"Nawet jeśli nie dajesz im wiary,możesz przez nie zginąć..." *
Któż z nas nie zna opowieści o mordercy skrywającym się na tyłach samochodu, klątwie krwawej Mary, czy staruszce, która chcąc wysuszyć swojego pieska, wkłada go do rozgrzanej do czerwoności mikrofalówki... Tak naprawdę trudno nie otrzeć się choćby o jedną tego typu opowiastkę, ponieważ Urban Legends stanowią nieodzowny element naszej kultury. Funkcjonują obok nas i są znane na całym świecie. Osadzone we współczesnej kulturze miejskie legendy nawiązują do wydarzeń powszechnych, co sprawia, że słuchamy ich z niedowierzaniem oraz świadomością, że sytuacje wyjęte rodem z tego typu historyjek mogą przydarzyć się praktycznie każdemu. To właśnie dlatego są nam tak niezmiernie bliskie. Niektóre przetrwały dziesiątki lat, inne znów, nieco zapomniane i zakurzone przemijającym czasem, zmarły śmiercią naturalną, by ponownie zmartwychwstać i poddać się procesowi ewolucji. Mitologie miejskie są dowodem na to, że człowiek z natury dociekliwy i rządny ekstremalnych wrażeń, daje się ponieść tym niewiarygodnym historiom i z chęcią przekazuje je dalej. To dlatego z perspektywy filmowego horroru miejskie mitologie- zwłaszcza te krwawe, podobnie jak motyw zombie, nawiedzonych domów, czy psychopatycznych morderców, stanowią fascynujący i atrakcyjny materiał na nakręcenie naprawdę porządnego dreszczowca. Fenomen miejskich legend wykorzystał Jamie Blanks, reżyserując sztampowy slasher o zakapturzonym mordercy, który wybija po kolei grupkę studentów znanymi z miejskich legend metodami, serwując jednocześnie fanom lekkich horrorów o nastolatkach i wielbicielom miejskich opowiastek całkiem niezłą zabawę.
.jpg)