Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror verite. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror verite. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 sierpnia 2016

Recenzja: Szubienica, 2015


Pierwsza myśl, jaka nawiedziła mnie przed seansem "Szubienicy" nie napawała optymizmem. Zwiastun filmu zapowiadał kolejny typowy horror czerpiący całymi garściami z podobnych produkcji klasyfikowanych jako horror verite. Seans co prawda tylko potwierdził moje obawy, jednakże oceniając film muszę mieć na względzie fakt, że to dzieło stworzone przez oddanych fanów kina grozy, aniżeli przez doświadczonych specjalistów branży filmowej.

Po dwudziestu latach od wypadku, w wyniku którego podczas szkolnego przedstawienia śmierć poniósł odtwórca głównej roli, uczniowie tej samej małomiasteczkowej szkoły postanawiają ponownie wystawić feralną sztukę. Jest to chybiona próba uczczenia rocznicy tragedii. Szybko przekonują się jednak, że do pewnych rzeczy lepiej nie wracać.*

piątek, 1 maja 2015

Recenzja: Piramida (aka The Pyramid), 2014

O tym, że stylistyka found footage na stałe zadomowiła się w filmowym horrorze wie każdy wielbiciel tego gatunku, który na bieżąco śledzi najnowsze poczynania światowej branży filmowej. Co i rusz jesteśmy bombardowani tego typu produkcjami, co jednych zachwyca, innych z kolei przyprawia o nerwicę żołądka. Cała masa horrorów stylizowanych na dokument zdążyła powołać do życia zupełnie odrębny podgatunek filmowej grozy, zwany popularnie horrorem verite. Mnogość filmów reprezentujących ten podgatunek spowodowała również, że owy produkt ewolucji współczesnego horroru zdążył już nabawić się licznych wzlotów, jak i upadków. Niestety w ostatnim czasie jesteśmy świadkami powolnego upadku tego, nazwijmy to "zjawiska". Twórcy nagminnie chwytający za popularną metodę na "kręcenie z ręki" zaczynają powoli zjadać własne ogony - każda nowa produkcja coraz częściej powiela schematy, których filmowa branża nie potrafi w umiejętny sposób wykorzystać. Doskonałym tego przykładem jest Piramida, za którą wziął się Grégory Levasseur - prawa ręka Alexandre Aji.


wtorek, 7 kwietnia 2015

Pierwszy Konkurs na GROZOmanii - nowej odsłonie bloga The Dark Zone Project.

Czołem Grozomaniacy! Stronę, którą właśnie odwiedzacie, to zupełnie nowe oblicze bloga The Dark Zone Project. Nowa nazwa i adres? A po co to komu? Wiążą się z tym przecież same problemy... Takie sugestie mogą nasunąć się niejednemu z Was. Otóż pomysł na zmianę nazwy i adresu przyszedł zupełnie nieoczekiwanie i spontanicznie, a powodem takiego stanu rzeczy był fakt, że dotychczasowa nazwa była za długa i niezbyt kojarzyła się z tematyką, którą poruszam na blogu. Do takiego wniosku doszedłem wspólnie ze znajomą, która pewnego pięknego, słonecznego dnia, dokładnie 27 marca 2011 roku zainspirowała mnie do założenia bloga, na którym mógłbym wyrażać opinie na temat filmowego horroru. Choć wcześniej udzielałem się na innych blogach - mniej lub bardziej związanych z grozą wszelaką - to właśnie dzięki niej powstał pomysł na stworzenie bloga The Dark Zone Project, który odtąd będzie funkcjonował pod obecną nazwą. Wszystkie dotychczasowe materiały, opublikowane dotąd pod adresem http://thedarkzoneproject.blogspot.com/, zostały przeniesione pod obecny. Podobnie sprawa ma się z patronatami medialnymi, współpracą z wydawnictwami oraz zaprzyjaźnionymi stronami. Mam nadzieję, że zmiana adresu nie przyczyni się do zaniku kontaktu z Wami!

środa, 2 lipca 2014

Recenzja: Devil's Due (aka Diabelskie Nasienie), 2014

Mówi się, że sukces filmu Blair Witch Project (1999) oraz jego pomysłowa kampania reklamowa przyczyniły się do powstania kolejnych filmów aranżowanych na dokument. Nietrudno się nie zgodzić: Paranormal Activity stał się już niemalże serialem, hiszpański horror REC również dwoi się i troi, gubiąc gdzieś po drodze swoją świetność, powstały pojedyncze horrory stylizowane na dokument, których wyliczanie mija się jednak z celem - wystarczy wklepać "horror paradokumentalny" w wyszukiwarce, a wujek google pomoże odnaleźć to i owo. Era found footage, czyli tzw. znalezionych taśm przeżywa istny renesans. Do coraz pokaźniejszego grona horrorów verite dołączyła amerykańska produkcja Devil's Due (aka Diabelskie Nasienie), która niestety nie powala ani wykonaniem, ani nawet pomysłowym przedstawieniem starego jak świat motywu antychrysta w łonie matki.

środa, 14 maja 2014

As Above, So Below (aka Jako w piekle, tak i na ziemi) - zapowiedźkinowa

Twórca "The Poughkeepsie Tapes" (2007) oraz  "Kwarantanny" (2008) John Eric Dowdle zaprasza widzów na przerażającą podróż po paryskich katakumbach w nowym thrillerze/horrorze stylizowanym na dokument As Above, So Below (aka Jako w piekle, tak i na ziemi), który w Polsce będziemy mogli obejrzeć prawdopodobnie już od 5 września 2014 r. Film będzie opowiadał o grupce badaczy eksplorujących podziemne cmentarzysko w Paryżu, gdzie przypadkowo odkrywają potworną, zatrważającą tajemnicę. Poniżej zwiastun i plakat filmu:

niedziela, 4 maja 2014

Recenzja: The Poughkeepsie Tapes (aka Taśmy z Poughkeepsie), 2007

Codziennie na całym świecie w niewyjaśnionych okolicznościach giną ludzie. Wracając ze szkoły, z pracy, czy z zakupów zostają uprowadzeni przez psychopatycznych zwyrodnialców, zostawiając swoje zdesperowane rodziny w rozpaczy i cierpieniu na długie lata. Znane powiedzenie, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej traci na wartości w chwili, gdy dowiadujemy się, że nagle uprowadzono dziecko przed jego własnym domem, gdzie bez opieki rodziców, bawiło się beztrosko w piaskownicy, nieświadome ryzyka, na które właśnie zostało wystawione. Być może wielu z was w tej chwili pomyśli sobie, że są to tylko odosobnione przypadki, że was to nigdy nie spotka, bo codziennie na noc zamykacie drzwi swoich posesji na cztery spusty, nie wdajecie się w rozmowy z nieznajomymi, podejrzanymi typami, nie zostawiacie swoich dzieci poza zasięgiem wzroku, czujecie się bezpieczni, bo wasze posesje naszpikowane są najnowocześniejszymi systemami alarmowymi, itp. Być może macie rację, bo nie da się przecież żyć w ciągłym strachu i niepewności. Nie zmienia to jednak faktu, że codziennie jesteśmy narażeni na różnego rodzaju niebezpieczeństwa płynące ze strony ludzi, których codziennie mijamy na ulicy. Być może pod pozorami normalnego zachowania, mają wobec nas całkiem inne, niekoniecznie dobre, zamiary. Mawiają, że "przezorny zawsze ubezpieczony" i lepiej dmuchać na zimne, wtedy choć w minimalnym stopniu unikniemy ryzyka. Myślę, że jest w tym ziarenko prawdy. Kto uważa inaczej, koniecznie musi zapoznać się z paradokumentem "The Poughkeepsie Tapes", który chwilami potrafi autentycznie przerazić, a co najważniejsze - każe widzowi zastanowić się nad kwestiami, o których zwykle nie rozmawia ze znajomymi przy stole podczas obiadu.

piątek, 28 marca 2014

Recenzja: La Casa Muda (aka Cichy dom), 2010

Nigdy nie przypuszczałem, że kiedykolwiek będę miał okazję obejrzeć jakiś horror z kraju Ameryki Południowej. Sprawa jest prosta - produkcje grozy z tej części świata dotąd nie były mi znane i jeżeli takowe powstają, jakoś nigdy nie wpadały mi w ręce. Ameryka Południowa kojarzy mi się raczej z dennymi tasiemcami wenezuelskimi, które namiętnie oglądają zagorzałe fanki (fani?) rozterek miłosnych między pokojówką a właścicielem pokaźnej rezydencji, aniżeli z filmowymi horrorami. Cóż, kiedyś musiał nadejść ten czas, kiedy noc spędzę przy seansie nie horroru azjatyckiego, amerykańskiego, czy europejskiego, a... urugwajskiego! Co więcej - nawet mi się nie śniło, że horror z tej części świata będzie w stanie zadowolić mnie na tyle, bym mógł uznać go za przyzwoity. Co prawda La Casa Muda nie jest horrorem nieskazitelnym, ale nie jest też filmem gniotowatym - przy odpowiednich warunkach jest w stanie dostarczyć porządnych wrażeń.

sobota, 15 lutego 2014

Diabelskie Nasienie (zapowiedź kinowa)

Światowa premiera amerykańskiego horroru Devil's Due (aka Diabelskie Nasienie) w reżyserii Matt'a Bettinelli-Olpin'a oraz Tyler'a Gillett'a odbyła się w styczniu 2014 roku. W Polsce horror miał zostać wyświetlany w kinach dokładnie w walentynki, 14 lutego, ostatecznie jednak jego premiera została przesunięta. Zgodnie z zapowiedzą dystrybutora polska premiera Diabelskiego Nasienia odbędzie się 2 maja 2014 roku.
Para młodych Amerykanów w podróży poślubnej na egzotycznej Dominikanie traci świadomość podczas jednej, tajemniczej nocy. Wkrótce po powrocie kobieta przekonuje się, że jest w ciąży, której nie planowała i zaczyna ulegać niezwykłej przemianie. Jej mąż nabiera podejrzeń, że za ten stan odpowiedzialne są siły nie z tego świata…
Poniżej zwiastun...

...oraz kampania reklamowa filmu

Źródło: http://www.imperial-cinepix.com.pl

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Recenzja: V/H/S/ 2 (2013)

Doczekaliśmy się kilku kontynuacji słynnego horroru Paranormal Activity, twórcy hiszpańskiego horroru [REC] również postanowili po raz kolejny uderzyć w znane i sprawdzone rejony prezentując kolejne części masakry zombie w otoczce paradokumentalnej. Powstają nowe filmy czerpiące całymi garściami z nurtu, który wydawałoby się, nie jest w stanie już niczym zaskoczyć. Moda na horror dokumentalizowany trwa więc nieustannie od dobrych kilkunastu lat i pomimo rozbieżnych opinii, tego typu kino ma się całkiem nieźle. Syndrom sequela dopadł również amerykańską produkcję V/H/S, która w 2012 roku miała swoją światową premierę. Horror ten stał się dowodem na to, że z podgatunku horror verite można jeszcze wycisnąć kroplę oryginalności i pomysłowości. Czy i tym razem twórcom udało się przeskoczyć poprzeczkę i udowodnić, że z horroru dokumentalizowanego można wydobyć coś jeszcze?

sobota, 18 maja 2013

"Reportaż" ukończony!

Jakiś czas temu na blogu pojawiały się informacje dotyczące polskiego, krótkometrażowego horroru "Reportaż", którego reżyserem jest Hubert Bąk. Film opowiada o tajemniczych nagraniach znalezionych przez przypadkowego przechodnia nieopodal ruin dawnego kompleksu wojskowego, w którym nazistowscy naukowcy przeprowadzali tajemnicze eksperymenty. Film został już ukończony, całość natomiast zmieściła się w 6 minutach. Film znajduje się w serwisie youtube.com, jednakże nie jest jeszcze dostępny dla szerszej publiczności, ponieważ najpierw ma zostać zaprezentowany na kilku przeglądach filmowych. Osobiście miałem okazję obejrzeć film i muszę przyznać, że twórcom udało się zrealizować główne założenie projektu, jakim było stworzenie horrou bazującego w głównej mierze na klimacie. Ten został zachowany na dość wysokim poziomie, głównie dzięki znakomitej scenerii: zalesiony teren i ruiny kompleksu wojskowego robią naprawdę przyzwoite wrażenie. Warto również zwrócić uwagę na komiksowy wstęp, będący swego rodzaju prologiem wprowadzającym we właściwą fabułę.
Uwagę przykuwa również świetna ścieżka dźwiękowa, która potęguje atmosferę tajemniczości i grozy. Film oczywiście nie jest wolny od kilku potknięć (pomimo że to krótki metraż to jednak mógłby być ciut dłuższy, aktorsko jest dobrze, choć czasami daje się odczuć nutkę amatorskości), jednakże trzeba przyznać, że film posiada w sobie potencjał i solidny materiał, na podwalinach którego mógłby powstać całkiem niezły, pełnometrażowy film grozy o ciekawej fabule. Być może twórcy zdecydują się udostępnić film dla wszystkich, więc będzie okazja przyjrzeć się projektowi nieco bliżej.

niedziela, 24 marca 2013

Horror verite: który najlepszy? (ankieta)

Blog kończy powoli dwa lata, ale o tym niebawem będzie w osobnym wpisie. Nie czas bowiem na podsumowania, a na małe co nieco :-) Od jakiegoś czasu, a w zasadzie praktycznie od samego początku funkcjonowania bloga da się zauważyć, że czytelnicy najczęściej poszukują w nim informacji na temat horrorów verite, o czym alarmują statystyki- najczęściej wpisywane frazy w wyszukiwarkach, kierujące na moją stronę to "horrory paradokumentalne", "horrory verite", "horrory podobne do blair witch project" "horror stylizowany na dokument", "film grozy dokumentalizowany" etc. Stąd postanowiłem pokusić się o próbę zestawienia najbardziej cenionych horrorów verite według czytelników. Artykuł stanowi rozwinięcie wpisu, który jako pierwszy pojawił się na blogu dwa lata temu i prezentuje zarys fabuły 30 horrorów verite (z pominięciem szczegółowej analizy i oceny), na które można zagłosować w ankiecie. Czytelnicy mogą oddać głos na maksymalnie 5 wybranych przez siebie horrorów z zaproponowanej listy lub też zagłosować na film, który nie znalazł się w zestawieniu, wpisując w ankiecie swoją propozycję. Czas trwania ankiety nieokreślony. Zapraszam do głosowania :-)

niedziela, 17 lutego 2013

Recenzja: V/H/S (2012)

Ostatnio miałem okazję obejrzeć kolejną próbę podratowania modnego ostatnio, ale nieco kulejącego podgatunku, jakim jest horror dokumentalizowany. Filmów tego typu nazbierało się trochę ostatnimi czasy i można by na ten temat napisać osobny, obszerny artykuł. Mając na względzie mniej udane produkcje, jakimi ostatnio nas obdarowano, muszę przyznać z ręką na sercu, że niestety już mi się przejadło. Coraz częściej do horrorów verite wdziera się sztuczność, monotonność, nuda i schematyczność, a tego zwyczajnie nie da się przełknąć. Świetność tego typu kina gdzieś nagle zamarła i nie ma się co oszukiwać- coraz rzadziej robi jakiekolwiek wrażenie na przyzwoitym poziomie. Czy V/H/S też zalicza się do ligi mniej udanych pozycji reprezentujących ten rozchwytywany ostatnio gatunek?

sobota, 19 stycznia 2013

Recenzja: Grave Encounters 2 (2012)

Ogólnie do kontynuacji horrorów, które zrobiły spore zamieszanie w świecie grozy i zbiły przy tym kokosy podchodzę ostrożnie. Zasada jest prosta: to co wywołało spore zaskoczenie i podobało się publiczności, zazwyczaj musi się powielić, mieć swoją kontynuację i w ostateczności rozmnożyć się do n-tej części. Bo przecież jest szansa, że i sequel spowoduje lawinę pochwał i zasili skórzane portfele reżyserów, scenarzystów producentów i można by tak wymieniać do usranej śmierci, tyle, że każda kolejna część czasem traci swój urok i nie trzeba być wybitnym filmowym znawcą, by to zauważyć. Do Grave Encounters 2 też podchodziłem z umiarem, mimo, że jedynka naprawdę trafiła w mój gust. Pojawił się jednak cień nadziei, że dwójeczka stanie po stronie nielicznych horrorów, których kontynuacja miała sens. Po seansie mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że kto wymyślił powiedzenie "nadzieja jest matką głupich" powinien dostać Nobla...
Od razu, bez owijania w bawełnę: ten film mnie rozczarował pod prawie każdym względem. Piszę prawie, bo było kilka scen godnych uwagi, z zastrzeżeniem, że w tym przypadku "kilka" należy rozumieć w naprawdę wąskim tego słowa znaczeniu. Reszta to próba udowodnienia widzowi, że kontynuacje dobrych horrorów zazwyczaj zdane są na klęskę. Z tego zadania twórcy filmu wywiązali się bezbłędnie.
Druga część znanego i rozchwytywanego Grave Encounters skupia się na grupce nastolatków, którzy po obejrzeniu wyżej wspomnianego filmu, pragną na własnej skórze przekonać się, czy wydarzenia tam ukazane miały faktycznie miejsce. Należy dodać, że mamy tu do czynienia z "ambitną" młodzieżą- grupka zabawnych nastolatków potrafi nieźle rozkręcić każdą imprezę halloweenową z oryginalnymi strojami, pić, palić i wyczyniać inne cuda na kijach do upadłego. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że te wyczyny, rejestrowane przez kamerę (a jakże) trzeba oglądać przez dobrych kilkanaście minut i się mocno przy tym wku*wiać, wmawiając sobie, że już samo oglądanie tego nudnego i głupiego wstępu, jest horrorem samym w sobie... Później oglądamy już młodzież powoli dochodzącą do siebie i trzeźwiejącą po udanej imprezce (sic!), w międzyczasie dowiadujemy się, że kręcą nieoryginalny i bezsensowny slasher o psychopacie. By tę złą passę przerwać, jeden z nastolatków- Alex (mający szczególnego bzika na punkcie filmu Greve Encounters) jako reżyser dostrzega miernotę swojego dzieła, więc wpada na pomysł, by wziąć się za nakręcenie dokumentu na temat GE tym bardziej, że w międzyczasie wpada na niepokojące tropy, które każą mu snuć podejrzenia, iż film o tropicielach duchów był faktycznie autentyczny, a o aktorach biorących w nim udział nie ma ani śladu. Po dłuższym namyśle i namowie reszty ekipy, młodzi zabierają potrzebny sprzęt, kamery i wyruszają w podróż do nawiedzonego psychiatryka.
Grave Encounters 2 to meta-horror, czyli horror o horrorze. Ujmując to inaczej- ukazuje i wyjaśnia okoliczności powstania pierwszej części. Twórcy nie chcieli brnąć w wymyślanie kolejnych nudnych i przewidywalnych kopii pierwszej części, a zrobić coś, co zaskoczy fanów. Mnie zaskoczyło niestety w negatywnym tego słowa znaczeniu. Meta-horrory to naprawdę ciekawy sposób na film grozy, jednak jak widać można zrobić porządny "horror o horrorze" tak samo jak średniej jakości, marniutkie "masło maślane", którego w żadnym wypadku nie należy traktować poważnie. Sequel pierwszej udanej części zalicza się do tego drugiego. Twórcy za dużo czasu poświęcili na rozkręcenie akcji, brakło więc miejsca na ogarnięcie klimatu grozy, oddaniu specyfiki atmosfery pierwszej części bez jednoczesnego powielania schematów. Woleli więc skupić się na przedstawieniu studenckiego życia, niż na rozwinięciu scen w szpitalu psychiatrycznym odwołując się jedynie do znanych nam doskonale chwytów. Jednym słowem: cudów nie ma. Na upartego można dopatrzeć się tu kilku ciekawych scen, które mogą zaniepokoić i wywołać nieprzyjemne uczucie strachu, jednak jak zaznaczyłem na wstępie- scen tych jest naprawdę niewiele, co więcej, w porównaniu do pierwszej części nawet i te momenty wypadają dość blado. W większości horrorów nie należy doszukiwać się żadnej logiki, bo ich urok tkwi właśnie w tym co niesamowite, niepoznane, ale tutaj miałem wrażenie, że twórcy poszli o krok za daleko. Niektóre sceny zbyt nachalnie targają logiką na prawo i lewo, wywołując tylko mimowolny uśmiech na twarzy. I tak mamy tu do czynienia z lewitującymi kamerami, portalem uaktywniającym się w windzie miejskiego hotelu, prowadzącym z powrotem do szpitala psychiatrycznego i kilka innych wstawek rodem z filmu fantasy. O logice bohaterów lepiej się nie wypowiadać, gdyż za każdym razem powielają te same błędy co aktorzy z pierwszej części, a wiemy przecież, że nie powinno się to powtórzyć skoro znają film od początku do końca. Cóż, najwidoczniej debilizm ludzki nie zna granic, a objawy upojenia alkoholowego trwają nawet po wytrzeźwieniu.
Czy z tym filmem jest aż tak źle? Zapewne nos wydłużyłby mi się o te kilka metrów, gdybym napisał, że jest dobrze. Niestety film zawiódł mnie jako całość. Wadzi tu aktorstwo, nieprzemyślane i niedopracowane sceny, było tu za dużo fantastyki, za mało horroru, a niektóre momenty potrafiły nawet rozśmieszyć (choćby zachowanie i wygląd Seana Rogersona, wcielającego się w jedynce w Lance'a, który tutaj wyglądał i zachowywał się bardziej jak australopitek niż obłąkaniec z psychiatryka). Wiele schematów zaczerpnięto ze znanych horrorów i nie pomógł tutaj nawet pomysł na meta-horror. Mogło być lepiej, a jest naprawdę średnio. Na myśl, że twórcy pragną stworzyć trzecią część, włos jeży mi się na głowie. Bynajmniej nie ze strachu, a z przerażenia, że można to dalej ciągnąć... Polecam mało wymagającym widzom, reszta może sobie darować i zaprzestać na pierwszej części.
Tytuł oryginalny: Grave Encounters 2
Tytuł polski: Grave Encounters 2
Rok produkcji: 2012
Gatunek: Horror dokumentalizowany
Czas trwania: 1 godz. 40 min.
Reżyseria: John Poliquin
Autor: Konrad

niedziela, 16 grudnia 2012

Recenzja: Demony (2012)

Demony (The Devil Inside) Williama Bella to kolejny twór próbujący zmierzyć się z hitami prezentującymi popularny ostatnio gatunek horror verite. Z filmem tym wiązałem dość spore nadzieje, podobnie jak to było w przypadku omawianego już tutaj Ostatniego Egzorcyzmu (2010). Od kiedy obejrzałem rewelacyjny hiszpański REC, trzymałem kciuki, by powstał horror w podobnej konwencji dokumentalnej, tyle że traktujący o egzorcyzmach. Niestety Ostatni Egzorcyzm okazał się filmem dość przeciętnym, tak więc kiedy rozpoczęły się kampanie reklamujące Demony w sieci, znów zapaliło się światełko nadziei, że być może tym razem będę miał do czynienia z czymś o wiele lepszym. Światełko niestety momentalnie się wypaliło, kiedy zasiadłem do seansu.

W 1989 Maria Rossie wyznaje, ze zabiła trzy osoby. Sąd uznaje ją za chorą psychicznie, jednak nie jest to do końca prawdą. Dwadzieścia lat później, jej córka szukając odpowiedzi, trafia do dwóch księży-egzorcystów, którzy ujawniają, że jej matka została opętana przez cztery potężne demony. Teraz Isabella musi zmierzyć się z najczystszym złem, albo utraci swą duszę na zawsze. Demony to film, który krytycy zgodnie nazwali „fascynującym” i „przerażającym.” *

piątek, 19 października 2012

Recenzja: Grave Encounters (2011)

Przygody z horrorem dokumentalizowanym ciąg dalszy. Tym razem przyszła pora na recenzję kanadyjskiego paradokumentu opowiadającego o... i tu nowością nie powieje... ekipie telewizyjnej, prowadzącej program o nawiedzonych miejscach :-) Tak tak, ja wiem, że ciągłe recenzowanie filmów, które główną oś fabularną skupiają wokół grupki dziennikarzy zaopatrzonych w profesjonalne kamery może nudzić, a nawet wywołać torsje, ale warto zauważyć, że omawiane do tej pory horrory spod znaku verite nie należały do zbytnio porywających i wybitnych. Grave Encounters będący kolejnym omawianym tutaj paradokumentem o wspomnianą wybitność nawet się nie ociera, ale spośród obejrzanych do tej pory przeze mnie horrorów verite, chociaż potrafi się czymś obronić.

piątek, 28 września 2012

Recenzja: The Tunnel (2011)

Horror verite to jeden z moich ulubionych podgatunków filmowej grozy i w zasadzie pojawianie się coraz więcej tego typu filmów z jednej strony mnie cieszy, z drugiej jednak niepokoi. Myślę, że do mody na kręcenie horrorów w konwencji dokumentalnej doskonale pasuje powiedzonko, że "co za dużo to niezdrowo". Dlaczego? Przede wszystkim, jak pisałem już przy okazji recenzowania innych tego typu filmów, horror verite nie ma zbyt dużego pola manewru i bazuje na jednym w zasadzie motywie, którego główną ideą jest przekonanie widza, iż ogląda autentyczne materiały. Kolejne produkcje próbują zaskoczyć nas czymś innym, poprzeczka idzie coraz wyżej i wyżej, a my- widzowie- powoli robimy się coraz bardziej wybredni. Do grona paradokumentów dołączyła również omawiana tutaj propozycja australijska. Ale czy The Tunnel jest w stanie obronić się czymkolwiek w popularnej ostatnio "blairwitchowskiej" branży? A może jest apokaliptyczną zapowiedzią początku końca tej rozchwytywanej ostatnio mody na kręcenie paradokumentów?

czwartek, 2 sierpnia 2012

Recenzja: Atrocious (2010)

„Umysł jest jak labirynt…
 …gdzie każdy może się zgubić.” *

Moja przygoda z horrorami kreowanymi na dokument zaczęła się odkąd po raz pierwszy obejrzałem debiut dwóch panów: Daniela Myricka i Eduardo Sancheza,  odpowiedzialnych za reżyserię i scenariusz do znanego paradokumentu Blair Witch Project (1999), który swego czasu nieco namieszał w światku grozy i właściwie zapoczątkował modę na kręcenie filmów w konwencji mockumentary. Stylizowanie filmu na dokument to wprawdzie nie żaden odkrywczy zabieg, gdyż wcześniej mieliśmy do czynienia choćby z szokującym paradokumentem o kanibalach w reżyserii Ruggero Deodato (Cannibal Holocaust, 1980), ale zapoczątkowanie popularności na horrory verite przypisuje się jednak wspomnianemu wcześniej horrorowi o tajemniczej wiedźmie z Blair. Film ten stanowi dowód na to, że za sukces kasowy odpowiada przede wszystkim zmyślna i dobrze zaplanowana kampania reklamowa. Niedługo po premierze filmu, konta reżyserów zostały obficie wypełnione po brzegi przy zdumiewająco niskim nakładzie budżetowym, więc nie ma się co dziwić, że inni również prędzej czy później poszli w ślady poprzedników, co spowodowało, że początek XXI wieku okazał się sprzyjającym czasem na wysyp mniej lub bardziej udanych horrorów stylizowanych na dokument. W 2010 r. swoich sił w tworzeniu paradokumentów spróbował także Fernando Barreda Luna, prezentując fanom found footage movies swój debiutancki horror (thriller) Atrocious, który choć jeszcze nie doczekał się swojej premiery w Polsce, to już zdążył zebrać wiele skrajnych opinii na swój temat. Jedni debiut Luny wychwalają pod niebiosa, inni znów obsypują ostrą krytyką. Jako wierny fan horrorów verite bez obaw postanowiłem więc sam przekonać się, czy rzeczywiście z tym filmem jest aż tak źle.

czwartek, 5 lipca 2012

Recenzja: Noroi (2005)

Ducha małej Azjatki nie trzeba raczej nikomu przedstawiać, bo postać ta zdążyła już stać się rozpoznawalną ikoną azjatyckich horrorów. Upiór z długimi włosami o bladej twarzy ze złowieszczo otwartą paszczą to dziś postać kultowa, którą śmiało można postawić obok zachodnich filmowych morderców, takich jak Michael Myers, Freddy Krueger, czy Leatherface. Miłośnik filmowej grozy z całą pewnością zgodzi się ze mną, że horrory z dalekiego wschodu wiodą prym wśród najlepszych produkcji i niejednokrotnie skutecznie potrafią zaskoczyć i wystraszyć. Niestety nie wszystkim azjatyckim filmom grozy dane było zawojować światem i można powiedzieć sobie szczerze, że głównym i najważniejszym chyba czynnikiem powodującym ich niesławę był brak reklam oraz brak odpowiedniej promocji filmu. Taki los spotkał m.in. omawiany tutaj horror Noroi za reżyserię którego odpowiedzialny jest Kôji Shiraishi- osobliwość tę co niektórzy skojarzą zapewne z filmem Ju-rei, wyprodukowanym rok wcześniej. Tak czy siak koneserzy i wielbiciele tzw. horroru dokumentalizowanego (horror verite) powinni zaznajomić się z tą produkcją, gdyż obok takich filmowych hitów jak Blair Witch Project, REC, czy Paranormal Activity, Noroi  wypada całkiem nieźle. Nawet bez wspomnianego we wstępie upiora w roli głównej.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Recenzja: The Last Exorcism (Ostatni Egzorcyzm) (2010)

Moda na motyw opętania przez "Władcę Ciemności" w horrorach chyba nigdy nie przestanie być na topie. Bo to tematyka dosyć kontrowersyjna, wiejąca grozą i osnuta płaszczem tajemnicy. Tematyka poniewierająca  nieuświadomionym lękiem bezbronnego człowieka zarówno przed złem pisanym przez małe "z" oraz tym pisanym przez "Z" duże. A że człowiek to ktoś, kto wprost uwielbia dociekać w sprawach intrygujących i nie do końca poznanych, to lgnie do wszelakiej maści filmów z magicznym słowem "egzorcyzm" w tytule dokładnie tak, jak Kubuś Puchatek do miodu albo myszka Miki do sera. Jeśli motyw taki połączyć z równie popularną metodą "reportażowego" charakteru fabuły, która dodaje niebywałego realizmu całemu przedsięwzięciu, można śmiało stwierdzić, że możemy mieć do czynienia z mieszanką wybuchową- filmem, który potencjalnie powinien powalić na kolana niejednego fana "opętanych horrorów". Niestety ta potencjalna mieszanka wybuchowa może ostatecznie okazać się totalnym niewypałem, a widz, który oczekiwał typowego straszaka rodem z Egzorcysty, tyle że w wersji dokumentalnej, poczuje się dokładnie tak jakby otrzymał kota w worku z dedykacją od samych twórców filmu.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Recenzja: [REC] 2 (2009)

"REC straszy ludzi", "kolejny fenomen hiszpańskiego kina grozy", "lepszy niż The Blair Witch Project"- tak właśnie opisywano produkcję pierwszej części filmu, który, podobnie jak wspomniany Blair Witch Project narobił sporego zamieszania w świecie horroru. Po takich sukcesach, jak Sierociniec, czy Labirynt Fauna Hiszpanie kolejny raz udowodnili nam, że ich kino grozy ma się w jak najlepszej formie. Stworzyli coś, co nie tylko straszyło ludzi najzwyklejszymi metodami, wywoływało niesamowite napięcie oraz osaczenie, lecz także coś, co pozwoliło widzom wczuć się w atmosferę i fabułę filmu, poczuć to, co czuli główni bohaterowie, czyli przerażenie, lęk i strach przed kryjącym się na rogiem złem. Fenomen, jakim okrzyknięto RECa zasłużył sobie na światową karierę i przyniósł jego twórcom spore zyski. Zyskał sobie również coraz większe rzesze fanów (i antyfanów) oraz zgarniał zasłużone nagrody. W tym czasie Jaume Balagueró i Paco Plaza nie czekając dłużej postawili sobie poprzeczkę i zdecydowali się na zrealizowanie kolejnej części o uwięzionych w starej kamienicy krwiożercach.