niedziela, 24 czerwca 2012

Recenzja: Hidden 3D (Sanktuarium 3D) (2011)

Do filmów z przedrostkiem "3D" zawsze podchodzę z lekkim dystansem. Produkcje takie nigdy jakoś nie były w stanie mnie zachęcić efekciarskim trójwymiarem i kojarzyły mi się zazwyczaj z gniotowatymi produkcjami, którym jak to zwykle bywa albo brakuje ciekawej fabuły, bogatej tylko w nudę i monotonię, albo wzorowej gry aktorskiej lub dobrych efektów specjalnych, które nie muszą być rekompensowane właśnie obrazem trójwymiarowym. To nie jest tak, że wszystkie filmy wyprodukowane w 3D koniecznie muszą być koszmarnie wykonane, ale według mnie prawdziwe kino grozy wcale nie musi posiadać takich bajerów, by spowodować, że podczas seansu będziemy czuć się osaczeni ciekawą fabułą, a sceny grozy sprawią, że poczujemy w gardle pulsujące bicie serca. Dlaczego więc sięgnąłem akurat po "Sanktuarium"? Nie ukrywam, że zmusiła mnie do tego atrakcyjnie zapowiadająca się fabuła oraz ciekawość, czy Anotnie Thomas swym debiutem będzie w stanie zwalić mnie z nóg. Poza kilkoma interesującymi wątkami film ten niestety tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że technologia 3D nie jest wystarczającym bajerem, by móc uznać horror za dobry.

Po śmierci matki, Brian Karter (Sean Clement) dowiaduje się, że odziedziczył po niej ośrodek, w którym testowano nowatorskie i mocno kontrowersyjne metody leczenia uzależnień. Wraz z przyjaciółmi Brian postawia zwiedzić cieszący się złą sławą szpital. Poznaje w nim tajemniczego współpracownika nieboszczki i dzięki niemu odnajduje przejście do podziemi, które skrywają mrożące krew w żyłach pamiątki o badaniach naukowców. Wkrótce Brian przekona się, że to na nim skupi się zemsta istot, które żądają wyrównania krzywd za nieludzkie eksperymenty...*

Należy przyznać, że film porusza dosyć interesujący wątek. Może nie jakiś odkrywczy dla filmowej grozy, ale wciąż wciągający i kontrowersyjny. Opuszczony szpital psychiatryczny, na dodatek znajdujący się w pokaźnym starym gmachu sanktuarium, nieludzkie eksperymenty, nawiedzone miejsce, zemsta za wyrządzone cierpienie- cóż chcieć więcej. Chyba każdy z nas przyzna, że wieść o zdehumanizowanych eksperymentach, w których człowieka traktuje się nie podmiotowo, a przedmiotowo, jak zwykły obiekt do badań, wywołuje niesmaczne skojarzenia i nieuświadomione lęki oraz trwogę przed bólem i cierpieniem, towarzyszącym zapewne tym bestialskim zabiegom. Tak więc tematyka omawianego tutaj horroru zdaje egzamin. Atmosferę grozy próbuje się nieśmiało budować za pomocą wspaniałej scenerii, w której główną uwagę przykuwa oczywiście stary budynek sanktuarium. Pełno w nim korytarzy, klaustrofobicznych zakątków, pokoi z porozrzucanymi rekwizytami wykorzystywanymi podczas wynaturzonych eksperymentów. Znajdzie się również masa dokumentów, zdjęć i nagrań wideo ujawniających powoli bolesną prawdę na temat tego, co działo się za murami ośrodka, któremu nadano dość nieadekwatną nazwę- "Sanktuarium Miłosierdzia i Ośrodka Terapii Uzależnień". Ale cóż z tego, że fabuła i sceneria filmu okazują się ciekawym kąskiem, skoro reszta pozostawia wiele do życzenia...

Można rzec, że twórcy już na samym początku strzelili samobója, wykładając nam przysłowiową "kawę na ławę" na samym początku filmu. Oglądając wstęp poczułem się jak na jakimś pokazowym wykładzie z biologii. Wszystko ładnie pokazane, wytłumaczone i w międzyczasie całą otoczkę tajemnicy wokół eksperymentów szlag trafia. Przyjdzie nam więc tylko czekać na wartką akcję oraz na to, kiedy bohaterowie wtargną do budynku i staną się ofiarami rządnych zemsty istot w nadziei, że ci ostatni zrobią to w interesujący sposób. Nie zrobią. O dobrej akcji również możemy tylko pomarzyć-  wlecze się flegmatycznie i niemrawo, podczas seansu momentami może zdarzyć się kilkuminutowa drzemka. Niestety film nie może pochwalić się również nienagannymi efektami specjalnymi (może dlatego twórcy chcieli nadrobić tę lukę efektami 3D?). Istoty osadzone w murach budynku wydają się sztuczne, ich rozwlekłe paszcze i czarne ślepia nie robią większego wrażenia, choć mogłyby zrobić, o ile nie wyglądały by tak nienaturalnie. Owady od czasu do czasu wlatujące w kadr zwiastują nieszczęście, co niestety sprawia, że fabuła zaczyna po prostu robić się przewidywalna.  Ich sztuczność również daje po oczach, co znów powoduje, że totalnie rujnuje to atmosferę i klimat.  Zero naturalności pod względem efektów specjalnych to zdecydowanie przekleństwo tego filmu.

Tak samo jak licha gra aktorska. Po raz kolejny przychodzi mi narzekać na aktorstwo. Niestety. Czyżby to była jakaś plaga? A może ja za bardzo jestem wymagający? Nie wiem. W każdym razie na kilometr można tu wyczuć zero emocji w zachowaniu bohaterów. Podczas gdy jedno ginie w tajemniczych okolicznościach, drugie nie robi sobie z tego zupełnie nic, poza smutną tylko minką i udawanym płaczem. Na tym koniec. Ich gra aktorska jest tak wymuszona, że już po kilku minutach obcowania z tym filmem aż się prosi o pomstę do nieba. Ale to nie stanowi jeszcze kwintesencji miernoty tego filmu- najbardziej rozbrajający jest moment, gdzie w obliczu niebezpieczeństwa parze bohaterów zbiera się na miłosne wyznania. To dopiero żenada...

Zapowiadało się na całkiem przyzwoity film. Ostatecznie stworzono coś, co zawodzi praktycznie pod każdym względem. Powalająca sceneria oraz na pozór ciekawa fabuła nie są w stanie uratować tego filmu. Atmosfera i klimat leżą na łopatki, co spowodowało, że poczucie grozy też poszło w las. Za dużo tutaj sztuczności, za mało wartkiej akcji i ciekawszych efektów specjalnych. Trójwymiarowy wypas również nie zdaje egzaminu. Gdyby nie wkradła się tutaj chłamowatość i kiczowatość, film być może okazałby się interesujący, a tak to można ominąć go szerokim łukiem nie robiąc sobie z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia.

Tytuł oryginalny: Hidden 3D
Tytuł polski: Sanktuarium 3D
Rok produkcji: 2011
Gatunek: Horror
Czas trwania: 1 godz. 20 min.
Reżyseria: Antonie Thomas
* Opis pochodzi z opakowania.
Autor: Konrad

3 komentarze:

  1. Naprawdę dużo nieprzychylnych recenzji ostatnio o tym filmie czytałam i Twoja zdaje się tylko jeszcze bardziej to potwierdzać. Fajnie, że będzie recenzja "Noroi", bo niedawno obejrzałam. Z nowszych filmów (jeśli nie widziałeś i lubisz ghost-story) polecam "The Pact" (2012). Może nie wybitny, ale ma świetny klimat. W sam raz na wieczór :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. "The Pact" widziałem u Buffy na blogu i mam zamiar go obejrzeć:) W tej chwili ogarniam horrory verite, dlatego też główne skrzypce będą tutaj grały recki tych właśnie horrorów. Ale jako przerywnik pomiędzy horrorami dokumentalizowanymi zaserwuję sobie coś innego:) Dzięki za podpowiedź!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie trawię tego filmu. Same efekty komputerowe i nic poza tym. Jeden z najgorszych "horrorów", jaki dane mi niestety było obejrzeć:/

    OdpowiedzUsuń