Pokazywanie postów oznaczonych etykietą slasher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą slasher. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 listopada 2016

Recenzja: Halloween 2, 1981


Trudno omawiać film, który wielu sympatyków filmowej grozy z pewnością zna na pamięć. Równie dobrze mógłbym w tej chwili opisywać najnowszy horror albo coś mniej znanego i popularnego. Na takie produkcje przyjdzie z pewnością czas, ale tym razem warto wziąć pod lupę horror będący kontynuacją niezapomnianego, kultowego dzieła Johna Carpentera "Halloween" z 1978 roku. Być może ten tekst czyta właśnie osoba, która uwielbia współczesne horrory, ale ma właśnie ochotę na jakiegoś klasyka lat 80., którego nie zna. Przychodzę więc z pomocą, rekomendując "Halloween 2" - slasher nie pozbawiony wad, ogołocony z logiki, miejscami nieco zabawny, ale z pewnością niepozbawiony kilku udanych scen, pełnych niepokoju i napięcia.

środa, 22 czerwca 2016

Recenzja: Coś za mną chodzi, 2014

"Jeden z 25 najlepszych amerykańskich horrorów XXI wieku!", "zawładnie waszymi koszmarami!", "musicie to zobaczyć!" - grzmią hasła reklamujące slasher Davida Mitchell'a. Ale czy rzeczywiście horror "Coś za mną chodzi" zasługuje na takie pochwały i rekomendacje? Jeżeli spojrzeć na niektóre pozytywne reakcje widzów czy większości krytyków filmowych można dojść do wniosku, że "It Follows" pretenduje do miana jednego z największych współczesnych osiągnięć filmowego horroru. Film ze szturmem wdarł bowiem na sale kinowe i narobił sporego zamieszania niemalże na całym świecie. Ale czy rzeczywiście po obejrzeniu filmu Mitchell'a będziemy mieli koszmary? A może to tylko kolejny typowy średniak idealnie przybrany reklamowymi hasełkami?

19-letnia Jay prześladowana jest przez tajemniczą siłę. Niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku, gdyż zło może przybrać postać dowolnej osoby – nieznajomego, albo kogoś z najbliższego otoczenia Jay. Dziewczyna, wspierana przez grupkę przyjaciół, desperacko walczy, by przetrwać i znaleźć sposób na powstrzymanie złowrogiej mocy.*

piątek, 10 października 2014

Recenzja: Halloween (aka John Carpenter's Halloween), 1978

Nie ma święta Halloween bez rozmaitych straszydeł, psikusów, cukierków, dyni z upiornymi twarzami i... przede wszystkim horrorów! Po prostu nie wyobrażam sobie tej wyjątkowej nocy bez seansu choćby jednego kultowego dzieła reprezentującego ten wspaniały gatunek. Do tytułów wręcz obowiązkowych na upiorną noc duchów zaliczyłbym słynny horror Carpentera, Halloween oczywiście. Ten film widział chyba każdy miłośnik horroru i bez cienia wątpliwości można go uznać za dzieło kultowe i niepowtarzalne pomimo rażącej schematyczności fabularnej. Nad czym więc zachwycać się w czasie seansu Halloween?

Michael Myers jako dziecko został osadzony w zakładzie dla umysłowo chorych, po tym jak w noc Halloween brutalnie zamordował swoją siostrę. 15 lat później Michael ucieka z zakładu. Opiekujący się nim doktor Loomis wie, że w nadchodzący wieczór Halloween Michael zabije ponownie. Lekarz postanawia ruszyć jego śladem i zapobiec zbrodniom.*

niedziela, 15 czerwca 2014

Recenzja: Carrie, 2013

No i stało się. W 2013 roku po raz n-ty ekshumowano Carrie White zza grobu, by znów siała spustoszenie na balu maturalnym i tym samym kolejny raz przeraziła widzów swoją demonicznością. Debiutancka powieść Stephena Kinga, wydana po raz pierwszy w 1974 roku może nie każdego jest w stanie oczarować, ale na pewno okazała się doskonałym materiałem do zekranizowania, o czym świadczą kolejne adaptacje powieści. Najbardziej znaną i według mnie najlepszą dotychczasową adaptacją filmową "Carrie" jest ta z 1976 roku, za którą odpowiada Brian De Palma. Kunszt reżyserski De Palmy ujawniający się w jego specyficznym stylu operowania kamerą oraz doskonałe wyczucie grozy i napięcia sprawiły, że pierwsza adaptacja książkowej "Carrie" zasłużyła sobie na miano filmu kultowego i ponadczasowego, a kreacja Sissy Spacek na trwałe utkwiła w pamięci wielu widzów. Film Briana De Palmy podniósł poprzeczkę bardzo wysoko i póki co, żadnej kolejnej ekranizacji nie udało się tej bariery przeskoczyć. Kiedy dowiedziałem się, że Kimberly Pierce, reżyserka niezaznajomiona dobrze z horrorem i grozą, postanowiła wziąć się za nową adaptację debiutu Kinga, nie wróżyłem tej produkcji niczego dobrego. Seans unowocześnionej "Carrie" tylko potwierdził moje przypuszczenia.

środa, 9 kwietnia 2014

Recenzja: Campfire Tales (aka Mroczne Opowieści), 1997

Tajemnicze, niesamowite, budzące grozę miejskie legendy zna chyba każdy z nas. Jako młodzi gniewni, łaknący propagandy, opowiadaliśmy sobie te historyjki nocą przy ognisku lub w czasie domowej imprezki i zawsze, kiedy je słyszeliśmy, na głowie jeżył się włos ze strachu. Opowieść o czarnej wołdze, żyletce w jabłku czy historyjka o kopytniku to tylko pojedyncze przykłady. Miejscowych opowieści jest tak naprawdę cała masa i trudno je zliczyć. Jedne przerażają swoją autentycznością i makabrycznością, inne śmieszą. Raz usłyszana opowieść budząca grodzę, przerażenie lub nacechowana groteskowością i czarnym humorem może trafić do szerokiego grona odbiorców, ulegając licznym modyfikacjom i przekształceniom. Popularność miejskich legend wychwycili niektórzy twórcy horroru, wplatając te proste historie w fabułę filmu. Oczywiście w przypadku filmu grozy bazującego na popularnych miejskich opowieściach nie można liczyć na fajerwerki, bo produkcje te - choć pełne grozy - są z góry skazane na przewidywalność akcji. Campfire Tales to klasyczny przykład dreszczowca, który pomimo że bazuje na popularnych, znanych każdemu miejskich legendach, potrafi również zaskoczyć i chwilami wywołać dreszczyk emocji.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Recenzja: Rest Stop (aka Ostatni postój), 2006

Twórcy lekkich horrorów z psychopatami w roli głównej podążają zazwyczaj utartymi schematami. Ilekroć mamy do czynienia z takim filmem, możemy być pewni, że otrzymamy mniej więcej taki zestaw: grupka młodych, zbuntowanych nastolatków skłóconych z rodzicami oraz wariat, który będzie ostrzył maczetę, siekierę bądź inne narzędzie zbrodni i przyczai się gdzieś w oddalonej od cywilizowanego świata o jakieś kilkaset kilometrów, zarośniętej chaszczami pipidówie czekając, aż któreś z protagonistów samo nadzieje mu się na nóż. Wszystko rozgrywa się na terenie długaśnych, opustoszałych autostrad, dawno nieużywanych budynków umiejscowionych nieopodal lasów lub na szczerym polu. Miejsce wydarzeń przemawia więc na niekorzyść naszych protagonistów i zmniejsza szanse na wydostanie się z rąk oprawcy. Ograny schemat, no nie? Jednak nie radziłbym skreślać na wstępie filmu tylko przez wzgląd na jego miałkość fabularną, bo sztuką nie jest wymyślenie oryginalnego scenariusza, a przerobienie znanych motywów tak, by prezentowały się nad wyraz atrakcyjnie. Szkoda, że akurat scenariusz Rest Stop wyglądem przypomina żółty ser z dziurami.

czwartek, 26 grudnia 2013

Recenzja: Silent Night, Deadly Night (aka Cicha Noc, Śmierci Noc), 1984

No i mamy święta. Czas, kiedy w wolnej chwili - zmęczeni świątecznym obżarstwem i gośćmi - siadamy przed telewizorem, by odprężyć się przy dobrym filmie. Naturalnie omijamy szerokim łukiem popularne stacje telewizyjne, by uniknąć odgrzewanych kotletów pokroju Kevina samego w domu, tudzież Kevina samego w Nowym Jorku i wybieramy coś, co chętnie zaspokoi nasze horrorowe gusta. Zastanawiamy się, jaki horror świąteczny można by sobie zaserwować na długi, zimowy wieczór. Lista - wbrew pozorom - wcale nie jest taka krótka, o czym można by się przekonać sięgając po niektóre zestawienia horrorów utrzymanych w  świątecznym klimacie (polecam choćby zestawienie, które niedawno ukazało się w serwisie Horror Reviews czy na blogu Buffy). Wśród nich znajduje się klasyk świątecznego kina grozy - slasher Charles'a Sellier'a Jr, który potrafi zachwycić nie tylko wzruszającą historią, ale również dobrze wykreowanymi postaciami, jak i krwawymi scenami mordów, które nie ścierają się z pamięci.

niedziela, 23 grudnia 2012

Recenzja: Krwawe święta (2006)

Święta coraz bliżej, tak więc nie powinien dziwić fakt, że kolejna recenzja poświęcona będzie horrorowi, który stricte związany jest z gwiazdką i atmosferą świąteczną. Szukając w sieci takich okolicznościowych filmów grozy, możemy natknąć się na kilka tytułów, jednak ostatnio w moje ręce trafiła odświeżona wersja Czarnych świąt (1974) Boba Clarka. Do samego filmu nie podchodziłem na poważnie wiedząc wcześniej, że nie zebrał on dość pochlebnych opinii. Mimo wszystko z braku laku sięgnąłem po niego. Dość szybko przekonałem się, że Krwawe święta jako horror faktycznie okazały się typowym świątecznym zakalcem.
Billy mały chłopiec, jest świadkiem morderstwa. Matka zabija ojca, a chłopca jako jedynego świadka więzi przez wiele lat na strychu. W tym czasie zakłada nową rodzinę. Kiedy Billy’emu po latach udaje się uciec, mści się brutalnie zabijając matkę i jej kochanka. Ponura historia powraca, w trakcie przygotowań do świąt Bożego Narodzenia nowym lokatorom – studentkom zaczynają przydarzać się koszmarne rzeczy. Remake klasycznego horroru Boba Clarka z 1974 roku.

sobota, 24 listopada 2012

Recenzja: Koszmar z ulicy Wiązów (1984)

"Raz, dwa- Freddy już cię ma. Trzy, cztery- zaraz w drzwi uderzy. Pięć, sześć- krzyż ze sobą nieś. Siedem, osiem- myśl o swoim losie. Dziewięć, dziesięć- nie dla ciebie sen". Kto nie pamięta tej prostej rymowanki, albo nie kojarzy postaci Freddy'ego Krueger'a w ogóle, ten trąba :-). Koszmar z ulicy wiązów wyreżyserowany przez Wesa Cravena w 1984 r. to dziś film tak samo kultowy, jak kultową postacią jest Freddy- psychopata o poparzonej twarzy, z kapeluszem na głowie i charakterystycznym swetrem w paski, który zabija nastolatków we śnie. Postać ta na stałe weszła w panteon najbardziej popularnych filmowych morderców z horroru, obok Jasona, Leatherface'a, Ghostface'a, Pinhead'a i wielu wielu innych oraz stała się ikoną filmowego horroru na świecie. Koszmar... przetrwał próbę czasu i do dziś uznawany jest za jedno z ważniejszych dzieł w historii kina. Tak więc recenzując horrory nie sposób ominąć Koszmaru... szerokim łukiem.

Nastoletnią Nancy Thompson  dręczą koszmarne sny. Pojawia się w nich przerażający mężczyzna o spalonej twarzy i stalowych ostrzach zamiast palców u ręki. Pewnej nocy dziewczyna zaprasza do domu trojkę swoich przyjaciół. Ich również odwiedza we śnie ten sam tajemniczy psychopata. Co gorsza, jedna z dziewcząt zostaje w nocy zamordowana. Policja oskarża o zbrodnię jej chłopaka, jednak wkrótce i on ginie śmiercią tragiczną. Nancy dowiaduje się, że mężczyzna ze snów to Freddy Krueger, seryjny morderca dzieci, który przed laty został zlinczowany przez rodziców swoich ofiar. Wygląda na to, że potwór zamierza powrócić do świata żywych. *

piątek, 10 sierpnia 2012

Recenzja: Urban Legends (Ulice strachu) (1998)

"Nawet jeśli nie dajesz im wiary,możesz przez nie zginąć..." *

Któż z nas nie zna opowieści o mordercy skrywającym się na tyłach samochodu, klątwie krwawej Mary, czy staruszce, która chcąc wysuszyć swojego pieska, wkłada go do rozgrzanej do czerwoności mikrofalówki... Tak naprawdę trudno nie otrzeć się choćby o jedną tego typu opowiastkę, ponieważ Urban Legends stanowią nieodzowny element naszej kultury. Funkcjonują obok nas i są znane na całym świecie. Osadzone we współczesnej kulturze miejskie legendy nawiązują do wydarzeń powszechnych, co sprawia, że słuchamy ich z niedowierzaniem oraz świadomością, że sytuacje wyjęte rodem z tego typu historyjek mogą przydarzyć się praktycznie każdemu. To właśnie dlatego są nam tak niezmiernie bliskie. Niektóre przetrwały dziesiątki lat, inne znów, nieco zapomniane i zakurzone przemijającym czasem, zmarły śmiercią naturalną, by ponownie zmartwychwstać i poddać się procesowi ewolucji. Mitologie miejskie są dowodem na to, że człowiek z natury dociekliwy i rządny ekstremalnych wrażeń, daje się ponieść  tym niewiarygodnym historiom i z chęcią przekazuje je dalej. To dlatego z perspektywy filmowego horroru miejskie mitologie- zwłaszcza te krwawe, podobnie jak motyw zombie, nawiedzonych domów, czy psychopatycznych morderców, stanowią fascynujący i atrakcyjny materiał na nakręcenie naprawdę porządnego dreszczowca. Fenomen miejskich legend wykorzystał Jamie Blanks, reżyserując sztampowy slasher o zakapturzonym mordercy, który wybija po kolei grupkę studentów znanymi z miejskich legend metodami, serwując jednocześnie fanom lekkich horrorów o nastolatkach i wielbicielom miejskich opowiastek całkiem niezłą zabawę.

wtorek, 27 marca 2012

Recenzja: Scream 4 (Krzyk 4) 2011

W 1996 roku Wes Craven wspólnie ze scenarzystą Kevinem Williamsonem powołali do życia Ghostface'a- zakapturzonego mordercę, który w masce krzyczącego ducha z nożem w ręku siał grozę i przerażenie wśród mieszkańców Woodsboro stając się jednocześnie ikoną popularnej serii "Krzyk". Dziś, po zrealizowaniu trzech części kultowego horroru, jest to postać łatwo rozpoznawalna nie tylko przez znawców i sympatyków gatunku, ale również przez laików, którzy filmową grozą parają się "jeśli przytrafi im się okazja".  Mówi się, że "Krzyk"  to dzieło powstałe w wyniku niezadowolenia twórców z pozbawionych oryginalności horrorów, których żmudne i powtarzające się do bólu schematy sprawiają, że film okazuje się nudny i przewidywalny. Nie trudno się z nimi nie zgodzić. Wystarczy tylko spojrzeć na niektóre współczesne filmy grozy. Ileż to razy mieliśmy już okazję śledzić grupkę rozwydrzonych nastolatków, którzy uciekają przed mordercą rządnym ich krwi, a oni swym idiotycznym zachowaniem sami proszą się o to, by wbić im nóż w plecy...