poniedziałek, 11 lutego 2013

Recenzja: Carrie (1976)

Trzeba przyznać, że Stephen King ma wyjątkowego farta do przenoszenia swoich dzieł na ekrany kin. Nie ma w tym nic szczególnie dziwnego- powieści Mistrza grozy wciągają jak mało co, dostarczają odpowiedniej dawki wrażeń i emocji oraz co najważniejsze- niezwykle poruszają i zostają z nami na długo. I nie ma się co oszukiwać- taki materiał na film to dziś po prostu żyła złota dla kinematografii. Do udanych ekranizacji powieści Kinga, obok Lśnienia i paru jeszcze innych dzieł, zaliczyłbym oczywiście pierwszą adaptację powieści pisarza, czyli Carrie, wyreżyserowaną przez Briana De Palmę w 1976 r. Jako że uwielbiam "stare kino grozy", postanowiłem odświeżyć i przypomnieć ten wyjątkowy film, tym bardziej, że wiele współczesnych horrorów naszpikowanych komputerowymi efektami nie jest w stanie przebić napięcia, jakie serwuje nam "De Palmowska" Carrie...

Carrie (Sissy Spacek) to skłócona z życiem nastolatka, nękana przez swoich szkolnych kolegów i fanatycznie religijną matkę (Piper Laurie). Na domiar złego posiada niesamowitą telekinetyczną moc, której zupełnie nie rozumie. Lecz gdy na balu maturalnym staje się ofiarą niewybrednego i złośliwego kawału swoich rówieśników, Carrie nie wytrzymuje i wyładowuje wreszcie skrywaną przez lata wściekłość. Za sprawą swej niezwykłej mocy rozpętuje prawdziwe piekło na ziemi.*

Carrie to film, który zachwyca swą prostotą i nietuzinkowością, a fabuła, choć nieco przekombinowana na potrzeby filmu, niezwykle wciąga i angażuje pod każdym możliwym względem mimo upływu lat. Co takiego nadzwyczajnego ma w sobie ten film, że aż tak go chwalę? Ano właśnie to, czego brakuje mi dziś w przypadku wielu współczesnych produkcji spod znaku grozy. Po pierwsze, w prostej jak drut historii De Palma potrafi zawładnąć emocjami widza w sposób niezwykle dobitny, umiejętnie tworząc swoistą pępowinę pomiędzy obrazem, a jego odbiorcą już od pierwszych minut filmu- widok poniżanej przez swoje koleżanki, wystraszonej Carrie od razu wywołuje lawiny współczucia i sprawia, że przez kolejne minuty będziemy ze skupieniem i rozwagą przyglądać się dalszemu rozwojowi akcji, trzymając kciuki za naszą główną bohaterkę. Film mocno wpływa na widza, ponieważ ukazuje w dosyć nietypowy sposób psychikę dręczonej i nieakceptowanej nastolatki, jak również zachowania ortodoksyjnej matki, momentami trącające o obłąkańczą pogoń za życiem w czystości i zgodzie z religijnymi przesłankami.  Przepaść jaka dzieli matkę od córki jest w filmie ukazana w paraliżujący sposób: Carrie jest dla Margaret owocem grzechu, obiektem wręcz niepożądanym, który trzeba koniecznie sprowadzić na "właściwą" drogę, by nie zawładnął nią grzech i potępienie. Zamiast więc okazać wsparcie córce w krytycznych momentach okresu dojrzałości, zamyka ją w ciemnym pomieszczeniu i każe zawzięcie modlić się o zachowanie czystości i ochronę przed siłami nieczystymi. Brian De Palma uwypukla w filmie nie tylko problem braku akceptacji Carrie wśród rówieśników i skutki takiego zachowania, lecz w precyzyjny sposób ukazuje także zrysowaną psychikę ortodoksyjnej religijnie, zakompleksionej matki, która- możemy się domyślać- również jako nastolatka nie miała łatwego życia.

Ale emocje i budowanie więzi pomiędzy widzem a postaciami filmu to nie jedyny wyznacznik jego wyjątkowości. Carrie jako horror spełnia jeszcze kilka innych ważnych atrybutów- chodzi o budowanie napięcia oraz stworzenie odpowiedniej atmosfery. Niezapomniane są sceny przygotowywania się dręczycieli do upokorzenia Carrie przed publicznością, czy odwet zemsty zrozpaczonej nastolatki. Reżyser w perfidny i okrutny sposób bawi się widzem i celowo zwalnia tempo akcji, bezwzględnie przedłużając nasze przerażenie w oczekiwaniu na nadchodzącą tragedię. Kulminacyjnym punktem filmu jest także idealnie dopracowana praca kamer, stanowiąca kwintesencję grozy i suspensu: zabawa kolorystyką, w której dominuje czerwień, podzielenie obrazu na dwie części, gdzie po jednej stronie widać upokorzoną przed całą szkołą Carrie, z drugiej zaś rozbawioną, a później zdezorientowaną publiczność- elementy te na stałe wpisały się w kanon najbardziej ujmujących, pełnych napięcia scen, których po prostu nie da się zapomnieć. Dodatkowym atutem przemawiającym na plus dla filmu jest odpowiednio dobrana ścieżka dźwiękowa, której niejednokrotnie podyktowane są najbardziej przerażające i przytłaczające momenty filmu. Posępna, smutna melodia w jednym momencie podkreśla dramatyczny wątek obrazu, w drugim jednak, złowieszcza i przepełniona trwogą oddaje klimat grozy scenom kluczowym dla horroru. Cały film nie emanowałby jednak blaskiem, gdyby nie bezbłędna gra aktorska. Tutaj swoje pierwsze kluczowe role odegrali tacy aktorzy jak chociażby John Travolta, ale mimo wszystko największe brawa należą się Sissy Spacek w roli Carrie, która po prostu mistrzowsko odegrała postać nieśmiałej, zagubionej dziewczyny będącej obiektem drwin ze strony całego świata, czy Piper Laurie w roli Margaret, której przebiegłe spojrzenie, awanturnicze ale jednocześnie dystyngowane ruchy i recytatorski styl wypowiedzi trafnie odzwierciedlają postać despotycznej matki o nieco schizofrenicznym zachowaniu. Nie ma co owijać w bawełnę- role te po prostu były im pisane.

Prosta, acz niezwykle ujmująca historia, w połączeniu z kunsztem reżysera, świetną grą aktorską czy zapadającą w pamięć ścieżką dźwiękową sprawiły, że adaptacja Carrie Briana De Palmy zyskała sobie ogromną rzeszę sympatyków i dziś film wkroczył do ligi horrorów kultowych. To świetne połączenie grozy i suspensu z wątkami dramatycznymi w jednym. Film na trwałe wpisał się w historię filmowej grozy jako dzieło ponadczasowe, wyjątkowe i na swój sposób oryginalne. Szkoda tylko,  że niektórzy współcześni wielbiciele horroru nie są w stanie tego docenić, co widać choćby po niektórych krytycznych opiniach, jakoby film był nudny, przewidywalny i "niekrwawy". Cóż, nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że grozę i napięcie na wysokim poziomie można zbudować odwołując się do najprostszych rozwiązań.

Tytuł oryginalny: Carrie
Tytuł polski: Carrie
Rok produkcji: 1976
Gatunek: Horror/dramat
Czas trwania: 1 godz. 38 min.
Reżyseria: Brian De Palma
*opis dystrybutora
Autor: Konrad

3 komentarze:

  1. Film kultowy bez dwóch zdań, dlatego tym bardziej boję się remaku ;-) A jeśli chodzi o zapowiedź to czekam z niecierpliwością, ponieważ mi bardzo się podobał i jestem ciekawa, co Ty o nim sądzisz. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę przyznać, że również mam małe obawy o remake. Osobiście uważam, że nikt nie jest w stanie przebić Sissy Spacek czy Piper Laurie- te aktorki po prostu świetnie pasowały do swoich ról i perfekcyjnie odgrywały emocje, zachowania itd. Ale cóż, nie oceniam, póki nie obejrzę, ale nie liczę też na nic nadzwyczajnego. A recka V/H/S powinna ukazać się jutro, więc zapraszam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czemu wszyscy mówią o zbliżającej się "Carrie" remake? Przecież to jest re readaptacja (już trzecia, a nie druga) :)
    Co do filmu to zgadzam się z recką. De Palma wprowadził wiele ciekawych zmian do pierwowzoru Kinga i w przeciwieństwie do Kubricka i jego "Lśnienia" zachował główne myśli autora, na czym szczególnie mi zależy przy obcowaniu z ekranizacjami/adaptacjami. Kingowi bardziej podoba się wersja De Palmy od jego własnej, ja wolę jednak ksiażkę, aczkolwiek film też jest niczego sobie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń