![]() |
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror slasher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror slasher. Pokaż wszystkie posty
piątek, 25 listopada 2016
Recenzja: Halloween 2, 1981
środa, 22 czerwca 2016
Recenzja: Coś za mną chodzi, 2014
"Jeden z 25 najlepszych amerykańskich horrorów XXI wieku!", "zawładnie waszymi koszmarami!", "musicie to zobaczyć!" - grzmią hasła reklamujące slasher Davida Mitchell'a. Ale czy rzeczywiście horror "Coś za mną chodzi" zasługuje na takie pochwały i rekomendacje? Jeżeli spojrzeć na niektóre pozytywne reakcje widzów czy większości krytyków filmowych można dojść do wniosku, że "It Follows" pretenduje do miana jednego z największych współczesnych osiągnięć filmowego horroru. Film ze szturmem wdarł bowiem na sale kinowe i narobił sporego zamieszania niemalże na całym świecie. Ale czy rzeczywiście po obejrzeniu filmu Mitchell'a będziemy mieli koszmary? A może to tylko kolejny typowy średniak idealnie przybrany reklamowymi hasełkami?
19-letnia Jay
prześladowana jest przez tajemniczą siłę. Niebezpieczeństwo czai się na
każdym kroku, gdyż zło może przybrać postać dowolnej osoby –
nieznajomego, albo kogoś z najbliższego otoczenia Jay. Dziewczyna,
wspierana przez grupkę przyjaciół, desperacko walczy, by przetrwać i
znaleźć sposób na powstrzymanie złowrogiej mocy.*
piątek, 10 października 2014
Recenzja: Halloween (aka John Carpenter's Halloween), 1978
Nie ma święta Halloween bez rozmaitych straszydeł, psikusów, cukierków, dyni z upiornymi twarzami i... przede wszystkim horrorów! Po prostu nie wyobrażam sobie tej wyjątkowej nocy bez seansu choćby jednego kultowego dzieła reprezentującego ten wspaniały gatunek. Do tytułów wręcz obowiązkowych na upiorną noc duchów zaliczyłbym słynny horror Carpentera, Halloween oczywiście. Ten film widział chyba każdy miłośnik horroru i bez cienia wątpliwości można go uznać za dzieło kultowe i niepowtarzalne pomimo rażącej schematyczności fabularnej. Nad czym więc zachwycać się w czasie seansu Halloween?
Michael Myers jako dziecko został osadzony w zakładzie dla umysłowo chorych, po tym jak w noc Halloween brutalnie zamordował swoją siostrę. 15 lat później Michael ucieka z zakładu. Opiekujący się nim doktor Loomis wie, że w nadchodzący wieczór Halloween Michael zabije ponownie. Lekarz postanawia ruszyć jego śladem i zapobiec zbrodniom.*
Michael Myers jako dziecko został osadzony w zakładzie dla umysłowo chorych, po tym jak w noc Halloween brutalnie zamordował swoją siostrę. 15 lat później Michael ucieka z zakładu. Opiekujący się nim doktor Loomis wie, że w nadchodzący wieczór Halloween Michael zabije ponownie. Lekarz postanawia ruszyć jego śladem i zapobiec zbrodniom.*
środa, 9 kwietnia 2014
Recenzja: Campfire Tales (aka Mroczne Opowieści), 1997
Tajemnicze, niesamowite, budzące grozę miejskie legendy zna chyba każdy z nas. Jako młodzi gniewni, łaknący propagandy, opowiadaliśmy sobie te historyjki nocą przy ognisku lub w czasie domowej imprezki i zawsze, kiedy je słyszeliśmy, na głowie jeżył się włos ze strachu. Opowieść o czarnej wołdze, żyletce w jabłku czy historyjka o kopytniku to tylko pojedyncze przykłady. Miejscowych opowieści jest tak naprawdę cała masa i trudno je zliczyć. Jedne przerażają swoją autentycznością i makabrycznością, inne śmieszą. Raz usłyszana opowieść budząca grodzę, przerażenie lub nacechowana groteskowością i czarnym humorem może trafić do szerokiego grona odbiorców, ulegając licznym modyfikacjom i przekształceniom. Popularność miejskich legend wychwycili niektórzy twórcy horroru, wplatając te proste historie w fabułę filmu. Oczywiście w przypadku filmu grozy bazującego na popularnych miejskich opowieściach nie można liczyć na fajerwerki, bo produkcje te - choć pełne grozy - są z góry skazane na przewidywalność akcji. Campfire Tales to klasyczny przykład dreszczowca, który pomimo że bazuje na popularnych, znanych każdemu miejskich legendach, potrafi również zaskoczyć i chwilami wywołać dreszczyk emocji.
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Recenzja: Rest Stop (aka Ostatni postój), 2006
Twórcy lekkich horrorów z psychopatami w roli głównej podążają zazwyczaj utartymi schematami. Ilekroć mamy do czynienia z takim filmem, możemy być pewni, że otrzymamy mniej więcej taki zestaw: grupka młodych, zbuntowanych nastolatków skłóconych z rodzicami oraz wariat, który będzie ostrzył maczetę, siekierę bądź inne narzędzie zbrodni i przyczai się gdzieś w oddalonej od cywilizowanego świata o jakieś kilkaset kilometrów, zarośniętej chaszczami pipidówie czekając, aż któreś z protagonistów samo nadzieje mu się na nóż. Wszystko rozgrywa się na terenie długaśnych, opustoszałych autostrad, dawno nieużywanych budynków umiejscowionych nieopodal lasów lub na szczerym polu. Miejsce wydarzeń przemawia więc na niekorzyść naszych protagonistów i zmniejsza szanse na wydostanie się z rąk oprawcy. Ograny schemat, no nie? Jednak nie radziłbym skreślać na wstępie filmu tylko przez wzgląd na jego miałkość fabularną, bo sztuką nie jest wymyślenie oryginalnego scenariusza, a przerobienie znanych motywów tak, by prezentowały się nad wyraz atrakcyjnie. Szkoda, że akurat scenariusz Rest Stop wyglądem przypomina żółty ser z dziurami.czwartek, 26 grudnia 2013
Recenzja: Silent Night, Deadly Night (aka Cicha Noc, Śmierci Noc), 1984
No i mamy święta. Czas, kiedy w wolnej chwili - zmęczeni świątecznym obżarstwem i gośćmi - siadamy przed telewizorem, by odprężyć się przy dobrym filmie. Naturalnie omijamy szerokim łukiem popularne stacje telewizyjne, by uniknąć odgrzewanych kotletów pokroju Kevina samego w domu, tudzież Kevina samego w Nowym Jorku i wybieramy coś, co chętnie zaspokoi nasze horrorowe gusta. Zastanawiamy się, jaki horror świąteczny można by sobie zaserwować na długi, zimowy wieczór. Lista - wbrew pozorom - wcale nie jest taka krótka, o czym można by się przekonać sięgając po niektóre zestawienia horrorów utrzymanych w świątecznym klimacie (polecam choćby zestawienie, które niedawno ukazało się w serwisie Horror Reviews czy na blogu Buffy). Wśród nich znajduje się klasyk świątecznego kina grozy - slasher Charles'a Sellier'a Jr, który potrafi zachwycić nie tylko wzruszającą historią, ale również dobrze wykreowanymi postaciami, jak i krwawymi scenami mordów, które nie ścierają się z pamięci.niedziela, 28 kwietnia 2013
Recenzja: Piła mechaniczna 3D (2013)
Czy współczesne kino grozy może nas jeszcze czymś zaskoczyć? Na to pytanie można by udzielić w zasadzie jednoznacznej odpowiedzi: poza paroma wyjątkami, nie jest w stanie zaskoczyć nas niczym innowacyjnym. Coraz częściej twórcy sięgają po sprawdzone przepisy i wybierają raczej te nie byle jakie, bo dobrze znane każdemu wielbicielowi horroru. Tym sposobem sezon na filmową grozę w 2013 roku otwarł nam nie kto inny, jak Leatherface ze swoją piłą mechaniczną, niedawno była okazja do obejrzenia odświeżonego Martwego Zła, a pod koniec roku po raz wtóry przyjdzie nam zmierzyć się z upapraną w świńskiej krwi Carrie. O tych dwóch horrorach pewnie jeszcze coś napiszę w swoim czasie, a tym razem pod lupę weźmy legendarną piłę mechaniczną i kolejną opowieść o znanym każdemu wielbicielowi posoki psychopacie w masce z ludzkiej skóry, którą wskrzesił tym razem John Luessenhop.niedziela, 23 grudnia 2012
Recenzja: Krwawe święta (2006)
Święta coraz bliżej, tak więc nie powinien dziwić fakt, że kolejna recenzja poświęcona będzie horrorowi, który stricte związany jest z gwiazdką i atmosferą świąteczną. Szukając w sieci takich okolicznościowych filmów grozy, możemy natknąć się na kilka tytułów, jednak ostatnio w moje ręce trafiła odświeżona wersja Czarnych świąt (1974) Boba Clarka. Do samego filmu nie podchodziłem na poważnie wiedząc wcześniej, że nie zebrał on dość pochlebnych opinii. Mimo wszystko z braku laku sięgnąłem po niego. Dość szybko przekonałem się, że Krwawe święta jako horror faktycznie okazały się typowym świątecznym zakalcem.
Billy mały chłopiec, jest świadkiem morderstwa. Matka zabija ojca, a chłopca jako jedynego świadka więzi przez wiele lat na strychu. W tym czasie zakłada nową rodzinę. Kiedy Billy’emu po latach udaje się uciec, mści się brutalnie zabijając matkę i jej kochanka. Ponura historia powraca, w trakcie przygotowań do świąt Bożego Narodzenia nowym lokatorom – studentkom zaczynają przydarzać się koszmarne rzeczy. Remake klasycznego horroru Boba Clarka z 1974 roku.
sobota, 24 listopada 2012
Recenzja: Koszmar z ulicy Wiązów (1984)
"Raz, dwa- Freddy już cię ma. Trzy, cztery- zaraz w drzwi uderzy. Pięć, sześć- krzyż ze sobą nieś. Siedem, osiem- myśl o swoim losie. Dziewięć, dziesięć- nie dla ciebie sen". Kto nie pamięta tej prostej rymowanki, albo nie kojarzy postaci Freddy'ego Krueger'a w ogóle, ten trąba :-). Koszmar z ulicy wiązów wyreżyserowany przez Wesa Cravena w 1984 r. to dziś film tak samo kultowy, jak kultową postacią jest Freddy- psychopata o poparzonej twarzy, z kapeluszem na głowie i charakterystycznym swetrem w paski, który zabija nastolatków we śnie. Postać ta na stałe weszła w panteon najbardziej popularnych filmowych morderców z horroru, obok Jasona, Leatherface'a, Ghostface'a, Pinhead'a i wielu wielu innych oraz stała się ikoną filmowego horroru na świecie. Koszmar... przetrwał próbę czasu i do dziś uznawany jest za jedno z ważniejszych dzieł w historii kina. Tak więc recenzując horrory nie sposób ominąć Koszmaru... szerokim łukiem.
Nastoletnią Nancy Thompson dręczą koszmarne sny. Pojawia się w nich przerażający mężczyzna o spalonej twarzy i stalowych ostrzach zamiast palców u ręki. Pewnej nocy dziewczyna zaprasza do domu trojkę swoich przyjaciół. Ich również odwiedza we śnie ten sam tajemniczy psychopata. Co gorsza, jedna z dziewcząt zostaje w nocy zamordowana. Policja oskarża o zbrodnię jej chłopaka, jednak wkrótce i on ginie śmiercią tragiczną. Nancy dowiaduje się, że mężczyzna ze snów to Freddy Krueger, seryjny morderca dzieci, który przed laty został zlinczowany przez rodziców swoich ofiar. Wygląda na to, że potwór zamierza powrócić do świata żywych. *
sobota, 3 listopada 2012
Recenzja: Dom w głębi lasu (2011)
Niektóre filmowe horrory i ich promocję w mediach można porównać do reklamy dania w restauracji. W przypadku reklamy jednego i drugiego produkt wygląda zachęcająco i pociągająco. A w praktyce bywa różnie. Smakowicie wyglądająca kanapka na obrazku, w rzeczywistości jest nieświeża, a ciekawie zapowiadający się horror okazuje się dnem pokrytym potężną warstwą mułu. Bannery reklamujące Dom w głębi lasu obwieszczały, że Piła w porównaniu do tego filmu była jedynie niewinną zabawą. Zapowiadała się więc szokująca rzeź. Inne reklamowe hasło skierowane do wyjadacza horroru brzmiało: "Myślisz, że wiesz czym jest horror? Zrozumiesz, że nie wiesz nic". Hmm... zapowiedź czegoś przełomowego w kinie grozy? Czegoś, czego jeszcze nie było? Postery naszpikowane cytatami z recenzji zawierających "ochy" i "achy". No i jak przejść obojętnie obok tak znakomicie przyozdobionego dania? Ciekawy, czy owe danie równie dobrze smakuje, jak wygląda, postanowiłem więc to sprawdzić. Sięgnąłem po płytkę i odpaliłem. No i jak myślicie? Były niestrawności, czy nie?
Grupa studentów wybiera się na weekend do domku w lesie, gdzie z dala od cywilizacji mogą robić wszystko, na co przyjdzie im ochota. W miejscu, do którego dotrą nie ma zasięgu komórek, a GPS nie odnajduje go na mapie. Jak mówi spotkany w pobliżu farmer "Mogę pomóc wam tam dotrzeć, ale wydostać się będziecie musieli na własną rękę". Ale czy będą w stanie? Jeśli sądzisz, że już znasz tę historię, zastanów się raz jeszcze. *
piątek, 10 sierpnia 2012
Recenzja: Urban Legends (Ulice strachu) (1998)
"Nawet jeśli nie dajesz im wiary,możesz przez nie zginąć..." *
Któż z nas nie zna opowieści o mordercy skrywającym się na tyłach samochodu, klątwie krwawej Mary, czy staruszce, która chcąc wysuszyć swojego pieska, wkłada go do rozgrzanej do czerwoności mikrofalówki... Tak naprawdę trudno nie otrzeć się choćby o jedną tego typu opowiastkę, ponieważ Urban Legends stanowią nieodzowny element naszej kultury. Funkcjonują obok nas i są znane na całym świecie. Osadzone we współczesnej kulturze miejskie legendy nawiązują do wydarzeń powszechnych, co sprawia, że słuchamy ich z niedowierzaniem oraz świadomością, że sytuacje wyjęte rodem z tego typu historyjek mogą przydarzyć się praktycznie każdemu. To właśnie dlatego są nam tak niezmiernie bliskie. Niektóre przetrwały dziesiątki lat, inne znów, nieco zapomniane i zakurzone przemijającym czasem, zmarły śmiercią naturalną, by ponownie zmartwychwstać i poddać się procesowi ewolucji. Mitologie miejskie są dowodem na to, że człowiek z natury dociekliwy i rządny ekstremalnych wrażeń, daje się ponieść tym niewiarygodnym historiom i z chęcią przekazuje je dalej. To dlatego z perspektywy filmowego horroru miejskie mitologie- zwłaszcza te krwawe, podobnie jak motyw zombie, nawiedzonych domów, czy psychopatycznych morderców, stanowią fascynujący i atrakcyjny materiał na nakręcenie naprawdę porządnego dreszczowca. Fenomen miejskich legend wykorzystał Jamie Blanks, reżyserując sztampowy slasher o zakapturzonym mordercy, który wybija po kolei grupkę studentów znanymi z miejskich legend metodami, serwując jednocześnie fanom lekkich horrorów o nastolatkach i wielbicielom miejskich opowiastek całkiem niezłą zabawę.
sobota, 26 maja 2012
Recenzja: Wolf Creek (2005)
Horror bez oprawcy czy niewyjaśnionych zjawisk to jak wóz bez czterech kółek. Filmowych gagatków spod ciemnej gwiazdy mamy dziś tyle, ile oczek pływających w tłustym rosole. Dlatego też dręczyciel w horrorze to dziś podstawa i nieważne czy mamy do czynienia z typowym mordercą z krwi i kości, odrealnionym zombie, kosmitą, dzikim zwierzem będącym wybrykiem natury czy psotliwym duchem, który wrócił z zaświatów, by zemścić się na żywych. Ktoś lub coś musi przecież dręczyć naszych bohaterów, bo inaczej horror byłby pozbawiony swego podstawowego atrybutu- elementu grozy i strachu. A czego nie boimy się najbardziej, jak obawy o przetrwanie i własne życie? Jednego skutecznie wystraszy duch małej Azjatki, drugi dostanie palpitacji serca na widok gnijących żywych trupów, a trzeci udławi się strachem podczas seansu o psychopatycznym mordercy uganiającym się za nastolatkami. Ilu ludzi na kuli ziemskiej, tyle upodobań. Z całą pewnością propozycja Grega McLeana odpowiedzialnego za scenariusz i reżyserię do omawianego tutaj Wolf Creek przypadnie do gustu tym, którzy gustują w horrorach dosłownych i realistycznych oraz dostają ślinotoku na widok napisu "film oparty na faktach".
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.jpg)