sobota, 22 marca 2014

Recenzja: The Purge (aka Noc Oczyszczenia), 2013

W Ameryce zmuszonej do stawienia czoła nasilającej się przestępczości i przepełnionym więzieniom, rząd wprowadza doroczny 12-godzinny okres, w którym wszelka działalność przestępcza – także morderstwo – staje się legalna. Nie można wezwać policji, szpitale odmawiają pomocy, a obywatele sami wymierzają sprawiedliwość bez obawy przed karą. Właśnie w tę pełną przemocy noc, kiedy do drzwi puka nieznajomy, pewna rodzina musi stanąć przed trudną decyzją. 
W thrillerze „Noc oczyszczenia” cztery osoby zostaną poddane próbie, która uzmysłowi im, jak daleko są w stanie się posunąć w obronie przed złem wdzierającym się do ich domu. W chwili, kiedy James i Mary Sandin odkrywają, że na ich zamkniętym osiedlu pojawił się intruz, rozpoczyna się sekwencja zdarzeń, które zagrażają ich rodzinie. Teraz to od nich i ich dzieci – 14-letni Charlie oraz 16-letnia Zoey – zależy czy przetrwają noc nie stając się potworami, przed którymi muszą się bronić. *

Z nurtem home invasion  jakoś ostatnio mi po drodze - za każdym razem, kiedy mijam półki w wypożyczalni, w ręce wpadają mi dreszczowce osadzone na knawie tego właśnie podgatunku thriller'a. Ten dziwny traf nie omija także portali internetowych, które za drobną opłatą oferują seanse online. Przeglądając kiedyś jeden z nich, w oczy od razu rzucił mi się dreszczowiec James'a DeMonaco, Noc oczyszczenia. Przeczytałem opis i pomyślałem sobie: "może być nieźle". Bez chwili zastanowienia zasiadłem przed komputerem i postanowiłem obejrzeć ten film głównie ze względu na nietuzinkową i kontrowersyjną oś fabularną. Film producentów popularnego Sinistera czy serii Paranormal Activity okazał się dreszczowcem do rany przyłóż, który co prawda budzi ciekawość, ale głowy nie urywa. Pod płaszczem ciekawego i oryginalnego scenariusza kryje się niezbyt udane wykonanie pozbawione polotu, wzbogacone chwytami, które znamy doskonale z innych podobnych produkcji.
Sam pomysł na scenariusz jest swoistym novum, jeżeli weźmiemy pod uwagę całą masę innych filmów wykorzystujących motyw home invasion. Zwykle są to proste historie oparte na schemacie: pokaźny dom + rodzina + psychopata z maczetą = rzeź. Utarte klisze tego typu produkcji mogą męczyć zwłaszcza, jeżeli ma się za sobą przynajmniej kilka klasycznych filmów reprezentujących tenże podgatunek, jak Nieznajomi, czy Ils. Seans kolejnego filmu w tym klimacie może już przyprawić o déjà vu. Na seans The Purge zacierałem jednak ręce, bo film co prawda trąca o znane schematy, ale twórcy postanowili dorzucić jednak swoje trzy grosze, czyniąc Noc Oczyszczenia filmem oryginalnym w swoim gatunku, zmuszającym do dyskusji. Trudno wyobrazić sobie coś bardziej budzącego wątpliwości, jak tytułowa noc oczyszczenia, w czasie której na sygnał alarmowy wszystkie przestępstwa, w tym morderstwa i przemoc, będą dozwolone przez 12 godzin, a służby specjalne, policja i szpitale zawieszają swoją działalność. Wszystko po to, by zredukować napięcie i sobie ulżyć, a przy okazji poprawić sytuację ekonomiczną kraju, eliminując mniej produktywnych obywateli. Brutalna, wręcz absurdalna fabuła aż się prosi o dyskusję nad granicami humanitarności i ludzkiej przyzwoitości. Niestety na tym w zasadzie kończą się najważniejsze atuty filmu. Oglądając Noc Oczyszczenia miałem wrażenie, że film jest niedopracowany, a twórcy postanowili zszokować widza tylko i wyłącznie kontrowersyjną fabułą i niczym więcej. Tym samym potencjał filmu został potraktowany ciepłym moczem, a szkoda, bo zapowiadał się całkiem przyzwoity dreszczowiec.
Wydarzenia rozgrywające się w tytułową noc oczyszczenia będziemy oglądać z perspektywy bogatej rodziny Sandinów, zamieszkującej pokaźną rezydencję naszprycowaną elektronicznymi zabezpieczeniami antywłamaniowymi. Głowa rodziny - James Sandin (w którego wcielił się Ethan Hawke), to zdaje się najbardziej zagorzały wielbiciel ustawy popierającej czystkę, w przeciwieństwie do jego żony Mary (Lena Headey), która wydaje się osobą niezdecydowaną w kwestii poparcia czystki oraz całkowicie zobojętniałej politycznie córki Zoey (Adelaide Kane). Ewidentnym przeciwnikiem ustawy zezwalającej na 12-godzinną przemoc jest syn Sandinów, Charlie (Max Burkholder), który w trakcie czystki decyduje się wpuścić do mieszkania bezdomnego człowieka ściganego przez bandę zamaskowanych, młodocianych zwolenników ustawy, uzbrojonych w pistolety i noże. Od tej chwili rodzina będzie musiała zmierzyć się z zamaskowanymi mordercami, którzy dają im dwie możliwości: albo oddadzą im bezdomnego, albo razem z włóczęgą staną się ofiarami dorocznej czystki. Zanim jednak dane mi było obejrzeć natarcie czyścicieli na Sandinów, pierwsze dwadzieścia minut filmu poświęcono na zapoznanie się z głównymi bohaterami. To chyba najnudniejsza część filmu. W tym czasie dane mi było poznać najbardziej sztywną i czerstwą jak wczorajsze kajzerki amerykańską rodzinę, która na początku za grosz nie wzbudziła we mnie ani źdźbła sympatii. Winy doszukiwałbym się raczej nie tyle w grze aktorskiej, co w kreacji głównych bohaterów na sztywnych perfekcjonistów, na których mucha zwyczajnie nie ma prawa siąść. Sztuczne zachowanie rodziny przy wspólnej kolacji, drętwe dialogi, czy namacalną niechęć względem siebie można wytłumaczyć zróżnicowanymi poglądami rodziny w kwestii czystki lub brakiem jakichś głębszych więzi pomiędzy dziećmi a zapracowanym tatusiem. Mimo to pierwsze minuty filmu okazały się dla mnie męczarnią. Wraz z rozwojem akcji, moja sympatia do Sandinów powoli jednak rosła, choć nadal nieco denerwująca okazała się postać Charlie'go i Zoe - dzieciaków Jamesa i Mary. Za to gwiazdą tego filmu okazał się Rhys Wakefield, który wcielił się w postać szefa bandy zamaskowanych przestępców. Jego szyderczy uśmieszek i fałszywa uprzejmość mogłyby spokojnie przejść do historii współczesnego kina grozy.
Noc Oczyszczenia to film bazujący na znanych chwytach budujących napięcie. Jak to w typowym home invasion bywa, atak nieproszonych gości na rodzinkę zakamuflowaną w pokaźnej rezydencji przypomina sceny wyjęte rodem z dziecinnej zabawy w kotka i myszkę. Napastnik będzie czaił się na swoją ofiarę tuż za jej plecami, powolutku, na paluszkach skradając się coraz bliżej. Otoczone mrokiem pomieszczenia domu wcale nie ułatwiają sprawy, a dodatkowym gwoździem przytwierdzającym do trumny staje się fakt, że dom został oblężony przez kilkunastu napastników w maskach, uzbrojonych w pistolety i noże, którzy szwendają się gdzieś po rezydencji w poszukiwaniu kogoś do odstrzału. Moment napięcia rośnie, widz zaciska pięści z przerażenia, ale szybko je rozluźnia, bo zabawa w gonitwę za zdobyczą nagle zostaje przerwana w mało atrakcyjny sposób. Absurdalne jest to, że zamaskowani czyściciele długo zwlekają z decyzją wyeliminowania któregoś z członków rodziny kiedy nadarza się okazja, czając się nieśmiało na swoją ofiarę. A kiedy wreszcie zdecydują się na ten krok, padają jak kafki trafione prosto w dziób. Po filmie spodziewałem się całej masy druzgocących scen gore, ale twórcy postanowili zadowolić widza jedynie mało atrakcyjną strzelaniną, choć w pamięci utkwiła mi realistycznie ukazana scena torturowania bezdomnego. Budując napięcie i grozę twórcy postanowili pobawić się chwytami typowymi dla klasycznego horroru: od czasu do czasu w mieszkaniu słychać podejrzane dźwięki zdradzające obecność kogoś obcego, chwilami słychać szydercze śmiechy. Znakiem rozpoznawczym filmu są maski młodocianych przestępców, które do złudzenia przypominają wytapetowane, plastikowe lalunie. Wymalowane na nich uśmiechy nadają makabrycznym wydarzeniom nieco groteskowego charakteru.

Poza nietuzinkową fabułą, trudno wyłuskać mi z tego filmu jakieś dodatkowe pozytywne strony. Z pewnością nie jest to produkcja, która wybija się ponad przeciętność, ale nie dotyka też dna. The Purge to klasyczny przykład filmu, którego ogromny potencjał drzemiący w scenariuszu został beznadziejnie zaprzepaszczony. Poza oryginalną fabułą, film nie ma niczego ciekawego do zaoferowania, a samo wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Akcja sprowadza się jedynie do kilku nudnych scen walki napastników z rodziną i pogoni za bezdomnym. Ciekawy pomysł zanurzono w rozwiązaniach starych jak świat, dzięki czemu można przewidzieć praktycznie każdy ruch głównych bohaterów, co dodatkowo czyni ten film do bólu przewidywalnym. Jeżeli miałbym jednak komuś polecić Noc Oczyszczenia, to tylko przez wzgląd na oryginalny scenariusz i wnioski, jakie nasuwają się po seansie, dotyczące zwierzęcych instynktów zakamuflowanych gdzieś głęboko w umyśle współczesnego człowieka.
Tytuł oryginalny: The Purge
Tytuł polski: Noc Oczyszczenia
Rok produkcji: 2013
Gatunek: thriller/horror/home invasion
Czas trwania: 1 godz. 25 min
Reżyseria: James DeMonaco

* opis dystrybutora

Autor: Konrad

2 komentarze:

  1. Kurczę, miałam co do tego filmu ogromne oczekiwania, bo bardzo lubię "home invasion", a tu takie rozczarowanie... Od początku filmu praktycznie widz zaczyna zwracać uwagę na głupotę głównych bohaterów i chyba już to sprawia, że dalej jest tylko gorzej. Zgadzam się z Tobą, że wiele rzeczy tutaj zostało zaprzepaszczonych. Szkoda. Trailer filmu dawał nadzieję na to, że będzie to coś mocniejszego niż wcześniejsze produkcje tego typu. Niestety nie wyszło...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się. Pomysł był bardzo dobry, ale w ogólnym rozrachunku go zaprzepaścili. Sporo dłużyzn, przewidywalny do bólu, ale na raz jak najbardziej można obejrzeć - tylko bez wielkich oczekiwań:/

    OdpowiedzUsuń