czwartek, 8 sierpnia 2013

Wywiad z Tomaszem Czarnym - prowodyrem oraz wspótwórcą "Gorefikacji".

Polski horror jest jaki jest - wielu z nas powiedziałoby nawet, że nie istnieje coś takiego, jak "polski horror". Przyglądając się naszej rodzimej scenie grozy trudno bowiem sądzić inaczej. Na szczęście są takie osoby w naszym polskim horrorowym światku, które podwijają rękawy i zamiast marudzić - swoimi siłami starają się tchnąć odrobinę świeżości w polską literacką grozę. Z całą pewnością taką osobą jest Tomasz Czarny - to postać znana znakomicie z "Gorefikacji" - pierwszej polskiej antologii gore, czy choćby z "Trylogii Gniewu", których recenzje pojawiły się niedawno na stronie (Strefa Literatury). Swoje opowiadania Autor kilkakrotnie publikował również w sieci, głównie w serwisach internetowych poświęconych szeroko pojętej grozie. Specjalnie dla TDZP Tomasz Czarny dzieli się opinią na temat kondycji polskiego horroru, opowiada o kulisach powstania "Gorefikacji" i Trylogii Gniewu", zdradza plany na przyszłość...


The Dark Zone Project (TDZP): Każdy twórca - nieważne, czy to malarz, pisarz, albo reżyser - ma przywilej tworzenia pod pseudonimem. Co skłoniło Cię do tworzenia pod pseudonimem „Tomasz Czarny”?

Tomasz Czarny: Jak wiesz, nie piszę rzeczy łatwych, prostych i przyjemnych, dlatego pseudonim to dla mnie rodzaj literackiej wolności, swobody. Pragnąłem także oddzielić życie literackie od tego realnego. Tak jest mi zdecydowanie łatwiej. Poza tym Tomasz Czarny brzmi zdecydowanie lepiej niż moje prawdziwe imię i nazwisko.

TDZP: Osobę Tomasza Czarnego znamy głównie z antologii „Gorefikacje” i „Trylogii Gniewu”. Pierwsza stanowi kompilację opowiadań różnych autorów, spośród których dwa – „Świątynia” i „Puszka coli” należą do Ciebie, druga natomiast w pełni poświęcona jest opowiadaniom Twojego autorstwa. Czy zanim te dwa zbiory ujrzały światło dzienne, zdarzyło Ci się wcześniej coś napisać i opublikować?

Tomasz Czarny: Tak. Publikowałem wcześniej na Niedobrych Literkach, Kostnicy.pl, Horror Reviews, Horror Online i w „Głosie Fantastyki”. Przyjąłem tą drogę, by najpierw stać się rozpoznawalnym i zauważalnym jako twórca mocnego horroru i zobaczyć krok po kroku jak to zostanie przyjęte. Nigdy nie sądziłem, że tak bardzo mnie to wszystko wciągnie i da mi tak olbrzymią satysfakcję. Wszyscy wiemy jaka obecnie jest sytuacja rynku wydawniczego w Polsce, dlatego nie uważam, że publikowanie na początku w portalach o tematyce grozy, self-publishingowych czy periodykach internetowych to coś gorszego. Od czegoś trzeba zacząć. Ja wszystkie swoje teksty traktuję tak samo. Oczywiście, że papier jest bardziej prestiżowy, ale minie jeszcze wiele czasu, zanim polski rynek wydawniczy otworzy się na horror. Ale otworzy się.  Wcześniej czy później. Jestem tego pewien. W Polsce nie ma ani jednego papierowego pisma o tematyce stricte horrorowej. To strasznie smutne i przygnębiające.

TDZP: Chciałbym na moment zatrzymać się przy antologii „Gorefikacje”. W Polsce jest to pierwszy tego typu zbiór w pełni poświęcony ekstremalnej odmianie horroru. Jak wyglądały przygotowania i prace nad zbiorem „od kuchni”? Czy zdarzały się jakieś trudności i przeszkody w trakcie realizacji projektu?

Tomasz Czarny: Hmmm, czy ja wiem? Bardzo długo „siedzę” w tematyce grozy wszelako pojętej. Jakieś 17 lat z długimi przerwami. Do powstania „Gorefikacji” natchnął mnie fakt, że w ogóle nie podoba mi się polski horrorowy mainstream literacki. Poza kilkoma pisarzami tworzącymi w kanonie gatunku, to nawet nie jest to horror czy nawet groza. W Polsce wszystko ubierane jest teraz w szaty horroru, tylko nie horror właśnie. To boli i denerwuje. Jak płacę 35 złotych za pozycję, która jest zaliczana do grozy lub horroru, to wymagam, żeby tak było. Inaczej czuje się po prostu oszukany. Większość idzie drogą typu: napiszę lżej, troszkę pod publiczkę, w innym gatunku i ktoś to wyda, ktoś się z wydawnictwa zainteresuje. Tylko pozostaje pytanie czy to jest uczciwe i czy to dalej jest horror. Ja takiego czegoś nie chciałem. Chciałem pokazać i udowodnić, że można inaczej, można iść swoją drogą i pozostać wiernym ideałom. Ale to bardzo ciężkie, szczególnie w Polsce. „Od kuchni” wyglądało to po prostu tak, że ja załatwiałem gości, terminy, maile itp. a Marek Grzywacz zajmował się głównie korektą i sprawami technicznymi. Przy samej końcówce to on wziął na siebie cały ciężar przedsięwzięcia i podejrzewam, że tylko dzięki niemu dobrnęliśmy do końca. Głównymi problemami był czas i brak doświadczenia w takich przedsięwzięciach. Przynajmniej u mnie.

TDZP: Co sprawiało Ci największą satysfakcję podczas realizacji przedsięwzięcia?
Tomasz Czarny: Same kontakty z autorami i pierwsze czytanie tekstów. Sam zestaw nazwisk jest naprawdę imponujący, nie myślałem, że uda mi się zgromadzić tyle znakomitości w jednym zbiorze. Kain, Radecki, Dąbrowski to moi idole, ciągle czerpię z ich tekstów inspirację i czegoś się uczę.

TDZP: Muszę przyznać, że w zbiorze znajdują się opowiadania naprawdę mocne i z pewnością nie są przeznaczone dla każdego. Z jakimi opiniami/ocenami spotkałeś się odnośnie tej antologii? Czy zdarzały się jakieś krytyczne opinie?

Tomasz Czarny: Nie spotkałem się z jakimiś strasznie negatywnymi opiniami. Dbaliśmy raczej z Markiem o jakość i warsztat tekstów i chyba nam to wyszło. Głównym zarzutem była monotematyczność, ale był to zbiór typowo tematyczny, więc wiele osób przymknęło na to oko. Jedne opinie głosiły, że te delikatniejsze tematycznie teksty w ogóle tu nie pasują, inne, że jest po prostu za mocno.

TDZP: W ostatnim czasie wydawanie książek w formie elektronicznej stało się dość popularne: w formie e-booka otrzymaliśmy antologię „Gorefikacje” oraz „Trylogię Gniewu”, ostatnio miałem okazję zapoznać się także z „Hotelem dla samobójców” Jerzego A. Kozłowskiego, natomiast dość niedawno swoją premierę miała również „Zombiefilia”. Czy wydanie antologii „Gorefikacje” w formie elektronicznej było od początku zaplanowane, czy myśleliście może o wydawnictwie w formie papierowej?

Tomasz Czarny: Myśleliśmy o papierze, ale zwykle termin rozpatrywania maili przez wydawnictwo trwa trzy miesiące. Nie chcieliśmy czekać tak długo nie mając pewności, że ktoś to wyda. Właściwie to mając pewność, że nikt tego nie wyda. Myślę, że taki zbiorek narobiłby sporo szumu, niekoniecznie w pozytywnym znaczeniu sensu tego słowa.

TDZP: Miałem możliwość zapoznania się z opowiadaniami zawartymi w „Trylogii Gniewu” i przyznam, że ten niewielki zbiorek po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczył. Każde opowiadanie kipi realizmem, daje się tu również odczuć inspirację zachodnim horrorem. Skąd narodził się pomysł na opowiadania, których wspólnym mianownikiem będzie tytułowy gniew?

Tomasz Czarny: Pomysł „Trylogii Gniewu” wziął się po prostu z życia. Pewnego razu, popołudniem, oglądałem program informacyjny i zobaczyłem tam historię, która później, lekko zmodyfikowana pojawiła się w „Psie”. Bestialstwo i zwyrodnienie w programach informacyjnych podawane są nam w taki sposób, by nie wywoływać u nas żadnych emocji. Od jednego morderstwa dzieci do drugiego, jedna patologia goni drugą itp. Nie ma czasu się nad tym rozwodzić, tyle jest tego szajsu, który nas otacza. Chłoniemy to jak gąbka wodę i powoli się przyzwyczajamy. Tak bardzo mnie to wtedy poruszyło, że w mojej głowie powstał po prostu obraz trzech opowieści, które mówią jak bardzo destrukcyjne i niszczycielskie są emocje, a przede wszystkim gniew. Inspirację zasięgnąłem także z „The Triage” Laymona, Ketchuma i Lee, która to pozycja jest w Polsce w ogóle nie znana i garstka ludzi wie, że coś takiego w ogóle wyszło spod pióra trzech wspaniałych pisarzy. Tam też trzy opowiadania napisane są  na bazie jednego tematu. Każdy z pisarzy podchodzi to tego indywidualnie, tworząc swoją historię i to jest wspaniałe.

TDZP: Były zaskakujące i wciągające opowiadania, była soczyście krwista antologia. Nie zastanawiałeś się nad stworzeniem jakiejś dłuższej powieści?

Tomasz Czarny: Tak, zastanawiałem się nad napisaniem dłuższej powieści. Bardzo dużo osób mnie do tego zachęca i motywuje. Wiem jedno, jeśli to zrobię, będzie to propozycja skierowana już stricte do wydawnictw. Nigdy nie pisałem do szuflady i nie zamierzam tego robić. Jeśli zacznę pisać powieść, na pewno będzie ona osadzona w polskich realiach i nie wiem do końca czy będzie to stuprocentowy horror, ale wiem jedno: to na pewno będę dalej ja i czytelnicy to potwierdzą, jeśli oczywiście kiedyś to ujrzy światło dzienne. Mam bardzo wiele pomysłów, ale tak naprawdę nie ma wydawnictwa, które zgodziłoby się wydać coś tak mocnego i brutalnego. Jeśli ktoś taki istnieje, niech się do mnie odezwie, na pewno się dogadamy (śmiech).

TDZP: Chciałbym na chwilę zatrzymać się przy temacie polskiego horroru. Niestety coraz częściej można usłyszeć dość nieprzychylne i niepokojące opinie odnośnie kondycji polskiej grozy. Wydaje się, że literatura grozy ma się jednak ciut lepiej w porównaniu do filmowego horroru, który faktycznie kuleje po całej linii. A jak Ty oceniłbyś literacki i filmowy horror w polskim wydaniu?

Tomasz Czarny: Tak ,to prawda. Niestety filmowy polski horror jako taki w ogóle nie istnieje, choć zauważam ruchy, że dużo ludzi stara się by było inaczej. Zawsze trzymam za nich kciuki. Trzeba coś robić. Narzekaniem nikt nigdy nic nie osiągnął. Nas wszystkich czeka kupa roboty, ale jeśli my tego nie zrobimy, to kto? Co do horroru literackiego, mainstream właściwie nie ma nic wspólnego z horrorem, ale zauważam zjawisko budowania się silnej niszy. Jest bardzo dużo nowych autorów, pasjonatów, co chwila tworzą się nowe portale, blogi, fora itp. Trzeba to kultywować, by to się rozprzestrzeniało i rosło w siłę. Głównym problemem jest także to, że wydawnictwa pod płaszczykiem niby polskiego horroru wydają jakiś szajs, który nie nadaje się nawet jako papier toaletowy. Ludzie czytając takie coś automatycznie odsuwają się od polskiej grozy, bo jest nudna, trywialna i nadęta. Czy nie lepiej po prostu napisać coś krótszego, świadomie b-klasowego, by dać ludziom choćby trochę zabawy? Kolejnym punktem wyjścia są schematy powielane chociażby po Kingu. Każdy pisze pod Kinga, każdy wzoruje się na Kingu itd. Nie dość, że mamy po kilkanaście przedruków tej samej powieści, to jeszcze większość pisze w duchu kingowskim. I mamy to, co mamy. Trzeba rozwalić ten betonowy mur na inną literaturę i to nie tylko amerykańską, bo wkrótce umrzemy z nudów. Jest Senecal, jest James Herbert, Poppy Z. Brite, Bryan Smith, Ramsey Campbell, Michael Laimo, Edward Lee, Richard Laymon, Brian Lumley, Ray Garton. A my w kółko to samo i to samo…

TDZP: Chciałbym zapytać o Twoje typy odnośnie literackiej i filmowej grozy. Co najchętniej lubisz oglądać/czytać, a czego wolisz unikać?

Tomasz Czarny: Jeśli chodzi o film to lata 70/80/90. Argento, Fulci, Bava, Romero. Carpenter, Hooper, Craven. Del Toro, D’amato, Savini, Olaf Ittenbach, Eli Roth, Rob Zombie, Clive Barker, Tarantino. W ogóle, może z małymi wyjątkami, nie interesuje mnie współczesny horror filmowy. Wolę gumowe charakteryzacje i hektolitry krwi. Poza horrorem lubię filmy Ridleya Scotta, Clinta Eastwooda, Franka Darabonta, Oliviera Stone’a czy Seana Penna.
Jeśli chodzi o literaturę: James Herbert, Edward Lee, Jack Ketchum, Clive Barker, wczesny Dean R. Koontz, John Everson, Richard Laymon, Brian Keene, Patrick Senecal, Joe Hill, Ray Garton. Polska półka: Kazimierz Kyrcz Jr., Dawid Kain, Łukasz Radecki, Stefan Darda i Marek Grzywacz.

TDZP: Ostatnio gościłeś na tegorocznym Krakonie. Mógłbyś nam zdradzić wrażenia po festiwalu?

Tomasz Czarny: Jak najbardziej pozytywne. Było naprawdę gorąco. Dosłownie i w przenośni. Stałem się świadkiem niesamowitego zjednoczenia w polskim środowisku grozy. Padły śmiałe decyzje i duże obietnice. Jest bardzo dużo świeżej, polskiej krwi i trzeba to wykorzystać. Wiele ludzi jest zmotywowanych do działania. Do końca roku będzie naprawdę ciekawie, a to dopiero początek. Trzeba zerwać tą kotarę milczenia, która powoduje, że polski horror i w ogóle horror stał cały czas z boku jako coś gorszego i niechcianego. Wcale tak nie jest. Było naprawdę super. Niesamowite wrażenia. Cały czas dzieje się coś nowego i świeżego i tą drogą trzeba iść.

TDZP: Na koniec zdradź nam jeszcze plany na przyszłość.

Tomasz Czarny: Hmmm, na pewno do końca roku ujrzy światło dzienne kilka moich nowych tekstów. Nie wiem dokładnie ile i gdzie, ale to pokaże czas. Późna jesienią ukażą się też „Gorefikacje II” w jakiej formie, jeszcze dokładnie nie wiemy. Wiemy jedno: będzie dużo smakowitych nazwisk, nie tylko z Polski. Po „Gorefikacjach II” chcę zwolnić trochę tempo i spróbować swych sił na papierze, a do tego potrzebny jest czas i spokój. Myślę intensywnie nad dłuższą formą, ale do końca roku jest to niemożliwe czasowo. Jest kilka pomysłów na projekty wydawnicze, a jak będzie to zobaczymy. Cały czas chcę wspierać polski i zagraniczny horror. Tego jestem pewien. Dziękuję za wywiad. Pozdrawiam wszystkich, trzymajcie się ciepło.
TDZP: Również dziękuję za ciekawe i wyczerpujące wypowiedzi i oczywiście trzymam kciuki za „Gorefikacje II” oraz pozostałe projekty, które w przyszłości chciałbyś zrealizować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz