Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror o duchach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror o duchach. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 listopada 2014

Recenzja: Nadprzyrodzony Pakt (aka The Pact), 2012

Wprost uwielbiam filmy osadzone na klasycznych, dobrze znanych motywach. Mamy główną bohaterkę, przed którą stoi intrygująca zagadka do rozwiązania, jest nawiedzona posiadłość, w której zamieszkują duchy i inne dziwne nadprzyrodzone manifestacje, a wszystko to zaserwowane w nietypowym, starym klimacie doskonale znanym ze sztandarowych produkcji grozy. Dziś horrorów nastrojowych z nawiedzonym domem w tle mamy bardzo wiele, więc jest w czym wybierać. Poszukując jakiś czas temu porządnej nastrojówki, której głównym elementem składowym fabuły będzie właśnie nawiedzona posiadłość, natknąłem się przez przypadek na propozycję Nicholasa McCarthy, który zadebiutował w horrorze właśnie filmem The Pact. Ten niskobudżetowy horror może nie spędza snu z powiek i nie przyprawia o paranoiczny strach, ale momentami potrafi zaskoczyć i zainteresować. A to już duży plus biorąc pod uwagę kryzys, jaki dopada niektóre konkurencyjne produkcje, na które przeznacza się o wiele większe pieniądze.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

The Quiet Ones (aka Uśpieni) - zapowiedź kinowa

The Quiet Ones (aka Uśpieni) to kolejny horror twórców Kobiety w czerni, który w kinach pojawi się niebawem, bo już 16 maja 2014 roku. Film będzie opowiadał o kontrowersyjnym eksperymencie paranormalnym, który okaże się niebezpieczny w skutkach. Poniżej opis dystrybutora:
Grupa studentów (wśród nich Sam Claflin, gwiazda "Igrzysk śmierci: W pierścieniu ognia") bierze udział w przerażającym eksperymencie. Wkrótce przekonują się, że nie wolno igrać ze zjawiskami paranormalnymi. 
Ta historia wydarzyła się naprawdę. Charyzmatyczny profesor uniwersytecki Coupland (Jared Harris), którego metody pracy wzbudzają wiele kontrowersji, zachęca swoich studentów do udziału w niebezpiecznym eksperymencie. Ich wspólne działanie ma doprowadzić do stworzenia poltergeista, co według teorii Couplanda jest możliwe, gdy skumuluje się odpowiednią ilość negatywnej ludzkiej energii. 



Źródło: Kino Świat.pl

środa, 9 kwietnia 2014

Recenzja: Campfire Tales (aka Mroczne Opowieści), 1997

Tajemnicze, niesamowite, budzące grozę miejskie legendy zna chyba każdy z nas. Jako młodzi gniewni, łaknący propagandy, opowiadaliśmy sobie te historyjki nocą przy ognisku lub w czasie domowej imprezki i zawsze, kiedy je słyszeliśmy, na głowie jeżył się włos ze strachu. Opowieść o czarnej wołdze, żyletce w jabłku czy historyjka o kopytniku to tylko pojedyncze przykłady. Miejscowych opowieści jest tak naprawdę cała masa i trudno je zliczyć. Jedne przerażają swoją autentycznością i makabrycznością, inne śmieszą. Raz usłyszana opowieść budząca grodzę, przerażenie lub nacechowana groteskowością i czarnym humorem może trafić do szerokiego grona odbiorców, ulegając licznym modyfikacjom i przekształceniom. Popularność miejskich legend wychwycili niektórzy twórcy horroru, wplatając te proste historie w fabułę filmu. Oczywiście w przypadku filmu grozy bazującego na popularnych miejskich opowieściach nie można liczyć na fajerwerki, bo produkcje te - choć pełne grozy - są z góry skazane na przewidywalność akcji. Campfire Tales to klasyczny przykład dreszczowca, który pomimo że bazuje na popularnych, znanych każdemu miejskich legendach, potrafi również zaskoczyć i chwilami wywołać dreszczyk emocji.

sobota, 8 lutego 2014

Recenzja: Insidious (aka Naznaczony), 2010

Ze świecą szukać nam dziś horrorów, które mogłyby przenieść nas w minione czasy, kiedy w filmach stawiano przede wszystkim na klimat, a nie na przesadnie wykorzystywane efekty specjalne, tak często spotykane w niektórych współczesnych produkcjach. Aby poczuć więc powiew klimatu sprzed lat, sięgamy zazwyczaj po stare horrory. Kiedy mamy już w rękach takie cieszące oko "perełki", natychmiast dajemy się oczarować atmosferą staroci z lat osiemdziesiątych. Zasiadamy wygodnie przed telewizorem, na pilocie wciskamy "play" i niczym za pomocą jakiegoś wehikułu czasu przenosimy się w "filmy tamtych czasów" - nieskażone sztucznymi efektami komputerowymi, i choć pachnące gumowatymi, kiczowatymi potworami, to jednak emanujące nastrojową atmosferą dobrze znaną z kultowych horrorów, zapisywanych niegdyś na starych, zakurzonych nośnikach VHS. Okazuje się, że niektóre współczesne produkcje również mają w sobie to "coś". W poczet współczesnych horrorów noszących zadatki starych, znanych produkcji minionych lat wpisać można niektóre filmy Jamesa Wana, w tym horror Naznaczony, który powinien spodobać się niejednemu wielbicielowi nastrojowych horrorów utrzymanych w duchu starych produkcji lat osiemdziesiątych.

czwartek, 9 stycznia 2014

Recenzja: El Orfanato (aka Sierociniec), 2007

Każdy z nas zdaje sobie zapewne sprawę, co mogą przeżywać rodzice, których dziecko właśnie zaginęło. Czują się bezsilni, targają nimi skrajne emocje, być może winią siebie za to, co się stało.  To, co stanowi ich główną motywację do życia to pragnienie odnalezienia swojej pociechy za wszelką cenę, choć z upływem lat szanse na odnalezienie dziecka maleją. Ktoś z pewnością uznałby, że tacy rodzice przeżywają właśnie prawdziwy horror. Przechodzą przez koszmar, którego nikt nikomu by nie życzył. I trudno się z taką tezą nie zgodzić, bo utrata bliskiej osoby stanowi prawdziwy cios w plecy, który odczuwa się jeszcze przez wiele lat, a czasami nawet do końca życia. Sierociniec - hiszpański film grozy, przez wielu krytyków uznany za jedno z najlepszych osiągnięć twórców klimatycznego horroru znad półwyspu iberyjskiego, o takich właśnie przeżyciach opowiada. Choć trudno omawianą tu produkcję uznać za filmowy horror w czystej postaci, to jednak nie można jej odmówić miana gatunkowej hybrydy, która w swojej strukturze sprawnie łączy elementy dramatu, mające skutecznie poruszyć widza i dotrzeć do głębi jego emocji, z pełną napięcia grozą z elementami paranormalnymi. Pytanie tylko: czy film ten zasługuje na miano jednego z najlepszych dzieł ostatnich lat?

wtorek, 27 sierpnia 2013

Recenzja: The Conjuring (aka Obecność), 2013.


James Wan wyrobił sobie całkiem dobrą opinię jako reżyser przyzwoitych nastrojówek i zapewne niejeden wielbiciel filmowej grozy, który lubuje się w klimatycznych horrorach z ghost story w tle, nazwisko to skojarzy zapewne z całkiem udanym horrorem Dead Silence (2007), czy równie dobrym Naznaczonym (2010). W kolejnym jego filmie, czyli w The Conjuring,  Wan po raz kolejny sięga po znane i sprawdzone schematy, w których z resztą czuje się jak ryba w wodzie. Tym razem dodatkowo sięga po chwyt znany doskonale każdemu wielbicielowi filmów grozy i swojemu nowemu dziełu dodaje etykietkę "oparte na faktach". Zabieg ten stanowi całkiem przyzwoitą przynętę, by skupić wokół siebie ogromne rzesze odbiorów, o czym przekonaliśmy się choćby przy okazji  horroru Amityville Rosenberga, czy w jego późniejszym remake'u z 2005 roku. Chęć obejrzenia filmu opartego na autentycznej historii nasila się zwłaszcza, jeśli w grę wchodzą siły nadprzyrodzone, bo duchy, nawiedzone posiadłości, czy egzorcyzmy, od lat stanowiły źródło lęku i strachu, a jak wiemy, człowiek z natury lubi się bać i lgnie do tego, co tajemnicze, nieznane i budzące grozę. Niestety sama etykietka "based of true story" nie gwarantuje, że będziemy mieli do czynienia z filmem godnym polecenia. Horror musi przecież zaoferować coś więcej, o czym James Wan doskonale zdaje sobie sprawę i po raz kolejny nie zawodzi. Co więcej, Obecnością udowadnia, że pomimo pewnej szablonowości, jaka ostatnio wkrada się we współczesne produkcje, filmowa groza potrafi jeszcze mile zaskoczyć.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Recenzja: The Haunting in Connecticut 2: Ghost of Georgia (2013)

Seans horroru, który chciałbym omówić po dłuższej przerwie, do udanych nie należał. Film Toma Elkinsa nie spełnił moich oczekiwań, choć te też nie były jakieś wygórowane. Po prostu liczyłem na pospolity, szablonowy, acz ciekawie przedstawiony horror o duchach. Nawet tego nie otrzymałem. Bynajmniej nie w satysfakcjonującym stopniu. Przez cały czas wpatrywałem się w ekran monitora w celu wyszukania jakichś ciekawych elementów fabuły, interesujących zwrotów akcji, czegokolwiek na czym można by zawiesić oko. Poza kilkoma ciekawszymi momentami, seans przeleciał mi jednak koło nosa z prędkością światła całkowicie niezauważalnie, nie pozostawiając po sobie praktycznie żadnych pozytywnych wrażeń.

niedziela, 3 marca 2013

Recenzja: Mama (2013)

Nazwisko debiutującego reżysera Andresa Muschietti'ego powinno być znane choćby w wąskim kręgu wielbicieli horroru krótkometrażowego, a przynajmniej w ostatnim czasie każdy miał okazję o nim co nieco usłyszeć. W 2008 r. eksperymentował w krótkim metrażu i tym sposobem powstała krótkometrażowa wersja horroru Mama- film niespełna czterominutowy, naszpikowany solidną dawką napięcia i rewelacyjną ścieżką dźwiękową. Materiał ten okazał się doskonały do stworzenia pełnometrażowej wersji za produkcję której odpowiada spec od nastrojówek- Guillermo del Toro. Mając na względzie talent, jaki Muschietti potrafił pokazać w krótkometrażowym horrorze, premiera pełnej wersji Mamy nie mogła mi tak po prostu przelecieć koło nosa. Wybrałem się więc na seans z nadziejami, że nie będzie to film mocno przereklamowany i pomijając tych kilka drobnych mankamentów, otrzymałem całkiem przyzwoity horror nastrojowy.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Recenzja: Sinister (2012)

Na ten film czekałem z wielkim zniecierpliwieniem, od kiedy po raz pierwszy wygrzebałem w Internecie garść informacji krążących na jego temat. Nie ukrywam również, że moja ciekawość tą produkcją wzrosła, kiedy dowiedziałem się, że reżyserem oraz współscenarzystą będzie nie kto inny, jak Scott Derrickson, który odpowiada również za całkiem przyzwoite i niepokojące Egzorcyzmy Emily Rose (2005).  Kiedy więc zapowiadano polską premierę w kinach, już szykowałem pieniądze, by skusić się na seans. Trzeba przyznać, że nieco obawiałem się seansu z kilku powodów, a jednym z nich i najważniejszym był fakt, że coraz częściej w przypadku współczesnych horrorów zwiastuny niestety okazują się lepsze od całości filmu. Na szczęście Sinister przełamał ten stereotyp.

piątek, 19 października 2012

Recenzja: Grave Encounters (2011)

Przygody z horrorem dokumentalizowanym ciąg dalszy. Tym razem przyszła pora na recenzję kanadyjskiego paradokumentu opowiadającego o... i tu nowością nie powieje... ekipie telewizyjnej, prowadzącej program o nawiedzonych miejscach :-) Tak tak, ja wiem, że ciągłe recenzowanie filmów, które główną oś fabularną skupiają wokół grupki dziennikarzy zaopatrzonych w profesjonalne kamery może nudzić, a nawet wywołać torsje, ale warto zauważyć, że omawiane do tej pory horrory spod znaku verite nie należały do zbytnio porywających i wybitnych. Grave Encounters będący kolejnym omawianym tutaj paradokumentem o wspomnianą wybitność nawet się nie ociera, ale spośród obejrzanych do tej pory przeze mnie horrorów verite, chociaż potrafi się czymś obronić.

piątek, 13 lipca 2012

Recenzja: The Haunting In Connecticut (Udręczeni) (2009)

Filmy o nawiedzonych domach prezentują tematykę oklepaną, miażdżoną setkami produkcji dokumentalnych, puszczanych choćby na Discovery, czy mieloną do szpiku kości typowymi horrorami nastrojowymi o rodzinie, która z różnych powodów musi zmienić dotychczasowe miejsce zamieszkania. I jak się zapewne domyślamy akurat za każdym razem pechowo trafiają na tani dom sprawiający pozory miejsca pełnego spokoju, szczęścia oraz ciszy nie zdając sobie sprawy, że mury ich nowo zakupionego gniazdka przesiąknięte są okrutną historią z przeszłości i prędzej czy później na własnej skórze przekonają się, dlaczego oferta nieruchomości była w tak atrakcyjnej cenie. Tuzinkowość kina ghost story z nawiedzonym domem w tle zdążyła już utrzeć w filmowej grozie ścieżkę, po której z chęcią stąpamy. Bo któż z nas nie lubi oglądać filmów dokumentalnych o nawiedzonych miejscach, o ludziach nękanych przez złe duchy, czy nocą nie zaserwował sobie horroru o bohaterach zmagających się z siłami nadprzyrodzonymi uaktywnionymi w posiadłości, którą właśnie nabyli? Lgniemy więc do tego typu treści i za każdym razem oczekujemy gęsiej skórki podczas seansu. Czy mimo utartych schematów horror Petera Cornwell'a jest w stanie zaskoczyć nas czymś nowym?

sobota, 3 grudnia 2011

Recenzja: Death Of a Ghost Hunter (W pogoni za złem) (2007)

Uwaga: Spojlery!
Lubicie historyjki o nawiedzonych domach, których stare mury przesiąknięte są rodzinną tragedią i ukrywają swoją mroczną tajemnicę? Lubicie ciekawe, zaskakujące zakończenia? Interesuje Was motyw życia po śmierci w filmach grozy? Ta pozycja jest dla Was. Jeżeli dodać to tego jeszcze informację,  że  film został  oparty na prawdziwych wydarzeniach, które uznaje się za jedne z najbardziej przerażających w historii Ameryki, to powiem Wam szczerze, że brzmi naprawdę zachęcająco.  Dodam jeszcze, że fani filmów w stylu "Blair Witch Project" również nie powinni być zawiedzeni i nie powinni odkładać tej pozycji na bok, bowiem mimo, że nie mamy tutaj do czynienia z typową aranżacją zdarzeń typu "rok później odnaleziono dowody w postaci nagrań wideo", to mimo wszystko w obraz filmu wpleciono nagrania z kamer rejestrujących rzekome duchy błąkające się po pokojach czy nagrania typową kamerą amatorską. Brzmi ciekawie?

"Carter Simms, renomowana łowczyni duchów dostała propozycję nie do odrzucenia. 5 000 dolarów za trzydniowe badanie zjawisk paranormalnych w niesławnym Domu Mastersonów, w którym 20 lat wcześniej zginęła tragicznie cała rodzina miejscowego pastora. Za pomocą kamerzysty, dziennikarki oraz medium Carter zamierzała udowodnić lub obalić teorię o nawiedzonym domu. Tak rozpętało się piekło..." *

Film otwiera scena ukazująca zdarzenia sprzed 20 lat. Widzimy zdesperowaną kobietę w białej koszuli nocnej, która po zamordowaniu całej rodziny, zostawia nóż na swoim miejscu, po czym topi dziecko w wannie. Na stole zostawia notatkę pożegnalną i popełnia samobójstwo strzelając sobie w usta.

Po dwudziestu latach właściciel mieszkania Seth Masterson, producent filmowy, który odziedziczył dom po swoim ojcu (ten zaś otrzymał go po śmierci swego brata Josepha Mastersona) postanawia wynająć medium w celu zbadania aktywności paranormalnej po tym, jak pewnego razu w jednym z okien mieszkania dostrzega postać małego Pitera- syna zamordowanego pastora Josepha Mastersona. Niewytłumaczalne zjawiska towarzyszyły również sprzątaczce, która co jakiś czas zaglądała do domu. Właściciel posiadłości chce wycenić dom na sprzedaż, dlatego też oferuje Carter Simms sporą sumę pieniędzy, by w trzy dni w towarzystwie kamerzysty Colin'a Green'a  oraz miejscowej dziennikarki Sandoval Yvette sprawdziła, czy w domu nie osadziły się jakieś złe duchy. Wkrótce do ekipy dołącza jeszcze jedna osoba- Mary Young Morterson,  młoda członkini kościoła Mastersonów, założonego przez wielebnego Josepha. Jej zadaniem jest przypilnowanie grupy, by nie naruszyła godności i dobrego imienia zmarłej rodziny, którą członkowie kościoła darzyli dużym zaufaniem i czcią. Grupa badawcza już pierwszego dnia obmyśla plan pracy, instaluje kamery i rozkłada sprzęt. W trakcie pobytu członkowie ekipy rejestrują kilka niewytłumaczalnych zjawisk- temperatura w jednym z pokoi drastycznie obniża się w dosyć krótkim odstępie czasu, krzesło mimowolnie zmienia swą pozycję, da się odczuć widmowe zapachy siarki, natomiast kamera rejestruje  odgłosy strzałów z pistoletu oraz duchy obecne w domu, w tym m.in. widmo małej dziewczynki, córki Mastersonów. Odnajdują również kilka niepokojących zdjęć nagiej dziewczyny o imieniu Miranda. Dla łowczyni duchów  wydaje się to dziwne, dlatego też wysuwa teorię, że dom nawiedzają tzw. duchy osiadłe, które przejawiają swą aktywność paranormalną powtarzaniem ostatnich chwil z ich życia w tym samym miejscu i czasie. Są to najczęściej duchy ofiar gwałtownej lub też przypadkowej śmierci, które ujawniają się jako dusze niespokojne a nawet często nie do końca świadome swojej śmierci. Carter wysuwa również hipotezę, że za śmierć członków rodziny odpowiada żona Mastersona- Mary Beth, która po zamordowaniu męża i dzieci, sama popełniła samobójstwo. Z tej racji dochodzi do sprzeczki Carter z młodą członkinią kościoła- Mary Young, bowiem teorie wysuwane przez łowczynię duchów całkowicie odbiegają od pierwotnej wersji śledztwa i wiary wyznawanej przez dziewczynę. Trzeciego dnia Colin otrzymuje telefon od właściciela domu i dowiaduje się, że Mary Young w ogóle nie powinna brać udziału w badaniu posiadłości. Z tej racji Carter siłą wyrzuca dziewczynę z domu. Nocą kamery i mierniki temperatury nie rejestrują nic nadzwyczajnego, jednak Sandoval pokazuje Carter nagranie, na którym widać postać młodej dziewczyny wyglądającej przez okno strychu starej szopy, znajdującej się obok domu. Podejrzewają, iż może to być duch dziewczyny ze zdjęcia, toteż postanawiają udać się tam z miernikiem temperatury i pola magnetycznego w celu sprawdzenia anomalii. W tym czasie Mary Young postanawia wrócić do domu i za wszelką cenę powstrzymać ekipę przed poznaniem prawdy, jaka kryje się w murach domu. W tym celu po kolei morduje wszystkich członków grupy, następnie pisze pożegnalny list, w którym przyznaje się do własnej słabości i zaznacza także, że motywem zabójstwa była jej wiara, po czym popełnia samobójstwo poprzez strzał pistoletem w usta...

"...nawiedzenia dzieli się na osiadłe i inteligentne. W drugim przypadku duch chce porozumieć się objawiając się bezpośrednio lub wpływając na otoczenie w celu zwrócenia na siebie uwagi. W pierwszym energia psychiczna zostaje zamrożona w czasie a wydarzenia powtarzają się raz za razem..."

Słowa Carter Simms odzwierciedlają rodzaj nawiedzenia domu Mastersonów. To, co działo się 20 lat temu, dzieje się do chwili obecnej; dokładnie w godzinę śmierci członków rodziny (21.45) słychać strzał z pistoletu oraz można wyczuć w powietrzu odór siarki, krzesło na którym popełniła samobójstwo zarówno żona Mastersona, a później Mary Young, mimowolnie ustawia się dokładnie tak, jak to robiły samobójczynie przed strzałem. Chwila śmierci członków rodziny została zamrożona i powtarza się codziennie o tej samej godzinie...

Carter Simms za wszelką cenę chciała udowodnić, że istnieje życie po śmierci, chciała też poznać prawdziwe motywy zbrodni zdesperowanej kobiety. Udało jej się. Końcowa scena przedstawia Carter  stojącą przed obiektywem kamery na podczerwień. Okazuje się, że jej dusza została uwięziona w domu, podobnie jak pozostałe dusze członków rodziny. Dopiero po śmierci dowiedziała się, że wielebny Joseph Masterson praktykował niedozwolone metody nawracania trudnej młodzieży- młode dziewczyny więził na strychu starej szopy i gwałcił je. Jedna z nich, Miranda, zaszła z nim w ciąży. Żona Mastersona również nie miała łatwego i przyjemnego życia- mąż traktował ją jak zwykłą ladacznicę, znęcając się nad nią i wykorzystując seksualnie w dosyć perwersyjny sposób (zakładając jej na głowę pudełko oznaczone krzyżem). Zdesperowana kobieta postanowiła więc zamordować wszystkich członków rodziny łącznie z Mirandą i zakończyć tym samym tortury psychiczne. Zabrała jej nowo narodzone dziecko, by je ochrzcić i od razu utopić w wannie. Jak się później okazuje, owym noworodkiem była Mary Young, uratowana przez miejscowego policjanta, który na wezwanie sąsiadów dotarł na czas.

W Internecie pojawiły się różne opinie na temat tej produkcji. Jedni chwalą go za to, że jest przerażający, inni znów krytykują za słabe aktorstwo. Podsumowując, muszę stwierdzić, że fabuła filmu jest dosyć ciekawa i oryginalna. Mimo, że na początku mamy wrażenie, iż oglądamy sceny niemal z horroru Amityville, to naprawdę zaręczam Wam, że historia przedstawiona w Death Of a Ghost Hunter jest zupełnie inna. Reżyser filmu- Sean Tretta znany z niezależnych i niskobudżetowych produkcji zadbał o to, by historia opowiedziana w filmie była jak najbardziej odbierana wśród widzów za autentyczną. W tym celu na początku otrzymaliśmy informację, że film został oparty na notatkach, jakie sporządziła Carter Simms podczas badań w domu Mastersonów oraz że tragiczne wydarzenia, jakie miały miejsce w domu uznaje się za najbardziej przerażające w historii badań nad aktywnością paranormalną -  doprowadziły bowiem do śmierci ekipy. Realizmu i autentyczności produkcji dodaje również wplecenie w obraz filmu elementów charakterystycznych dla produkcji występujących pod szyldem "horror verite". Mamy tu bowiem kilka scen z nagrań kamerą amatorską, czy nawet rejestry z kamer, na których uwieczniono nagrania z błąkającymi się po pokojach duchami. Dużym atutem filmu jest niewątpliwie  przytłaczająca, dodająca klimatu i mroku muzyka oraz przeraźliwe krzyki i piski małych dzieci. Słysząc to, niejednemu włos  zjeży się na ciele. Mamy tu również ciemny, klaustrofobiczny dom, gdzie większość scen kręconych jest nocą, co również dodaje klimatu całej produkcji. Warto również pochwalić reżysera za zakończenie historii- z jednej strony kończy się przykrą śmiercią wszystkich bohaterów, z drugiej zaś strony pozostawia element nadziei, że życie po śmierci nadal istnieje. Szkoda tylko, że twórcy filmu nie zdecydowali się jednak na wyprodukowanie typowego "horror verite", gdzie całość filmu miałaby być kręcona kamerą amatorską. Można też na udanego czepić się gry aktorskiej- na początku wydaje się sztywna i sztuczna , za co film otrzymał mniej przychylne recenzje,  jednakże po obejrzeniu całości mogę śmiało stwierdzić, że aktorzy dali z siebie wszystko i w miarę dobrze odegrali te role jak na niskobudżetówkę. W rolę głównej bohaterki- samodzielną, stanowczą, miłą i pewną siebie  Carter Simms wcieliła się Patti Tindall; rola roztrzepanej, ciekawskiej i lalusiowatej dziennikareczki przypadła  Davinie Joy, rolę kamerzysty Colin'a odegrał Mike Marsh. Niewątpliwie ciekawą i zawiłą postacią była sztywna, zakochana w rodzinie Mastersonów i nieco podejrzana Mary Young Morterson, w którą wcieliła się Lindsay Page.

Jako że fanem  samodzielnych i tanich produkcji nie jestem (za wyjątkiem horrorów verite, gdzie całość filmu kręcona jest kamerą amatorską), to do samego filmu podszedłem z lekkim dystansem. Jednakże po obejrzeniu filmu muszę śmiało stwierdzić, że dawno żaden horror nie wywarł na mnie tak dużego wrażenia. Nie mogę  oczywiście powiedzieć, że jest to na pewno najlepszy film o nawiedzonych domach, jednak warto go obejrzeć ze względu na ukazanie w  ciekawy i interesujący sposób dosyć oryginalnej historii.

Tytuł oryginalny: Death Of a Ghost Hunter
Tytuł polski: W pogoni za złem
Rok produkcji: 2007
Gatunek: Horror
Czas trwania: 107 min.
Reżyseria: Sean Tretta
* opis filmu pochodzi z opakowania.
Autor: Konrad