czwartek, 19 grudnia 2013

Recenzja: Horror Masakra, nr 1 (czasopismo)

Lubicie mrożące krew w żyłach opowiadania? Chcecie poznać nowe osobliwości polskiego horroru? A może jesteście żądni ciekawych informacji na temat tego gatunku? Przed wami Horror Masakra, jedyny w Polsce (póki co) magazyn, w pełni poświęcony horrorowi i grozie, a co najlepsze - wydawany w wersji papierowej! Przedsięwzięcie jak najbardziej trafione, wszak magazynów na tradycyjnym nośniku papierowym, skierowanym do wielbicieli horroru w naszym kraju brakuje. Co nie oznacza, że takowe kiedyś w ogóle nie istniały. Oczywiście każdy kojarzy zapewne m.in. magazyn Lśnienie, czy Czachopismo, ale jak wiemy, przedsięwzięcia te nie przetrwały próby czasu. Pojawiła się luka, którą trzeba było w końcu zalepić jakimś porządnym materiałem. Takim, które spełni oczekiwania wygłodniałych fanów horroru. I stało się. Dzięki determinacji oddanych pasjonatów grozy, w tym naczelnego redaktora Tomasza "MordumX" Siwca luka została zalepiona. A co najważniejsze - materiałem solidnym, który - jestem niemalże pewien w stu procentach - zaspokoi czytelnicze gusta niejednego polskiego wielbiciela horroru w czystej postaci.
Każdy z nas uwielbia horrory i każdą swoją wolną chwilę poświęca na oglądanie kolejnych filmów, czy czytanie książek z tego gatunku. Są również i tacy, którzy każdy wolny czas spędzają na popularyzację grozy w sieci, tworząc własne blogi, portale, publikując recenzje, artykuły, a nawet opowiadania. Jesteśmy poniekąd jedną, wielką rodziną, której wspólnym dzieckiem jest horror i groza. I dbamy o nie, jak tylko możemy. Chcemy sprawić, by polski horror rósł w siłę i miał się dobrze. Popularyzacja kultury grozy to jeden z kluczowych zadań, jakie stoją przed każdym wiernym fanem gatunku. I coś w tej materii wreszcie się ruszyło. Powstają darmowe antologie grozy, jak grzyby po deszczu rozwijają się nowe blogi i portale poświęcone temu wspaniałemu gatunkowi, organizuje się specjalne konwenty grozy i horroru. To chyba dobry znak. Jednym z przedsięwzięć, które polski horror ma postawić na nogi, jest wspomniana Horror Masakra. To magazyn, który tworzą wierni sympatycy horroru, chętni do dzielenia się wiedzą na temat tego gatunku, jak również skorzy do tworzenia i publikowania własnych opowiadań, które mają dostarczyć czytelnikowi odpowiedniej dawki emocji. I pierwszy numer takich właśnie emocji dostarcza.
Debiutancki nakład dwumiesięcznika skupia się w głównej mierze na opowiadaniach, natomiast artykuły, felietony i wywiady są tutaj jakby dodatkiem. Miłe rozwiązanie, nie powiem. Opowiadania przemawiają do mnie dokładnie tak, jak opasłe powieści (jedno i drugie jest moją ulubioną formą literacką), dlatego też mocno zacierałem rączki i nie mogłem się doczekać chwili, kiedy zakamufluję się gdzieś w wygodnym miejscu i rozpocznę przygodę z Horror Masakrą. Nie powinien więc dziwić fakt, że wyjątkowo zacznę od opowiadań. Na rozgrzewkę, zaraz po słowie wstępu od redaktora naczelnego Tomasza Siwca (który gorąco zachęcam przeczytać), otrzymamy krótkiego short'a autorstwa Rafała Sali. Byłem zaskoczony! Krótkie, a jakże oddziałujące na wyobraźnię! I zaskakujące. Jak na rozgrzewkę w sam raz, a i zwiastuje porządny poziom całości. Po Przerwanym ogniwie przyjdzie pora na Tomasza Czarnego, który w pierwszym numerze HM zaprezentował opowiadanie Oddałam ciało w dobre ręce. Twórczość Tomasza poznałem m.in. w Gorefikacjach, Trylogii Gniewu, czy zaczytując się w jego opowiadaniach opublikowanych na różnych portalach poświęconych grozie. Jego bezkompromisowy i odważny styl szybko przypadł mi do gustu. W swoich tekstach zdziera z istoty ludzkiej maskę przyzwoitości i odkrywa jej okrutne, potworne oblicze. Nie inaczej było w tym opowiadaniu. Zdegenerowanie człowieczeństwa zostało tutaj przedstawione pod postacią popapranych pragnień i dążeń pewnego mężczyzny do tego, by jego ukochana uzyskała jak największą masę ciała. Tekst pozbawiony dużej ilości opisów gore, ale i tak przeraża. Czarny potrafi zdołować czytelnika i wprawić w osłupienie nawet i bez tego. Przez cały czas odczuwało się żal oraz szczere współczucie względem kobiety, a nienawiść do jej "ukochanego". Końcówka nadrabia zaległości w kwestii gore i fani mocniejszych wrażeń dostaną to, czego oczekują od Czarnego - tu będzie już obrzydliwie i zaskakująco. Z resztą opisy konsumpcji wysokokalorycznych specyfików same w sobie również wzbudziły we mnie obrzydzenie, więc z pewnością Czarny spełnił moje oczekiwania. Mogę nawet rzec, że obok opowiadań zawartych w Trylogii..., to jedno z jego najlepszych tekstów, jakie miałem okazję przeczytać.
Groza odziana w szaty szaleństwa czekała na mnie w krótszym opowiadaniu Nic nie czuję Pauliny Kuchty. Z każdego zdania tego tekstu paranoja wylewa się krwawymi strużkami, zaciągając czytelnika w mroki skażonej duszy głównej bohaterki, by ostatecznie doprowadzić go do jeszcze bardziej przygnębiającego i ponurego finału. Paulina solidnie odzwierciedliła w tym opowiadaniu obłęd człowieka zatraconego w marazmie, pustce i braku jakichkolwiek emocji. Krótkie, ale naprawdę wciągające. Klasycznym dreszczykiem rodem z popularnych miejskich legend powieje w opowiadaniu Sylwii Błach pt. Cisza w eterze. Jednym słowem: miodzio! Historia tutaj przedstawiona urzekła mnie pod kilkoma względami. Po pierwsze: zawiera w sobie nutkę tajemnicy, która dodaje dreszczyku emocji. Z zaangażowaniem chłonąłem to opowiadanie i im dalej w nie brnąłem, tym coraz większe ciarki pojawiały mi się na plecach. Po drugie: napięcie i groza są tutaj dawkowane umiarkowanie, ale solidnie. I po trzecie: prosta fabuła, jak również motyw i miejsce akcji (kierowca ciężarówki + autostopowiczka) zostały przedstawione w nietypowy i przewrotny sposób, co stanowi ogromny atut tego opowiadania. Czytając tekst Sylwii w warunkach gwarantujących odpowiedni nastrój (nocą rzecz jasna, w czasie wichury, przy świeczce lub najlepiej za kierownicą w czasie postoju ;) ) można liczyć na to, że opowiadanie niejednemu zaserwuje pietra. Dobra robota! Z kolei opowiadanie Marka Grzywacza pt. Dom miłości zaskoczyło mnie totalnie. Tytuł opowiadania zdradza nam na dobrą sprawę niewiele i jeśli komuś wydaje się, że będzie to kolejny tekst o nawiedzonym domu, ten się myli. Pomysłowość Marka Grzywacza po prostu nie zna granic, co autor udowodnił w tym właśnie opowiadaniu. Utrzymany w odpowiednim klimacie, z nutką bizarro, zadowoli niejednego fana lubującego się w minimalnej dawce gore, którą zastępuje się dobrze zbudowanym napięciem, trzymającym czytelnika w ryzach do samego zakończenia. Wielki plus za pomysłowość i powiew świeżości w ograny motyw opuszczonego domu skrywającego jakąś tajemnicę. 
Robaczywek Łukasza Radeckiego wstrząsa realizmem i porusza tragedią, jaka dotknęła głównego bohatera opowiadania, Robaczywka właśnie. To chłopiec wychowujący się w rodzinie patologicznej, który - jak można się domyśleć - nie uraczy wsparcia zarówno u swoich rodziców, jak i wśród rówieśników, a zamiast tego będzie pomiatany i wyśmiewany. Tekst porusza ważny problem, często rozdmuchiwany w mediach: brak wsparcia dla dzieci z rodzin zagrożonych oraz szerząca się powszechnie ślepota ludzka na problemy drugiego człowieka. To, co spotkało chłopca w opowiadaniu autentycznie przeraża, wzbudza w czytelniku ogromne pokłady współczucia oraz złości względem oprawców. Całość została przekazana prostym, niewydumanym językiem. Po emocjonującym opowiadaniu, które poniekąd zmusza do głębszej refleksji, pora na coś z przymrużeniem oka. Wstrząs Andrzeja Biedronia to lekko humorystyczne opowiadanie, które w sam raz pasuje jako swoista odskocznia od przytłaczającej dawki makabry, jakiej dostarczyły  mi poprzednie opowiadania. Będzie o zdradzie małżeńskiej i konsekwencjach, jakie czyhają na męża ze strony rozhisteryzowanej żony i myślę, że niejeden z nas wolałby nie być w skórze faceta, którego żona czerwienieje z wściekłości i posunie się do najdzikszych sposobów, by wydobyć z męża informacje o zdradzie. Elementy makabry ujawnią się w finałowej części opowiadania. W kolejnym tekście Zaklęcie, którego autorką jest Aleksandra Brożek, horror po raz kolejny przyodzieje się w klimatyczne szaty. Piękna rezydencja, kolorowy ogród, dziewięcioletnia dziewczynka oraz coś złego, co kryje się pośród ogrodowych krzewów. To i wiele więcej będzie można poznać w tekście Aleksandry. Otrzymałem tutaj wciągający, choć nieco przewidywalny na początku rozwój wydarzeń, który ostatecznie doprowadził mnie do zaskakującego i krwawego zakończenia. 
I znów kolejny mocny punkt czasopisma. Tym razem opowiadanie Pauliny J. Król zaskoczyło mnie pod względem fabularnym. Lekoman to nie jest zwykły horror o człowieku uzależnionym od medykamentów - autorka postanowiła ruszyć krok do przodu i zaprezentowała coś więcej, ale nie warto zdradzać w tym miejscu fabuły, po prostu trzeba to przeczytać samemu. W każdym razie po raz kolejny przekonałem się, że z prostego pomysłu zawsze może narodzić się coś innowacyjnego i zaskakującego i tak było w przypadku tego właśnie opowiadania. Jego atutem jest również pomysłowa forma (coś na kształt zapisków z pamiętnika), jak i umiarkowanie dawkowane napięcie, które trzymało mnie w niepewności do samego końca. Paulina - dobra robota i liczę na więcej :) . Klasyczne i jakże urokliwe opowiadanie Artura Kuchty Jak kurwie w deszcz mrozi krew w żyłach. Ja przynajmniej nigdy nie skuszę się na wyłączenie telefonu na noc. Co więcej, nigdy go też nie wyciszę. Nie chcę nabawić się wyrzutów sumienia :) . Historia, jaką przedstawił Artur przypomina mi typowe, klasyczne opowieści o duchach, które nieraz przytaczało się podczas spotkań towarzyskich przy ognisku, co ja akurat uważam za ogromny walor opowiadania. Prostota takich historyjek, ich niesamowitość oraz dreszczyk emocji przyprawiają o ciarki, a to opowiadanie dodatkowo zostało przepełnione nostalgią, smutkiem i nieuzasadnionym lękiem przed zmarłymi. Zmusza też do refleksji. Choć opowiadanie bazuje na znanych motywach z ghost stories, ja uważam je za jak najbardziej udane. Marcin Podlewski zaprowadzi czytelnika prosto do bram piekieł w opowiadaniu Jak w domu. Moją uwagę przykuło tu  rewelacyjne operowanie słowem, dzięki czemu opisy piekła są dokładne i oddziałują na wyobraźnię. Sama historia również interesująca, więc tekst jak najbardziej warty przeczytania. Podobnie jak opowiadanie Nowi sąsiedzi Pawła Pietrzaka. Po zapoznaniu się z tym tekstem stwierdziłem, że dobrze mieć w miarę normalnych sąsiadów :) . Bo ci z opowiadania z pewnością do takowych nie należą. Więcej nie zdradzę, trzeba przekonać się samemu. Jest krwawo i nieco intrygująco. Na zakończenie otrzymamy kolejnego short'a Rafała Sali Cóż wiemy o potworach? I co ja mogę napisać... znów się nie zawiodłem! Opowiadanie gwarantuje napięcie oraz to, co chyba każdy z nas uwielbia najbardziej, czyli mocne i zaskakujące zakończenie. Przyznaję, że do króciutkich opowiadań zawsze podchodziłem ostrożnie, ale jeśli mają one wyglądać tak, jak te spod pióra Rafała Sali, to mogę je czytać codziennie.
Oczywiście na opowiadaniach przygoda z Horror Masakrą się nie kończy, wszak mamy jeszcze felietony, artykuły oraz wywiady. W trochę skromnej liczbie, ale jednak. Teksty te zostały umieszczone między poszczególnymi opowiadaniami, więc niejako stanowiły przyjemną odskocznię od kolejnych krwawych historii. Taki układ mi odpowiadał, więc nie będę się czepiał. Na początek, zaraz po opowiadaniu Pauliny Kuchty, Magdalena Maria Kałużyńska zaszczyci nas swoim pierwszym artykułem o polskich produkcjach grozy. Oj powiało grozą, powiało... I dobrze!  Artykuł napisany prostym językiem o kondycji polskiej filmowej grozy. Bilans jako tako wygląda marnie, pojawi się kilka słów krytyki, jednak autorka daje zielone światło polskim twórcom. Warto przeczytać, zwłaszcza, że tekst utrzymany jest w humorystycznym stylu. Zaraz po opowiadaniu Marka Grzywacza, będzie wywiad z Łukaszem Henelem, autorem powieści grozy On oraz Szkarłatny blask. Autor zdradza w nim m.in. kulisy powstania powieści, inspiracje oraz plany na przyszłość. Warto się zapoznać. O fenomenie horrorów będzie można z kolei poczytać w krótkim, ale treściwym felietonie Adriana Warwasa Raz, dwa - Freddy już Cię ma, czyli fenomen horrorów, umieszczonym zaraz po opowiadaniu Wstrząs Andrzeja Biedronia. Poleci kilka ważnych tytułów produkcji grozy, z którymi wypadałoby się zapoznać. Później otrzymamy kolejny ciekawy wywiad, tym razem z Tomaszem Czarnym. Osoby niezaznajomione z hardcore horrorem, będą miały okazję bliżej poznać jego specyfikę. Będzie też sporo o kondycji polskiej grozy, oraz o przyszłości ekstremalnej odmiany horroru na naszym rodzimym podwórku. Po opowiadaniu Marcina Podlewskiego po raz kolejny pojawi się tekst Adriana Warwasa, tym razem będzie o fenomenie produkcji grozy, wychodzących spod skrzydeł The Asylum i SyFy. Fenomen(?) filmów The Asylum i SyFy porusza ważny temat i koniecznie trzeba się z nim zapoznać.
To tyle, co znajdziemy w pierwszym numerze dwumiesięcznika Horror Masakra. Wrażenia? Można je opisać jednym słowem: WOW! Szczerze przyznam, że nie spodziewałem się aż tak wyrównanego poziomu wszystkich tekstów i nie ukrywam, że Horror Masakrę przeczytałem nie raz, nie dwa, ale trzy razy w poszukiwaniu jakiejś luki. Ja bynajmniej żadnej się nie dopatrzyłem. Oczywiście można by się doczepić choćby do braku spisu treści na początku, bo choć pierwszy numer to taki wychudzony anorektyk - zaledwie 32 strony, to jednak jakieś uporządkowanie by się przydało. Fajnie, gdyby pojawiło się też jakieś słowo o autorach na końcu, ale to tylko uwagi w kwestii kosmetycznej, które można zawsze uwzględnić przy okazji wydawania kolejnych numerów. Albo i nie. Tak naprawdę liczy się przede wszystkim poziom tekstów, który - powtórzę się - jest tutaj wyjątkowo dobry. I wszystko to zaprezentowane zostało w prostej szacie graficznej z genialną okładką (brawa dla Pana Goryla). Horror Masakra to z pewnością udany, godny polecenia projekt, za rozwój którego gorąco trzymam kciuki!
Nazwa magazynu: Horror Masakra
Numer: 1/2013
Tematyka: horror/groza
Wydawca: "HORROR MASAKRA" TOMASZ SIWIEC
Cena: 6.00
Autor: Konrad

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz