środa, 19 listopada 2014

Recenzja: Czas zamykania, Jack Ketchum

Prawdopodobnie najstraszniejszy facet w Ameryce według mistrza horroru Stephena Kinga znów zagościł na polskim rynku wydawniczym. Jack Ketchum, bo o nim mowa, tym razem uraczył swoich fanów kolejnym, drugim zbiorem opowiadań noszącym tytuł Czas zamykania. Jego najnowszy zbiór w porównaniu do Królestwa spokoju - pierwszego wydanego w Polsce zbioru opowiadań tegoż autora - jest znacznie uboższy pod względem ilości zamieszczonych tekstów. Na przeszło dwustu dziewięćdziesięciu kartach książki zamieszczono dziewiętnaście opowiadań oscylujących wokół szeroko pojętej grozy (dla porównania poprzedni zbiór zawierał ich trzydzieści dwa). Oczywiście nie liczby stanowią tutaj o jakości książki, a jej wnętrze, o czym doskonale wiemy, jednak z bólem serca muszę przyznać, że niestety w tym przypadku jest inaczej. W porównaniu do niesamowitego, ponadczasowego i monumentalnego dzieła, jakim w mojej opinii jest Królestwo spokoju, Czas zamykania wypada bardzo kiepsko, a w przypadku niektórych opowiadań wręcz tragicznie.

Taki to już los zbiorów opowiadań i różnorakich antologii - nie wszystkie teksty w nich zawarte muszą spełniać oczekiwania odbiorcy. Zazwyczaj można z nich wyłowić opowiadania wręcz idealne, powalające fabułą, konstrukcją, ciekawie wykreowaną i zaskakującą historią, ale znajdą się wśród nich również tak zwane średniawki, które pomimo ciekawej koncepcji, w jakiś sposób zostały spaprane i nie zostawiają żadnego śladu w pamięci czytelnika. Oczywiście nie może obejść się bez całkowitych porażek. A jak prezentuje się wnętrze najnowszego zbioru Ketchuma? Cóż, poza świetną, klimatyczną okładką nie otrzymamy niczego więcej. Poziom tekstów składających się na Czas zamykania jest bardzo różnorodny, trzeba jednak ostrzec tych, którzy spodziewają się opowiadań na wysokim poziomie: prawdziwych perełek nie uświadczymy tu zbyt wiele.

Po zapoznaniu się z omawianym zbiorem opowiadań, nachodzi mnie refleksja, że Ketchum nieco się wypalił. Nie mam pojęcia, co stoi za takim właśnie stanem rzeczy, ale chyba tylko ślepiec by tej spadkowej tendencji w jego twórczości nie dostrzegł. Ciężko porównywać zbiory opowiadań do powieści, bo to dwie zupełnie inne bajki rządzące się własnymi prawami, ale przecież Ketchum udowodnił już przy okazji Królestwa spokoju, że nie straszne są mu krótkie formy. Ba, udowodnił nawet, że potrafi zaledwie na kilku stronach wykreować tak skrajne emocje i cholernie duszną atmosferę, co w znacznie obszerniejszej Dziewczynie z sąsiedztwa. Można? Oczywiście, trzeba mieć tylko pomysł jak to zrobić. Czytając niektóre opowiadania zawarte tym zbiorze można zauważyć, że Ketchum stara się zagrać na emocjach czytelnika. Widać to choćby w pierwszym opowiadaniu Powroty, niezwykle posępnym i bardzo smutnym, zwłaszcza dla tak oddanego wielbiciela kotów, jak ja. W jakiś sposób poruszającą opowieścią okazuje się również Dzielna dziewczynka, bliska problematyce zawartej w słynnej Dziewczynie z sąsiedztwa, czy zmuszająca do refleksji historia o homofobii zawarta w opowiadaniu Olivia - monolog. Oba te opowiadania cechuje przewrotne zakończenie, tak charakterystyczne dla twórczości tego pisarza.

Interesujące ze względu na przewrotność wydarzeń okazuje się również opowiadanie Nieuchwytne, tyle, że jego zakończenie można bardzo szybko odczytać, co psuje całą zabawę. Ketchum stara się również zszokować czytelnika naginaniem granic tabu w Za zgodą, snując opowieści o granicach  wyuzdanego seksu (czy raczej ich braku), wystraszyć niezwykle ciekawie wykreowaną i udaną historią z pogranicza ghost story w Na słowo honoru, czy zszokować czytelnika zaskakującym finałem w I tak niedobrze. Opowiadania, które tutaj wymieniam spokojnie można by zaliczyć do grona udanych, choć mimo wszystko nie dorównujących opowiadaniom z Królestwa spokoju. Zwyczajnie są to najlepsze z możliwych tekstów dość przeciętnego jak wspomniałem zbioru opowiadań.

A co z pozostałymi tekstami? Reszta opowiadań zwyczajnie zawodzi. Pod względem konstrukcyjnym, jak i fabularnym. Ketchum miejscami stara się wykreować w nich tajemniczą atmosferę, trzyma w napięciu i niepewności, bawi się z czytelnikiem w kotka i myszkę, a jednak finał danej historii doprowadza nas zazwyczaj do tej samej konkluzji: to wszystko już było, albo to jest zupełnie nudne i bez polotu. W Sekcji drugiej wykorzystuje znany zabieg splatania się losów różnych osób w jednej z nowojorskich restauracji, w Pejzażu nadmorskim na tapetę wrzuca tematykę rozstania się z bliską osobą, kreując smutną historię przypominającą Na zawsze z Królestwa spokoju, kiepsko kreuje napięcie w opowiadaniu W tych traperach do nieba nie zajdziesz, którego akcja znów została osadzona w nowojorskim barze. Ciężko mówić o dobrej jakości w przypadku takich opowiadań jak Kochasz swoją żonę? czy Gorąca linia, które ze względu na nudną oś fabularną i nieprzemyślane zakończenie, nie są w stanie zaoferować czytelnikowi niczego więcej, poza kolejną oklepaną historią. Z kolei takim opowiadaniom, jak Papa, Fontanna, Rozchmurz się, W domu z magnetowidem, czy Potwór zwyczajnie brakuje tego typowego ketchumowskiego pazura i wyrazistego, przygnębiającego morału, który mógłby wywrócić nasz światopogląd do góry nogami. Są to opowiadania bardzo przeciętne, całkowicie pozbawione jakiegokolwiek dreszczu emocji.

Kwintesencją porażki okazuje się jednak opowiadanie Warczeć, syczeć, pluć, kroczyć, w którym autor kreuje świat przedstawiony z punktu widzenia... kota. I nie chodzi tutaj o specyficzny język, jakim posługuje się autor, chcąc odzwierciedlić sposób myślenia i rozumowania zwierzęcia - ta historia po prostu niczym nie urzeka. Bezapelacyjne najlepszym opowiadaniem zawartym w tym zbiorze pozostanie dla mnie tytułowy Czas zamykania, z którym mogłem spotkać się już we wspominanym tu kilkakrotnie zbiorze Królestwo spokoju. To najdłuższe opowiadanie zawiera w sobie kwintesencję tego, czego można spodziewać się po twórczości Ketchuma - pięknej historii o wielkiej miłości kobiety i mężczyzny, przepełnionej tragicznym splotem wydarzeń, historii przerażająco realistycznej i niezwykle przygnębiającej. Mocny akcent wieńczący dość przeciętny zbiór.

Jack Ketchum - baczny obserwator świata przepełnionego wokół złem przybierającym różne oblicza nie raz udowodnił, że potrafi to wszystko wykorzystać w swoich opowieściach, tworząc historie przesiąknięte realizmem i niesamowitością. Opowiadania zawarte w Czasie zamykania dotykają rozmaitych problemów ludzkiego życia: śmierci, rozstania, własnych lęków, czy chorych fantazji i niektóre z nich potrafią zapaść głęboko w pamięci. Niestety przeważająca część opowiadań prezentuje dość przeciętny poziom, dlatego Czas zamykania jako całość wypada bardzo słabo. Jedynym naprawdę godnym uwagi punktem tego zbioru są komentarze autora zamieszczane pod każdym z opowiadań, z których dowiemy się wiele ciekawych informacji na temat genezy powstawania danego tekstu. Prawdziwa gratka dla wiernych fanów twórczości Ketchuma. Oczywiście bez względu krytykę wielbiciele prozy tego autora zapewne sięgną po ten zbiór, czego stanowczo odradzam osobom, które chciałyby rozpocząć przygodę z "najstraszniejszym facetem w Ameryce" właśnie od tej pozycji. Zwyczajnie się rozczarują...

Autor: Jack Ketchum
Polski tytuł: Czas zamykania
Oryginalny tytuł: Closing time
Gatunek: horror
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 295
Rok wydania w Polsce: 2014

2 komentarze:

  1. "W domu z magnetowidem" wzbudziło we mnie sentymentalne uczucia, bo to hołd dla "Wściekłości" Cronenberga, a ja wprost kocham ten film;)
    Ale z ogólną oceną zbiorku się zgadzam. Jest tutaj parę lepszych tekstów, ale jest też sporo tragicznych. No i ten bezsensowny pomysł zamieszczenia opowiadania z "Królestwa spokoju" ("Czasu zamykania") również tutaj, żeby tylko zapełnić książkę....
    Do "Królestwa spokoju" ten zbiór się nie umywa, ale nie dziwi mnie to, bo każda kolejna książka Ketchuma wydawana w Polsce prezentuje coraz niższy poziom, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja podarowałam sobie "Czas zamykania", bo zbiory/antologie zawsze powodują u mnie rozczarowanie, a rozczarowania to strata czasu.

    OdpowiedzUsuń