piątek, 13 grudnia 2013

Recenzja: Zombiefilia (antologia)

Latem tego roku nasi rodzimi twórcy literackiego horroru uraczyli nas pierwszą polską antologią o zombie. Zombiefilia jest zbiorem skupiającym wokół siebie nie tylko doświadczonych pisarzy, ale także i pasjonatów grozy, którzy pełni zapału, oddani pasji jaką jest groza, dopiero próbują tworzyć coś swojego. Osobiście gorąco popieram tego typu przedsięwzięcia, bo dzięki temu nasza groza powoli zaczyna budzić się ze stagnacji i niczym martwe zombie wypełzający z grobów, na nowo zaczyna tętnić życiem. Takie projekty, skupiające nie tylko znanych i doświadczonych autorów, zapalają również zielone światełko dla początkujących twórców, co daje ogromne szanse dla ich rozwoju oraz umożliwia odkrycie nowych talentów. Z chęcią sięgnąłem po tę antologię ze względu na żywe trupy, bo to tematyka z której z pozoru nie da się już niczego nowego wydobyć. Chciałem sprawdzić, czy polscy twórcy grozy podołali wyzwaniu i czy nowi debiutanci wnieśli powiew świeżości w temat, który nie ukrywajmy, jest oklepany i ciężko wykrzesać z niego odrobinę świeżości. Po zapoznaniu się z obszerną antologią o zombie jestem pewien, że idziemy w dobrym kierunku.
Pierwszą polską antologię o zombie śmiało mogę nazwać opasłą i żeby nie być gołosłownym zaznaczę, że zbiór liczy sobie przeszło 360 stron. I choć zdaję sobie sprawę, że istnieją o wiele grubsze książki, to jednak świadomość tego, że musiałem przeczytać aż tyle stron w wersji elektronicznej wlepiając wzrok w monitor, niezbyt zachęcało do lektury. Osobiście należę do grona czytelników, którzy książkę muszą mieć w ręce w trakcie czytania i czuć jej zapach. Ot, co. Oczywiście odrzuciłem opcję wydrukowania całości i oprawienia w przysłowiowe "ramki", wszak póki co tyłek groszem nie śmierdzi, więc trzeba było zadbać o przyzwoite oświetlenie, kubeł gorącej kawy (względnie czegoś mocniejszego) i zabrać się za czytanie. Z drugiej strony znając polskie realia i problem z wydawaniem tego typu rzeczy w wersji papierowej, zdaję sobie sprawę, że publikacje w wersji e-book stanowią jakąś alternatywę i możliwość dotarcia do odbiorców, więc z drugiej strony powinien cieszyć fakt, że taka właśnie forma wydawania publikacji staje się coraz bardziej popularna wśród naszych rodzimych twórców. Poza tym antologia jest do pobrania całkowicie za darmo, więc nie ma co marudzić, tylko pobierać, pobierać i jeszcze raz pobierać. I czytać w takich warunkach, by nie zmęczyć oczu i w połowie nie odlecieć w błogi sen. Względnie wydać trochę kasy i to wydrukować.
jest co czytać. Zbiór zawiera dwadzieścia pięć opowiadań oscylujących wokół tematyki zombie. Zanim wziąłem się za czytanie zastanawiałem się, cóż takiego nasi polscy twórcy nam zaserwują, wszak jak wspomniałem we wstępie, motyw nieumarłych jest już niemalże wyświechtany do granic możliwości. Zaczytując się w poszczególnych opowiadaniach momentami zbielało mi oko z wrażenia, czasami jednak bywało tak, że w połowie  czytania niektórych historii miałem ochotę wyłączyć monitor i dać sobie spokój. Nie ma w tym niczego dziwnego, bo zbiory opowiadań mają to do siebie, że posiadają swoje mocne i słabe punkty, a tak naprawdę ciężko jest wskazać na zbiór, który byłby idealny. Pierwszą polską antologię o zombie oczywiście nie ominęła ta zasada: znajdziemy tu opowiadania rewelacyjne, oryginalne, niezwykle pomysłowe, jak i te przyzwoite trzymające się klasyki, nie zawiewające świeżością, jednak dobre. Znajdą się również i słabsze treści. Z pewnością plusem antologii jest różnorodność tekstów w nich zawartych, także istnieje spora szansa na to, że pośród zaprezentowanych opowiadań, każdy znajdzie coś dla siebie.
Bramę do świata pełnego rozpadających się trucheł otwiera naturalnie wstęp, a zaraz po nim będziemy mogli przeczytać podziękowania dla autorów oraz wszystkich zaangażowanych w projekt. Oczywiście to, co nas interesuje najbardziej, znajduje się zaraz po "oficjalnych pisemnych przemowach". Opowiadania, ze względu na ich krótką formę, trudno recenzować, więc z reguły treść fabularną opisuję po łebkach, by nie zdradzić zbyt wiele i od razu przechodzę do oceny. Pierwsze opowiadanie należy do  Dawida Kaina – Anioły zjedzą wiosnęHistoria konwencjonalna, acz przedstawiona w nietypowy sposób. Pojawia się klaustrofobiczna atmosfera oraz paranoja dwojga zakochanych w sobie po uszy ludzi, odizolowanych w domu od świata oblężonego przez zombie. Opowiadanie dobre, autor krok po kroku wprowadza czytelnika w kolejne etapy zarażenia, a czyni to w sposób wyjątkowy. Objawy nielogicznego myślenia charakterystyczne dla świeżo zarażonego są tutaj przedstawione za pomocą błędów w pisowni i nielogicznych zdaniach (stąd też nieco pokręcony tytuł opowiadania). Autor postanowił ukazać wydarzenia z perspektywy zainfekowanego. Zaraz po Dawidzie Kainie, swoim opowiadaniem zaraża nas Magdalena M. Kałużyńska. Die Hard zostało zainspirowane - jak zaznacza autorka na początku opowiadania - takimi hitami jak REC, Szklana pułapka, czy 28 dni później i szczerze przyznam, że im dalej wgłębiałem się w tę historię, tym coraz mocniej odczuwałem inspirację wymienionymi wyżej filmami.  Może i to kolejna klasyczna historia z podtekstami ekologicznymi w tle, opowiadająca o uwięzionych w biurowcu ludziach, ale warsztat pisarki autorki oraz pomysł na przedstawienie wydarzeń z różnych perspektyw czasowych całkowicie przekonał mnie do tego opowiadania. Kałużyńska dawkuje napięcie na odpowiednim poziomie, mąci w głowie, podaje kilka tropów, które pod koniec ładnie układają się w sensowną całość. Lubię trwać w niepewności do samego końca i Die Hard mi to umożliwiło. Dodatkowym atutem opowiadania jest motyw wizji nękających zarażonych. Dobry pomysł! Sylwia Błach w opowiadaniu Głód postawiła przedstawić wydarzenia z perspektywy zombie w trakcie ewolucji. Autorka udowadnia, że żywe trupy także nie omija zasada rywalizacji i wyścigu z czasem. Treść ładna, czytało się zwiewnie, szybko i zanim pozwoliłem wciągnąć się w tę historię, migiem dotarłem do końca. I chciałem więcej. Oczywiście więcej nie było, więc po skończeniu tego opowiadania czułem jednak niedosyt. Mocno groteskowe opowiadanie czekało na mnie tuż za propozycją Sylwii. Jak ja ich nie cierpię Marcina Rojka to nietypowy, surrealistyczny horror-bajeczka o smerfach-zombie. Można stworzyć odważne opowiadanie nie ryzykując wtopą? Można! Opowiadanie z przymrużeniem oka, a co najważniejsze - oryginalne, bo nigdzie indziej nie będziemy mieli okazji obcować z niebieskimi zombiakami, tylko tutaj. Oczywiście na grozę nie ma co liczyć, bo to tekst kipiący przede wszystkim lepkim, obślizłym czarnym humorem, które dzięki bogu klei się i trzyma kupy. Paweł Waśkiewicz postawił na dłuższe opowiadanie, które mimo to nie znużyło mnie. W Relikcie Epoki autor zabierze czytelnika w podróż po opuszczonym mieście, w którym główną atrakcją nie są zabytkowe budynki, a żywe trupy, do których będzie okazja sobie postrzelać. Opowiadanie podzielone zostało na kilka części i zawiera dwa wątki: wycieczka po opuszczonym mieście wraz z rodziną, którą dyryguje starszy mężczyzna (narrator) oraz wątek drugi, czyli wspomnienia sprzed lat w pubie Czarna Owca pewnej grupki mężczyzn. Wyrazisty, prosty styl pisarza powoduje, że opowiadanie czyta się lekko i przyjemnie. Fabuła wciąga i ma się ochotę poznać zakończenie. Jest ono jednak nieco rozmyte i trochę mnie zawiodło, ale mimo wszystko uważam to opowiadanie za dobre, ponieważ autor wzbogacił fabułę o refleksję nad tym, czy jest sens wracać do przeszłości i norm, jakie obowiązywały przed atakiem zombie, czy może porzucić "relikt epoki" i przystosować się do zupełnie odmiennych zasad życia w świecie oblężonym zewsząd nieumarłymi.
Z kolejnym opowiadaniem, tym razem autorstwa Aleksandry Zielińskiej zatytułowanym Deus ex machina miałem mały problem. Po zapoznaniu się z tekstem odniosłem wrażenie, jakby autorka miała wiele ciekawych pomysłów i postanowiła wrzucić je wszystkie do jednej historii. W rezultacie otrzymaliśmy taki niezbyt udany misz-masz, w którym mamy zombie, demony, wieszczkę z opiekunem, która ma moc przepowiadania oraz sekciarzy. Przez fabułę ciężko było mi przebrnąć, być może przez nagromadzenie wielu wątków w krótkiej treści. Plusik za wykreowanie niespokojnej, post-apokaliptycznej atmosfery. Kolejne dwa opowiadania należą do Pauliny Kuchty. Pierwsze to Widzę cię, widzę was. Krótkie opowiadanie, ale całkiem przyzwoite. Autorka pomija w nim wątek post-apokaliptyczny, a skupia się na odczuciach głównego bohatera oraz wizjach, jakie nawiedzają go nocą. Autorka zostawia czytelnikowi otwarte drzwi i możliwość własnej interpretacji tekstu, a tego typu zabiegi bardzo sobie cenię. Po przeczytaniu opowiadania czytelnik zostaje sam na sam z pytaniem: czy żywe trupy, które narrator widuje nocą, są tylko tworem jego wyobraźni, a jeśli nie, to w jakim celu przychodzą do mężczyzny? Drugie opowiadanie Pauliny należy do grona tych, po przeczytaniu których oko bieleje z podziwu i zachwytu. Amanda to niezwykle pomysłowe opowiadanko, wszak mamy tu do czynienia z… prostytutką-zombie! Aż dziw bierze, jakich to mamy pomysłowych twórców :) I dobrze. Oby więcej takich. Opowiadanie ciut lepsze od poprzedniego, nie tylko przez wzgląd na oryginalność i pomysłowość, ale również na przewrotne zakończenie. Ale tylko ciut lepsze, bo summa summarum oba teksty prezentują wyrównany poziom. Kolejne opowiadanie, którego autorem jest Artur Olchowy podpowie nam, co zrobić z żywym trupem, który się rozpada i okropnie śmierdzi. To kolejny tekst, który powala oryginalnością. Autor opowiadania optuje za tym, że koniecznie zombiaka trzeba poddać zabiegowi kosmetycznemu! Jak unieszkodliwić niebezpieczne ugryzienia zombie? W jaki sposób pozbyć się nieprzyjemnego odoru nieumarłego? Jaki zabieg zastosować w przypadku rozpadającego się ciała? Tego dowiecie się, konsumując opowiadanko Zabieg na całe ciało. Radzę jednak nie przegryzać w czasie obcowania z tym tekstem żadnego jedzenia (a zwłaszcza z dodatkiem mięsiwa), bowiem autor pozwolił sobie na dokładne opisy poszczególnych zabiegów chirurgicznych na żywym trupie, tak więc taka mieszanka może skończyć się wymiocinami. Oryginalne opowiadanie, oddziałujące na wyobraźnię, z pewnością dostarczy niemałej rozrywki ozdobionej szczyptą czarnego humoru. To jedno z ciekawszych opowiadań w antologii. Klasyką powieje natomiast w tekście Pauliny J. Król pt. Drosera animalia. To opowiadanie dla tych, którzy uwielbiają klimat rodem z rasowego slashera. Czwórka przyjaciół wybiera się na bagna biebrzańskie, celem badania tamtejszej fauny i flory. Wynajmują w tym celu chatkę w lesie i w międzyczasie urządzają sobie małą imprezkę zakrapianą piwkiem. Następnego ranka wybierają się w głąb lasu, celem eksploracji natury. Nie wiedzą jeszcze, że przepiękny krajobraz bogaty w nietypową roślinność i zwierzęta, kryje w sobie coś jeszcze. Coś, co z chęcią pożywi się ich krwistym mięsem. Opowiadanie świetne – autorka z prostej i oklepanej z pozoru fabuły, wyczarowuje pełną napięcia historię, która potrafi wciągnąć. Na początku autorka skupia się głównie na opisach natury, ale im dalej brniemy w tę historię, tym atmosfera i napięcie gęstnieje coraz bardziej, by ostatecznie doprowadzić czytelnika do krwawego zakończenia. Jest brutalnie, opisy przemiany po ukąszeniu dokładne – obrzydzające. Autorka umiejętnie operuje opisami natury, które przeplata scenami wyjętymi rodem z rasowego horroru. Po zapoznaniu się z tym opowiadaniem, zapewne będziecie omijać lasy szerokim łukiem, albo przynajmniej co chwila oglądać się za siebie.
Michał Stonawski zaprezentował nam dwa opowiadania. Druga strona medalu to opowiadanie za krótkie, by móc polubić bohaterów, jakoś się z nimi zidentyfikować. Treść ciężko opisać, bo samo opowiadanie to zaledwie niecałe półtorej strony! Przyciąga za to zakończenie, które niejako nadrabia straty. Powtórne przyjście jest już znacznie dłuższe. Będzie o teoriach spiskowych, wykopaliskach, dziwnych odkryciach. Przez cały czas dawkowane jest nam napięcie i choć wiemy, że przy odkrywaniu nieznanego przez naukowców i techników coś pójdzie nie tak, jak pierwotnie zakładano, to jednak czytając opowiadanie dobrze się bawimy i jesteśmy ciekawi końca tej historii. Opowiadanie Skorupa Grzegorza Gajka to typowe opowiadanie-puzzle. Przez cały czas dostajemy w nim elementy układanki, które musimy sami w odpowiednim miejscu poukładać. Lubię taką konwencję, ale w tym przypadku niekoniecznie byłem w stanie wszystkie elementy układanki odpowiednio ułożyć, bo opowiadanie – na początku obiecujące – wydaje się zbyt chaotyczne. W opowiadaniu poznajemy niezbyt udane małżeństwo, którego relacje można określić jako chłodne. Mąż Anny – Krzysztof – wyjeżdża do Afryki, w celu poszukiwania jakiegoś oczyszczenia i odpoczynku od spraw życia codziennego. Kiedy mężczyzna wraca do Polski, okazuje się, że nie zachowuje się jak należy. Nadal jest skryty i niedostępny. Pewnego dnia kobieta otrzymuje telefon  z afrykańskiej ambasady z wieścią, że jej mąż nie żyje. Zdziwiona kobieta zaprzecza tej informacji, bowiem jeszcze niedawno widziała męża całego i zdrowego. Więcej nie zdradzę, dodam tylko, że do tego momentu opowiadanie wydawało mi się interesujące i z chęcią chciałem tę układankę wreszcie ułożyć, by się dowiedzieć, jak zakończy się ta intrygująca historia. Jednak… im dalej, tym gorzej. Pojawiają się elementy voodoo, klątwa i dość dziwne zakończenie. Generalnie byłoby ok., gdyby autor nie postawił na masę niedomówień. Czytelnik oczywiście może się domyśleć o co w tym wszystkim chodzi, jednak zbyt wiele otwartych furtek sprawia wrażenie, jakby opowiadanie nie do końca zostało dopieszczone. Następne opowiadanie jest zryte, perwersyjne i obrzydliwe. Tyle w tym temacie. Karol Mitka w Aby sprawiedliwości stało się zadość puścił wodze fantazji i przedstawił coś, co nie każdemu może przypaść do gustu. Mamy pięćdziesięcioletniego mężczyznę będącego pionkiem Boga, który ma dopełnić sprawiedliwości na świecie, mamy napakowanego stróża interesu nekrofilskiego, wychudzonych studenciaków oraz martwe dziwki. Mieszanka wybuchowa, eksplodująca krwią i flakami. Z pewnością opowiadanie to ucieszy niejednego wielbiciela wyuzdanego gore.  Do gustu przypadło mi opowiadanie Łukasza Radeckiego Trójca. Oto słowo moje konstrukcyjnie  to jedno z lepszych opowiadań w antologii. Tekst podzielony jest na trzy części: Ojciec, syn i duch, co przywołuje na myśl Trójcę Świętą. W każdej części opowiedziane są różne historie, z różnych punktów widzenia. W pierwszej mamy do czynienia z opisem ataku nieumarłych na dwóch kapłanów w kościele, w drugiej przedstawione są wydarzenia do jakich doszło podczas dyskoteki szkolnej (armagedon w stylu Carrie S. Kinga wręcz), trzecia część jest najdziwniejsza, bowiem narratorem jest…  wirus wyhodowany przez człowieka. Więcej szczegółów nie warto zdradzać, bo zepsułoby to całą zabawę. Prosty język, oryginalna historia, ciekawie to wszystko zostało przedstawione. No i połączenie motywów religijnych (świetnie przekombinowanych na potrzeby historii) wraz ze współczesnymi odkryciami i postępami w zakresie medycyny, którym często zarzuca się łamanie ogólnie przyjętych i akceptowalnych norm etycznych, jak i zaburzanie naturalnych procesów zachodzących w przyrodzie. Dobra robota.
Najdłuższe i najbardziej rozbudowane opowiadanie w zbiorze należy do Marcina Podlewskiego. Inspekcja to tekst godny uwagi przez wzgląd na umiejętne i interesujące wykreowanie świata zarażonego przez nieumarłych. Autorowi udało się stworzyć dwa zupełnie odmienne, kontrastujące ze sobą światy: niebezpieczny na powierzchni Ziemi, pełen dziwnych stworzeń oraz bezpieczne schrony pod skorupą ziemską, w której od wielu pokoleń zamieszkują ludzie, którzy przeżyli apokalipsę. Styl pisarza, kreujący historię sprawia, że z każdej niemal warstwy tekstowej opowiadania wylewa się nieuzasadniony lęk i strach o losy głównego bohatera. Opowiadanie przewrotne i zaskakujące, autor pomysłowo dzieli nieumarłych na kilka gatunków, przyodziewając je w obleśne szaty, czyniąc z nich zatrważające kreatury. To kolejny, mocny punkt antologii. Gajusz Roberta Rusika to kolejne, kontrowersyjne i odważne opowiadanie i lepiej, by fanatycy religijni nie wtajemniczali się w jego treść, bo istnieje spora szansa na to, że poczują zgorzknienie. Dużo w tym opowiadaniu nawiązań do katolickiej wiary oraz wydarzeń opisanych w Ewangelii, wszystko jednak zapodane jest czytelnikowi w krzywym zwierciadle ze sporą dawką czarnego, wisielczego humoru. Tu nie mamy do czynienia z apokalipsą zombie w dalekiej przyszłości – autor cofa nas do czasów, kiedy po jerozolimskiej ziemi stąpał Jezus Chrystus. Nie ma co zdradzać szczegółów, wystarczy napisać, że to kontrowersyjne opowiadanie, z zaskakującym zakończeniem mocno trącającym o czarny humor. Artur Kuchta przygotował dla nas Życie pozagrobowetytuł opowiadania zdradza nam o czym ono będzie. Będzie właśnie o życiu pozagrobowym oraz o tym co dzieje się z człowiekiem zaraz po śmierci. Tekst napełniony smutkiem, nostalgią, zmusza do refleksji nad filozofią śmierci. Krzysztof T. Dąbrowski w Zombicznach dla poszczątkjących nie zaprezentował niczego nowego. To kolejne opowiadanie, gdzie narratorem jest zombie. I znów pojawia się wewnętrzna rozterka nieumarłego na temat własnego bytowania. Na opowiadanie składa się wewnętrzny monolog, w którym żywy trup snuje humorystyczne rozterki na temat plusów i minusów bycia zombie. Niby ograny schemat, a jednak opowiadanie na swój sposób urokliwe i wciągające. Kolejne, drugie opowiadanie Magdaleny M. Kałużyńskiej to RPG, które wcześniej pojawiło się w czasopiśmie Qfant. Na tle pozostałych opowiadań w zbiorze tu powiało nieco nowością, bo żywymi truposzami stają się tylko dorośli, natomiast dzieciaki uzbrojone w odpowiedni sprzęt i motywację ze strony rządu muszą podołać wyzwaniu: walczyć z nieumarłymi. Autorka świetnie kreuje post-apokaliptyczny świat, w którym jedyną bronią okazują się dzieci i ich bezbronne i naiwne dzieciństwo. Kierowane przez rząd, biorą udział w „zabawie-grze” i na dobrą sprawę nie są świadome realnego zagrożenia, jakim są żywe trupy. Opowiadanie warte uwagi ze względu na przewrotne, emocjonujące zakończenie.
Wydawałoby się, że pomysłów  na opowiadanie o zombie nie jest wiele, jednakże w antologii można wyłuskać kilka całkiem innowacyjnych opowiadań, które zachwycają nietypową fabułą. Do takich należy z pewnością opowiadanie Macieja Kaźmierczaka Kto pyta, ten błądzi. Tyle tylko, że tym razem pomysł okazał się nieco naciągany. To opowiadanie dało się wchłonąć, jednak ze strawieniem były już problemy. Pomysł na przesłuchiwanie nieumarłych przez policjanta trąca o groteskę i być może nie byłoby w tym nic złego, wszak mieliśmy w tej antologii do czynienia choćby z zombie-prostytutką, smerfami-zombie czy salonem kosmetycznym dla…zombie i dało się to zjeść. To opowiadanie również byłoby całkiem spoko, gdyby nie to, że autor uczynił z żywych trupów nie tyle świadków, którzy zeznają przed policjantem, co zombie-chytrusów, lecących na specjalnie wykonane monety, mające zachęcić ich do mówienia i wyjawienia prawdy. Wyobrażenie żywego trupa jest więc tutaj mocno przekombinowane. Oczywiście zombiaki w tym opowiadaniu się rozlatują, śmierdzą i wyglądają obrzydliwie, jednak są to postacie, których się nie boimy. Mówią, kombinują, są chytre i polują nie tyle na człowieka i jego mózg, co na monety. Gdyby nie to, być może opowiadanie bardziej przypadłoby mi do gustu. Kolejny tekst w zbiorze udowadnia, że w opowiadaniu nie liczy się tak naprawdę ilość, a jakość. Mowa o opowiadaniu Stasio Rafała M. Skrobota. Czy opowiadanie, które ma zaledwie półtorej strony jest w stanie wprawić kogokolwiek w osłupienie? Ktoś powiedziałby, że nie, bo to jednak za krótko, by wczuć się w historię, by polubić bohaterów, zbyt krótko, by wykreować napięcie, atmosferę, jakiekolwiek emocje. Rafał Skrobot łamie te stereotypy. Jego opowiadanie opublikowane w antologii wgniotło mnie w fotel. Nie ze strachu, nie z przerażenia. Nawet nie doświadczyłem tu ociupiny dreszczyku grozy, bo opowiadanie ma iście humorystyczny charakter z mocną dawką czarnego humoru. I nie ma sensu opisywać fabuły, bo rzecz jasna opowiadanie jest zbyt krótkie, ale mogę zagwarantować jedno – czytając opowiadanko tego autora możemy liczyć na świetną rozrywkę, a zakończenie jest tak popaprane i zaskakujące, że aż zajebiste. Kolejne opowiadanie w zbiorze również trąca o wisielczy humor. O tym, że pijaczyna chlejący całymi dniami to chodzący żywy trup wiem z obserwacji niektórych moich znajomych, jednakże osoby, które jakimś cudem nie zaobserwowały analogii, radzę przeczytać Rudego autorstwa Rafała Christa. Z opowiadania dowiecie się, że zachowania żywego trupa są niemalże identyczne z zachowaniami wiecznie pijanych włóczęgów ulicznych. Dodatkowo kpina z polskiej służby zdrowia owiana czarnym humorem sprawi, że czytając zapewne będziecie się dobrze bawić. Mnie opowiadanie co prawda nie do końca urzekło, jednak nie mogę stwierdzić, że nie jest ono przyzwoite. Dziwne, nieco abstrakcyjne, ale wciągające opowiadanie zaprezentował nam Bartosz Orlewski. Czerń i ostrogi to dobrze opracowane opowiadanie o Nicku, który ma zlecenie, by zabić guru sekty odpowiedzialnego rozwój śmiertelnej choroby wenerycznej. Stylistyka opowiadania wciągnęła mnie w ponury i dziwny świat bohatera, więc mogę uznać to opowiadanie za dobre. I na koniec perełka zza granicy. Carlton Mellick III zaprezentował w antologii Cytrynowe noże i karaluchy – bizarro w najdziwniejszym, najobrzydliwszym stylu. Cuchnie truchłem, menstruacyjną krwią i fekaliami. Oddzieleni od zewnętrznego świata ludzie, którzy nie przemienili się w zombie, przez lata dostosowały się do ekstremalnych warunków życia w ciemności, brudzie i ciasnych, wilgotnych pomieszczeniach. Natura zadbała o ich zdehumanizowanie, dlatego też wyglądem przypominają obrzydliwe karaluchy, a ich jedyną bronią na polowania są noże. Ludzie-karaluchy polują na żywe trupy, które tylko czekają, aż trafi się okazja, by dopaść świeże mięso. Mellick przygotował dla czytelnika niejedną chorą niespodziankę: będzie żarcie płodu, jedzenie siebie nawzajem i wiele innych kulinarnych atrakcji w mistrzowskim, popapranym stylu. Kto uwielbia styl bizarro, z pewnością polubi. To jedno z tych opowiadań w zbiorze, które może wywołać nudności i lepiej nie jeść w trakcie jego czytania.
I to wszystko, co ma nam do zaoferowania Zombiefilia. Jakie odczucia? Po zapoznaniu się z pierwszą polską antologią zombie mogę śmiało stwierdzić, że obok Gorefikacji, to kolejne udane przedsięwzięcie, które oczywiście nie jest pozbawione kilku wad. Główną wadą Zombiefilii jest przede wszystkim nierówność tekstów w niej zamieszczonych, choć podejrzewam, że tak naprawdę jest to kwestia uzależniona od czytelniczych upodobań i gustów. Opowiadania, które uznałem za słabsze, być może okażą się dla kogoś innego najlepsze i na odwrót. Teksty ocenione tutaj jako dobre bądź rewelacyjne, mogą okazać się słabe. I to właśnie jest plus zbiorów opowiadań czy antologii - różnorodność treści. Zombiefilia z góry w swoim założeniu miała dotyczyć żywych trupów i twórcy do końca trzymali się tej zasady, starając się jednak uniknąć powielania schematów. Oczywiście wiele opowiadań nawiązywało do znanych nam doskonale motywów i wątków, jednak zostały one przedstawione w interesujący sposób. Znalazły się również świeżynki, które rzuciły nieco światła w oklepany temat. W zbiorze znajdą się opowiadania całkowicie zwariowane, trącające o komizm i groteskę, są i takie, które traktują zombie i infekcję całkiem poważnie. Z tego względu uważam, że Zombiefilia ma do zaoferowania naprawdę wiele i założę się, że każdy znajdzie dla siebie opowiadanie, które go totalnie zainfekuje.
Autor: Różni autorzy
Polski tytuł: Zombiefilia
Gatunek: horror/gore
Wydawnictwo: wydaje.pl
Ilość stron: 366

Autor: Konrad

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz