niedziela, 2 grudnia 2012

Recenzja: Pogrzebana żywcem (2007)

Na "Pogrzebaną żywcem" Roberta Krutzmana, znanego choćby z "Władcy życzeń" (1997) natknąłem się przez przypadek przechodząc obok półek w supermarkecie oznaczonych jakże cieszącym oko napisem "Promocja!". Przewertowałem więc półki w nadziei, że znajdę jakiś ciekawy horror, co więcej- którego jeszcze w ogóle nie widziałem i nie posiadam we własnej kolekcji. Przez moje ręce przewinęło się kilka zaklejonych folią pudełek z tytułami filmów, które już znam. Kiedy miałem więc odchodzić od stoiska, kątem oka dostrzegłem opakowanie z tytułem: "Pogrzebana żywcem". Niska cena oraz napisy na pudełku obwieszczające, że to film zaskakujący i piekielnie straszny tylko zachęciły mnie do zakupu. Kiedy jednak odpaliłem film na dvd okazało się, że otrzymałem przysłowiowego "kota w worku".

Grupa studentów wybiera się na weekend na rodzinną farmę w samym sercu pustyni. Ten sielankowy wypad dość szybko zmienia się w piekło, gdy Lester (Tobin Bell) odkrywa na terenie posiadłości stary grób. Okazuje się, że została w nim pochowana żona byłego właściciela farmy. 

Zwykle na filmy, które zaczynają się od słów "grupa studentów wybiera się na weekend na rodzinną farmę..." reaguję jak alergik na pyłki kwiatowe i widząc napis powinienem był odłożyć film z powrotem na półkę sklepową, ale, nie wiedząc czemu... i tak po niego sięgnąłem. Nie wiem, być może miałem wówczas ogromnego kaca, albo za bardzo bolała mnie wtedy głowa i nie myślałem racjonalnie, albo... najzwyczajniej w świecie zakup tego filmu okazał się doskonałym przykładem na to, jak hasła reklamowe mogą zadziałać na ludzką wyobraźnię. Bo te w przypadku tej produkcji, zapowiadały całkiem porządną, krwawą jatkę: "krwawy, zaskakujący i piekielnie straszny"- takie coś można przeczytać na opakowaniu, które swoją drogą również zachęciło mnie do tego, by to, że się tak wyrażę, marniutkie kino grozy kupić. Tak tak, bo najzwyczajniej w świecie Pogrzebana żywcem nie reprezentuje niczego konkretnego, no może poza ładnymi panienkami z dużym biustem. Ale czy to akurat powinno być głównym wyznacznikiem filmu grozy? Niestety nie.

Fabuła filmu przypomina spalonego odgrzewanego kotleta, który ładnie udekorowano, choć tak naprawdę wygląd nijak ma się do jego smaku. Do slasherów nie mam oczywiście nic, przyznam nawet, że od czasu do czasu takie lekkie, nie wytężające rozumu horrory lubię sobie obejrzeć, dopóki jest napięcie, są emocje, jest krwawo i ma się do czynienia z w miarę mądrymi bohaterami, którzy będą chociaż próbowali przeżyć. No, w przypadku tego filmu bywa różnie, ale jednego jestem pewien- co poniektórym bohaterom zdecydowanie brakuje trzeźwego rozumu. Ja wiem, że w niektórych horrorach celowo kreuje się puste postacie, by było śmiesznie, czy jak by to powiedziało młode pokolenie wychowane na Piłach, Hostelach, Piraniach 3D itd.- "słiśtaśnie". Tyle że w tym filmie "słiśtaśnie" niestety nie jest. W Pogrzebanej żywcem protagoniści w ogóle mnie nie rozbawili, ani nawet nie byli w stanie wywołać współczucia, chociaż możliwe, że to z moim poziomem empatii jest coś nie halo. W każdym razie gra aktorska wywołała we mnie złość, poirytowanie oraz inne tego typu negatywne mieszanki wybuchowe do tego stopnia, że po kilkunastu minutach obcowania z tym filmem miałem chęć go wyłączyć.

Jeśli są protagoniści, to jest i coś, co musi ich wszystkich powyrzynać. Tutaj mamy do czynienia z krwawą babusią, której wygląd ani nie obrzydzi, ani nie spowoduje, że na jej widok w klatce piersiowej poczujemy nieprzyjemny ucisk i szybsze bicie serca. Otrzymamy za to takie gumowate "coś", co z siekierą w ręku będzie latało i wybijało naszych "przesympatycznych" wczasowiczów. Czyli ujmując to inaczej- cudów nie ma. Jest w filmie parę nawet wartych uwagi scen, zwłaszcza tych krwawych, ale to akurat marne pocieszenie w obliczu tylu podchnięć. Oglądając film w ogóle nie czułem napięcia i grozy, która w horrorze powinna być akurat na pierwszym miejscu. O strachu nawet nie wspomnę. Jeśli mam być szczery, to nawet nasza gwiazdka popularnej serii Piły (Tobin Bell) nie była w stanie przekonać mnie do tego filmu, chociaż akurat do jego roli w filmie przyczepić się nie mogę.

Komu więc poleciłbym Pogrzebaną żywcem? Z całą pewnością tym osobom, którym nie przeszkadza w ogóle wolne tempo akcji, mierna gra aktorska czy śladowe ilości (a raczej brak) elementów grozy (chodzi o klimat, element zaskoczenia, strach itp.). Jeśli ktoś nie ma zbyt wygórowanych wymagań lub lubi filmy oparte tylko i wyłącznie na krwawej jatce, może zaryzykować- ja tam z miłą chęcią film pogrzebałbym w ziemi. Najlepiej żywcem, jakby się dało ;-). Jak dla mnie słabiutko, ale daję plusik za roznegliżowane panienki.

Tytuł oryginalny: Buried Alive
Tytuł polski: Pogrzebana żywcem
Rok produkcji: 2007
Gatunek: Horror/slasher
Czas trwania: 1 godz. 34 min.
Reżyseria: Robert Kurtzman

* Opis dystrybutora.

Autor: Konrad

4 komentarze:

  1. Ech... a tytuł mi się spodobał, szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz...są gusta i guściki- a nóż, może akurat Tobie by się spodobał :-D Dla mnie to strata czasu. Reklamy zamieszczone na opakowaniu nijak mają się do zawartości ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, ziom, chyba na jakiś czas muszę sobie odpuścić. Wyjaśnię Ci jak przeczytam Sukuba do końca.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedyne, co pamiętam z tego filmu to to, że strasznie mnie wynudził:/

    OdpowiedzUsuń