sobota, 15 marca 2014

Recenzja: Gorefikacje II. Tom I (antologia ekstremalnego horroru)

Zeszłoroczne Gorefikacje narobiły szumu tu i ówdzie. Pierwsza polska antologia gore miała w swoim zamierzeniu wyprowadzić polski horror na zupełnie inne tereny. Wiadomo, że chodziło o próbę wprowadzenia do Polski najbardziej ekstremalnej odmiany horroru - dotąd znanej jedynie choćby w powieściach Edwarda Lee. Do tego momentu ekstremalna groza w Polsce praktycznie nie istniała, albo inaczej - czaiła się gdzieś w podziemiach naszego kraju, czekając na właściwy moment, by w końcu zaatakować. No i rok temu wypełzła w całej swej obrzydliwie-obślizgłej otoczce. Dziś można powiedzieć, że to już historia, a projekt Tomasza Czarnego i jego kompanów zapisał się na kartach literackiego horroru jako coś, co śmiało można uznać za kamień milowy rodzimego hardcore horroru. Ale złe licho nie śpi. I póki co nie ma zamiaru odpuścić. W tym roku postanowiło dobrać się do gardeł i żołądków czytelników raz jeszcze i po raz drugi zmusić ich do zwrócenia kolacji. Zestawiając zeszłoroczny atak muszę przyznać, że tym razem obślizły czart uderza zdecydowanie mocniej!


Zanim przejdę do treści, najpierw chciałbym wypowiedzieć się o zewnętrznej otoczce i sprawach technicznych antologii. Gorefikacje II. Tom I. - dziwnie to się nazywa, prawda? Na myśl od razu nasuwa się pytanie: po jaką cholerę dzielić tę antologię? Nie można by tak zrobić jednej obszerniejszej publikacji? Pewnie, że można, ale sądzę, że wówczas mogłyby pojawić się żale, że zbiór jest zbyt obszerny, a pamiętajmy, że to e-book, tak więc pojawiłyby się dodatkowo spiny o to, że źle się to czyta, człowiek szybko się męczy i ostatecznie w połowie czytania trzeba by odłożyć zbiór na później, by nieco ulżyć swoim gałkom ocznym. A ja uważam, że podzielenie drugiej części na dwa tomy jest mądrym i przemyślanym rozwiązaniem. Szesnaście opowiadań to zdecydowanie optymalna liczba dla zbiorku i nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie publikacji internetowych. Dzięki temu zbiorek dosłownie wchłania się za pierwszym podejściem. No, chyba że porazi nas makabryczność niektórych tekstów do tego stopnia, że celowo musimy sobie ulżyć, odstawiając zbiorek na później. A biorąc pod uwagę poszczególne opowiadania - jest to jak najbardziej możliwe. Ale o tym za chwilę.

To, co rzuciło mi się jeszcze w oczy to czcionka. Nie męczy wzroku, bo tym razem pomyślano o wygodzie dla czytelnika i zwiększono litery tekstu. W rezultacie objętość antologii nieco się zwiększyła, ale zdecydowanie wolę tekst z większą czcionką, niż wersję z opowiadaniami pisanymi drobnym maczkiem. Pod względem technicznym to wielki plus antologii, dlatego antyfani książek w e-bookowej wersji powinni być ustysfakcjonowani.  To duży komfort dla czytelnika, bo tekst się nie rozmywa i ostatecznie nie musimy przyklejać nosa do monitora, by wczytać się w treść. Jest jednak druga strona medalu, jeżeli weźmiemy pod uwagę kwestie techniczne tego zbiorku. Momentami w tekstach pojawiały się literówki i wrażliwców może to nieco zaboleć. Ja jednak przymknąłem na to oko, bo wcale nie zaszkodziło mi to w odczycie i zrozumieniu poszczególnych treści. Ba, dodam jeszcze, że porównując G2 do niektórych powieści wydanych na papierze, przepełnionych naprawdę rażącymi błędami (jak pomylenie rodzaju męskiego z żeńskim), tu pomylenie literki "o" z "a" wydaje mi się jedynie błędem nie tyle poważnym, co kuriozalnym i błahym.

A teraz przejdźmy do treści - najważniejszego punktu recenzji. Pod tym względem jest naprawdę nieźle i porównując drugą odsłonę Gorefikacji z zeszłorocznym zbiorem, tu nie wieje aż tak rażącą monotematycznością. Gorefikacje II mogą więc pochwalić się różnorodnością pod względem treści, choć zdarzały się również teksty nawiązujące do wyświechtanych schematów (co w żaden sposób nie musi być odczytane jako zarzut). Nieco utartymi ścieżkami podążył właśnie Krzysztof Maciejewski w opowiadaniu "Strzępy skóry", w którym narrator zabiera nas do szpitala psychiatrycznego, gdzie poznajemy dziwną przypadłość dermatologiczną. Przyznam, że pomysł na opowiadanie jest dość odważny - mutanci na oddziale dermatologicznym, demon podążający korytarzami szpitala, dziwna choroba. Wieje nurtem bizarro, które nie za bardzo trafia w mój czytelniczy gust. Mimo wszystko opowiadanie to przypadło mi do gustu, choć samo zakończenie wydało mi się jednak mało dopracowane. Kolejne opowiadanie - "Nisza" - należy do Tomka Czarnego. Obowiązkowo musiał pojawić się motyw chorych fantazji seksualnych, fetyszów, czy totalnie ekstremalnych dewiacji, takich jak choćby wydalanie kału wprost do... no może nie zdradzajmy więcej szczegółów. Przyznam, że nieco ograny schemat, ale ja zawsze biorę w ciemno opowiadania Tomka. I tym razem się nie zawiodłem. Wszystko zostało przekazane w taki sposób, że czytając to, zaczynamy odczuwać żołądek w przełyku. Czyli mamy do czynienia z rasową ekstremą. Teksty w wykonaniu Tomasza potrafią zmusić do myślenia, zdołować, przygnębić i sponiewierać czytelnikiem tak, że przez połowę dnia będzie rozważał nad granicami człowieczeństwa (a raczej ich brakiem) i dokładnie tak było w przypadku tego opowiadania.

Jako że Gorefikacje II to projekt międzynarodowy, wśród opowiadań naszych rodzimych autorów pojawią się także nazwiska czterech zagranicznych pisarzy, którzy w antologii zaprezentowali swoje nigdzie nie publikowane wcześniej teksty. Jednym z nich jest Charlee Jacob, która przedstawiła nam oryginalną wizję wilkołactwa w opowiadaniu "Duchy wilków". Pisarka zanurzyła się trochę w bizarro, którego raczej unikam, ale tutaj przypadł mi do gustu mroczny klimacik, więc summa summarum źle nie jest. Sporym zaskoczeniem okazał się dla mnie tekst Marka Grzywacza "Stroboskopy". Może w tematyce opowiadania nie ma nic zaskakującego, ale raczej nie przypuszczałem, że w antologii poświęconej ekstremalnej odmianie horroru pojawi się opowiadanie nawiązujące do typowego ghost story. Tekst Marka potwierdza więc tezę, że Gorefikacje II prezentują bogaty wachlarz tematyczny. Naprawdę miłe zaskoczenie pomimo, że krew nie leje się tu gęsto. Szokujące i na swój sposób wyjątkowe opowiadanie należy do Łukasza Radeckiego, który w "Fundacji Hackenholta" oddaje hołd poległym ofiarom obozów koncentracyjnych, nawiązując do autentycznych wydarzeń spisanych przez Kurta Gersteina w pamiętnikach i zeznaniach. Opowiadanie Łukasza serwuje nam wstrząsającą podróż do historii usłanej ludzkim trupem i hektolitrami niewinnie przelanej krwi. W dogłębny sposób przedstawia sceny torturowania i znęcania się nad Żydami, udowadniając czytelnikowi, że granice ludzkiego upokorzenia dawno już zostały przekroczone. Świadomość tego, że sceny te nie są fikcją fabularną, autentycznie potrafią wstrząsnąć człowiekiem i zmusić do podjęcia refleksji nad istotą i sensem ludzkiego cierpienia. Poruszająca lekcja historii, z którą koniecznie trzeba się zapoznać.

Drugi zagraniczny autor, na opowiadanie którego czekał zapewne niejeden wielbiciel hardcore'u to nie kto inny, jak Edward Lee. Król ekstremy doprowadził mnie na skraj wytrzymałości tym swoim opowiadaniem. Słowo daję, za nic w świecie nie sięgnę po żadne lepkie, obślizłe, lejące się żarcie, a kto mnie zna, ten wie, że trudno wywołać we mnie obrzydzenie. No a Edwardowi Lee się udało. Słowo "Dritifilia" od razu skojarzyło mi się z nazwą jakiejś dziwacznej przypadłości. I w zasadzie nie myliłem się, tyle, że nigdy nie przypuszczałbym, że nazwą tą ładnie określa się uzależnienie od... flegmy! W tym opowiadaniu nie ma przemocy, nie ma krwi, limfy i ludzkich flaków. Czyżby to nie Edd Lee? Ależ skąd... To Edward Lee w swoim najlepszym, najbardziej obrzydliwym wydaniu. Jest za to flegma, gówno, rzygowiny i cała masa innych, ohydnych ekskrementów, od których uzależnieni są pacjenci pewnej pani psychiatry. Jeżeli chcecie zwrócić kolację, zachęcam do konsumpcji budyniu w czasie czytania tego opowiadania - efekt murowany, choć i bez tego żołądek może nam płatać figle. Nieco ulży nam w opowiadaniu Sylwii Błach (choć z pewnością nie zagorzałym wielbicielom zwierząt - kto czytał, ten wie o co chodzi). Autorka również podąża znanymi schematami, wszak eksperymenty na ludziach dla dobra ogółu to jeden z bardziej znanych motywów horroru. Ale opowiadanie Sylwii nie znudzi nawet najbardziej wybrednych czytelników. Autorka pozwoli nam przyjrzeć się bliżej tajnym eksperymentom prowadzącym wprost do tytułowego "Umysłu mordercy". Opowiadanie balansuje na krawędzi jawy i snu, a gore jest tutaj odpowiednio wyważone, dzięki czemu pozbędziemy się wrażenia przerostu formy nad treścią.

Konwersacja ze Stwórcą oraz monolog wewnętrzny czeka w opowiadaniu "IBIDEM 2" Pawła Matei. Tego tekstu nie da się wchłonąć od razu, a przynajmniej mnie nie udało się to za pierwszym podejściem. Nie jest to wina ani warsztatu pisarza, ani treści. Po prostu by wczuć się w ten stężony, przygniatający, nieco "dziwny" klimat opowiadania, trzeba poświęcić mu chwilę. Przeczytać raz, potem drugi i trzeci. Wtedy, otwierając umysł, będziemy w stanie dostrzec w tym tekście grozę, która powoli wypełza spomiędzy poszczególnych słów. W kolejnym opowiadaniu, tym razem autorstwa Dawida Kaina, powieje groteską. "Palce lizać" to - jak na Kaina przystało - porządne opowiadanie, umiejętnie łączące humor z horrorem. Klasyczna polska wieś, zdeformowany dzieciak siejący obrzydzenie wśród okolicznych mieszkańców to tylko przystawka. Prawdziwą wisienką na torcie okazuje się tajemniczy właściciel nowo otwartej cukierni, który budzi spore zainteresowanie wśród łakomych brzdąców. Choć na początku nieco zawiało nudą w tym opowiadaniu, to już sama końcówka znakomicie nam to rekompensuje, serwując zaskakujące i mocne zakończenie. John Everson z kolei straszy klasycznym motywem w opowiadaniu "Martwa dziewczynka na poboczu". Schemat zaprzedania duszy diabłu na drodze paktu kilkakrotnie już przewijał się przez literacki i filmowy horror, ale Everson umiejętnie wykorzystuje go w swojej historii. Od samego początku pisarz trzyma czytelnika w ryzach niepewności, dostarczając doskonałej zabawy podczas czytania.

"Ureu Hydroxynerum" to opowiadanie, które wyszło spod pióra Tomasza Siwca - naczelnego "Horror Masakry". Krótko, zwięźle i na temat - to jeden z najmocniejszych punktów antologii. Jest zaskakująco, cholernie obrzydliwie i pomysłowo (brawo za świetnie rozegrane zakończenie!). Takie właśnie opowiadania trafiają do mnie najbardziej: z każdym zdaniem autor odbiera nam apetyt na jedzenie, w zamian za to podsycając apetyt na poznanie finału tej odrażająco zakręconej historii. Fabuła opiera się na powiedzeniu mieć albo żyć; główny bohater będzie musiał zdecydować, czy pozostanie przy bogactwie, czy odda cały swój dorobek życiowy w zamian za udział w tajemniczej terapii, która całkowicie wyleczy go ze śmiertelnej choroby. Po obmierzłym opowiadaniu Tomka, czas na zagranicznego autora. Opowiadanie "Klisze" Ryan'a Harding'a może nie powala na kolana innowacyjnością, ale za to broni się ciekawie wykreowaną historią i nieprzewidywalnym finałem. Przesiąknięte humorem opowiadanie o tym, co się stanie, jeżeli psychopata spotka przypadkowo na swej drodze drugiego psychopatę. Cała opowieść została utrzymana w stylistyce pamiętnika.

Krzysztof T. Dąbrowski przeraził mnie autentycznością i dosłownością wydarzeń opisanych w opowiadaniu "Oto ciało moje". Obok tekstu Łukasza Radeckiego to kolejny wartościowy przekaz dla osób, które chciałyby przekonać się na własnej skórze, co oznacza prawdziwe upokorzenie i ból - zarówno ten fizyczny, jak i duchowy. Zostajemy wprowadzeni w bliżej nieokreślone miejsce i czas. Wiemy tylko, że w świecie wykreowanym przez autora rządzi anarchia, przemoc i sadyzm na niewinnych ludziach. Nie mamy pojęcia, dlaczego oprawcy pastwią się na swoich ofiarach, wiemy tylko, że nie znają granic w doborze tortur i są bezwzględni w tym, co robią. Makabra zaprezentowana w tekście Dąbrowskiego to nie tylko gore dla samego gore - podobnie jak opowiadanie Radeckiego, czy Czarnego, to również ma przede wszystkim wzruszyć, wstrząsnąć czytelnikiem i zostawić go sam na sam z ponurymi wnioskami, jakie nasuwają się po lekturze. Opowiadanie Dąbrowskiego to kolejna perła zbioru, z którą obowiązkowo należy się zapoznać. Po przygnębiającej podróży w głąb ludzkiego upodlenia czeka na nas kolejne opowiadanie okraszone czarnym humorem. "Wszyscy miewamy takie dni, że chcemy po prostu powiedzieć <Pierdolić to!>" - tak właśnie zaczyna się opowiadanie Grzegorza Gajka, które dosadnie odzwierciedla naszą szarą, polską rzeczywistość. Pewnie każdy z nas doświadczył choćby raz w życiu chamskiej obsługi w spożywczaku/kiosku/supermarkecie... Założę się, że zdarzyło Wam się kiedyś wsiąść do autobusu bez biletu, kiedy nagle przyczaił się do Was kanar i poprosił o bilecik. Taki właśnie pechowy dzień przydarzy się głównemu bohaterowi opowiadania "Pierdolić to!", któremu puszczą nerwy i w końcu da upust negatywnym emocjom w dość obsceniczny sposób.

Przedostatnie opowiadanie - "Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów" - należy do Karola Mitki, który nie waha zmierzyć się z problemem molestowania dzieci przez księży, w ostatnim czasie dość często odgrzewanym w mediach. Kontrowersyjny temat ujął w sposób żartobliwy i niezwykle kąśliwy. Ale to nie wszystko. Opowiadanie potwierdza tezę, że zło wyrządzone drugiemu człowiekowi wcześniej czy później wróci ze zdwojoną siłą. No drodzy księża, jeżeli macie więc coś na sumieniu, strzeżcie się! Na zakończenie dostajemy opowiadanie do "rany przyłóż", jeżeli porównać je do poprzednich tekstów. "Wodnik" Rafała Kulety to opowieść o legendarnym stworze, który sieje spustoszenie na plaży pełnej roznegliżowanych ciał. W pewnym momencie błękit nieba zmienia kolor na ciemny, a cofające się morze odsłania Zło, które natychmiast wychodzi na żer ze swoją olbrzymią trumną. To, co zaprezentował nam Rafał w tym opowiadaniu to zdecydowanie nie horror ekstremalny - umiarkowanie dawkowana makabra została wpleciona w historię rodem z opowieści weird fiction. Ale na sam koniec opowiadanie to stanowi całkiem przyjemną odskocznię od pozostałych, bardziej brutalnych tekstów zawartych w antologii. 
Gorefikacje II. Tom I to rasowy pożeracz mózgów - wstrząsa, przeraża i zmusza do myślenia. Dostarcza doskonałej rozrywki, wprawia w osłupienie, drażni żołądki, ale i nie pozwala obojętnie przejść wobec tematów tu poruszanych. Antologię tę tworzą najbardziej oddani pisarze grozy i widać, że wkładają w to przedsięwzięcie bardzo dużo pracy i energii. I nalezą im się za to szczere gratulacje. Dzięki różnorodności opowiadań zamieszczonych w zbiorze pozbywamy się wrażenia, że w kółko czytamy to samo. Druga odsłona Gorefikacji prezentuje bogate spectrum tematyczne i udowadnia, że horror ekstremalny to nie tylko opowiadania usłane krwią i flakami, ale również przerażająca podróż po najbardziej niedostępnych rejonach tabu, o których nie mówi się przy stole, w czasie rodzinnego obiadu. Po darmowej publikacji nie spodziewamy się zazwyczaj niczego dobrego. Darmowe kojarzy się z chłamem. Taki schemat myślowy. Gorefikacje II. Tom I łamią ten bezpodstawny stereotyp.

Autor: Różni autorzy
Polski tytuł: Gorefikacje II. Tom I
Gatunek: horror ekstremalny
Wydawnictwo: wydaje.pl
Liczba stron: 334

Autor: Konrad

1 komentarz:

  1. Dwójeczki jeszcze nie miałam okazji przeczytać, ale jedynka była całkiem fajna, więc trzeba w końcu się za to zabrać :)

    OdpowiedzUsuń