niedziela, 17 lutego 2013

Recenzja: V/H/S (2012)

Ostatnio miałem okazję obejrzeć kolejną próbę podratowania modnego ostatnio, ale nieco kulejącego podgatunku, jakim jest horror dokumentalizowany. Filmów tego typu nazbierało się trochę ostatnimi czasy i można by na ten temat napisać osobny, obszerny artykuł. Mając na względzie mniej udane produkcje, jakimi ostatnio nas obdarowano, muszę przyznać z ręką na sercu, że niestety już mi się przejadło. Coraz częściej do horrorów verite wdziera się sztuczność, monotonność, nuda i schematyczność, a tego zwyczajnie nie da się przełknąć. Świetność tego typu kina gdzieś nagle zamarła i nie ma się co oszukiwać- coraz rzadziej robi jakiekolwiek wrażenie na przyzwoitym poziomie. Czy V/H/S też zalicza się do ligi mniej udanych pozycji reprezentujących ten rozchwytywany ostatnio gatunek?

Fabułę, dość zawiłą trzeba przyznać, można streścić następująco: grupka złodziejaszków zostaje wynajęta do przeszukania domu, w celu wykradnięcia tajemniczych kaset VHS. Mężczyźni zabierają ze sobą kamery i wyruszają na łowy. Jako spece od brudnej roboty, zadanie to wydaje im się dziecinnie proste. Nocą włamują się do posiadłości i przeszukują teren. Docierają do pokoju, w którym znajdują siedzącego w fotelu, martwego mężczyznę, przed którym znajduje się sterta porozwalanych po pokoju kaset VHS. Z pozoru łatwe zadanie przemienia się w twardy orzech do zgryzienia, kiedy złodzieje w poszukiwaniu właściwej kasety, zaczną po kolei odtwarzać znalezione nagrania.
Na całość filmu składa się pięć (a licząc historię złodziei-sześć) niedługich nagrań amatorskich. Każde z nich reprezentuje zupełnie inne wydarzenia, a jedyne co je łączy, to mniej lub bardziej tajemnicze i dziwne morderstwa. To coś w rodzaju antologii, zaprezentowanej w jednym, prawie dwugodzinnym filmie, będącym zlepkiem wszystkich obejrzanych przez złodziejów nagrań. Każda historia kipi realizmem, którego brak w wielu współczesnych produkcjach tego typu. Mamy więc już jeden plusik na korzyść filmu. Wszystkie wydarzenia są przedstawione w sposób niebywale przekonujący, zachowują główną ideę jaka przyświeca horrorom verite- przekonać widza, że to co ogląda, jest autentyczne, prawdziwe i w żaden sposób nie przekombinowane na potrzeby filmu, nawet jeśli historie wydają nam się całkowicie nieprawdopodobne.
Z całą pewnością realność obrazu spotęgowały naturalne zachowania aktorów przed kamerą, czego również brakuje niektórym found footage. Czyli mamy drugi plusik. Na całe szczęście aktorstwo utrzymuje się na wysokim szczeblu, nie ma tu sztywnych jak kołek postaci, które reprezentują poziom równy wstydliwym przedszkolakom w trakcie ich pierwszego wystąpienia przed szerszą publicznością. Niewymuszone zachowanie aktorów to wręcz podstawa do sukcesu każdego horroru dokumentalizowanego. Bo jeśli aktorstwo gra w przekonujący sposób, to widz jest w stanie uwierzyć we wszystko, co zobaczy na ekranie. Ważne są emocje, mimika twarzy rysująca realne przerażenie, naturalne dialogi- to przepis na zachowanie prawidłowej konwencji verite, który trudno zrealizować jako że obraz ma być aranżowany na amatorski przy jednoczesnym utrzymaniu elastycznego zachowania się aktorów. W V/H/S przepis ten potrafiono wykorzystać, ja bynajmniej nie zarejestrowałem jakichś odchyleń od normy :-)
No i strach, stopniowanie napięcia, dławiące przerażenie- tak, w końcu to ma być horror, a nie przyrodniczy film dokumentalny. Tutaj już bywa różnie i w zależności od historii, raz jest bardzo dobrze, a raz średnio, ale ważne, że nie najgorzej. Jak budowane jest napięcie w found footage? Głównie wszystko opiera się na tym, pod jakim kątem kamery ukazywane są wydarzenia, a wiemy, że pole widzenia w horrorach verite jest bardzo ograniczone, często obraz zanika, jest niewyraźny, oświetlenie jest marne, wszak wynika to ze specyfiki podgatunku- ma być przecież amatorsko. I tak jest w V/H/S. Obraz momentami trzęsie się niesamowicie, zanika, słychać szumy spowodowane zakłóceniami, ale to co najważniejsze, nie umknie uwadze widza- no i tym sposobem mamy trzeci plusik. Jeśli wydaje Wam się, że w najlepszych momentach posiadacz kamery zechce akurat nakręcić swoje buty lub cokolwiek innego, byleby nie pokazać najistotniejszych elementów filmu, to możecie być spokojni- tutaj dane Wam będzie zobaczyć tajemniczą postać-ducha zarzynającą wczasowiczów, poderżnięcie gardła przez podejrzanego typka uwieczniającego wszystko na kamerze, walkę rozpalonych facetów z głodną krwi, piękną i na swój sposób przerażającą kobietą, historię dziewczyny, która padła ofiarą dziwnych eksperymentów, czy opowieść o grupce kolegów, którzy wybierają się na imprezkę halloweenową myśląc, że będą bawić się z przebranymi za duchy panienkami.
Czwarty plusik to przekonujące efekty specjalne. Wszystko ukazano z umiarem i rozsądkiem, bez przesady, mając na względzie przekonanie widza realnością obrazu, a nie popisowymi scenami, gdzie  krew i flaki bez sensu lewitują po ekranie. Ale to wcale nie oznacza, że nie ma posoki krwi; oczywiście jest, ale w odpowiedniej proporcji. Niektóre sceny, zwłaszcza morderstw, przyspieszają puls, momentami obrzydzają i wyglądają realnie. Tak samo sprawy mają się w przypadku historii trącających fabularnie o zjawiska nadprzyrodzone, te też ukazano na tyle realnie, by po seansie nie skwitować filmu stwierdzeniem: kolejny gniot naszpikowany efektami komputerowymi.
Film ma oczywiście swoje wady. Momentami fabuła wydaje się totalnie zagmatwana i łatwo można się zdezorientować, więc radzę, by podczas seansu nie głowić się, czy wszystkie przedstawione historie mają ze sobą jakiś wspólny wątek, po co to i dlaczego- to nie ma sensu. Lepiej skupić się na każdej historii oddzielnie, a później, po seansie ewentualnie rozkminiać fabułę i rozkładać ją na części pierwsze. Pamiętajmy, że główną konwencją horrorów verite jest przedstawienie filmu w postaci amatorskich nagrań wolnych od dopiętych na ostatni guzik scenariuszy. Nie wszystko więc będzie ładnie dopieszczone i uporządkowane. V/H/S pozostawia wiele pytań na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi, kto więc stroni od luźnej interpretacji filmu, na pewno nie zadowoli się seansem. Po drugie- jak już zaznaczyłem- nie wszystkie historie trzymają taki sam poziom: jedne są lepsze, bardziej odkrywcze, inne znów powielają schematy, a nawet kopiują pewne rozwiązania z filmów, które pojawiły się dość niedawno (choćby łapy wyłażące ze ścian nawiedzonego domu, które widzieliśmy już wcześniej w dobrze przyjętym Grave Encounters).
Podsumowując: film może i głowy nie urywa, ale biorąc pod uwagę wysyp mniej udanych pozycji tego typu, plasuje się na całkiem dobrym poziomie. W czasie seansu nie ma mowy na nudę, co chwila rozkręca się jakaś akcja, każda historia, choć poziomem nierówna, potrafi jednak wciągnąć i zainteresować. Trzeba jednak zaznaczyć, że takie kino grozy po prostu trzeba lubić, w innym przypadku omawiany tutaj film okaże się totalnym, zupełnie niezrozumiałym gniotem, który w ogóle nie powinien był powstać. V/H/S trzeba obejrzeć w odpowiednich warunkach, przy odpowiednim nagłośnieniu, nocą, najlepiej będąc samemu w domu. To jeden z ciekawszych, godnych uwagi pozycji reprezentujących horror verite.
Tytuł oryginalny: V/H/S
Tytuł polski: V/H/S
Rok produkcji: 2012
Gatunek: Horror dokumentalizowany
Czas trwania: 1 godz. 56 min.
Reżyseria: David Bruckner, Glenn McQuaid, Radio Silence, Joe Swanberg, Ti West, Adam Wingard
Autor: Konrad

5 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Tobą całkowicie, że tego typu kino grozy po prostu trzeba lubić. Bo jeśli ktoś za verite w ogóle nie przepada, to żaden found footage na nim większego wrażenia nie zrobi. Ja akurat bardzo lubię ten podgatunek, co prawda rzeczywiście ostatnio mocno ciągną go w dół n-te części "PA", "RECa" i nieudane próby skopiowania tychże, ale cóż - przyznaję - mam słabość do paradokumentów i jeśli się takowy pojawia, to bardzo chętnie i z wielkimi nadziejami oglądam. "V/H/S" oglądałam bez żadnych specjalnych oczekiwań, nie wiedząc nawet, o czym film opowiada i naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Tak jak napisałeś - aktorstwo najgorsze nie jest, historie przedstawione zostały w miarę wiarygodnie, a i niejednokrotnie można na fotelu podczas seansu podskoczyć ;-) Tak więc w ogólnym rozrachunku i biorąc pod uwagę niewypały roku 2012 "V/H/S" jak dla mnie jest najlepszą (po "Sinister") produkcją roku. Dziękuję za rzeczową i bardzo ciekawą recenzję i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra, ja akurat nie do recenzji, tylko do zapowiedzi :) Oooo stary pisz szybko tę recenzję "Świątyni" bo nie mogę się doczekać Twoich spostrzeżeń na temat tego wiekopomnego dzieła, tejże niemal epopei narodowo-patriotycznej. Normalnie jak to oglądaliśmy z Księciem Ciemności to o mało nie padliśmy! Normalnie jestem tak z tego dumna, ze od razu zaznaczam, że to cudo, które w najbliższym czasie Konrad zrecenzuje to ja mu poleciłam!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. CAT: Podobnie jak Ty, ja również uwielbiam tego typu horrory, ale ostatnimi czasy jakoś mieliśmy do czynienia raczej ze średniakami, tak więc V/H/S miło zaskakuje. Ciekawe jak będzie z drugą częścią...
    REGINA: Kilka razy miałem okazję to obejrzeć, ale za każdym razem odkładałem na potem, ale Regino, zaintrygowałaś mnie swoją opinią na temat tego filmu, więc wreszcie nadeszła wiekopomna chwila i nadrobiłem straty :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tego typu filmy uwielbiam, nie tylko VHS, ale tez Blair , oraz Dinosaur Project, albo Projekt Cloverfield, i wiele innych, ostatnio nawet widzialem Witajcie w Dzungli i tez milo bylem zaskoczony, ktos kto twierdzi ze tego typu horrory nie sa dobre jest po prostu dziwny i przygotowany na mase efektow komputerowych , litry krwi itp itd. Takie filmy sa rzadkoscia bo wiecej ludzi wlasnie woli durne efekty.... No ale zobaczymy, VHS swietny, bardzi mi sie podobal :)

    OdpowiedzUsuń
  5. powiem tak że najlepszym paradokumentalnym horrorem jest Grave Encounters, i nie zgadzam się z powyższymi wypowiedziami..

    OdpowiedzUsuń