Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fede alvarez. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fede alvarez. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 sierpnia 2013

Recenzja: Evil Dead (aka Martwe Zło), 2013


Współczesne kino grozy w ostatnim czasie ma nam do zaoferowania bogaty wybór odświeżanych kotletów, do których śmiało można zaliczyć również remake'i. Moda na kolejne adaptacje i przeróbki dosięga dzieł kultowych, które w filmowym horrorze wyznaczały nowe trendy i przez lata zyskały sobie rzeszę sympatyków i wiernych fanów. Sięganie po chwytliwe tytuły, takie jak Carrie, Teksańska masakra piłą mechaniczną, Piątek TrzynastegoHalloween, czy choćby doskonale znane każdemu wyjadaczowi makabry Martwe Zło Raimiego to z jednej strony dowód na deficyt pomysłów na oryginalną fabułę, z drugiej sygnał, że kino grozy minionych lat posiada swój niesamowity urok i wciąż ma branie.  Czasami jednak przeróbki kultowych filmów grozy wydają się posunięciem zgoła ryzykownym, bo ilekroć słyszymy o kolejnej adaptacji, czy n-tym remake'u, na usta ciśnie się pytanie: po jaką cholerę? Takie właśnie pytanie nasunęło mi się w momencie, kiedy po raz pierwszy ujrzałem newsa dotyczącego nowej wersji Martwego Zła z 1981 roku w wykonaniu Fede Alvarez'a. Na seans postanowiłem wybrać się z nastawieniem na brak jakichkolwiek fajerwerków. Kiedy już wygodnie rozsiadłem się w fotelu, a na ekranie pojawiły się pierwsze sekwencje filmu, szybko zmieniłem zdanie i doszedłem do wniosku, że remake czasami ma nam do zaoferowania więcej, niż mogłoby się z pozoru wydawać.