sobota, 3 listopada 2012

Recenzja: Dom w głębi lasu (2011)

Niektóre filmowe horrory i ich promocję w mediach można porównać do reklamy dania w restauracji. W przypadku reklamy jednego i drugiego produkt wygląda zachęcająco i pociągająco. A w praktyce bywa różnie. Smakowicie wyglądająca kanapka na obrazku, w rzeczywistości jest nieświeża, a ciekawie zapowiadający się horror okazuje się dnem pokrytym potężną warstwą mułu. Bannery reklamujące Dom w głębi lasu obwieszczały, że Piła w porównaniu do tego filmu była jedynie niewinną zabawą. Zapowiadała się więc szokująca rzeź. Inne reklamowe hasło skierowane do wyjadacza horroru brzmiało: "Myślisz, że wiesz czym jest horror? Zrozumiesz, że nie wiesz nic". Hmm... zapowiedź czegoś przełomowego w kinie grozy? Czegoś, czego jeszcze nie było? Postery naszpikowane cytatami z recenzji zawierających "ochy" i "achy". No i jak przejść obojętnie obok tak znakomicie przyozdobionego dania? Ciekawy, czy owe danie równie dobrze smakuje, jak wygląda, postanowiłem więc to sprawdzić. Sięgnąłem po płytkę i odpaliłem. No i jak myślicie? Były niestrawności, czy nie?

Grupa studentów wybiera się na weekend do domku w lesie, gdzie z dala od cywilizacji mogą robić wszystko, na co przyjdzie im ochota. W miejscu, do którego dotrą nie ma zasięgu komórek, a GPS nie odnajduje go na mapie. Jak mówi spotkany w pobliżu farmer "Mogę pomóc wam tam dotrzeć, ale wydostać się będziecie musieli na własną rękę". Ale czy będą w stanie? Jeśli sądzisz, że już znasz tę historię, zastanów się raz jeszcze. *


Fabularnie Dom w głębi lasu z pozoru niczym nie zaskakuje. Powyższy opis sugeruje, że będzie to kolejna opowieść o grupce imprezowiczów, których mierna błyskotliwość (a raczej jej całkowity brak) i rozum porównywany do pustej makówki, ostatecznie przyczynią się do ich zgonu. No może faktycznie horror ten traktuje o rozjazgotanej blondynce, umięśnionym pakerze, przygłupim ćpunie, mądrym i ustawionym facecie oraz cnotce niewydymce- równie mądrej, ale w tym przypadku schematyczność zmieciono pod dywan i fabułę nieco przekombinowano. Nie żeby jakoś zaraz powaliło mnie to na kolana, no ale sknerą nie będę i aż tak za bardzo ubolewać nie zamierzam. Zadaniem twórców było przede wszystkim stworzenie czegoś, co skutecznie wyśmieje kiczowatość i schematyczność współczesnego horroru nie zanudzając przy tym widza na śmierć. Fabularnie film przemeblowano więc tak, by z pozoru sztampowy horror przerobić na coś, co zaskoczy każdego fana gatunku, nawet z długim stażem.

Film producentów The Avengers i Project: Monster próbował nieco namieszać w filmowym horrorze i stawić czoła złej passie, jaka ostatnio nawiedza tenże gatunek, jak również tchnąć nieco świeżości w monotonne schematy dobrze znane każdemu horroromaniakowi. Myślę, że na tej płaszczyźnie film spisał się na medal olimpijski. Producenci żonglują szablonowymi scenami niczym wyćwiczone, cyrkowe klauny, jednocześnie nie dając widzowi zasnąć przed telewizorem, a to dzięki specjalnym "akrobacjom", które mają widza zaskoczyć i wprawić w zachwyt. Te akrobacyjne chwyty nie dają za bardzo wpisać Dom w głębi lasu w miano schematycznych slasherów, chociaż zabawy szablonowością i kiczowatością niektórych horrorów znamy choćby z popularnej serii Krzyk. Tak więc nie powiedziałbym, że Dom... skrywa w sobie jakąś innowację, która pchnie gatunek o krok wyżej. Idąc w ślady wspomnianego kultowego horroru lat 90., tu również uraczono nas sporą dawką śmiechu i nielogicznych zachowań nieco przygłupich, ale dających się lubić bohaterów, jest też odpowiednia dawka makabry. Jedyne, co przeszkadza w tym filmie to sztuczne, komputerowe efekty specjalne, które masowo pokazywane są zwłaszcza w ostatnich kilkunastu minutach filmu. Niestety nie wygląda to za ciekawie i zbyt przekonująco, a co najgorsze- psuje klimat. Jeśli natomiast przymkniemy oko na niektóre niedociągnięcia może się okazać, że film Goddrad'a to całkiem przyzwoity, momentami zaskakujący horror. Z jedną zasadą, której niestety nie każdy widz się trzyma...

Do Domu w głębi lasu nie należy podchodzić całkiem na poważnie. Bo cały potencjał w tym filmie tkwi właśnie w luźnej, komediowej interpretacji typowych slasherów o "nastolatkach, którzy wybierają się kamperem do lasu...". I to właśnie dlatego horrory tego typu mają swoich zaciętych przeciwników i zwolenników. Jeśli komuś podoba się seria Krzyk lub miłuje ponad wszystko dzieło Raimiego, czyli Martwe Zło, ten zapewne powinien dobrze bawić się podczas seansu omawianego tutaj filmu. Ja bawiłem się nieźle, chociaż żywię nadzieję, że film ten nie rozpocznie jakiejś masówki na skalę światową i nie będziemy raczeni aż tak często tego typu produkcjami. Raz na jakiś czas to nawet wskazane, ale co za dużo to już niezdrowo. W każdym razie film jest dobry, nawet nieco więcej niż dobry, ale czy nazwanie go arcydziełem nie jest z lekka przegięciem? Dla mnie to przyzwoity horror, który umiejętnie bawi się szablonem i serwuje niezłą zabawę podczas seansu. Nic więcej.

Tytuł oryginalny: Cabin In The Woods
Tytuł polski: Dom w głębi lasu
Rok produkcji: 2011
Gatunek: Horror/slasher
Czas trwania: 1 godz. 35 min.
Reżyseria: Drew Goddrad
* Opis dystrybutora.
Autor: Konrad

2 komentarze:

  1. Trochę się zgadzam, trochę nie. Owszem, zapewnia nieco rozrywki czyli główne zadanie spełnia. Ale czy bawi się schematami, nie jestem taka pewna. Usiłuje się bawić, ale jakoś brakło w tym wszystkim finezji i IMO zamiast udanej gry z widzem wychodzi kolejny marny, wtórny film udający coś czym w rzeczywistości nie jest. I, w moim odczuciu, zamiast schematyczne horrorki wyśmiewać, sam się w tę kategorię wpisuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście kiedy obejrzałam pierwsze dwadzieścia minut, pomyślałam "Kurde, znowu to samo", ale... ten film nie dość że należy obejrzeć do końca, to również potraktować go nieco z przymrużeniem oka - tak jak napisałeś.

    OdpowiedzUsuń