niedziela, 9 listopada 2014

Recenzja: Nadprzyrodzony Pakt (aka The Pact), 2012

Wprost uwielbiam filmy osadzone na klasycznych, dobrze znanych motywach. Mamy główną bohaterkę, przed którą stoi intrygująca zagadka do rozwiązania, jest nawiedzona posiadłość, w której zamieszkują duchy i inne dziwne nadprzyrodzone manifestacje, a wszystko to zaserwowane w nietypowym, starym klimacie doskonale znanym ze sztandarowych produkcji grozy. Dziś horrorów nastrojowych z nawiedzonym domem w tle mamy bardzo wiele, więc jest w czym wybierać. Poszukując jakiś czas temu porządnej nastrojówki, której głównym elementem składowym fabuły będzie właśnie nawiedzona posiadłość, natknąłem się przez przypadek na propozycję Nicholasa McCarthy, który zadebiutował w horrorze właśnie filmem The Pact. Ten niskobudżetowy horror może nie spędza snu z powiek i nie przyprawia o paranoiczny strach, ale momentami potrafi zaskoczyć i zainteresować. A to już duży plus biorąc pod uwagę kryzys, jaki dopada niektóre konkurencyjne produkcje, na które przeznacza się o wiele większe pieniądze.


Po śmierci matki, Annie (Caity Lotz) powraca do rodzinnego domu, który przypomina jej o wielu traumatycznych wydarzeniach, które miały miejsce kilka lat wcześniej. Dotarłszy na miejsce, bohaterka zastaje porozrzucane po całym domu rzeczy, które sugerują zniknięcie jej siostry, Nicole (Agnes Bruckner). Annie doświadcza szeregu niewytłumaczalnych i nadprzyrodzonych zjawisk. Kiedy przybierają one na sile, kobieta odkrywa w domu pokój, o istnieniu którego nie miała pojęcia...* 

Czytając powyższy opis fabuły można odnieść wrażenie, że The Pact będzie kolejnym horrorem nastrojowym, opartym na utartych schematach. Oczywiście nie widzę w tym zupełnie niczego złego, wszak o jakości filmu nie decyduje tylko i wyłącznie jej fabuła (w wielu przypadkach wtórna, oklepana do granic możliwości, bazująca na klasycznych dla gatunku rozwiązaniach), ale również pozostałe elementy składowe produkcji, jak choćby aktorstwo, muzyka, scenografia, efekty specjalne, czy przemyślane budowanie napięcia itd. Faktycznie film Nicolasa McCarthy'ego pozornie stanowi ukłon w stronę nastrojowych klasyków o duchach z intrygującą zagadką rodem z rasowego kryminału, ale zaręczam wam - to tylko pozory, bowiem ten początkujący reżyser ma do zaoferowania coś więcej, aniżeli klasyczną opowiastkę o upiorach zamieszkujących zapuszczone brudem i pajęczynami ściany starego domostwa.

Pierwsze pół godziny seansu nie zapowiada się jednak zbyt interesująco. Od samego początku film kuleje głównie ze względu na drętwą grę aktorską, co w przypadku niekobudżetówki jest normalne i należy w tym miejscu twórców z tego mankamentu rozgrzeszyć. Ten zgrzyt na szczęście szybko zostaje zamaskowany ciekawie uknutą intrygą, w jaką zostajemy wciągnięci po uszy praktycznie od samego początku. Kiedy widzimy scenę rozmowy przez skype'a Nicole z jej własną córką i zdziwienie matki, kiedy pada pytanie o osobę, która przyczaiła się tuż za nią w pustym przecież domu, domyślamy się, że główni bohaterowie będą mieli do czynienia z nadprzyrodzonymi bytami. Szybko dowiemy się również, że ingerencja sił nadprzyrodzonych nie będzie zbyt przychylna domownikom - nagłe zniknięcie Nicole oraz poturbowanie jej siostry Annie przez niewidzialną postać nie wróży niczego dobrego. A to przecież dopiero początek.

Główna oś fabularna The Pact podążałaby w kierunku klasycznego ghost story, gdyby nie fakt, że McCarthy wplata w nią jeszcze wątek tajemniczych morderstw, który stanowi ważny punkt zwrotny dla rozwoju wydarzeń zaprezentowanych w filmie. Na tę intrygującą zagadkę trafia przez przypadek główna bohaterka filmu, Annie (Caity Lotz), próbując uporać się z siłami nadprzyrodzonymi, które wydają się odpowiadać za tajemnicze zniknięcie jej siostry. Obie te intrygi mają istotny wpływ na zaskakujący finał, który niejednego wielbiciela grozy jest w stanie może nie zszokować, ale z pewnością miło zaskoczyć. Przy rozwiązaniu zagadki na temat tożsamości mordercy pomocna okaże się dłoń miejscowego policjanta Creeka - postaci zagranej w mało przekonujący sposób przez Caspera Van Dien'a oraz tajemniczej, budzącej niepokój i przyciągającej uwagę dziewczyny imieniem Stevie, mającej dar porozumiewania się z istotami pozagrobowymi. To właśnie postać trupiobladej dziwaczki, w którą wcieliła się Haley Hudson zarówno pod względem aktorskim, jak i kreacji postaci wybija się ponad pozostałych bohaterów filmu i z pewnością to właśnie ona zostanie zapamiętana na długo po seansie filmu.

Dość ciekawym i wartym uwagi elementem The Pact jest odpowiednio skomponowana muzyka i udźwiękowienie, które wywierają istotny wpływ na budowanie nastroju grozy w filmie. Dźwięki potęgujące u widza niepokój doskonale współgrają z tym, co akurat widzimy na ekranie, dopełniając się wzajemnie. Muzyka mająca wystraszyć widza najczęściej towarzyszy manifestacjom cieni przesuwających się po ekranie lub ukazującym się znienacka upiorom o bladych twarzach. Nieocenionym atutem tej produkcji jest również skromne wykorzystanie efektów specjalnych, zapewne podyktowane równie skromnym budżetem. Twórcy skupili się raczej na odpowiednio wyważonych scenach przepełnionych gęstniejącą z minuty na minutę atmosferą, aniżeli na popisowych wizualizacjach duchów i chwała im za to; ciężko jest mi sobie wyobrazić skuteczne budowanie napięcia i grozy w filmie, w którym po ekranie śmiga pikselowaty i sztuczny do granic możliwości duch. Nadmierne użycie efektów komputerowych często nie idzie w parze z umiejętnym zachowaniem mrocznej atmosfery filmu, tak ważnej w przypadku horrorów nastrojowych, o czym, jak widać, twórcy The Pact doskonale zdawali sobie sprawę stawiając na minimalizm.

Jest jeszcze jeden mocny punkt tej produkcji, który koniecznie trzeba wziąć pod lupę. Scenografia. Większość scen kluczowych dla horroru odbywa się w domu, w którym dochodzi do dziwnych manifestacji. Posiadłość jest raczej zaniedbana, tu i ówdzie walają się różne rzeczy, meble są staroświeckie, a pomieszczenia utrzymano w ciemnej, mrocznej tonacji, która ma dodatkowo potęgować poczucie grozy i osaczenia. Możliwe, że zbytnio czepiam się szczegółów, ale uważam, twórcy mogli jednak bardziej postarać się o lepsze wykreowanie demonicznych właściwości budynku. I tutaj oczywiście wina leży zapewne po stronie dość oszczędnego budżetu, który zawęził nieco pole manewru dla osób odpowiedzialnych za elementy scenograficzne filmu.

The Pact jest filmem oferującym widzowi ciekawą mieszankę zgrabnie przedstawionego horroru nastrojowego, w którym dopatrzymy się całej masy klasycznych i znanych doskonale rozwiązań, ze skrzętnie przedstawioną intrygą, która od samego początku potrafi nas zainteresować i zaangażować. Pomijając fakt, że akcja nie zawsze galopuje równym tempem (są momenty, które niezmiernie nużą), to jednak w ogólnym rozrachunku propozycja Nicholasa McCarthy'go może przypaść do gustu zwłaszcza mało wymagającym widzom lub osobom, którym nie przeszkadza wykorzystanie konwencjonalnych, oklepanych chwytów.

Tytuł oryginalny: The Pact
Tytuł polski: Nadprzyrodzony pakt
Rok produkcji: 2012
Gatunek: Horror nastrojowy
Czas trwania: 1 godz. 29 min.
Reżyseria: Nicolas McCarthy

* opis zaczerpnięty z serwisu filmweb.pl

2 komentarze:

  1. Jak dla mnie całkiem całkiem. Ma swoje minusy i plusy, ale też specyficzny klimat. Historia mnie wciągnęła, choć pamiętam, że w jakimś momencie mnie nieco przy nudziło - ale na szczęście szybko coś się zaczęło dziać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny, klimatyczny horror. Lubię takie szczególnie wieczorami, dla relaksu.

    OdpowiedzUsuń