wtorek, 27 marca 2012

Recenzja: Scream 4 (Krzyk 4) 2011

W 1996 roku Wes Craven wspólnie ze scenarzystą Kevinem Williamsonem powołali do życia Ghostface'a- zakapturzonego mordercę, który w masce krzyczącego ducha z nożem w ręku siał grozę i przerażenie wśród mieszkańców Woodsboro stając się jednocześnie ikoną popularnej serii "Krzyk". Dziś, po zrealizowaniu trzech części kultowego horroru, jest to postać łatwo rozpoznawalna nie tylko przez znawców i sympatyków gatunku, ale również przez laików, którzy filmową grozą parają się "jeśli przytrafi im się okazja".  Mówi się, że "Krzyk"  to dzieło powstałe w wyniku niezadowolenia twórców z pozbawionych oryginalności horrorów, których żmudne i powtarzające się do bólu schematy sprawiają, że film okazuje się nudny i przewidywalny. Nie trudno się z nimi nie zgodzić. Wystarczy tylko spojrzeć na niektóre współczesne filmy grozy. Ileż to razy mieliśmy już okazję śledzić grupkę rozwydrzonych nastolatków, którzy uciekają przed mordercą rządnym ich krwi, a oni swym idiotycznym zachowaniem sami proszą się o to, by wbić im nóż w plecy...

Przyglądając się niektórym horrorom wiemy już, w którym momencie zaatakuje morderca, ba, nawet po kilku minutach seansu możemy wytypować kto przeżyje, a kto zwycięsko wyjdzie spod rąk oprawcy bez szwanku. Wes Craven postanowił położyć temu kres i inteligentnie wprowadzał nas- widzów w mroczny i momentami zabawny klimat filmu umiejętnie bawiącego się emocjami widza i utartymi już regułami horroru. Po 11 latach przerwy Ghostface znów powrócił na ekrany kin, by przypomnieć nam, momentami zabawnie, momentami brutalnie, że ze śmiercią nie ma żartów.

"Sidney Prescott (Neve Campbell), przed laty wplątana w serię makabrycznych zabójstw, przyjeżdża do Woodsboro, gdzie miały miejsce okropne wydarzenia. Sidney spotyka w mieście szeryfa Daweya Rileya (David Arquette) oraz dziennikarkę, a dziś pisarkę Gale Weathers (Courteney Cox). Oboje również przeżyli ten krwawy koszmar, zgotowany mieszkańcom Woodsboro przez tajemniczego zabójcę. Niestety, pojawienie się Sidney sprowadza także mordercę. Nie tylko ona sama, ale jej przyjaciele oraz całe miasteczko znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie." *

Zanim jednak fabuła rozkręci się na dobre, najpierw mamy okazję prześledzić potrójne krwawe duo w wykonaniu pięknych aktorek. Bohaterki będą oczywiście rozkminiać wady i zalety współczesnego horroru, sypiąc raz za razem wyszczekane teksty, by za moment zacząć grę o śmierć i życie z tajemniczym mordercą. Ten króciutki wstępik  tylko podgrzewa atmosferę i zwiastuje mocne uderzenie Ghostface'a na bohaterów kluczowych w fabule filmu. Ofiarami jak zwykle staną się najbliżsi znajomi Sidney, która powraca na "stare śmieci", by promować tutaj swoją nową książkę. Staje się również wabikiem dla mordercy, który próbując odzwierciedlić wydarzenia z filmu powstałego w oparciu o opowiadania Sidney inspirowane makabrycznymi wydarzeniami sprzed lat, będzie zabijał na zasadzie remake'u tworząc jednocześnie swoją wizję horroru. W kolejną rocznicę makabrycznych wydarzeń legenda o zamaskowanym mordercy znów ożyje a spokojne Woodsboro kolejny raz przerodzi się w miejsce niebezpieczne i stanie się punktem zainteresowania wielu głodnych wydarzeń dziennikarzy, w tym Gale, która zwyczajnie nudzi się w pozbawionym życia miasteczku i z chęcią będzie próbowała przyłączyć się do dochodzenia u boku szeryfa Daweya, z którym wzięła ślub.

Choć niektórym wydaje się, że czwarta część "Krzyku" jest remake'm pierwszej części, to faktycznie im się tylko wydaje, bo Craven tym razem zapodał nam coś bardziej krwawego. Mimo, że schemat wciąż, i tutaj posłużę się cytatem jednej z bohaterek, jest "dojony do bólu", to jednak nie daje nam się tak szybko znudzić, jak mogłoby się zdawać na początku i przede wszystkim- nie psuje całej konwencji filmu. Na  całe szczęście reżyser doskonale zna pierwszą zasadę remake'u, która mówi, że "nie należy wpieprzać się w oryginał". Twórcy nie dają nam odpocząć podczas seansu i tym razem ponownie wodzą nas za nos, wprowadzając do filmu szereg fałszywych tropów, co sprawia, że z chęcią chcemy poznać kto zabija i z jakiego powodu, śledząc z zaciekawieniem i wypiekami na twarzy kolejne poczynania mordercy. Zapewne też niejeden z widzów będzie próbował "nie dać się zrobić w balona" reżyserowi i podobnie jak filmowe "wyszczekane nastolatki" będzie " siedział i analizował horror" na tyle szczegółowo, by nie dać się wciągnąć w fałszywe tropy. Jednakże na przeszkodzie stanie mu nieprzewidywalność akcji, która jest na tyle zwariowana w pozytywnym tego słowa znaczeniu, że prędzej czy później i tak da się wkręcić w zagadkowe triki reżysera. Podobnie jak w poprzednich częściach, także i tutaj podejrzanym może być każdy i równie dobrze każdy może zostać ofiarą. Z całą pewnością i bez żadnych wyrzutów sumienia mogę nazwać duet Cravena i  Williamsona specami od zabawy przeterminowanymi i niepowalającymi już na kolana schematami horroru. W czwartej części "Krzyku" również udowodnią nam, że najzwyklejszymi i błahymi schematami można sprawić, że widz siedzący w wygodnym fotelu nieraz podskoczy nagle ze strachu, a włos zjeży mu się na ciele. Wystarczy tylko zapodać mu to w sposób nietypowy i nieźle zakręcić w głowie. Doskonała według mnie jest scena, w której dwie dziewczyny podchodzą do drzwi i jedna z bohaterek z niepewnością je otwiera, by sprawdzić, czy nie ma tam osoby, która właśnie próbuje nastraszyć i ją i jej wystraszoną koleżankę. Otwierające się drzwi ujawniają nam powoli zarys jakiejś postaci, muzyka daje do zrozumienia, że za chwilę wyskoczy morderca z nożem, a kamera przenosi się na spanikowaną dziewczynę i znów powraca do otwartych drzwi, ujawniając ostatecznie, że na zewnątrz wcale nie czai się nic złego, a zarys osoby, którą widzieliśmy przed chwilą okazuje się być...pniem drzewa rosnącego naprzeciwko drzwi wejściowych. Takich nieprzewidywalnych i zaskakujących momentów w filmie jest o wiele więcej.

Ci, którzy są uczuleni na momenty komiczne w horrorze z całą pewnością stwierdzą, że "Krzyk" to bzdurna i beznadziejna historyjka całkowicie nie mająca nic wspólnego z horrorem i bliżej mu do komedii, parodii najpopularniejszych horrorów tudzież autoparodii, bowiem kolejne części wraz z czwartą odsłoną bawią się również schematami dobrze znanymi nam z wcześniejszych ekranizacji "Krzyku". Wydaje mi się jednak, że kojarzenie tego filmu z komedią jest nie na miejscu i przyczepianie mu etykietki z napisem "komedia", "durny i głupawy horror" jest tylko i wyłącznie dowodem na to, że niewielu ludzi potrafi zrozumieć, co tak naprawdę twórcy chcieli nam pokazać tworząc coś takiego. To prawda, że wyśmiewają oni gatunkowe wtopy i niewypały, ale warto zaznaczyć, że śmieją się również i z własnych błędów. Wystarczy tylko spojrzeć na niektóre zachowania bohaterów- oni sami wcale nie zachowują się mądrze, wręcz przeciwnie, czasami sami pchają się w ręce oprawcy. Co prawda jest to pokazane całkiem zabawnie, ale zauważmy, że Craven z uśmiercania bohaterów wcale sobie nie drwi. Pod koniec filmu oprawca zadając nożem ciosy w brzuch uświadomi swoją ofiarę, że śmierć nie jest taka prosta i szybka, do jakiej przywykliśmy oglądając popularne horrory. Jego wypowiedź doskonale odzwierciedla wyrobiony wcześniej przez Cravena motyw uśmiercania ofiar, jaki przyszło nam oglądać w surowym, debiutanckim  "Ostatnim domu na lewo". Tutaj też bohaterowie jeszcze na chwilę przed śmiercią będą się męczyć, czołgać, próbować uciec mordercy, zdając sobie jednocześnie sprawę z tego, że i tak zginą. Craven ostrzega nas zarówno przed brutalną agresją, jak również przed wpływem mediów na współczesne życie każdego z nas. W dobie Internetu i telefonów komórkowych naładowanych odjazdowymi gadżetami możemy dziś podziwiać czyjąś śmierć czy upokorzenie na własne żądanie. Wystarczy tylko parę kliknięć myszką, czy kilka nagrań telefonem komórkowym.

Na koniec ukłony należą się wyśmienicie dobranej grze aktorskiej. I nie mam tu na myśli  tylko "starych" bohaterów doskonale znanych nam z poprzednich części, bo oni, rzecz jasna, zagrali jak zwykle fenomenalnie. Profile poszczególnych bohaterów reprezentujących młode pokolenie zostały tak stworzone, by ich losy poruszyły nawet najbardziej wybrednego horroromaniaka. Nie są to więc postacie puste, plastikowe i nie wnoszące zupełnie nic do fabuły filmu. Ukłony należą się dla wszystkich aktorów, którzy naprawdę dobrze wypadli w swoich rolach, ja natomiast wymienię tylko postacie kluczowe. Wielkie brawa należą się odgrywającej rolę Kirby Hayden Pannettiere- aktorka świetnie wczuła się w rolę dziewczyny mającej hopla na punkcie filmów grozy, postać barwna i trochę roztrzepana. Kolejną znaczącą postacią okazała się niepozorna Jill Roberts, kuzynka Sidney, w którą wcieliła się Emma Roberts. Ukłony należą się również dla Roya Culkina, któremu w "Krzyku 4" przyszło się zmierzyć z rolą równie niepozornego gagatka, prowadzącego szkolne koło filmowe i  zakochanego na zabój w Kirby, która dopiero pod koniec filmu zaczyna go dostrzegać.

Duet Craven- Williamson kolejny raz udowodnił nam, że obaj twórcy potrafią stworzyć film inteligentnie bawiący się regułami horroru, które teoretycznie nie robią już na widzu większego wrażenia. Tymczasem oni potrafią w te przetarte i "dojone do bólu" schematy tchnąć nieco życia, dzięki czemu kolejny, czwarty już "Krzyk" ogląda się z wielką przyjemnością. Gorąco polecam!

Tytuł oryginalny: Scream 4
Tytuł polski: Krzyk 4
Rok produkcji: 2011
Gatunek: Horror/slasher
Czas trwania: 1 godz. 51 min.
Reżyseria: Wes Craven
* Opis filmu pochodzi z okładki.
Autor: Konrad

2 komentarze:

  1. Sceptycznie pochodziłam do tej części, obawiając się, że dobre czasy "Krzyku" bezpowrotnie minęły, ale to naprawdę bardzo przyzwoita część. Seria "Krzyk" w ogóle dla mnie trzyma poziom, choć wiadomo, że z każdą kolejną częścią jest coraz trudniej nas czymś zaskoczyć. Bardzo udana część moim zdaniem, ale też uważam, że na tym powinno się na dobre zakończyć tę historię. Lepiej odejść w blasku chwały niż w atmosferze klapy finansowej i rozczarowania długoletnich fanów serii. Dokładnie tak jak napisałeś - "Krzyk 4" ogląda się z wielką przyjemnością, więc i ja polecam wszystkim. B. ciekawa recenzja! Ale widzę, że na horyzoncie mój ulubieniec hehe :-D Czekam z niecierpliwością! Pzdr

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam na premierze tego filmu i powiem szczerze, że warto było przeboleć przez dwa pierwsze filmy, aby poczekać na długo przeze mnie wyczekiwany ''Krzyk 4''. Film mnie absolutnie nie zawiódł i pomimo, że druga i trzecia odsłona były dość przeciętne, to czwóreczka jest swoistym powrotem do pierwotnego ''Krzyku'': jest zaskakująco, krwawo i brutalnie! To lubię!!! :)

    OdpowiedzUsuń