niedziela, 9 września 2012

Recenzja: Coś na progu (nr 3, lipiec-sierpień 2012)

Wreszcie doczekaliśmy się trzeciego- specjalnego wydania dwumiesięcznika "Coś na progu". Dokładnie tak, jak głosiły zapowiedzi,  tym razem czasopismo stanowi swego rodzaju małą książeczkę, w której pierwsze skrzypce grają przede wszystkim opowiadania, natomiast pozostałe artykuły potraktowano jako dodatek do numeru. Tym samym "trójeczka" nie daje się wpisać w ramy tradycyjnego czasopisma pełnego artykułów, wywiadów i esejów, balansuje bardziej w stronę małego, kieszonkowego zbioru opowiadań. Od czasu do czasu takie  zmiany stanowią nie lada gratkę, a zwłaszcza dla wielbicieli opowiadań, gdyż za marny grosz można zaserwować sobie naprawdę przednią rozrywkę. Trzeci numer otwiera czytelnikowi drzwi do świata niesamowitych opowiadań Weird Fiction, ale miłośnicy rasowego kryminału, czy horroru również mogą liczyć na małe co nieco.
Odnoszę wrażenie, że w Polsce weird fiction jest tak naprawdę traktowane nieco po łebkach, dlatego też  zanim jednak zatopimy się w lekturze niesamowitych opowieści, warto na moment przyćmić zapęd do opowiadań i na początek zaserwować sobie esej Ann i Jeff VanderMeer, dostarczający laikom garść cennych i ważnych informacji na temat rozwoju opowieści niesamowitych na przestrzeni lat. Materiał ten dedykowałbym przede wszystkim tym osobom, którym zwrot "weird fiction" nie przywodzi na myśl niczego konkretnego. Do worka oznaczonego tabliczką "opowieści niesamowite" zazwyczaj wrzuca się  historie traktujące o zjawiskach niewyjaśnionych, w których straszy się przede wszystkim duchami i innymi zmorami, jednakże opowieść niesamowita (tzw. weird tale) wcale nie musi podporządkowywać się opowiastkom o wspomnianych wyżej straszydłach. Esej stanowiący swoisty wstęp do świata opowiadań precyzyjnie odpowiada na pytanie, czym właściwie jest weird fiction. Na kolejnych stronach znajdziemy nie tylko zbór opowiadań, ale również wciągający wywiad z... Arturem Conanem Doyle'em, który przeprowadzono w 1892 roku dla magazynu "The Strand". Z artykułu dowiemy się m.in. skąd pisarz zaczerpnął inspiracji do stworzenia jednej z najsłynniejszych postaci literackich, jaką jest Sherlock Holms. Ponadto, po raz kolejny Krzysztof Chalik swoimi niezwykłymi zdolnościami rysowniczymi wprowadzi nas w komiksowy świat "Midnight City"- historyjkę polecam głównie łakomczuchom, ponieważ pod tym komicznym opowiadankiem kryje się  całkiem mądre przesłanie przepełnione nutką grozy :-) Chalik z całą pewnością posiada potencjał, który umie wykorzystać w 100%, co widać w jego komiksach. Zdecydowanie polecam.
Jako że trzeci "Coś" jest wyjątkowy i oscyluje głównie wokół opowiadań, to przejdźmy więc do rzeczy. W sumie otrzymamy 9 opowiadań  posegregowanych w 4 działy: horror, opowieści niesamowite, science fiction oraz kryminał. Dodatkowo w dziale "errata" będzie można przeczytać poprawioną wersję Perfekcjonisty autorstwa Pawła Pollaka- opowiadanie opublikowane w drugim, majowo-czerwcowym wydaniu. Ogólnie rzecz biorąc wszystkie opowiadania są dobre, na swój własny sposób angażują czytelnika i potrafią wciągnąć w wir niesamowitych wydarzeń, chociaż należy napomknąć, że nie każdego poruszą tak samo. Mamy więc takie opowiadania, które pozostaną w pamięci na dłużej i pozwolą czytelnikowi na małą refleksję, inne znów, choć równie dobre, to szybko wyparują z umysłu, pozostawiając jedynie wspomnienie, że dzięki precyzyjnym szczegółom czy ciekawej fabule, przynajmniej nie zanudziły na śmierć. Ale przejdźmy do dokładniejszej analizy.
W dziale z horrorami znalazły się 3 opowiadania okraszone takimi nazwiskami jak Robert E. Howard, Bram Stoker oraz August Derketh. Pierwsze opowiadanie "Czaszki wśród gwiazd" Howarda to historia Solomona Kane'a- pogromcy zła znanego każdemu wielbicielowi twórczości pisarza. Tym razem głównemu bohaterowi przyjdzie zmierzyć się z rozwścieczonym duchem młodzieńca, nawiedzającego mroczne wrzosowiska i szukającego zemsty na swoim oprawcy. To opowiadanie o prostej fabule, oscylującej wokół motywu zbrodni i kary, doskonale trzyma w napięciu i już na początku jest w stanie zainteresować. Ponadto dzięki dokładnym opisom sytuacji potrafi uruchomić wyobraźnię czytelnika. Podobnie rzecz ma się w przypadku opowiadania Brama Stokera, który w historii zatytułowanej "Gość Draculi" grozę będzie podtrzymywał od pierwszego do ostatniego zdania. Oba te opowiadania, choć przewidywalne, to cechują się dokładnymi opisami i gładko prowadzoną narracją, dzięki czemu z łatwością przed oczami czytelnika malują się sceny wyjęte rodem z omawianych historii. Dział horror zamyka August Dereleth ze swoją "Gwiazdą McIlvane'a" - według mnie to jedno z najlepszych opowiadań zawartych w numerze, jak i w dziale poświęconym horrorom. "Gwiazdy..." to połączenie elementów grozy z science fiction, a wszystko to odziane jest w ciekawą, oryginalną fabułę. Historia McIlvane'a, starego amatora astronomii wierzącego w istnienie życia pozaziemskiego, nie tylko wciąga, ale i w pewien sposób zmusza do refleksji.
W świat opowieści niesamowitych wprowadzi nas Artur Conan Doyle swoją "Maszyną dezintegrującą"- całkiem zgrabnym opowiadankiem o naukowcu, który skonstruował niebezpieczną maszynę, nadającą się do wykorzystania przeciwko ludzkości. Chociaż podczas lektury nieco zawiewało nudą, to jednak szczególną uwagę przykuła całkiem przewrotna końcówka. Zdecydowanie lepszą według mnie pozycją z działu poświęconego opowieściom niesamowitym jest "Zielony Księżyc" Fritza Leibera. Opowiadanie ukazuje przerażającą wizję przyszłości ludzkiego istnienia na Ziemi. Zabójcze promieniowanie zmusza wszystkich ludzi do życia pod zamknięciem w specjalnych, odpornych na radiację bunkrach na co najmniej sześć lat. Dopóki promieniowanie nie zmniejszy się, nikt nie może wydostać się z budynków, bowiem może to poważnie zagrozić zdrowiu, a nawet życiu. Leiber w mistrzowski sposób przedstawia tutaj psychikę człowieka w obliczu niebezpieczeństwa i konieczności życia w klaustrofobicznych warunkach.
Kolejne opowiadania reprezentują gatunek science fiction. "Brakujące ogniwo" Franka Herberta tylko potwierdziło moje przekonania, że gatunek literacki, jakim jest sci-fi trzeba po prostu lubić. Historia ta nie do końca była w stanie mnie zachwycić, co nie oznacza, że jest zła- myślę, że zatwardziałym fanom science fiction na pewno przypadnie do gustu; mnie natomiast nieco znużyła swoim wątkiem fabularnym, ale na szczęście nie do tego stopnia, by całkiem zapaść w twardy sen. Niezłe orzeźwienie otrzymałem za to w kolejnym opowiadaniu z tego działu- "Koszt życia" Roberta Sheckley'a to fenomenalne opowiadanie o ułomności jednostki ludzkiej, która w pogoni za zdobyczami materialnymi jest w stanie zniszczyć życie nie tylko swoje, ale także i swoich najbliższych. Chociaż do opisywanej w opowiadaniu ultranowoczesnej technologii jeszcze nam daleko, to jednak już dziś dostrzec można patologiczną pogoń człowieka za materią- coraz częściej goni on za bogactwem, drogim luksusem, spychając na bok ważniejsze wartości. Przyszłość, jaką Sheckley maluje nam w swoim opowiadaniu niestety zdaje się powoli wdzierać w życie teraźniejsze. "Koszt życia" to zdecydowanie kolejne, wartościowe opowiadanie, zmuszające do myślenia nad współczesnym światem, zmierzającym w stronę komercji i materializacji życia.
Po tej życiowej lekcji, odzianej w szaty science fiction przyszła pora na kryminalne zagadki z Samuelem D. Hammettem ("Podpalenie oraz...") oraz Pawłem Orłowcem ("Przygody Sherlocka Holmesa i Nata Pinkertona w Rosji. Tajemnica Fontanki"). Obaj panowie przeniosą nas w dwa niebywale intrygujące i zaskakujące śledztwa, w których każdy, nawet najdrobniejszy szczegół może stanowić klucz do rozwiązania zagadki. Coś w sam raz dla zapalonych maniaków powieści detektywistycznych.
Czy warto sięgnąć po trzecią, specjalną odsłonę "Cosia"? No ba! Po raz kolejny nie zawiodłem się na lekturze i choć niektóre opowiadania nie były w stanie mnie przekonać, to następne skutecznie się zrewanżowały i niesamowicie wciągnęły. Jaki z tego wniosek? Ano taki, że recenzowane tutaj czasopismo zawiera dla każdego coś dobrego; bez problemu odnajdzie się tutaj zarówno najbardziej wybredny wielbiciel kryminału, jak również czytelnik zadłużony po uszy w science fiction :-) "Coś" to zdecydowanie perełka polskiej literatury grozy, opowieści niesamowitych czy kryminału, dlatego też gorąco polecam tę pozycję.

Nazwa magazynu: Coś na progu
Numer: 3 (lipiec-sierpień 2012)
Tematyka: groza, kryminał, opowieści niesamowite
Wydawnictwo: Dobre Historie
Cena: 8.90
Autor: Konrad
Dziękuję Wydawnictwu Dobre Historie za przesłanie egzemplarza do recenzji.

2 komentarze:

  1. Nie przepadam za opowiadaniami i taka ich ilość mnie nieco przeraziła w trzecim Cosiu, ale na szczęście wszystko okazało się tak ciekawe i trafnie dobrane, że podczas lektury nie zaznałam nudy :) Kolejny ''Coś...'' z kciukiem w górę!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejna pozytywna recka:) Super, bo ja jak na razie jestem wielką fanką tego magazynu. Mnie, podobnie jak Agę, troszkę zaniepokoiła ta liczba opowiadań, bo również nie lubię takiej formy literackiej, ale byłam miło zaskoczona ich ogólnym poziomem.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń