Na "Pogrzebaną żywcem" Roberta Krutzmana, znanego choćby z "Władcy życzeń" (1997) natknąłem się przez przypadek przechodząc obok półek w supermarkecie oznaczonych jakże cieszącym oko napisem "Promocja!". Przewertowałem więc półki w nadziei, że znajdę jakiś ciekawy horror, co więcej- którego jeszcze w ogóle nie widziałem i nie posiadam we własnej kolekcji. Przez moje ręce przewinęło się kilka zaklejonych folią pudełek z tytułami filmów, które już znam. Kiedy miałem więc odchodzić od stoiska, kątem oka dostrzegłem opakowanie z tytułem: "Pogrzebana żywcem". Niska cena oraz napisy na pudełku obwieszczające, że to film zaskakujący i piekielnie straszny tylko zachęciły mnie do zakupu. Kiedy jednak odpaliłem film na dvd okazało się, że otrzymałem przysłowiowego "kota w worku".
Grupa studentów wybiera się na weekend na rodzinną farmę w samym sercu pustyni. Ten sielankowy wypad dość szybko zmienia się w piekło, gdy Lester (Tobin Bell) odkrywa na terenie posiadłości stary grób. Okazuje się, że została w nim pochowana żona byłego właściciela farmy.