Horror verite to jeden z moich ulubionych podgatunków filmowej grozy i w zasadzie pojawianie się coraz więcej tego typu filmów z jednej strony mnie cieszy, z drugiej jednak niepokoi. Myślę, że do mody na kręcenie horrorów w konwencji dokumentalnej doskonale pasuje powiedzonko, że "co za dużo to niezdrowo". Dlaczego? Przede wszystkim, jak pisałem już przy okazji recenzowania innych tego typu filmów, horror verite nie ma zbyt dużego pola manewru i bazuje na jednym w zasadzie motywie, którego główną ideą jest przekonanie widza, iż ogląda autentyczne materiały. Kolejne produkcje próbują zaskoczyć nas czymś innym, poprzeczka idzie coraz wyżej i wyżej, a my- widzowie- powoli robimy się coraz bardziej wybredni. Do grona paradokumentów dołączyła również omawiana tutaj propozycja australijska. Ale czy The Tunnel jest w stanie obronić się czymkolwiek w popularnej ostatnio "blairwitchowskiej" branży? A może jest apokaliptyczną zapowiedzią początku końca tej rozchwytywanej ostatnio mody na kręcenie paradokumentów?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horrory australijskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horrory australijskie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 28 września 2012
Recenzja: The Tunnel (2011)
Horror verite to jeden z moich ulubionych podgatunków filmowej grozy i w zasadzie pojawianie się coraz więcej tego typu filmów z jednej strony mnie cieszy, z drugiej jednak niepokoi. Myślę, że do mody na kręcenie horrorów w konwencji dokumentalnej doskonale pasuje powiedzonko, że "co za dużo to niezdrowo". Dlaczego? Przede wszystkim, jak pisałem już przy okazji recenzowania innych tego typu filmów, horror verite nie ma zbyt dużego pola manewru i bazuje na jednym w zasadzie motywie, którego główną ideą jest przekonanie widza, iż ogląda autentyczne materiały. Kolejne produkcje próbują zaskoczyć nas czymś innym, poprzeczka idzie coraz wyżej i wyżej, a my- widzowie- powoli robimy się coraz bardziej wybredni. Do grona paradokumentów dołączyła również omawiana tutaj propozycja australijska. Ale czy The Tunnel jest w stanie obronić się czymkolwiek w popularnej ostatnio "blairwitchowskiej" branży? A może jest apokaliptyczną zapowiedzią początku końca tej rozchwytywanej ostatnio mody na kręcenie paradokumentów?sobota, 26 maja 2012
Recenzja: Wolf Creek (2005)
Horror bez oprawcy czy niewyjaśnionych zjawisk to jak wóz bez czterech kółek. Filmowych gagatków spod ciemnej gwiazdy mamy dziś tyle, ile oczek pływających w tłustym rosole. Dlatego też dręczyciel w horrorze to dziś podstawa i nieważne czy mamy do czynienia z typowym mordercą z krwi i kości, odrealnionym zombie, kosmitą, dzikim zwierzem będącym wybrykiem natury czy psotliwym duchem, który wrócił z zaświatów, by zemścić się na żywych. Ktoś lub coś musi przecież dręczyć naszych bohaterów, bo inaczej horror byłby pozbawiony swego podstawowego atrybutu- elementu grozy i strachu. A czego nie boimy się najbardziej, jak obawy o przetrwanie i własne życie? Jednego skutecznie wystraszy duch małej Azjatki, drugi dostanie palpitacji serca na widok gnijących żywych trupów, a trzeci udławi się strachem podczas seansu o psychopatycznym mordercy uganiającym się za nastolatkami. Ilu ludzi na kuli ziemskiej, tyle upodobań. Z całą pewnością propozycja Grega McLeana odpowiedzialnego za scenariusz i reżyserię do omawianego tutaj Wolf Creek przypadnie do gustu tym, którzy gustują w horrorach dosłownych i realistycznych oraz dostają ślinotoku na widok napisu "film oparty na faktach".
Subskrybuj:
Posty (Atom)