Horror bez oprawcy czy niewyjaśnionych zjawisk to jak wóz bez czterech kółek. Filmowych gagatków spod ciemnej gwiazdy mamy dziś tyle, ile oczek pływających w tłustym rosole. Dlatego też dręczyciel w horrorze to dziś podstawa i nieważne czy mamy do czynienia z typowym mordercą z krwi i kości, odrealnionym zombie, kosmitą, dzikim zwierzem będącym wybrykiem natury czy psotliwym duchem, który wrócił z zaświatów, by zemścić się na żywych. Ktoś lub coś musi przecież dręczyć naszych bohaterów, bo inaczej horror byłby pozbawiony swego podstawowego atrybutu- elementu grozy i strachu. A czego nie boimy się najbardziej, jak obawy o przetrwanie i własne życie? Jednego skutecznie wystraszy duch małej Azjatki, drugi dostanie palpitacji serca na widok gnijących żywych trupów, a trzeci udławi się strachem podczas seansu o psychopatycznym mordercy uganiającym się za nastolatkami. Ilu ludzi na kuli ziemskiej, tyle upodobań. Z całą pewnością propozycja Grega McLeana odpowiedzialnego za scenariusz i reżyserię do omawianego tutaj Wolf Creek przypadnie do gustu tym, którzy gustują w horrorach dosłownych i realistycznych oraz dostają ślinotoku na widok napisu "film oparty na faktach".
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Greg McLean. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Greg McLean. Pokaż wszystkie posty
sobota, 26 maja 2012
Recenzja: Wolf Creek (2005)
Horror bez oprawcy czy niewyjaśnionych zjawisk to jak wóz bez czterech kółek. Filmowych gagatków spod ciemnej gwiazdy mamy dziś tyle, ile oczek pływających w tłustym rosole. Dlatego też dręczyciel w horrorze to dziś podstawa i nieważne czy mamy do czynienia z typowym mordercą z krwi i kości, odrealnionym zombie, kosmitą, dzikim zwierzem będącym wybrykiem natury czy psotliwym duchem, który wrócił z zaświatów, by zemścić się na żywych. Ktoś lub coś musi przecież dręczyć naszych bohaterów, bo inaczej horror byłby pozbawiony swego podstawowego atrybutu- elementu grozy i strachu. A czego nie boimy się najbardziej, jak obawy o przetrwanie i własne życie? Jednego skutecznie wystraszy duch małej Azjatki, drugi dostanie palpitacji serca na widok gnijących żywych trupów, a trzeci udławi się strachem podczas seansu o psychopatycznym mordercy uganiającym się za nastolatkami. Ilu ludzi na kuli ziemskiej, tyle upodobań. Z całą pewnością propozycja Grega McLeana odpowiedzialnego za scenariusz i reżyserię do omawianego tutaj Wolf Creek przypadnie do gustu tym, którzy gustują w horrorach dosłownych i realistycznych oraz dostają ślinotoku na widok napisu "film oparty na faktach".
Subskrybuj:
Posty (Atom)