wtorek, 16 kwietnia 2013

Recenzja: Dziewczyna z sąsiedztwa (Jack Ketchum)

"Powiedz mi, proszę o dzielny kapitanie,
dlaczego zło obdarzone jest mocą taką?
Dlaczego anioły do snu chylą swe głowy,
gdy czort napiera z siłą dwojaką?" *

Już jeden z cytatów otwierających bramy do przerażającej powieści zwiastuje to, co czytelnik znajdzie na kolejnych stronicach książki pełnej okrucieństwa, kontrastów, przeciwieństw, paraliżującego strachu. Po Dziewczynę z sąsiedztwa sięgnąłem mając świadomość, że to pozycja mrożąca krew w żyłach i przez krytykę uważana za jedną z najbardziej szokujących w historii współczesnej literatury grozy. Obietnice płynące z haseł reklamowych w zupełności pokrywają się ze stanem faktycznym. Powieść Jacka Ketchuma to mroczna podróż w głąb zrysowanej psychiki człowieka-potwora, dla którego cierpienie i sprawianie bólu niewinnej osobie to źródło czystej przyjemności oraz wstęp do psychopatycznej, pozbawionej hamulców zabawy ludzkim ciałem...


Przedmieścia. Ciemne ulice, przystrzyżone trawniki i przytulne domy. Miła, spokojna okolica. Jednak nie dla nastoletniej Meg i jej kalekiej siostry Susan. W domu Chandlerów, przy ślepej uliczce, w ciemnej, zawilgoconej piwnicy, Meg i Susan zdane są na łaskę kapryśnej i cierpiącej na ataki szału ciotki Ruth, którą szybko ogarnia szaleństwo. Szaleństwo, którym zaraża swoich trzech synów oraz całą okolicę. Jedynie jeden, zagubiony chłopiec próbuje oprzeć się złu opanowującemu niewinne umysły. Musi podjąć bardzo dorosłą decyzję i wybrać między miłością i współczuciem a pożądaniem i złem...
Którą drogę wybierze?**

Jeśli ktokolwiek zapytałby mnie o tytuł najbardziej "chorej i wynaturzonej" książki jaką kiedykolwiek miałem okazję przeczytać i teraz mógłbym polecić, to obok kilku jeszcze innych pozycji z pewnością padłby tytuł: Dziewczyna z sąsiedztwa. Bo to horror w swej czystej postaci, choć nie ma w nim upiorów, duchów, nierealnych potworów, ba, nie uraczymy tutaj niczego z pogranicza nadprzyrodzonych zjawisk. Czemu więc nazywam tę książkę horrorem? Ano, ci, którym wydaje się, że granice horroru kończą się tam, gdzie kończy się motyw nadprzyrodzonych straszydeł i nierealnych potworów, musi poszerzyć nieco swe horyzonty. Bo równie dobrze potworem może być najzwyczajniej w świecie... człowiek. Nie od dziś wiadomo, że motyw potwora w ludzkiej skórze to już nie główna domena thrillerów, kryminałów czy dramatu, zabójca o zrysowanej psychice od dawna gości również w filmowej czy literackiej grozie. Poza tym jak na to nie patrzeć, być może gdzieś podświadomie boimy się bardziej psychopatycznego mordercy, aniżeli sił nadprzyrodzonych. Bo o ile to drugie może przydarzyć się tylko nielicznym (o ile w ogóle może się przytrafić), o tyle z tym pierwszym możemy mieć do czynienia praktycznie w każdej chwili. Świadomość tego, że z pozoru w niewinnym człowieku może drzemać najbardziej popaprany i bezlitosny potwór, już jest w stanie przyprawić o dreszcze.

I Ketchum doskonale zdaje sobie z tego sprawę, serwując powieść niebywale realną, opartą na podstawie prawdziwego morderstwa nastoletniej Sylvii Likens. Nie będę wdawał się w opisy autentycznej historii, lepiej poświęcić chwilę uwagi na powieść. Narratorem pisarz uczynił trzydziestokilkuletniego Davida Morana, który w pierwszej osobie relacjonuje wydarzenia sprzed kilkunastu lat, kiedy jeszcze jako młody smarkacz był biernym obserwatorem obscenicznych scen odgrywających się w ciemnej piwnicy państwa Chandlerów. To, co od razu przeraża i wprawia w osłupienie to kontrast jakim posługuje się Ketchum w swej powieści. Pierwsza część to niemal sielanka, ot, taki sobie opis-relacja z życia normalnego amerykańskiego osiedla, w którym każdy  dobrze się zna i żyje ze sobą w zgodzie, gdzie chmara dzieciaków pełnych pomysłów na ciekawą i niezapomnianą przygodę biega środkiem ulicy, pałęta się po lesie, łapie raki w pobliskiej rzece i w międzyczasie z niecierpliwością przygląda się ostatnim przygotowaniom do corocznego karnawału organizowanego w miasteczku. Czytając kolejne strony powieści, co jakiś czas wracamy do okładki książki i zadajemy sobie pytanie: no i gdzie, do jasnej cholery, ta "absolutnie szokująca groza"? Tę oczywiście otrzymamy, ale nie tak prędko.

Jack Ketchum nie od razu bowiem rzuca mięsem w stronę czytelnika głodnego obiecanej "absolutnie szokującej powieści", dawkuje napięcie stopniowo, w pierwszej połowie książki podając jak na tacy jedynie strzępki tego, z czym przyjdzie mu zmierzyć się w drugiej połowie. Co prawda w międzyczasie poznajemy okoliczności zamieszkania Meg i Susan w domu Ruth, otrzymujemy niepokojące tropy i przyglądamy się bacznie rozwojowi wydarzeń, które powoli, wolnymi krokami, zbliżają się do punktu kulminacyjnego powieści- momentu, który ma nas przerazić, sparaliżować i obezwładnić. Ale Ketchum nie przeraża wyrafinowanymi opisami tortur pełnymi wątków gore, co niektórych może zawieść. Robi to jednak w sposób na tyle surowy i wymowny, by poruszyć najgłębsze emocje czytelnika i zakamuflować się w pamięci na długo. Po przebrnięciu całej książki, wycieńczeni emocjonalnie i zdruzgotani opisaną historią wreszcie zrozumiemy, że kontrast pomiędzy ostoją serwowaną nam na początku a piekłem zapodanym na końcu nie jest przypadkowy: bez owijania w bawełnę Ketchum udowadnia nam, jak pozornie niewinnie może wyglądać ktoś, kto tak naprawdę okazuje się bezwzględnym oprawcą nadającym się jedynie do odstrzału, jak ślepe na przemoc i agresję jest społeczeństwo oraz... jak łatwo można manipulować niewinnymi dziećmi, które niczym gąbki, potrafią bez żadnego namysłu wchłaniać zło i okrucieństwo pełnym haustem. Ketchum stosuje przeciwieństwa po to, by udowodnić, że ludzkie cierpienie jest o wiele bliżej, niż mogłoby się wydawać.

Pomocne okazują się tutaj umiejętnie zbudowane profile psychologiczne bohaterów, a szczególną uwagę przykuwa od razu postać Ruth- to nieco zakompleksiona kobieta po przejściach, zatapiająca smutki spowodowane nieudanym małżeństwem w alkoholu, dla dzieciaków z sąsiedztwa stanowiąca bezwzględny autorytet tego "prawdziwego" rodzica, który zezwoli na puszkę piwa, zostawia otwarte drzwi na noc, nie ukaże za drobne przewinienia, a nawet przyzwoli na rzeczy całkowicie zakazane. W Meg kobieta widzi dziewczynę, którą mogłaby być sama w chwili obecnej- całkowicie wolną od klęski po nieudanym małżeństwie. Nowe lokatorki szybko staną się dla niej przysłowiowym workiem treningowym i okażą się pomocne w wyładowaniu własnej frustracji i żalów po nieudanym życiu. Początkowo lekkie ciosy w postaci kłótni, nakazów i zakazów, przemienią się szybko w potężne uderzenia i wyrafinowane psychiczne i fizyczne tortury, które może wyrządzić jedynie człowiek o niezrównoważonej osobowości.

Dziewczyna z sąsiedztwa to kwintesencja grozy realistycznej. Jest w stanie spełnić oczekiwania nawet najbardziej wybrednego i opornego czytelnika, który po przeczytaniu całości, zapewne odczuje niesmak, zgorzknienie i uczucie wstrętu do oprawców. Jako wielbiciel różnych gatunków literackiego horroru, nieważne czy skupiającego się na budowaniu atmosfery i klimatu w klasyczny sposób, epatującego ogromną ilością opisów gore, czy- jak w przypadku omawianej powieści- stawiającego na realność sytuacji, muszę przyznać, że Ketchum jest w stanie przerazić czytelnika równie dobrze, jak ma to miejsce w przypadku powieści naszprycowanych nierealnymi potworkami, wilkołakami, wampirami i innej maści maskaradami, które śmiało mogą stanowić atrybut literackiego horroru. Ketchum mocno chwyta czytelnika za fraki i wciąga go w otchłań piekła: wraz z przeczytaniem każdej kolejnej strony wciąga coraz głębiej i głębiej. Wciąga do piekła, które wcale nie znajduje się pod ziemią i w ogóle nie przypomina tego z najbardziej koszmarnych i upiornych ludzkich wyobrażeń. Bo piekło, o którym pisze Ketchum, rozgrywa się na ziemi, pośród normalnych z pozoru ludzi, wśród cichych i spokojnych amerykańskich ulic, w ciemnej, brudnej i obskórnej piwnicy stanowiącej oazę męczarni i upokorzenia. Jeśli ktokolwiek jest gotowy na powieść bezwzględną, nieoglądającą się na cenzurę, pełną okrutnie prawdziwych, surowych opisów psychicznego i fizycznego torturowania człowieka, niech ryzykuje. W każdym razie nie jest to powieść dla czytelników o słabych nerwach, a już z całą pewnością nie dla osób niepełnoletnich.

Autor: Jack Ketchum
Oryginalny tytuł:  The Girl Next Door
Polski tytuł: Dziewczyna z sąsiedztwa
Gatunek: powieść grozy
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 307


* cyt. z powieści.
** opis wydawnictwa
Autor: Konrad

1 komentarz:

  1. Zgadzam się z Tobą - książka jest naprawdę mocna i nie dla każdego. Czyta się ją niemal błyskawicznie i pewne obrazy na długo zapadają w pamięć. Myślę że każdy powinien zainteresować się głębiej historią, na której bazuje dzieło Ketchuma. Świetna recenzja jak zawsze! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń