piątek, 10 października 2014

Recenzja: Halloween (aka John Carpenter's Halloween), 1978

Nie ma święta Halloween bez rozmaitych straszydeł, psikusów, cukierków, dyni z upiornymi twarzami i... przede wszystkim horrorów! Po prostu nie wyobrażam sobie tej wyjątkowej nocy bez seansu choćby jednego kultowego dzieła reprezentującego ten wspaniały gatunek. Do tytułów wręcz obowiązkowych na upiorną noc duchów zaliczyłbym słynny horror Carpentera, Halloween oczywiście. Ten film widział chyba każdy miłośnik horroru i bez cienia wątpliwości można go uznać za dzieło kultowe i niepowtarzalne pomimo rażącej schematyczności fabularnej. Nad czym więc zachwycać się w czasie seansu Halloween?

Michael Myers jako dziecko został osadzony w zakładzie dla umysłowo chorych, po tym jak w noc Halloween brutalnie zamordował swoją siostrę. 15 lat później Michael ucieka z zakładu. Opiekujący się nim doktor Loomis wie, że w nadchodzący wieczór Halloween Michael zabije ponownie. Lekarz postanawia ruszyć jego śladem i zapobiec zbrodniom.*

John Carpenter, zanim nakręcił niezapomniany horror o Michaelu Myersie - zamaskowanym zabójcy z nożem w ręku - swoich sił spróbował najpierw w kinie sensacyjnym, kręcąc znakomity Atak na posterunek 13. Do tej pory nie był znany z horrorów. Sławę w kinie grozy przyniósł mu dopiero omawiany właśnie slasher. Przy oszczędnym budżecie i nieskomplikowanej historii stworzył jedno z największych osiągnięć filmowego horroru, które doczekało się aż dziesięciu kontynuacji (w tym remake'u), natomiast postać Myersa do dziś stanowi znak rozpoznawczy całej serii. Mimo wszystko główna oś fabularna Halloween nie jest nadzwyczaj skomplikowana. Historia skupia się na grupce zbuntowanych nastolatek, które - jak nietrudno wykalkulować - staną się wkrótce głównym obiektem zainteresowania zamaskowanego psychopaty. Wśród nich najbardziej wyróżnia się Laurie Strode, dziewczyna nieśmiała, nadzwyczaj spokojna i uporządkowana. I kiedy jej zwariowane rówieśniczki snują plany na halloweenową noc wertując swoje półki z ubraniami, ona postanawia w ten wieczór opiekować się małym chłopcem pod nieobecność rodziców. To właśnie główna bohaterka filmu sprawia, że horror Carpentera ogląda się z wielkim zainteresowaniem. Postać Laurie na szczęście nie jest ani nadmiernie irytująca ani całkowicie płytka. Kiedy podczas seansu zbliżamy się do punktu kulminacyjnego filmu (czyli ataku Myers'a na nastolatków), zaczynamy się denerwować i zastanawiać, czy krucha emocjonalnie dziewczyna będzie w stanie zadbać o bezpieczeństwo zarówno swoje, jak i dzieciaków, którymi się opiekuje. Aluzji nie można kierować również względem pozostałych protagonistów - role te zostały stworzone na wzór współczesnych, amerykańskich nastolatków, którym rzecz jasna w głowie tylko figle i zabawy.

Z całą pewnością twórcom nie udałoby się jednak doprowadzić Halloween do rangi filmu kultowego, gdyby nie budząca grozę postać antagonisty. Michael Myers przez wielu sympatyków horroru uchodzi dziś za jedną z najbardziej przerażających postaci w historii filmowej grozy i trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Carpenter zadbał o to, by postać Myersa została dopieszczona w każdym możliwym calu. Stworzył zatrważającą opowieść o seryjnym mordercy, który już od najmłodszych lat cierpiał na poważne zaburzenia psychiczne. Z tego filmu nie dowiemy się jednak, jakie motywy kierowały kilkuletnim chłopcem, który sięga nagle po kuchenny nóż, zatapia go w ciele swojej nastoletniej siostry i tym samym staje się jednym z najbardziej niebezpiecznych psychopatów, z jakimi miał do czynienia Dr Loomis (Donald Pleasance) - również jedna z kluczowych postaci w filmie. Profesor opisuje twarz Myers'a jako "pozbawioną emocji", natomiast jego oczy "oczami diabła, najczarniejszymi jakie można sobie wyobrazić". To właśnie aura tajemnicy, jaką otoczono postać Michaela Myersa napędza grozę tego filmu, a dodatkowym motorem napędzającym strach i niepokój widza staje się specyficzne, wręcz ambiwalentne zachowanie tej postaci. Michael Myers atakuje powoli i znienacka, nie spieszy się za ofiarą, a jednak zawsze ją dopada. Uwagę przykuwa również specyficzny wygląd mężczyzny: szpitalny uniform oraz biała maska bez wyrazu z rozczochranymi włosami to główne atrybuty rozpoznawcze Myers'a.

Halloween jest doskonałym przykładem na to, że Carpenter został wprost stworzony do kręcenia horrorów. Stworzył slasher, który wybija się ponad przeciętność i stał się wzorcem do naśladowania dla późniejszych podobnych gatunkowo produkcji. Nie uraczymy tutaj wielkiego rozlewu krwi (co jest charakterystyczne dla slasher'ów), a zamiast tego większą uwagę skupiono na wykreowaniu niespokojnej, napiętej atmosfery. Tę udało się wytworzyć dzięki mistrzowsko wykonanym zdjęciom. Większość scen kluczowych dla horroru rozgrywa się nocą, kiedy pole widzenia zostaje ograniczone do minimum. Myers również nie pokazuje się na ekranie zbyt często - niczym upiór wyłania się z mroku niespodziewanie, by zadać cios swojej ofierze i znów zniknąć w nieprzeniknionej otchłani. Niezapomniana pozostaje również ścieżka dźwiękowa, stworzona na potrzeby filmu specjalnie przez Carpentera. Prosty, acz sugestywny motyw dźwiękowy towarzyszący najważniejszym momentom filmu autentycznie potrafi przerazić i nie ściera się z pamięci. Założę się, że niejeden sympatyk horroru był za dzieciaka prześladowany przez ten upiorny temat muzyczny. Na sam dźwięk wystukiwany powoli na klawiszach, włos jeży się na całym ciele!

Czy zatem Halloween - prosta historyjka o zamaskowanym mordercy uganiającym się za bandą amerykańskich dzieciaków, zasługuje na miano filmu kultowego? Przecież temu obrazowi można by na udanego zarzucić fabularną wtórność i to, że potrafi znudzić odbiorcę nastawionego głównie na krwiste sceny. Biorąc pod uwagę wymienione w tej recenzji atuty, nie sposób uznać inaczej: Halloween Carpentera, wbrew niektórym sprzecznym opiniom, pozostanie dla mnie dziełem kultowym, które odniosło duży sukces kasowy i przyczyniło się do rozkwitu podobnych fabularnie horrorów, a Michael Myers nadal pozostanie jednym z najbardziej dopracowanych zamaskowanych bandziorów w historii światowego kina grozy. Jeżeli więc szukacie horroru straszącego subtelnymi, sugestywnymi scenami z ciekawie wykreowanym antagonistą, nie pozostaje mi nic innego, jak polecić ten horror właśnie w upiorną, wietrzną noc Halloween...

Tytuł oryginalny: John Carpenter's Halloween
Tytuł polski: Halloween
Rok produkcji: 1978
Gatunek: Horror slasher
Czas trwania: 1 godz. 31 min.
Reżyseria: John Carpenter

* opis dystrybutora

2 komentarze:

  1. Choć Michael Myers nigdy nie był moim ulubionym czarnym charakterem, to jednak pierwszy film z jego udziałem naprawdę można zaliczyć do kultowych. Film prosty, bez jakiś zawiłych dodatków, ale myślę, że wart zobaczenia. Poza tym - świetny tekst :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, że fabuła tego filmu jest prosta, jak budowa cepa, a efekty straszą dzisiaj bardziej, aniżeli sam horror. Jednak do dziś to mój ulubiony horror, którego klimat jest po prostu rewelacyjny. Nie pamiętam już nawet, ile razy go widziałam, w zasadzie znam go na pamięć, ale w dalszym ciągu postać milczącego psychopaty z ogromnym tasakiem w dłoni to dla mnie najlepsza "mroczna" postać w kinie grozy. I nie sądzę, żeby to się kiedykolwiek zmieniło ;-) Dziękuję bardzo za tę wspaniałą recenzję i mam nadzieję, że Twój Halloween będzie udany - jak co roku :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń