piątek, 13 lipca 2012

Recenzja: The Haunting In Connecticut (Udręczeni) (2009)

Filmy o nawiedzonych domach prezentują tematykę oklepaną, miażdżoną setkami produkcji dokumentalnych, puszczanych choćby na Discovery, czy mieloną do szpiku kości typowymi horrorami nastrojowymi o rodzinie, która z różnych powodów musi zmienić dotychczasowe miejsce zamieszkania. I jak się zapewne domyślamy akurat za każdym razem pechowo trafiają na tani dom sprawiający pozory miejsca pełnego spokoju, szczęścia oraz ciszy nie zdając sobie sprawy, że mury ich nowo zakupionego gniazdka przesiąknięte są okrutną historią z przeszłości i prędzej czy później na własnej skórze przekonają się, dlaczego oferta nieruchomości była w tak atrakcyjnej cenie. Tuzinkowość kina ghost story z nawiedzonym domem w tle zdążyła już utrzeć w filmowej grozie ścieżkę, po której z chęcią stąpamy. Bo któż z nas nie lubi oglądać filmów dokumentalnych o nawiedzonych miejscach, o ludziach nękanych przez złe duchy, czy nocą nie zaserwował sobie horroru o bohaterach zmagających się z siłami nadprzyrodzonymi uaktywnionymi w posiadłości, którą właśnie nabyli? Lgniemy więc do tego typu treści i za każdym razem oczekujemy gęsiej skórki podczas seansu. Czy mimo utartych schematów horror Petera Cornwell'a jest w stanie zaskoczyć nas czymś nowym?

Film powstał w oparciu o program dokumentalny "The Haunting In Connecticut" wyemitowany niegdyś przez Discovery Channel. Opowiada o losach rodziny Campbell'ów zmagających się z ciężką chorobą Matta- najstarszego syna Sary i Petera. Lekarze nie dają szans na całkowite wyzdrowienie chłopaka, jednakże ostatnią deską ratunku okazuje się nowoczesna kuracja, odbywająca się niestety setki kilometrów od dotychczasowego miejsca zamieszkania rodziny. Niezręczna sytuacja powoduje, że na czas leczenia postanawiają oni przenieść się jak najbliżej szpitala, w którym chłopiec zostanie poddany kuracji. Na przeszkodzie stanie  kiepska sytuacja finansowa, która nie pozwala im na zakup solidnego mieszkania, jednakże jakimś cudem trafiają na posiadłość w całkiem atrakcyjnej cenie. Tylko Sara wie, że za podejrzanie niską ceną kryje się fakt, iż dom służył wcześniej za kostnicę. Pogarszający się stan zdrowia Matta bierze jednak za wygraną i kobieta w ostateczności decyduje się na mieszkanie. Wkrótce całej rodzinie przyjdzie zmierzyć się z zakurzoną i nie odkrywaną przez lata okrutną tajemnicą tego miejsca.

Cornwell prezentując nam historię nawiedzonego domu w Connecticut w swoim horrorze stąpał po nieco niebezpiecznym gruncie, gdyż motyw nawiedzonych posiadłości w kinie grozy to nie żadna nowość. By nie być gołosłownym za przykład można podać choćby roztrzęsioną wszem i wobec historię nawiedzonego domu Amityville, którą każdy szanujący się wielbiciel horrorów o duchach zna na pamięć. Filmy osadzone wokół tej tematyki to, że tak powiem odgrzewane kotlety, po które śmiało wyciągamy rączki i równie śmiało konsumujemy. Ale Cornwell znakomicie zdawał sobie sprawę z takiego stanu rzeczy i wziął się za zekranizowanie historii wcale nie byle jakiej, bo opartej na faktach. Mówiąc w przenośni- owe odgrzewane kotlety doprawił znaną przyprawą pod nazwą "oparte na faktach", by seans lepiej smakował. O prawdziwości owych faktów nie będę dyskutował, gdyż chyba każdy zdążył już połapać się, że w filmie nie wszystko co jest oparte na autentycznych wydarzeniach, musi rzeczywiście odzwierciedlać to, co zaszło kiedyś w rzeczywistości. Poza tym to oczywiste, że zwykły napis "historia oparta na autentycznych wydarzeniach" widniejący na posterach reklamujących film z powodzeniem przyciągnie tłumy do sal kinowych i śmiało może zwiastować całkiem niezłe zasilenie budżetu produkcji. By jednak skutecznie i z powodzeniem wybić się z tłumu nie licząc tylko na zysk, należałoby zrobić coś więcej.

"The Haunting In Connecticut" z pozoru nie wydaje się jednak filmem ponadprzeciętnym. Ot, mamy tu kolejną historyjkę o typowej amerykańskiej rodzinie borykającej się z problemami natury fizycznej (choroba Matta, brak funduszy na leczenie i na domiar złego- alkoholizm głowy rodziny) oraz natury nieznanej- paranormalnej (nawiedzony dom). Nie powinniśmy więc dziwić się, jeśli po kilkunastu minutach oglądania tego filmu zaczniemy powoli narzekać na przewidywalność akcji. Co nie oznacza, że film nie ma nic więcej do zaoferowania. Oczywiście, że ma. Fabuła, choć oklepana, mimo wszystko angażuje nas emocjonalnie i jest w stanie zainteresować. Ma po prostu w sobie pewien potencjał, który powoduje, że z miłą chęcią chce się do tego filmu wrócić. Reżyserowi udało się stworzyć doskonałą atmosferę i typowy dla opowieści o duchach mroczny klimat. Reżyser podsycił nastrojowość filmu, wplatając dodatkowo w wątek główny kilka scen ukazujących wydarzenia sprzed kilkuset lat. Dom skrywający okrutną tajemnicę, seanse spirytystyczne odprawiane w murach domu setki lat temu, czy wreszcie praktykowanie nekromancji i okultyzmu przez byłego właściciela kostnicy- Ramsey'a Aickman'a i jego asystenta Jonah'a- chłopca, którego spotkał przykry los, robią naprawdę piorunujące wrażenie.

Film elektryzuje nie tylko swoją tajemniczością i specyficznym klimatem, ale również świetnymi kreacjami aktorskimi. Virginia Madsen doskonale wypada w roli zatroskanej matki, która w pewnym momencie traci wiarę, że sytuacja w jakiej się znajdują ulegnie kiedykolwiek poprawie, Martin Donovan w roli ojca zmagającego się z własną słabością do alkoholu i bezradnością w obliczu zmagań z chorobą syna, czy wreszcie postać kluczowa- Kyle Gallner w roli chorego na nowotwór Matta, który z uwagi na słaby organizm z łatwością dostrzega to, czego zdrowy człowiek nie jest w stanie zobaczyć. Znaczącą postać odgrywa również Elias Koteas w roli pastora, który okaże się wsparciem nie tylko dla chorego Matta, ale również dla całej rodziny, czy Amanda Crew odgrywająca postać  pomocnej i dociekliwej kuzynki Wendy.

Odpowiadając na pytanie, czy horror Cornwell'a jest nas w stanie czymś zaskoczyć, odpowiem niejednogłośnie- i tak i nie. Nie zaskoczy zapewne fabułą, która wzorowana na podobnych produkcjach o nawiedzonych domach może dla niejednego okazać się nudna i przewidywalna. Zaskoczy jednak czymś innym, a mianowicie świetnym klimatem i wątkiem dramatycznym. "Udręczeni" to nie jest zwykły horror o nawiedzonym domu, to przede wszystkim dramat cierpiącego na nieuleczalną chorobę Matta, dramat pozostałych członków rodziny, którzy zdani na racjonalne wytłumaczenie, nie są w stanie uwierzyć, że wizje chłopaka to coś więcej niż tylko efekt uboczny choroby i wycieńczenia. Z czystym sumieniem polecam ten film na jesienne, długie wieczory, równie dobrze można go sobie zaserwować w noc halloweenową. Zaręczam, że po obejrzeniu tego horroru nie powinniście czuć się "udręczeni" :-)

Tytuł oryginalny: The Haunting In Connecticut
Tytuł polski: Udręczeni
Rok produkcji: 2009
Gatunek: Horror klimatyczny/psychologiczny/dramat
Czas trwania: 1 godz. 42 min.
Reżyseria: Peter Cornwell
Autor: Konrad

3 komentarze:

  1. Zgadzam się, świetna produkcja, niewiele w niej nowatorstwa, za to udowadnia, że ograna historia i wyświechtane motywy nie muszą tracić na wartości, wystarczy odpowiednia oprawa. Swoją drogą dobre parę lat temu oglądałam dokument na Discovery, więc kiedy w kinie zobaczyłam zwiastun przeżyłam piękny "O! To to!" moment ^^
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Klimat w tym filmie jest momentami po prostu genialny - po pierwsze jesteśmy wstrząśnięci tragedią choroby głównego bohatera i jego rodziny, po drugie (jakby tego było mało) w domu nie da się "normalnie" mieszkać. Myślę, że ten film to jeden ze sztandarowych przykładów kina nastrojowego i ghost-story. Swego czasu pisałam u siebie na blogu o tym, co w filmie było prawdziwe a co nie i jak w rzeczywistości wyglądała historia rodziny Snedeker'ów (w filmie Campbell'ów). Naprawdę film warto zobaczyć. Zwłaszcza późnym wieczorem :-) Dzięki za tę recenzję :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet mi się podobał, choć pomijając, że oparto go na faktach (zależy jeszcze kto, w co wierzy) niczego nadzwyczajnego tutaj nie zobaczyłam. Ot, taki przyjemny horrorek na jeden raz. nie nudzi, a to już coś:)

    OdpowiedzUsuń