czwartek, 26 grudnia 2013

Recenzja: Silent Night, Deadly Night (aka Cicha Noc, Śmierci Noc), 1984

No i mamy święta. Czas, kiedy w wolnej chwili - zmęczeni świątecznym obżarstwem i gośćmi - siadamy przed telewizorem, by odprężyć się przy dobrym filmie. Naturalnie omijamy szerokim łukiem popularne stacje telewizyjne, by uniknąć odgrzewanych kotletów pokroju Kevina samego w domu, tudzież Kevina samego w Nowym Jorku i wybieramy coś, co chętnie zaspokoi nasze horrorowe gusta. Zastanawiamy się, jaki horror świąteczny można by sobie zaserwować na długi, zimowy wieczór. Lista - wbrew pozorom - wcale nie jest taka krótka, o czym można by się przekonać sięgając po niektóre zestawienia horrorów utrzymanych w  świątecznym klimacie (polecam choćby zestawienie, które niedawno ukazało się w serwisie Horror Reviews czy na blogu Buffy). Wśród nich znajduje się klasyk świątecznego kina grozy - slasher Charles'a Sellier'a Jr, który potrafi zachwycić nie tylko wzruszającą historią, ale również dobrze wykreowanymi postaciami, jak i krwawymi scenami mordów, które nie ścierają się z pamięci.

Fabuła filmu skupia się na historii małego chłopca, który krok po kroku przeistacza się w bezwzględnego mordercę. Od początku, do samego końca mamy okazję obserwować rozwój psychopatycznych zachowań Billy'ego, śledząc jednocześnie przyczyny masakry, którą dane nam będzie ostatecznie obejrzeć w całej swej okazałości mniej więcej od połowy seansu. Fabułę podzielić można na trzy części. Pierwsza część filmu stanowi preludium do tego, co wydarzy się później. Na początku poznajemy rodzinę Chapmanów, która razem z kilkuletnim Billy'm oraz kilkumiesięcznym Ricky'm postanawia odwiedzić ojca w szpitalu psychiatrycznym. W drodze powrotnej zostają zatrzymani przez mężczyznę w kostiumie Mikołaja, który zabija rodziców Billy'ego. Wydarzenie to odbija się piętnem na psychice chłopca i na stałe zakorzenia się w jego umyśle. W drugiej części filmu zostajemy przeniesieni o kilka lat później do sierocińca, nad którym opiekę sprawują siostry zakonne. Billy jako starszy chłopiec nadal nie może pogodzić się ze śmiercią rodziców. Dręczą go ponure wspomnienia, z którymi nie może sobie poradzić. Niektórych jego zachowań nie jest w stanie zaakceptować i zrozumieć siostra przełożona, która za każdym razem surowo go każe. Chłopiec może liczyć tylko na siostrę Margaret, jednak i ona musi akceptować surowe metody wychowawcze siostry przełożonej. W kluczowej części filmu Billy jest już nastolatkiem, który przy pomocy siostry Margaret, otrzymuje posadę w sklepie z zabawkami. Praca pozwala mu na moment zapomnieć o incydencie sprzed lat, jednak wkrótce przyjdzie mu zmierzyć się z własnymi lękami, kiedy właściciel sklepu każe mu przebrać się za świętego Mikołaja. Przykre wspomnienia wracają i Billy ostatecznie nie jest w stanie psychicznie tego znieść. W stroju Mikołaja, z siekierą w ręku, wyrusza w głąb miasta, by rozpocząć krwawą rzeź.
Świąteczny slasher Charles'a Sellier'a Jr to horror, który w latach 80. namieszał co nieco w głowach niektórych odbiorców i zyskał sobie całkiem okazałą grupkę wrogów, jak i oddanych sympatyków. Przeciwnicy filmu zarzucali reżyserowi, że narusza ogólnie przyjęte wyobrażenie świętego Mikołaja jako dobrego staruszka z siwą brodą, rozdającego dzieciom prezenty, w filmie ukazując go jako złego i okrutnego zabójcę z siekierą w ręku, wymierzającego karę. Po drugiej stronie barykady stoją obrońcy filmu, którzy darzą go wielką sympatią i sentymentem głównie ze względu na walory, jakimi może się pochwalić, ale nie tylko. Jeśli przyjrzeć się głębiej w oś fabularną, to Silent Night, Deadly Night wcale nie narusza ogólnie akceptowalnych poglądów dotyczących świętego Mikołaja - w filmie można dopatrzeć się dobrze rozbudowanego i przemyślanego wątku psychologicznego, z którego wysuwają się ponure i pouczające wnioski. Trzeba je tylko umieć w odpowiedni sposób zinterpretować. Cicha Noc, Śmierci Noc to umiejętnie rozegrany slasher nie o świętym Mikołaju-zabójcy, a o skażonej przeszłości dziecka oraz o tym, że delikatna i krucha psychika czasami nie jest w stanie znieść traumatycznego wydarzenia oraz surowych metod wychowania. Wszystkie te czynniki doprowadziły do zaprogramowania psychiki chłopca na zemstę i chęć rewanżu. To jeden z nielicznych slasherów, w których darzymy współczuciem nie tyle ofiary, co samego zabójcę.
W Silent Night, Deadly Night reżyser zadbał o zachowanie odpowiednio wyważonych, świątecznych detali, jednocześnie nie słodząc aż zanadto. Atmosfera świąt jest tutaj namacalna dzięki wykorzystaniu świątecznych utworów oraz ozdób, wśród których oczywiście pierwszorzędną rolę odgrywa postać Mikołaja. W scenerii tej brakuje co prawda więcej białego puchu, co jednak w żaden sposób nie wpływa na odczuwanie świątecznego klimatu. Reżyserowi udało się również przemycić namiastkę grozy (zwłaszcza w sekwencjach ukazujących mordowanie rodziców chłopca nocą, na opustoszałej drodze, w pobliżu złowieszczego lasu). Mikołaj-zabójca dysponuje również ciekawymi pomysłami na pozbawianie życia roznegliżowanych, napalonych nastolatków, więc można spodziewać się naprawdę przyzwoicie wykonanych scen morderstw, dopieszczonych w taki sposób, by można je uznać za realistyczne.
Moją uwagę w tym filmie przykuło również aktorstwo. Pierwszorzędnie wspomnieć tu wypadałoby o aktorach wcielających się w Billy'ego. Zarówno Jonathan Best odgrywający Billy'ego jako pięciolatka, Danny Wagner w roli chłopca w wieku ośmiu lat, jak i Robert Brian Wilson jako osiemnastoletni Billy wypadli naprawdę rewelacyjnie i autentycznie. Dzięki rozbudowanej fabule ukazującej rozwój wydarzeń na przestrzeni dzieciństwa, aż do okresu dojrzewania, mogliśmy w sposób dogłębny przyglądać się powolnemu rozwojowi zaburzeń psychicznych głównego bohatera, który najpierw jako zupełnie zdrowy chłopiec uwielbiał postać świętego Mikołaja, a wraz z rozwojem kolejnych traumatycznych wydarzeń, zaczyna go szczerze nienawidzić i kojarzyć tylko i wyłącznie z przykrymi sytuacjami. Stadium paranoi, lęku i zaburzeń osobowości Billy'ego jest dawkowane umiarkowanie, by ostatecznie ukazać jego najbardziej przeraźliwą odsłonę.  Nieco humorystycznego akcentu dodają aktorzy wcielający się w pracowników sklepu zabawkowego, a zwłaszcza ich dziecinne zachowania pod wpływem alkoholu. Z kolei Lilyan Chauvin autentycznie budzi niepokój jako siostra przełożona, a jej chłodny i stonowany wyraz twarzy dodaje nutki grozy. Dla odmiany Gilmer McCormick wcielająca się w postać siostry Margaret wnosi do filmu trochę ciepła i nadziei na to, że cała ta historia może jednak skończyć się happy endem. Oczywiście na szczęśliwą wersję zakończenia nie ma co liczyć, co zupełnie uważam za zaletę filmu. Finał historii opowiedzianej w Silent Night, Deadly Night być może jest nieco przewidywalny, ale za to pozostawia widza z rozterkami i ponurą refleksją. W ogóle film - wbrew powszechnej modzie lat osiemdziesiątych na kręcenie horrorów z przymrużeniem oka - został niemalże całkowicie pozbawiony elementów komediowych. To horror całkiem poważnie podchodzący do motywu Mikołaja-zabójcy. 
Świąteczny horror Charles'a Sellier'a Jr być może jest typowym slasherem z zabójcą, roznegliżowanymi nastolatkami oraz przyjemnymi dla oka krwawymi scenami mordów, ale przyznać trzeba, że oprócz tego film ma nam do zaoferowania ciekawą i zapadającą w pamięć historię z morałem. Być może stwierdzenie, że to kontrowersyjny horror, dziś wyda się nieco naciągane, jednak należy wziąć pod uwagę fakt, że w latach osiemdziesiątych Amerykańskie Stowarzyszenie Rodziców i Nauczycieli oraz spora rzesza krytyków uznało Silent Night, Deadly Night za film wypaczający i przekraczający granicę przyzwoitości, głównie ze względu na uczynienie świętego Mikołaja mordercą, co oczywiście nie jest do końca zgodne z prawdą. Pomimo wszystko horror ten jest niemalże traktowany jak dzieło kultowe, które koniecznie trzeba obejrzeć w święta.
Tytuł oryginalny: Silent Night, Deadly Night
Tytuł polski: Cicha Noc, Śmierci Noc
Rok produkcji: 1984
Gatunek: Horror/slasher
Czas trwania: 1 godz. 25 min.
Reżyseria: Charles Sellier Jr
Autor: Konrad

1 komentarz:

  1. Zgadzam się z Tobą, że to już praktycznie kultowy film na święta dla miłośników grozy, ale ja jednak świątecznych straszaków nie lubię i sobie darowałam w tym roku takie wynalazki. Ciekawa jestem, czy pojawi się coś nowego, godnego uwagi w takich klimatach. Bo niedługo będziemy skazani tylko na starocie i "Kevina" :)

    OdpowiedzUsuń