Tajemnicze, niesamowite, budzące grozę miejskie legendy zna chyba każdy z nas. Jako młodzi gniewni, łaknący propagandy, opowiadaliśmy sobie te historyjki nocą przy ognisku lub w czasie domowej imprezki i zawsze, kiedy je słyszeliśmy, na głowie jeżył się włos ze strachu. Opowieść o czarnej wołdze, żyletce w jabłku czy historyjka o kopytniku to tylko pojedyncze przykłady. Miejscowych opowieści jest tak naprawdę cała masa i trudno je zliczyć. Jedne przerażają swoją autentycznością i makabrycznością, inne śmieszą. Raz usłyszana opowieść budząca grodzę, przerażenie lub nacechowana groteskowością i czarnym humorem może trafić do szerokiego grona odbiorców, ulegając licznym modyfikacjom i przekształceniom. Popularność miejskich legend wychwycili niektórzy twórcy horroru, wplatając te proste historie w fabułę filmu. Oczywiście w przypadku filmu grozy bazującego na popularnych miejskich opowieściach nie można liczyć na fajerwerki, bo produkcje te - choć pełne grozy - są z góry skazane na przewidywalność akcji. Campfire Tales to klasyczny przykład dreszczowca, który pomimo że bazuje na popularnych, znanych każdemu miejskich legendach, potrafi również zaskoczyć i chwilami wywołać dreszczyk emocji.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mroczne opowieści 1997 recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mroczne opowieści 1997 recenzja. Pokaż wszystkie posty
środa, 9 kwietnia 2014
Recenzja: Campfire Tales (aka Mroczne Opowieści), 1997
Subskrybuj:
Posty (Atom)
