Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror nastrojowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror nastrojowy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 czerwca 2015

Recenzja: Babadook (aka The Babadook), 2014

"Słyszy Twój głos, zna każdy krok. Gdziekolwiek spojrzysz jest... Babadook" - ostrzegają napisy na plakatach promujących debiut reżyserski Australijki Jennifer Kent. Ta niepokojąca rymowanka przywodzi mi na myśl tę z Koszmaru z ulicy Wiązów, która przestrzegała przed najbardziej rozpoznawalną ikoną horroru - niezastąpionym i złowieszczym Freddy'm Krueger'em. Jennifer Kent chwyciła za motyw potworów z dziecięcych lat i straszy właśnie czymś kuriozalnym i wydawałoby się... zupełnie błahym. Przeraża czymś, co na taśmach filmowej grozy pojawiało się już niejednokrotnie i jest nam doskonale znane, bo jeśli trochę pomyśleć, to przez kino grozy trochę się tych boogeyman'ów przewinęło. Z drugiej strony cóż może być bardziej niepokojącego od tajemniczych szmerów i stuków, które nocą nie dają nam spać? Cóż może bardziej wywołać ciary przerażenia niż tajemnicze cienie falujące tuż nad naszym łóżkiem, czy kosmate potwory czające się szafie? Okazuje się, że strach i niepokój można wywołać opowieścią z głębszym przesłaniem, aniżeli prostą historyjką o potworze nękającym małe dziecko.

niedziela, 9 listopada 2014

Recenzja: Nadprzyrodzony Pakt (aka The Pact), 2012

Wprost uwielbiam filmy osadzone na klasycznych, dobrze znanych motywach. Mamy główną bohaterkę, przed którą stoi intrygująca zagadka do rozwiązania, jest nawiedzona posiadłość, w której zamieszkują duchy i inne dziwne nadprzyrodzone manifestacje, a wszystko to zaserwowane w nietypowym, starym klimacie doskonale znanym ze sztandarowych produkcji grozy. Dziś horrorów nastrojowych z nawiedzonym domem w tle mamy bardzo wiele, więc jest w czym wybierać. Poszukując jakiś czas temu porządnej nastrojówki, której głównym elementem składowym fabuły będzie właśnie nawiedzona posiadłość, natknąłem się przez przypadek na propozycję Nicholasa McCarthy, który zadebiutował w horrorze właśnie filmem The Pact. Ten niskobudżetowy horror może nie spędza snu z powiek i nie przyprawia o paranoiczny strach, ale momentami potrafi zaskoczyć i zainteresować. A to już duży plus biorąc pod uwagę kryzys, jaki dopada niektóre konkurencyjne produkcje, na które przeznacza się o wiele większe pieniądze.

sobota, 8 lutego 2014

Recenzja: Insidious (aka Naznaczony), 2010

Ze świecą szukać nam dziś horrorów, które mogłyby przenieść nas w minione czasy, kiedy w filmach stawiano przede wszystkim na klimat, a nie na przesadnie wykorzystywane efekty specjalne, tak często spotykane w niektórych współczesnych produkcjach. Aby poczuć więc powiew klimatu sprzed lat, sięgamy zazwyczaj po stare horrory. Kiedy mamy już w rękach takie cieszące oko "perełki", natychmiast dajemy się oczarować atmosferą staroci z lat osiemdziesiątych. Zasiadamy wygodnie przed telewizorem, na pilocie wciskamy "play" i niczym za pomocą jakiegoś wehikułu czasu przenosimy się w "filmy tamtych czasów" - nieskażone sztucznymi efektami komputerowymi, i choć pachnące gumowatymi, kiczowatymi potworami, to jednak emanujące nastrojową atmosferą dobrze znaną z kultowych horrorów, zapisywanych niegdyś na starych, zakurzonych nośnikach VHS. Okazuje się, że niektóre współczesne produkcje również mają w sobie to "coś". W poczet współczesnych horrorów noszących zadatki starych, znanych produkcji minionych lat wpisać można niektóre filmy Jamesa Wana, w tym horror Naznaczony, który powinien spodobać się niejednemu wielbicielowi nastrojowych horrorów utrzymanych w duchu starych produkcji lat osiemdziesiątych.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Recenzja: Sinister (2012)

Na ten film czekałem z wielkim zniecierpliwieniem, od kiedy po raz pierwszy wygrzebałem w Internecie garść informacji krążących na jego temat. Nie ukrywam również, że moja ciekawość tą produkcją wzrosła, kiedy dowiedziałem się, że reżyserem oraz współscenarzystą będzie nie kto inny, jak Scott Derrickson, który odpowiada również za całkiem przyzwoite i niepokojące Egzorcyzmy Emily Rose (2005).  Kiedy więc zapowiadano polską premierę w kinach, już szykowałem pieniądze, by skusić się na seans. Trzeba przyznać, że nieco obawiałem się seansu z kilku powodów, a jednym z nich i najważniejszym był fakt, że coraz częściej w przypadku współczesnych horrorów zwiastuny niestety okazują się lepsze od całości filmu. Na szczęście Sinister przełamał ten stereotyp.