piątek, 17 sierpnia 2012

"Na wieki wieków, Amen..."- opowiadanie

Prolog.
Jaki ten świat jest dziwny. Zabiegany. Zatroskany. Każdy goni za bogactwem i materią. Wciąż szuka czegoś, co mogłoby dać mu szczęście. A szczęście zazwyczaj dają tylko pieniądze, seks i narkotyki. Nikt nie ma czasu dla siebie. Nie ma czasu dla duszy. I tak naprawdę nikt nie zważa na to, co może zdarzyć się za chwilę... Czy jesteś gotów na wieczne spoczywanie? Nie? Co za głupie pytanie. Przecież jesteś jeszcze za młody, by myśleć o śmierci… i wciąż za głupi, by się do niej solidnie przygotować. Pamiętaj: nie znasz dnia ani godziny…
Włączyła głośną muzykę i nacisnęła pedał gazu, by na czas dojechać do akademika. Za dwa dni przecież zaczyna się sesja, pierwsze egzaminy. A tu jeszcze na dzień przed sesją szykuje się niezła imprezka. Będzie alkohol, narkotyki i to się liczy. Nie ma to jak luźne podejście do życia. Tego dnia pokłóciła się z matką o pieniądze, więc skwitowała ją obraźliwym stwierdzeniem, że ze szmatą nie ma zamiaru dyskutować, trzasnęła drzwiami i mimo późnej godziny udała się do akademika, do swoich kompanów, którzy ją wesprą w krytycznych momentach życia. Noc ogarnęła wszystko dokoła, a pierwsze krople deszczu spływały leniwie po przedniej szybie samochodu. Ciężkie fałdy ciemnych chmur zasłoniły tarczę księżyca i ewidentnie zapowiadało się na ulewną burzę. Widoczność z każdą chwilą się pogarszała, więc odruchowo wcisnęła guzik i po chwili wycieraczki swym wahadłowym ruchem przegoniły dręczące wzrok krople deszczu. „Jeszcze tylko 95 kilometrów i będę na miejscu”- pocieszała się. Wnet psychodeliczne dźwięki muzyki ustały. „Pieprzony odtwarzacz!” Walnęła mocno ręką w urządzenie, demonstrując złość. Spojrzała na zegarek, wskazywał godzinę 2.55 w nocy. Znów skierowała wzrok na ulicę i tuż przed jej maską samochodową ujrzała zarys jakiejś postaci trzymającej w ręku świecącą starą lampkę naftową. Wystraszyła się. W tej samej chwili potężny piorun uderzył w wielki konar drzewa, który obalił się na jadący samochód. Dziewczyna gwałtownie zahamowała.
Świst, zgrzyt. Potłuczone szyby. Zmasakrowane auto… Ból i krew. Otworzyła oczy i niemrawie podniosła głowę, by zobaczyć, co się stało. I kim była tajemnicza postać, która ni stąd ni zowąd wyłoniła się na drodze. Szyja. Strasznie boli. Z czoła spływała krew. Odruchowo pomacała sobie głowę. Rozbita. „Kurwa. Jeszcze tego mi brakowało. Na libację dotrę cała poobijana. Pięknie!”. Przed samochodem znów pojawił się tajemniczy zarys postaci. Nieznajomy zbliżył się do przedniej szyby samochodu i oczom dziewczyny ukazała się koścista, blada i pomarszczona twarz kobiety, zatopiona w przydużym czarnym kapturze. „To jakaś kobieta, czego ona chce?”. Żółtawe światło lampy naftowej padające na oblicze staruszki sprawiło, że dziewczynę przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Kobieta zaczęła coś mówić, lecz niestety dziewczyna nie słyszała jej głosu. „Co jest grane?” Z czoła sączyła się teraz nie tylko krew, ale i pot, a w brzuchu poczuła lekki ucisk. Objawy somatyczne strachu dały o sobie znać. „Czego pani ode mnie chce? Może pani głośniej mówić?” Poprosiła drżącym, niepewnym głosem dziewczyna. Coś tu jednak nie pasowało. Powoli rozejrzała się dokoła i zobaczyła, że na zewnątrz wieje silny wiatr i obficie pada deszcz. A ona nic nie słyszy. Ani szumu wiatru, ani deszczu. „To pewnie przez ten wstrząs”. Zaczęła racjonalizować. Opuściła wrak samochodu, jednak i tym razem nic nie usłyszała. Rozejrzała się wokół, ale staruszka dosłownie rozpłynęła się w powietrzu. Zdesperowana dziewczyna zaczęła przeraźliwie wołać o pomoc i biec przed siebie ile sił w nogach. Zerknęła na zegarek- 2.55. „Co jest, do jasnej cholery grane?” W tej chwili ujrzała nadjeżdżającą z nad przeciwka karetkę, wóz policyjny i straż pożarną. Zaczęła panicznie rozmachiwać rękoma, ale nikt nie zareagował. Jakby nie istniała. Odwróciła się i zobaczyła, że jej samochód stoi w płomieniach i zaraz po ugaszeniu pożaru z wraku wynoszą jakieś zmasakrowane i zwęglone ciało. „Przecież nikt ze mną nie jechał!” Wykrzyczała dziewczyna biegnąc w stronę samochodu. „Może mi ktoś pomóc? Czy ktoś mnie słyszy?” Roztrzęsiona przykucnęła i zaczęła płakać. „Kurwaaa… Przecież nic nie brałam przed wyjazdem, co się tu wyprawia?” Nagle poczuła na ramieniu czyjąś rękę. Odwróciła się i zobaczyła staruszkę w pelerynie trzymającą lampkę w ręku. „Ze śmiercią nie wygrasz kochana. Musisz się pogodzić z tym, że nie żyjesz.” Wypowiedziała skrzeczącym głosem staruszka. „Kim Ty jesteś? Co za głupoty wygadujesz!” Nie chciała uwierzyć. „Jestem tą, która pilnuje kiedy człowiek ma skończyć swój żywot na ziemi…” Tajemnicza pani wzięła dziewczynę za rękę i podprowadziła ją do zwłok. Jej oczy ujrzały nienaturalnie powykręcane ciało. Ciało, które kiedyś należało do niej. Teraz pozostała tylko spieczona padlina. „Już nie żyjesz. Przykro mi. Chodź za mną. Zaprowadzę Cię tam, gdzie dusze muszą odpokutować swe grzechy”. Dziewczyna nie protestowała. Dwie mgliste postacie zniknęły w otchłani mroku… Wokół feralnego miejsca wszem rozlegały się słowa niesione przez przybierający na sile wiatr:
„Wieczny odpoczynek racz dać jej Panie,
a światłość wiekuista niechaj jej świeci,
na wieki wieków, AMEN..."
Przypis: Opowiadanie zostało opublikowane na stronie, która, z braku czasu na regularne aktualizacje- zmarła śmiercią naturalną. Autor zgodził się na opublikowanie powyższego opowiadania na TDZP. Fotografia do opowiadania mojego autorstwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz