachowań ludzi po zarażeniu. Z jednej strony nasuwa nam się myśl o tajemniczym i nieznanym wirusie, jednakże pod koniec filmu dowiadujemy się o opętaniu pewnej dziewczynki, która rzekomo miałaby  rozsyłać opętanie właśnie poprzez zarażanie innych. No i warto wspomnieć, że  wielbiciele dobrej akcji nie powinni się nudzić- co prawda niektórzy mogą narzekać na nudne momenty na początku, jednakże już po kilkunastu minutach akcja przybiera tempa. Fani krwistych scen także nie powinni być zawiedzeni- w przeciwieństwie do The Blair Witch Project, mamy tutaj kilka krwistych wątków. Film doczekał się kontynuacji- druga część wyjaśnia nam, że za makabrę w kamienicy nie jest odpowiada wirus, lecz właśnie szatańskie opętania. Jednakże szukanie przez księdza podszywającego się pod służbę medyczną "antidotum na opętanie" niestety do mnie nie przemawia. W drugiej części mamy też do czynienia  jakby z dwoma światami, bowiem jak się później okazuje, po włączeniu reflektora kamery ukazuje się nowy wymiar, widoczny tylko w ciemnościach przez kamerę. No przyznam szczerze, że część druga pozostawiła jeszcze więcej pytań i znacznie zagmatwała fabułę, toteż właśnie liczę na to, że kolejna- trzecia już część coś wyjaśni.

Paranormal Activity (2007) to horror godny polecenia fanom nawiedzonych domów i duchów. Historia opowiada o Katie i Micach- parze młodych ludzi, którzy właśnie przeprowadzili się do nowego domu.
Dziewczyna twierdzi, że od 8 roku życia  ją i jej siostrę nawiedza jakiś duch. Czuje jego obecność, widzi cienie na ścianie, słyszy jego kroki oraz oddech na twarzy. Do pewnego czasu to "coś" dało jej spokój, jednakże dziwne i niewyjaśnione zjawiska znów powracają. Z tej racji jej chłopak- Micach postanawia zaopatrzyć się w profesjonalną kamerę, która uwieczni niewytłumaczalne zjawiska, jakie dzieją się wokół jego dziewczyny. Obraz, jaki otrzymują z nagrań jest przerażający, toteż postanawiają wynająć specjalistę od zjawisk paranormalnych. Wkrótce dowiedzą się, że dziewczynę prześladuje zły demon...Micach jest sceptycznie nastawiony do całej sytuacji i radzi przerażonej Katie, by podchodziła do tego z dystansem. Nie wie jeszcze, że stanie się ofiarą demona, który żywiąc się energią Katie doprowadzi do tragedii...Całość naturalnie rejestrowana jest przez wizjer kamery. Reżyserem filmu jest Oren Peli, który jest także scenarzystą i montażystą obrazu. Podobnie jak w poprzednich filmach, także i ten ma swoje plusy i minusy. Na pewno dużym plusem jest tutaj gra strachem widza poprzez udźwiękowienie- nie mało tutaj scen, kiedy kamera rejestruje wywołujące dreszczyk na skórze odgłosy czyichś kroków, stukania itp. Jednakże film wydaje się być nieco nudny ze względu na dość powolny rozwój akcji. Fani krwawych scen także mogą dać sobie spokój, gdyż zapewne kilka kropel krwi na dłoni Katie ich nie przerazi. Ciekawostką filmu jest to, iż ma on kilka różnych zakończeń, a to za sprawą licznych przeróbek filmu- kilka scen usunięto, kilka dodano, zupełnie natomiast zmieniono zakończenie filmu, wydaje mi się, że niepotrzebnie. Niektóre płyty DVD z filmem zawierają w menu alternatywne zakończenia. Paranormal Activity także doczekał się swej kontynuacji, dodam jedynie, że także kręcony jest w stylu horror verite. W drugiej części zostanie wyjaśnione, dlaczego demon nawiedzał Katie i jej siostrę.

Ostatni horror, jaki pragnę zaprezentować to Czwarty Stopień (2009). Jest nieco inny niż wyżej zaprezentowane filmy grozy. Jest to niewątpliwie jeden z najbardziej kontrowersyjnych filmów. Dlaczego?
Ten amerykański horror, przez niektórych uważany raczej za thriller science fiction to film o niecodziennej konstrukcji. Opowiada o licznych zaginięciach mieszkańców miasteczka Nome na Alasce. Incydent ten powtarza się od przeszło 40 lat. Całą sprawą  zajmuje się FBI, jednakże niczego nie da się ustalić, a ludzie jak ginęli tak giną dalej. Tajemniczymi zaginięciami zajmuje się także psycholog dr Abigail Tyler (w jej rolę wcieliła się Milla Jovovich), która przez przypadek natrafia na niezwykle poruszające dowody, które potwierdzają porwania ludzi przez istoty pozaziemskie. Film Czwarty Stopień, w którym znalazły się wcześniej nie publikowane materiały archiwalne z rejestrowanych na wideo sesji z pacjentami, przedstawia przerażające opowieści wielu świadków uprowadzeń przez UFO...
Na początku filmu słyszymy deklarację Milli Jovovich, iż film powstał w oparciu o autentyczne wydarzenia. W fabule filmu zmieniono tylko niektóre nazwiska i zawody osób w celu zachowania ich prywatności. Otrzymujemy także informację, że film wzbogacony jest o autentyczne nagrania wideo z sesji terapeutycznych dr Abigail Tyler i może zawierać przerażające sceny.
Całość filmu podzielona jest na dwie części- z jednej strony mamy podstawionych aktorów, którzy rekonstruują przebieg wydarzeń, z drugiej zaś strony mamy wzbogacenie akcji o autentyczne nagrania z nieopublikowanych wcześniej materiałów. I to w tym filmie mi się nie podobało najbardziej. Po jednej stronie ekranu widzimy Millę w roli Abigail,  a po drugiej stronie ekranu "autentyczne" nagrania z sesji. Niestety film spotkał się z wielką krytyką. Jest to jedna wielka mieszanka The Blair Witch Project (chodzi o styl niby autentycznych nagrań) z serialem Z Archiwum X oraz motywami rodem z Egzorcysty. Co jest w tym filmie przerażającego? Chyba kilka scen z nagrań wideo, gdzie słyszymy przerażające głosy pacjentów i ich diaboliczne ruchy rodem przypominające opętania. I tyle. Co więcej, wbrew deklaracjom na początku, iż całość filmu (łącznie z nagraniami wideo z sesji terapeutycznych) jest autentyczna, to nie ma się co łudzić- w filmie nic nie jest oparte na faktach. Mimo wszystko zachęcam do obejrzenia tego filmu, choćby z czystej ciekawości.
Każdy boi się czegoś innego, dlatego trudno jest trafić w upodobania widza.  Zdaje się, że dziś domagamy się, by prawdziwe kino grozy kipiało wręcz realizmem. Wydaje się, że horror verite takie właśnie są. Dziś nie potrzeba nam krwistych scen, by wywołać w widzu strach i przerażenie. Wystarczy zwykła kamera, dobry pomysł na reklamę i...no właśnie. By taki film wystraszył potrzebny jest odpowiedni klimat. Zgodzę się z opinią, że horrory takie, jak REC, Paranormal Activity, czy kultowy The Blair Witch Project najlepiej ogląda się w nocy,  samemu, przy odpowiednim nagłośnieniu. Żeby wczuć się w klimat filmu należy także wczuć się w rolę, wyobrazić sobie, że taka historia faktycznie miała kiedyś miejsce, wtedy być może kogoś taki film wystraszy...;)

Autor: Konrad

4 komentarze:

  1. Chyba powoli staje się fanką (albo i już jestem)filmów o gatunku ''horror verite'', bo choć mam świadomość, ze tak naprawdę to pewnie żaden autentyk, to jednak przyznacie, że tego typu horrory z przyjemnością się ogląda niż te utarte stereotypowo teen-slashery, gdzie nastolatki zarzynane są przez psychola i padają jak muchy...Tu zazwyczaj każda historia jest inna i nigdy nie możemy wiedzieć, czego się po danej produkcji spodziewać: raz mamy eksplorację opuszczonych budynków (''Haunted Changi''), innym razem dokument z wycieczki do złowrogiego lasu (''Blair Witch Project''), nawiedzenia przez demona (''Paranormal Activity) czy zarejestrowane rzekome uprowadzenia przez Obcych (''Czwarty Stopień''). Zawsze natrafię tu na coś ciekawego...Cieszę się też, że Azjaci przyjęli na swój grunt filmowy ten gatunek, czego efektem są całkiem konkretne produkcje ''verite''.
    Jak dla mnie - jeżeli filmy tego typu nie zaczną się ''masówką'', mają szansę stać się hiciorami, jak i sam gatunek tego horroru.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chociaż paradokument to nie nowe zjawisko, to jednak w czasach obecnych jest to nowy sposób przyciągnięcia widzów do kin. Jest jednak jeden zasadniczy problem. To co pomaga produkcji wybić się wśród całej masy wchodzących do kin nowości (kampania reklamowa), jednocześnie niszczy wrażenia, jakie paradokument ma wywierać. Mam to szczęście, że wszystkie z opisanych przez Ciebie filmów widziałam, kiedy w Polsce nie było jeszcze o nich słychać (prócz "Blair Witch...", bo oglądałam go już wiedząc o całej ściemie). Efekt był niesamowity, zwłaszcza w przypadku "Paranormal..." i REC'a, którego uwielbiam. Tego jednak zmienić się nie da, ponieważ film, który wchodzi w Polsce do kin, jest już mega obtrąbiony i przereklamowany w tv. Normalka. Wtedy cały efekt szlag trafia i widz myśli "kurczę, nastawiałem się na to czy tamto a było coś innego"... Zgadzam się z Agą, że paradokumenty ogląda się przyjemniej niż popularne slashery. Dlatego też jestem ich fanką (może poza paroma wyjątkami). Świetny artykuł i stronka! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Z filmów mocumentary mogę osobiście polecić horrorek "Noroi". Film który zostaje na długo w pamięci, i który naprawdę potrafi przestraszyć widza.

    OdpowiedzUsuń
  4. ten film to porazka ;d

    OdpowiedzUsuń