James Wan wyrobił sobie całkiem dobrą opinię jako reżyser przyzwoitych nastrojówek i zapewne niejeden wielbiciel filmowej grozy, który lubuje się w klimatycznych horrorach z ghost story w tle, nazwisko to skojarzy zapewne z całkiem udanym horrorem Dead Silence (2007), czy równie dobrym Naznaczonym (2010). W kolejnym jego filmie, czyli w The Conjuring, Wan po raz kolejny sięga po znane i sprawdzone schematy, w których z resztą czuje się jak ryba w wodzie. Tym razem dodatkowo sięga po chwyt znany doskonale każdemu wielbicielowi filmów grozy i swojemu nowemu dziełu dodaje etykietkę "oparte na faktach". Zabieg ten stanowi całkiem przyzwoitą przynętę, by skupić wokół siebie ogromne rzesze odbiorów, o czym przekonaliśmy się choćby przy okazji horroru Amityville Rosenberga, czy w jego późniejszym remake'u z 2005 roku. Chęć obejrzenia filmu opartego na autentycznej historii nasila się zwłaszcza, jeśli w grę wchodzą siły nadprzyrodzone, bo duchy, nawiedzone posiadłości, czy egzorcyzmy, od lat stanowiły źródło lęku i strachu, a jak wiemy, człowiek z natury lubi się bać i lgnie do tego, co tajemnicze, nieznane i budzące grozę. Niestety sama etykietka "based of true story" nie gwarantuje, że będziemy mieli do czynienia z filmem godnym polecenia. Horror musi przecież zaoferować coś więcej, o czym James Wan doskonale zdaje sobie sprawę i po raz kolejny nie zawodzi. Co więcej, Obecnością udowadnia, że pomimo pewnej szablonowości, jaka ostatnio wkrada się we współczesne produkcje, filmowa groza potrafi jeszcze mile zaskoczyć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obecność 2013 recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obecność 2013 recenzja. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 27 sierpnia 2013
Recenzja: The Conjuring (aka Obecność), 2013.
James Wan wyrobił sobie całkiem dobrą opinię jako reżyser przyzwoitych nastrojówek i zapewne niejeden wielbiciel filmowej grozy, który lubuje się w klimatycznych horrorach z ghost story w tle, nazwisko to skojarzy zapewne z całkiem udanym horrorem Dead Silence (2007), czy równie dobrym Naznaczonym (2010). W kolejnym jego filmie, czyli w The Conjuring, Wan po raz kolejny sięga po znane i sprawdzone schematy, w których z resztą czuje się jak ryba w wodzie. Tym razem dodatkowo sięga po chwyt znany doskonale każdemu wielbicielowi filmów grozy i swojemu nowemu dziełu dodaje etykietkę "oparte na faktach". Zabieg ten stanowi całkiem przyzwoitą przynętę, by skupić wokół siebie ogromne rzesze odbiorów, o czym przekonaliśmy się choćby przy okazji horroru Amityville Rosenberga, czy w jego późniejszym remake'u z 2005 roku. Chęć obejrzenia filmu opartego na autentycznej historii nasila się zwłaszcza, jeśli w grę wchodzą siły nadprzyrodzone, bo duchy, nawiedzone posiadłości, czy egzorcyzmy, od lat stanowiły źródło lęku i strachu, a jak wiemy, człowiek z natury lubi się bać i lgnie do tego, co tajemnicze, nieznane i budzące grozę. Niestety sama etykietka "based of true story" nie gwarantuje, że będziemy mieli do czynienia z filmem godnym polecenia. Horror musi przecież zaoferować coś więcej, o czym James Wan doskonale zdaje sobie sprawę i po raz kolejny nie zawodzi. Co więcej, Obecnością udowadnia, że pomimo pewnej szablonowości, jaka ostatnio wkrada się we współczesne produkcje, filmowa groza potrafi jeszcze mile zaskoczyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)