niedziela, 22 kwietnia 2012

Recenzja: The Last Exorcism (Ostatni Egzorcyzm) (2010)

Moda na motyw opętania przez "Władcę Ciemności" w horrorach chyba nigdy nie przestanie być na topie. Bo to tematyka dosyć kontrowersyjna, wiejąca grozą i osnuta płaszczem tajemnicy. Tematyka poniewierająca  nieuświadomionym lękiem bezbronnego człowieka zarówno przed złem pisanym przez małe "z" oraz tym pisanym przez "Z" duże. A że człowiek to ktoś, kto wprost uwielbia dociekać w sprawach intrygujących i nie do końca poznanych, to lgnie do wszelakiej maści filmów z magicznym słowem "egzorcyzm" w tytule dokładnie tak, jak Kubuś Puchatek do miodu albo myszka Miki do sera. Jeśli motyw taki połączyć z równie popularną metodą "reportażowego" charakteru fabuły, która dodaje niebywałego realizmu całemu przedsięwzięciu, można śmiało stwierdzić, że możemy mieć do czynienia z mieszanką wybuchową- filmem, który potencjalnie powinien powalić na kolana niejednego fana "opętanych horrorów". Niestety ta potencjalna mieszanka wybuchowa może ostatecznie okazać się totalnym niewypałem, a widz, który oczekiwał typowego straszaka rodem z Egzorcysty, tyle że w wersji dokumentalnej, poczuje się dokładnie tak jakby otrzymał kota w worku z dedykacją od samych twórców filmu.

Fabularnie film nie traktuje o czymś wybitnie odkrywczym. Jeśli mowa o opętaniach i egzorcyzmowaniu obłąkanych przez Szatana, to koniecznie musi wystąpić wątpiący w swą wiarę pastor, tutaj wielebny Cotton, któremu przyjdzie na naszych oczach zmierzyć się z sami wiecie kim. Oczywiście film nie obejdzie się również bez niewinnej dziewczynki- Nell, której ciało staje się doskonałym miejscem na osiedlenie się Zła. Akcję osadzono w zapuszczonej wiosce, gdzie Diabeł mówi dobranoc, a konkretnie w Luizjanie, gdzie występuje pomieszanie różnych kultur i religii, co ma niby stanowić doskonałą pożywkę dla wszelakiej maści opętań przez złe moce. Nasz wielebny to osobistość wątpiąca w istnienie jakichkolwiek mocy nieczystych, a co za tym idzie- w prawdziwość odprawianych egzorcyzmów. Dla niego rytuał ten to sposób na zbijanie kokosów, ot taka sobie dodatkowa metoda na zasilenie chudego portfela. Postanawia zaprzestać odprawianiu egzorcyzmów, jednak swój ostatni wyczyn pragnie uczcić w sposób niebywały-  swój popis chce uwiecznić na taśmie, angażując w to ekipę do kręcenia dokumentów. Czy przypadek nastoletniej Nell okaże się kolejnym pretekstem do zbicia kasy i udowodni widzom, że ludzie są podatni na manipulację? Jak nie trudno się domyśleć Cotton spotka na swej drodze coś więcej niż zwykły przypadek dziecka z zaburzeniami psychicznymi.

Plakaty promujące Ostatni Egzorcyzm  zapewniały, że będzie to najbardziej przerażający film roku, nie powinien więc dziwić fakt, że widzowie rządni powtórki wrażeń i emocji jakie dostarczał im Friedkin w swoim Egzorcyście żywili wysokie oczekiwania co do omawianej przeze mnie produkcji. W rezultacie otrzymali coś, czego nawet nie wypada porównywać ze wspomnianym wyżej dziełem wszech czasów. Ostatni Egzorcyzm w zasadzie nie straszy widza niczym specjalnym, o ile w ogóle kogokolwiek wystraszy. Pomijając fakt, że może przerazić jedną rzeczą- monotonie ciągnącymi się w nieskończoność momentami usypiającymi nawet najbardziej wytrwałego widza, który na wszelki wypadek wypił przed seansem cztery litry kawy, by ewentualnie nie zaliczyć wpadki i nie przysnąć w połowie seansu. Cała ta monotonia przerywana jest krótkimi momentami, które potencjalnie powinny targać naszym strachem i obawą o losy bohaterów, ale tutaj ostatecznie mogą co najwyżej obudzić widza ze snu i na moment zainteresować. Początek dokumentu chwilami nas intryguje, a nawet śmieszy- wielebny Cotton Marcus jawi nam się jako pastor innowacyjny, pełen życiowej werwy, zupełne przeciwieństwo poważnego księdza w sutannie, do jakiego zwykliśmy się przyzwyczaić. Jego nowoczesne metody i podejście do wiernych miało zapewne wzbudzić naszą sympatię do jego osoby, lecz niestety wielu z nas potraktuje go jako cyrkowego klauna, którego "bananowe" kazania w ogóle nas nie zainteresują, bo przecież oczekujemy  horroru mocnego, pełnego niepokoju i nerwowej atmosfery. To oczywiście otrzymamy w dalszej części "dokumentu", która właściwie też jakoś niespecjalnie powali nas na kolana. Egzorcyzmy wydają nam się być odprawiane trochę  pod publikę, przy udziale chwytliwych religijnych gadżetów i im dalej brniemy w sprawę, tym coraz bardziej wątpimy w prawdziwość odczynianych rytuałów. Ale właściwie o to chodziło twórcom "dokumentu"- widz wraz z bohaterami ma podczas seansu borykać się ze sprzecznymi myślami dotyczącymi tego, czy historia Nell to czysty przypadek natury psychicznej,  czy jednak "autentyczny" dowód na istnienie Szatana.  Zdecydowanie lepsza i godna uwagi końcówka filmu rozwieje nasze wątpliwości.

Jak na to nie patrząc, twórcom udało się jednak stworzyć rzecz istotną dla całej konwencji filmu- przedstawili historię w sposób niebywale realistyczny, co nie każdym produkcjom występującym pod szyldem "horror dokumentalizowany" się udaje. Wszystko to za sprawą wplecenia w wątek główny krótkiej historii o dzieciństwie i działalności ojca Cottona, czy pomysł na wywiady z miejscowymi. Dlatego też fani takiego stylu kręcenia powinni być zadowoleni. Szkoda tylko, że twórcy nie poświęcili więcej czasu na udoskonalenie tych scen, które teoretycznie powinny wystraszyć widza oraz skupić jego uwagę na tym, co dzieje się na ekranie. Pomysł na połączenie motywu religijnego, jakim jest problematyka opętania ze stylem kręcenia filmu typową amatorską kamerą to całkiem dobry pomysł na horror trzymający w napięciu od pierwszych minut filmu do napisów końcowych, jednak w przypadku Ostatniego Egzorcyzmu ma się wrażenie, że potencjał ten nie został do końca wykorzystany, dlatego też oceniam go jako film przeciętny- nie najgorszy, ale również nie najlepszy. W Internecie można już spotkać informacje o przygotowaniu części drugiej, toteż zaprawdę powiadam Wam- to nie jest pierwszy i "ostatni egzorcyzm"...

Tytuł oryginalny: The Last Exorcism
Tytuł polski: Ostatni Egzorcyzm
Rok produkcji: 2o10
Gatunek: Horror dokumentalizowany
Czas trwania: 1 godz. 27 min.
Reżyseria: Daniel Stamm
Autor: Konrad

4 komentarze:

  1. Nic dodać, nic ująć. Promocja nijak ma się do filmu - co w sumie jest już normą - i całość po prostu rozczarowuje. Początkowo też podchodziłam do sprawy entuzjastycznie, niestety sam seans wynudził mnie jak mało co.
    Naprawdę szkoda, że twórcy tak położyli tę produkcję, bo teoretycznie niczego jej nie brakuje. Mamy sceptyka - postać ograną ale też sprawdzoną, mamy zadupie, na dodatek umiejscowienie akcji w Luizjanie to naprawdę fajny pomysł, bo daje dużo możliwości... Choć z drugiej strony, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że spróbowano liznąć wszystkiego po trochu i ostatecznie żaden wątek nie został dostatecznie dopieszczony. I wyszło takie nijakie, nieklimatyczne cuś. I jakoś nie czekam z niecierpliwością na następną część ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak już wspomniałam: długo czekałam na ten film, bo miałam wobec niego wielkie nadzieje. Kiedy jednak już go odpaliłam, mina mi zrzedła...Film ten to zupełny przeciętniak z tradycyjnym egzorcystycznym horrororem niewiele mający wspólnego (i wcale nie nawiązuje tu do kultowego ''Egzorcysty''). Faktycznie, jak paradokument wypada nawet przekonująco, ale ogólnie jako film grozy bardzo mizernie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie powiem o tym filmie dobrego słowa, ponieważ napaliłam się najpierw na niego strasznie, a potem strasznie wkurzyłam, zwłaszcza, kiedy doszłam do zakończenia. Wkurzało mnie tam chyba wszystko, począwszy od niemożliwego trzęsienia kamerą (ja rozumiem, że to miał być paradokument, ale na litość boską - moje oczyyyyy!), skończywszy na budowaniu napięcia (b. długo to trwało) i burzeniu go jakąś kretyńską scenką... Nie wiem, są pewnie tacy, dla których ten film ma jakąś tam wartość i nawet uważają go za lepszego od "Egzorcysty" (są i tacy), ale ja nijak nie mogę się do niego przekonać i podejrzewam, że ewentualną część 2 po prostu zignoruję. Widzę Konrad, że już jesteś po RECu 3 :-) Ciekawa jestem Twojej opinii. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. A mi się nawet podobał. Tak na jeden raz nie jest zły. No, ale ja na ogół mniej wymagam od horrorów powstałych w XXI wieku - taki mamy kiepski czas dla tego gatunku:/

    OdpowiedzUsuń