środa, 8 lutego 2012

Recenzja: The Last House On The Left (Ostatni dom po lewej) (1972)

Wes Craven to niezaprzeczalnie jeden z najbardziej znanych i rozpoznawanych twórców horrorów lat 80. I chociaż osobliwość ta kojarzy nam się najbardziej z wyreżyserowanym w 1984 roku "Koszmarem z ulicy wiązów" w którym głównym bohaterem spod czarnej gwiazdy jest Freddy Krueger- dziś ikona horroru, czy z "Krzykiem" na czele z mordercą ukrywającym swą twarz pod maską upiornego ducha, to niewątpliwie na scenie filmowej grozy Craven zabłysnął po wyreżyserowaniu surowego obrazu w "Ostatnim domu po lewej" z 1972 roku. Przy realizacji tego debiutanckiego horroru reżyser współpracował z producentem Seanem Cunninghamem. Twórcy od samego początku zakładali ukazanie scen przemocy i uśmiercania bohaterów w sposób realistyczny, niezwykle brutalny i...powolny, bowiem w przekonaniu reżysera śmierć ukazana w filmach nie przychodzi wcale tak łatwo i szybko- wręcz przeciwnie- wiąże się z niezwykłym cierpieniem, męką i upokorzeniem ofiary.

W rezultacie obraz, jaki zaserwowali nam twórcy, w tamtych czasach wywołał wielkie oburzenie i spore zamieszanie wśród widzów- Cravenowi zaczęto zarzucać, że w filmie aż nadto uwypuklił brutalność i przemoc, że sceny z mordami w roli głównej miały negatywnie wpływać na odbiorców, a nawet- zachęcać do gwałtów.  Ostatecznie film zakazano w wielu krajach. Dziś, w dobie takich filmów, jak popularna seria "Piły", czy "Hostel" wiadomość ta wywołuje uśmiech na twarzy, jednakże trudno nie zgodzić się z opinią, że film nawet po 40 latach nadal wywołuje w widzu skrajne emocje i wciąż przeraża.

"Lata 70. Dwie nastolatki, Mari i Phyllis wybierają się na koncert rockowy, mimo sprzeciwu  rodziców. Jednak dziewczyny nie docierają na zabawę. Próbując kupić marihuanę w podejrzanej dzielnicy zostają porwane przez poszukiwaną przez policję grupę morderców. Ofiary są gwałcone i torturowane, aż w końcu w brutalny sposób zamordowane. Przestępcy nieświadomie postanawiają przenocować u rodziców jednej z ofiar. Nie wiedzą jaki los zgotują im gospodarze domu, gdy dowiedzą się, co zrobili..." *

Ogólnie mówi się, że to, co najbardziej przyczynia się, iż "The last house..." faktycznie potrafi widza przerazić i wywołać skrajne emocje to...prostota fabuły. I muszę się z tym zdecydowanie zgodzić. "Ostatni dom..." nie opowiada zawiłej historii, w której bohaterowie zmagają się z nadprzyrodzonymi zjawiskami typu nawiedzone domy, nie mamy tu również do czynienia z oślizgłymi i paskudnymi potworami, wyjętymi rodem z jakiegoś opowiadania fantasy czy odrealnionego horroru. Historia przedstawiona w filmie jest prosta i najzwyklejsza-  może przydarzyć się praktycznie każdemu i w każdej chwili. Oto dwie śliczne nastolatki- Mari i Phyllis chcąc wyrwać się spod skrzydeł nadopiekuńczych rodziców i zaznać smaczku wolności, postanawiają udać się na koncert rockowej kapeli. Rodzice mimo początkowego oporu, ostatecznie zgadzają się. Dziewczęta chcąc zaszaleć i poczuć się jeszcze lepiej, próbują zorganizować sobie zapas marihuany i pomimo, że jadąc samochodem słyszą radiowy komunikat o pościgu za niebezpieczną grupą morderców- uderzają za towarem w najbardziej niebezpieczne miejsce w dzielnicy. Niestety tej nocy dziewczynom szczęście nie dopisuje i przypadkowo trafiają do grupy ściganych psychopatów, którzy początkowo żartują sobie z dziewcząt, by po chwili rozpocząć z nimi grę o śmierć i życie. Już w mieszkaniu psychopatów rozpoczyna się piekło- jedna z dziewcząt zostaje pobita i zgwałcona na oczach reszty. Następnego dnia ofiary zostają zapakowane w bagażnik samochodu, który w drodze odmawia posłuszeństwa i staje na środku drogi obrośniętej dookoła gęstym lasem. Bandyci próbują naprawić pojazd i w międzyczasie "zabawić" się schwytanymi ofiarami, nie szczędząc przy tym pomysłów na tortury serwowane schwytanym dziewczętom: upokarzają ofiary stosując przemoc psychiczną (jednej z nich każą się zsikać w spodnie a jeśli tego nie zrobi jej koleżanka zostanie zraniona nożem, namawiają do wzajemnych stosunków, obnażają). Gdy jednej z ofiar- Phyllis, udaje się uciec, rozpoczyna się prawdziwy koszmar. Widz ma nadzieję na to, że zbiegłej uda się zwołać pomoc, w końcu cała tragedia odgrywa się w okolicy tytułowego "ostatniego domu po lewej", czyli posiadłości Mari, jednakże ostatecznie dziewczyna zostaje schwytana i w okrutny sposób zamordowana. Podobnie dzieje się też  z Mari, która zostaje najpierw brutalnie zraniona nożem a następnie zgwałcona i zastrzelona pistoletem. Walka ofiar z nieuchronną śmiercią ukazana jest tu w sposób powolny i niezwykle dosłowny- widać to chociażby w scenie, kiedy zranionej nożem Phyllis psychopaci dają możliwość ucieczki, choć wiedzą, że nie ma ona na tyle siły, by zbiec. Dziewczyna sama zdaje sobie z tego sprawę, jest w pełni świadoma, że przyszło jej umierać w sposób niezwykle brutalny i okrutny. Niejednego z nas zdziwi zachowanie policjantów, którzy ze spokojem informują zaniepokojonych rodziców, że młodzieży należy dać się wyszaleć i prędzej czy później sami, bez interwencji strażników, wrócą do domu. Aż prosi się o pomstę do nieba, kiedy widzimy ich komiczne zachowanie w komisariacie - dwóch policjantów czując się bezpiecznie siedzi spokojnie na posterunku serwując sobie zabawne rozmowy, kiedy w tym samym czasie pozbawia się człowieczeństwa i morduje dwie niewinne dziewczyny.

 I tutaj  film niejednokrotnie spotkał się z falą krytyki - wielu uważało, że dzięki scenom komicznym ze strażnikami prawa w roli głównej obraz stracił na klimacie. Jednakże zabieg ten nie został wprowadzony przypadkowo-  widząc brutalne sceny przeplatane  komicznym zachowaniem policjantów zaczynamy sobie uprzytamniać, że śmierć jest tak naprawdę wszechobecna, nawet jeśli  my czujemy się bezpiecznie, być może gdzieś właśnie ginie człowiek. Mamy tu więc podział świata na ten dobry- stabilny, spokojny, piękny i zarazem  sielankowy oraz na ten przepełniony złem- okrutny, pełen niebezpieczeństw i zagrożeń. Wyraźny podział możemy również dostrzec wśród bohaterów-mamy tu dwie niewinne młode dziewczyny oraz zdesperowanych rodziców, którzy, jak się okazuje- są w stanie zrobić wszystko, by odpłacić się za zło wyrządzone ich jedynemu dziecku. Mamy tu również zwyrodniałych morderców, którzy swym bezwzględnym zachowaniem są w stanie zrealizować każde swe psychopatyczne urojenia i wymysły. Na udanego czepiać się można muzyki, która na pierwszy rzut oka zdecydowanie rujnuje klimat napięcia i wszechobecnego zagrożenia. Oglądając niektóre sceny okraszone zabawną nutą sprawią, że możemy odczuć pewien dyskomfort i jakby oderwanie uwagi od tego, co dzieje się po drugiej stronie ekranu. Jednakże inaczej spojrzymy na soundtrack, jeśli mamy świadomość, że utwory towarzyszące mordom wykonywane są przez... samego Davida Hessa odgrywającego postać Kruga- szefa psychopatycznej bandy.

Reżyser niewątpliwie chciał stworzyć obraz niezwykle surowy, przepełniony dosłownością i realizmem. Z całą pewnością muszę przyznać, że udało mu się. Stworzył horror, który nie tylko umiejętnie bawi się emocjami widza, lecz również zawiera w sobie pewne przesłanie.  Na każdym kroku mamy tu okazję śledzić wiele różnych sprzeczności wzajemnie się przeplatających- z jednej strony mamy do czynienia z obrazem sielankowym, przepełnionym miłością i ciepłem rodzinnego ogniska, z drugiej zaś poznajemy drugą, ciemniejszą stronę życia, która rządzi się własnymi, zwyrodniałymi prawami okrucieństwa i bestialstwa. I właśnie przed tą drugą stroną życia Craven nas przestrzega.  Choć dziś zapewne  film nie każdego wyjadacza horrorów przerazi i zszokuje, jak to miało miejsce kilkadziesiąt lat temu, to jednak niewątpliwie warto uznać go za obraz udany, gdyż wniósł do filmowej grozy kilka świeżych elementów. Dowodem na wyjątkowość filmu jest jego "odświeżenie"- w 2009 r. reżyser Dennis Iliadis podjął się wyreżyserowania remake'u słynnego debiutu Cravena.

Tytuł oryginalny: The Last House On The Left
Tytuł polski: Ostatni Dom Po Lewej
Rok produkcji: 1972
Gatunek: Horror
Czas trwania: 1 godz. 24 min.
Reżyseria: Wes Craven
* opis filmu pochodzi z opakowania.
Autor: Konrad

5 komentarzy:

  1. Zgadzam się.To, co najbardziej tutaj przeraża, to właśnie ta prosta fabuła. Zero sztuczności i jakichkolwiek efektów specjalnych. Wszystko aż kipi od realizmu i surowości. Dodatkowo przerażenie potęguje fakt,że ludzie dla zwykłej zabawy są w stanie wyrządzić tak wiele złego drugiej osobie. Rodziców usprawiedliwiam, bo sama wyznaję zasadę ''oko za oko, ząb za ząb'', tak więc ich chęć zemsty w pełni rozumiem.
    Film bardzo dobry, szokujący, makabryczny...czego chcieć więcej...
    Świetna recka. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja raczej stronię od horrorów ociekających torturami i niefajnie się czuję oglądając niemiłosiernie wlokące się sceny gwałtów, często się wtedy zastanawiam "Po co to komu?" (jak w szokującym dramacie Gaspara Noé pt. "Nieodwracalne"). Zawsze uważałam, że świetny film obroni się sam, ale z drugiej strony czasami taki wstrząs jest dla widza potrzebny, aby zejść z chmur na Ziemię i zrozumieć, że prawdziwe życie nie skąpi nam okrucieństwa i że powinniśmy się bać właśnie ludzi - żywych istot z ich niedoskonałą, pełną obsesji naturą... Ja chyba podobnie jak Agnieszka wyznaję zasadę "oko za oko" i zero litości dla sadystów i psychopatów. Dlatego rozumiem reakcję rodziców w tym filmie. Tak samo jak rozumiem zemstę Jennifer Hills w "I Spit on Your Grave" (2010), bo tam podobnie chodziło o bestialski gwałt. Jeśli ktoś zachowuje się jak zwierzę, tak też należy go potraktować. Świetna recenzja! Czekam na kolejne :-) Pzdr

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobry film, szczególnie zachwyca jego surowy klimat. Remake może mu najwyżej stopy całować:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z Buffy, wczoraj obejrzałam remake i jeżeli tego nie widziałeś to nie oglądaj, to jakaś profanacja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałem remake już wcześniej, nawet polowałem na niego swego czasu. Ale wczoraj też seans na TVP2 sobie urządziłem. Zdecydowanie pierwowzór wymiata, swoją surowością. A remake, cóż... wszystko trochę na wyrost jak dla mnie. Ostatni dom po lewej Wesa Cravena zdecydowanie lepszy.

    OdpowiedzUsuń