poniedziałek, 24 września 2012

Recenzja: Madhouse (Dom szaleńców) (2004)

Nie od dziś wiadomo, że zakład psychiatryczny to miejsce ponure, przywołujące na myśl nieprzyjemne uczucia oraz dreszcze. Kojarzy się zwykle z osobami obłąkanymi, chorymi psychicznie, które ze względu na spore ryzyko niebezpieczeństwa dla otoczenia zostają zamknięte w ciemnych i ciasnych celach. Z perspektywy horroru umieszczenie fabuły w takim właśnie miejscu wydaje się więc całkiem atrakcyjnym posunięciem. Dziś nastrojowy horror o mrocznych szpitalach psychiatrycznych nie jest niczym odkrywczym, a jednak wciąż stanowi jeden z głównych motywów, po które producenci, scenarzyści i reżyserzy z chęcią sięgają. Co prawda Madhouse to jeden z wielu horrorów traktujących o mrocznych tajemnicach szpitali psychiatrycznych, jednakże ze względu na specyficzny klimat, smakosze tematyki obłąkania w horrorze zdecydowanie powinni zaznajomić się z omawianym tutaj filmem.

"Młody doktor, Clark Sevens (Joshua Leonard) trafia na staż do kliniki psychiatrycznej Cunningham Hall kierowanej przez dr Franksa (Lanc Henriksen). Jego zainteresowanie wzbudza dwójka pacjentów: piękna Sara i niebezpieczny, odizolowany Ben London. Tuż po pojawieniu się doktora Stevensa w klinice dochodzi do wstrząsających wydarzeń. Niekonwencjonalne metody leczenia i praktyki dyrektora zakładu zdają się przyprawiać o obłęd młodego doktora. Wkrótce odkrywa on sekrety i tajemnice kliniki." *

 

Fabularnie Madhouse nie powala niczym nadzwyczajnym. Jeśli w filmie mamy do czynienia z zakładem dla umysłowo chorych to zwykle zdajemy sobie sprawę, że będziemy także obcować z nieludzkimi metodami leczenia oraz pewną zagadką, która przed widzem musi zostać prędzej czy później obnażona z płaszcza tajemnicy. Nie inaczej jest w Domu Szaleńców, z tym wyjątkiem, że tutaj wszystko zostało całkiem ładnie i zgrabnie przedstawione.

Na początku warto omówić scenografię, bo ta od razu przykuwa uwagę i pozytywnie świadczy o filmie. Szpitalem psychiatrycznym jest tutaj wielki, zabytkowy gmach ze sporym ogrodem, z zewnątrz wyglądający na starą, ale jednocześnie zadbaną rezydencję. Od razu możemy się domyśleć, że za murami zakładu kryje się jakaś tajemnica. W środku budynek wygląda jak normalny szpital- standardowo wyposażone pokoje dla pacjentów, ciemne korytarze i  klaustrofobiczne zakątki zarysowują ponurą i przytłaczającą atmosferę.  Dodatkowo aby odzwierciedlić klimat ośrodka dla umysłowo chorych, podzielono pacjentów na tych z lżejszymi objawami choroby oraz na osobniki niebezpieczne dla otoczenia. Tym pierwszym  przysługuje więcej przywilejów- są pilnowani co prawda przez personel medyczny, ale mogą swobodnie poruszać się po szpitalu, wychodzić z pokojów, spacerować po korytarzu, czy wyjść do ogrodu. Inaczej jest z osobnikami wykazującymi poważne zaburzenia psychiczne- są zamknięci w ciemnych i brudnych izolatkach usytuowanych pod gmachem szpitala, w piwnicach. Nieludzkie warunki, jakie panują w podziemiach przyprawiają nie tyle o dreszczyk emocji, ale również wywołują współczucie, zarówno dla samych poszkodowanych przez chorobę, ale także dla pracowników, którzy na co dzień z nimi obcują.

Zadbano również o odpowiednie wykreowanie zachowywania się pacjentów, zwłaszcza tych odizolowanych od świata. Złowieszcze uśmieszki, płacz oraz uciążliwe krzyki przedzierające się przez mroczne i brudne korytarze robią naprawdę przyzwoite wrażenie i wprowadzają atmosferę niepokoju oraz lęku. Odpowiednią dawkę grozy buduje także odrażający wygląd zewnętrzny osadzonych- zdeformowane, pozbawione kończyn ciała niektórych pacjentów może nie wbiją w fotel, ale są w stanie wywołać dreszcze i lekki niesmak podczas seansu.

Na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że Madhouse będzie zwariowanym i mocnym filmem, jak na horror o szpitalu psychiatrycznym przystało, a zapowiadał to psychodeliczny, mocny wstęp bazujący na grze świateł i obrazów trafnie z resztą odzwierciedlający atmosferę ludzkiego obłąkania, jednak dalej okazało się, że jest już nieco gorzej. Z całą pewnością po takim "nerwowym" wstępie oczekiwałem czegoś równie zawiłego, przyspieszającego tętno i ostatecznie wywołującego palpitację serca. Cóż, nieco się przeliczyłem. Reżyser na mocnym wstępie zaprzestał i postanowił trochę spuścić z tonu. A szkoda, bo po obejrzeniu filmu poczułem się jednak trochę oszukany. Dom Szaleńców może nie jest jakimś górnolotnym, wybitnym dziełem, bo i nie wnosi do horroru niczego nowego i chociaż mogło być lepiej, to jednak nie jest najgorzej. Film na szczęście nie został wyjałowiony z ciekawych scen i wątków, potrafi wciągnąć, przykuć uwagę, zaskoczyć. I to się liczy :-)

Tytuł oryginalny: Madhouse
Tytuł polski: Dom szaleńców
Rok produkcji: 2004
Gatunek: Horror
Czas trwania: 1 godz. 31 min.
Reżyseria: William Butler

* Opis dystrybutora.

Autor: Konrad

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz