-wierzysz w te brednie?
- absolutnie. To zmyślona historyjka dla pryszczatych małolatów.
***
Każdego
dręczą jakieś demony z przeszłości. Pojawiają się w naszym życiu nieoczekiwanie
tylko po to, by przyczepić się do nas niczym pieprzone pijawki i żywić się nami
do końca życia.
Żywią
się naszym strachem.
I
prawdopodobnie nie ma osoby, która wymknęłaby się tej zasadzie.
Jeżeli
wydaje wam się, że nie macie swoich demonów z przeszłości, to się mylicie.
Są
dwie możliwości.
Po
pierwsze: nie uświadomiliście sobie jeszcze, że one są obok was i się wami
żywią albo…
…po
drugie: macie cholernego farta i dotąd nie nabawiliście się tego draństwa.
Co
nie zmienia faktu, że prędzej czy później demony przeszłości nawiedzą i was.
Jak
mówiłem, nie ma nikogo, kto wymknął by się tej zasadzie.
Dorośli
mają swoje demony z przeszłości – może to być alkohol, narkotyki, albo jeszcze
inne świństwa. Ale dzieci również je mają. Boicie się różnych rzeczy, prawda?
Pająków, węży, a może czujecie obawy przed wejściem do windy, albo ciemnego
pokoju? Albo najzwyczajniej w świecie boicie się ludzi. Psychopatów, oszustów,
złodziei.
Coś
w przeszłości zrodziło w was strach, którego nie możecie ujarzmić. Raz
ugryziony przez szczura mężczyzna zapewne będzie czuł lęk przed tym gryzoniem
do końca życia. Kobieta, która utkwiła między piątym a szóstym piętrem w
windzie, zapewne będzie ją później omijała szerokim łukiem. Dziecko, które raz usłyszało
straszną historyjkę o upiorze przyczajonym pod jego łóżkiem zapewne nie prędko
poczuje komfortowy sen.
Oto
demony z przeszłości. Nasze lęki i obawy.
Czasami
można je zwalczyć.
Tylko
trzeba stawić im czoła. Pokonać je. Ponoć czasami się udaje.
Czasami…
Bo
jeśli jest za późno, one mogą zniszczyć nas.
***
Siedzę na łóżku i nie
mogę zasnąć. Podświetlany zegarek elektroniczny po drugiej stronie pokoju
wskazuje na godzinę 1.00. Znów to czuję. Kolejny raz czuję na sobie jej wzrok.
Kim ona jest? Czego ode mnie chce? Skąd się tu, do cholery, wzięła? Blask
księżyca padający przez okno po raz kolejny zdemaskował jej obecność. Stoi
teraz tuż przed moim łóżkiem i się na mnie gapi. Humanoidalna postać, ledwo
dostrzegalna istota chwieje się raz do przodu raz do tyłu. Trudno dostrzec, ale
chyba ma na sobie jakiś długaśny płaszcz, albo halkę nocną koloru białego. Na
odzieniu widnieją czarne plamy. Krew? Kurwa! Nie mogę oderwać od niej wzroku!
Boję się spojrzeć na boki, po prostu nie mogę. Ona ma w sobie coś, co przyciąga
uwagę. Kiedy na nią patrzę, czuję, jakby ktoś dotykał moje plecy długaśnymi,
lodowatymi szponami. Chce mi się rzygać. Kołuje mi się w głowie. Podświadomość
mówi mi, że to ona tak na mnie oddziałuje.
I prawdopodobnie nie
jest to sen.
Sam już nie wiem. Od
trzech tygodni nic nie biorę. Jestem czysty jak łza. Nie piję, nie palę. To nie
halucynacje.
Myślę racjonalnie. Przynajmniej
się staram.
Ale widocznie nic mi z
tego nie wychodzi, skoro jednak wierzę, że to co stoi przede mną, naprawdę tam
jest. Że to nie wytwór mojej chorej wyobraźni.
No właśnie. Choroba.
Może mam nie po kolei w głowie? Może to początki schizofrenii?
To też nie są urojenia.
Ona wciąż tam stoi i
się chwieje. Choć nie jestem w stanie dostrzec jej twarzy, wiem, że na mnie
patrzy i właśnie świdruje mnie na wylot.
Dłużej tego nie
wytrzymam. Codzienne wmawiam sobie, że powiem o tym starym. Ale w zasadzie jak
miałbym zacząć:
- hej mamo, każdej nocy
nawiedza mnie jakaś zjawa, co mam zrobić?
Przecież to bez sensu.
Nikt mi nie uwierzy. Nikt.
Poczekam do rana. Dam
radę. A kolejną noc spędzę przy zaświeconej latarce, którą ukradnę staremu z
garażu. Ciekawe, czy tym razem znów mnie nawiedzi…
A teraz spokojnie,
powolutku zamknę oczy i policzę do trzech, a ona zniknie z mojego pokoju. Tak
zwyczajnie, po prostu. Rozpłynie się w powietrzu. Tak było do tej pory i tak
zapewne stanie się i teraz.
Kiedy je otworzę, jej
już nie będzie.
Raz.
Dwa.
Trzy.
Otwieram oczy.
Już sobie poszła.
***
-
i co? Tak zwyczajnie opuściła salę i nikt już jej więcej nie widział? –
spojrzał na nią wystraszony jak mysz, która właśnie uświadomiła sobie, że stała
się przekąską dla drapieżnego kota – to przecież naiwne, nieprawdaż?
-
taa… To oklepana do granic możliwości historyjka. Każda creepypasta tak się
kończy. Wiesz, w każdej historyjce musi być zawarty element zaskoczenia lub,
jak w przypadku tej – niedokończona kwestia. „I nikt więcej jej już nie
widział” – zaczęła recytować z dumą – to wcale nie oznacza, że w ogóle nie
żyje. W każdej chwili może się tu nagle pojawić i nas powyrzynać.
-
wierzysz w te brednie?
-
absolutnie. To zmyślona historyjka dla pryszczatych małolatów.
***
Kolejna nieprzespana
noc. Która to już? Piąta? Szósta? Od kiedy Sara opowiedziała mi tę historyjkę,
nie mogę zasnąć. Najgorsze jest to, że wyczytałem w necie, że kto raz usłyszy
tę opowieść, będzie prześladowany przez NIĄ.
Boję się…
Jest godzina 1.30.
Właśnie obudził mnie tajemniczy huk z sąsiedniego pokoju. Boję się jak cholera.
Czy ona znów tu jest? Czy tym razem postanowiła nawiedzić pokój rodziców?
Cholernie się boję, ale czuję, że muszę tam iść. Muszę sprawdzić, czy nic im
nie jest. Kurwa, z góry zakładam, że coś im się stało, a zwyczajnie w świecie
może się okazać, że to tylko Morgana. Tak, na pewno nie puścili tego głupiego
sierściucha na dwór i teraz lata po całym domu jak potrącony. Głupi kot!
Mój boże, znów ten huk.
Ktoś wali pięściami w ścianę. Słyszę wrzaski i wycie kota. Boję się wyjść spod
kołdry, boję się nawet zaświecić latarkę, bo nie chcę ujrzeć jej oblicza przed
moim łóżkiem. Ale muszę to zrobić. Muszę sprawdzić, co się tam dzieje.
Muszę…
Powoli rozchylam
kołdrę, jakby miało to spowodować jakiś wielki hałas i zdemaskować moją
obecność. Ostrożnie stawiam rozdygotane nogi na podłodze. Jej chłód mnie
przeraża. Postanowiłem nie zapalać światła, wystarczy mi blask księżyca.
Powolutku podnoszę się i już mam zamiar kierować się w stronę drzwi, kiedy
nagle dochodzą do mnie dźwięki kroków na korytarzu. Są coraz bliżej.
Nagle cały dom zalewa
nieprzenikniona, przeklęta cisza. Wrzaski i stukanie z sąsiedniego pokoju
ustały. Boże, co tam się stało?! Słyszę czyjś oddech. Chrapliwy warkot kogoś
lub czegoś na korytarzu. To coś stoi po drugiej stronie drzwi i nasłuchuje.
Dzieli nas tylko kilkucentymetrowa bariera. Ciarki przechodzą mi po plecach.
Strasznie się boję. Odruchowo chwytam za klamkę i czuję, jak mimowolnie opada.
Ktoś po drugiej stronie
usiłuje wejść do środka.
Za oknem słychać wycie
psa. Cisza została zmącona przeraźliwym skowytem.
Zaczynam panikować.
Dopada mnie przeraźliwy
strach. Uświadamiam sobie, że nie czuję się bezpiecznie. Odskakuję od klamki,
jakby była rozgrzana do czerwoności. Uciekam w stronę okna, kiedy po drodze
natrafiam na niewielkie krzesełko i się przewracam.
Spoglądam w stronę
drzwi. Są uchylone.
W progu stoi ONA.
Zamykam oczy. Liczę do
trzech. Może i tym razem zniknie. Może odliczanie znów mi pomoże ją odgonić.
Jeden.
Dwa.
Trzy.
Otwieram oczy.
Nikogo nie widzę. Jest
zbyt ciemno. Odwracam się w stronę okna. Księżyc przysłoniły chmury.
Chwytam za latarkę i ją
zapalam.
Niewielki snop światła
pada wprost na nią.
Mym oczom ukazała się
kobieta w pokrwawionym, białym kitlu. Coś jest nie w porządku z jej twarzą. Jest
biała jak ściana i pozbawiona jakichkolwiek emocji. Jest jak maska. W ustach
trzyma jakąś szmatę. Zaraz zaraz… to nie szmata.
To ciało martwego kota.
Nie mogę w to uwierzyć.
To nie może być prawda!
Zamykam oczy. Czuję jak
spływa po mnie fala zimnego potu. Trzęsę się ze strachu.
Znów je otwieram.
Stoi teraz tuż przy
mnie. Nasze twarze prawie się ze sobą stykają. Czuję jej oddech na sobie.
Spogląda na mnie beznamiętnie.
Teraz już wiem co się
stało z moimi rodzicami.
Wiem, co się stanie ze
mną.
Za dobrze znam tę
historyjkę. Tę pieprzoną miejską legendę, którą kuzynka opowiadała mi na
dobranoc.
Otworzyła usta i
wypluła martwe zwłoki, które trzymała w śmiertelnym uścisku.
Uśmiechnęła się.
Ukazała rząd ostrych kłów. Nieludzkich zębisk, z których spływa gęsta, szkarłatna krew.
Ukazała rząd ostrych kłów. Nieludzkich zębisk, z których spływa gęsta, szkarłatna krew.
Spogląda na mnie.
Świdruje mnie na wylot.
Jestem sparaliżowany. Nie
mogę już nic zrobić. Nie mogę się bronić.
Bo przede mną stoi ONA.
Kobieta bez wyrazu.
Lipiec
2014

