czwartek, 21 czerwca 2012

Recenzja: Cemetery Gates (Cmentarne wrota) (2006)

Są takie produkcje, po seansie których ma się wrażenie, że film stworzono tylko po to, by sprawdzić granice wytrzymałości i cierpliwości przeciętnego widza. W tym celu twórcy wymyślają sobie prostą historyjkę, żeby nie mącić nikomu w głowie oraz biorą pierwszych lepszych aktorów, by wcielili się w bohaterów, którym zdecydowanie brakuje rozumu i zdrowego rozsądku. Na domiar złego wszystko to ozdabiają mocnymi scenami gore w postaci kiczowatych rozwiązań w nadziei, że jednak znajdzie się widz, który posmakuje tego, co przygotowała mu ekipa realizująca całe przedsięwzięcie i po seansie będzie się czuł najedzony- zarówno strachem, jak i pozytywnymi wrażeniami. Oczywiście założę się, że tacy się znajdą, ale niestety taki film najczęściej podnosi tylko ciśnienie a po seansie co najwyżej może wzbudzić nie tyle poczucie nasycenia, co zgagę i zniesmaczenie. Takim filmem jest zdecydowanie "Cemetery Gates", który wbrew pozorom, wcale nie opowiada o żywych trupach powstających z grobu, ale o zmutowanym diable tasmańskim, który rozszarpie każdego, kto tylko zastąpi mu drogę.

Morderczemu pupilowi, któremu w tym filmie przyjdzie rozpruwać na kawałki bohaterów nadano imię, bardzo irytujące z resztą. "Maleństwo", bo tak się wabi nasz wynaturzony zwierzaczek to dzieło eksperymentów genetycznych, jakim zostało poddane. Pewnego razu dwóm zatwardziałym ekologom zachciało się pobawić w wybawców, więc wtargnęli na teren laboratorium, by wykraść zwierzęta i puścić je na wolność. Niestety nie mają zielonego pojęcia, że w jednym z wielkich pudeł znajduje się mordercze zwierzę- diabeł tasmański, który w podzięce za wolność morduje dobrodusznych przyjaciół zwierząt, kierując się następnie w stronę cmentarza, gdzie grupka młodych ludzi właśnie przygotowuje się do kręcenia filmu o zombie. Diabeł tasmański powoli zbiera swe krwawe żniwo, a dwoje naukowców odpowiedzialnych za eksperyment udaje się w pogoń za zwierzęciem.

Już po krótkim streszczeniu fabuły możemy tutaj wyczuć pewne podteksty związane z odwieczną ekologiczną walką sprzymierzeńców praw zwierząt z naukowcami wykorzystującymi te bezbronne stworzenia w celach stricte naukowych, dla dobra człowieczeństwa. Fabularnie film wydaje się więc całkiem ciekawy. No właśnie. Tylko się wydaje, bo na dobrą sprawę fabuła pełna jest niedomówień, luk i nielogicznych rozwiązań. Już na samym początku producenci każą nam  snuć domysły jak w ogóle ekologom udało się wtargnąć na teren strzeżonego laboratorium? Ba, na to dostaniemy oczywiście odpowiedź, ale tak niedorzeczną, że aż śmiać się chce- no po prostu wykorzystali moment, kiedy strażnik dostał biegunki po meksykańskiej potrawie, więc poszedł do ubikacji i wtedy włamali się do laboratorium. Prawda, że mądre wytłumaczenie? A w takim razie jakim cudem udało im się wynieść wielkie, ciężkie pudło z rozwścieczonym monstrum bez zwrócenia na siebie uwagi? Ups, o tym twórcom się zapomniało. Takich dziwnych i nielogicznych zwrotów akcji otrzymamy tutaj zdecydowanie w nadmiarze, co w rezultacie sprawia, że nie tylko fabuła kuleje, ale dosłownie wszystko w tym filmie leży i kwiczy.

Prześwietlmy więc grę aktorską. Sprawia ona wrażenie, jakby na plan filmowy zwołano przypadkowych ludzi z ulicy, którzy w ogóle nie wiedzą, z czym to się je. Może i mają oni jakieś zdolności aktorskie, w to nie wątpię, ale akurat w tym filmie nie pozwolono im się wykazać. Bohaterowie, których grają są sztuczni, do bólu irytujący i co najważniejsze- wyssano z nich do reszty całą dawkę logicznego myślenia i racjonalności w zachowaniu. Co w rezultacie otrzymaliśmy? Ano otrzymaliśmy stereotypową głupią blondynkę, której poziomu inteligencji nawet nie wypada porównywać z inteligencją kościelnej szarej myszki, bo w tym przypadku obrazilibyśmy to bezbronne stworzonko, grupkę napalonych nastoletnich ćpunów, którzy na widok blondynki praktykującej zabawy oralne na lizaku dostają świra, dwoje równie tępych naukowców oraz parę zakochanych w sobie normalniejszych nastolatków. W międzyczasie dołożono jeszcze kilka mniej kluczowych postaci, ale o nich nie warto nawet wspominać, bo jak możemy się domyśleć, im też wycięto rozum z głowy.  Ich głupota miesza się z makabrą, a my zamiast im dopingować i współczuć ich śmierci, dopingujemy monstrualnemu drapieżcy i przyklaskujemy na widok rozszarpywanych przez niego ciał. Nie nie, to nie z nami jest coś nie tak- to debilizm bohaterów nas do tego zmusza.

Zdecydowanie więcej uwagi poświęcono krwawej jatce, która w "Cmentarnych wrotach" stanowi najważniejszy chyba element i na pierwszy rzut oka może okazać się ratunkiem dla filmu. Co chwila jesteśmy obserwatorami sytuacji, w których po ekranie latają ludzkie kończyny i wnętrzności, a krew sika tu i ówdzie niczym sok truskawkowy w sokowirówce. Sądzę, że mniej wymagająca widownia powinna być usatysfakcjonowana. Gorzej z widzem, który od horroru będzie oczekiwał nieco lepszych efektów specjalnych. Na pewno sztuczna do granic możliwości krew oraz ludzkie kończyny nie zrobią na nim najmniejszego wrażenia. Powiedziałbym nawet, że sceny gore wydadzą mu się bardziej zabawne, niż obrzydliwe, nie wspominając o monstrualnym potworze, który jest tak sztuczny, że aż śmieszny.

Niestety o jakimkolwiek napięciu czy strachu nie ma w ogóle dyskusji. W obliczu tego, z czym przyszło mi się zmierzyć podczas seansu muszę stwierdzić, że główne skrzypce zagrały tutaj sceny bardziej komiczne, niż te przerażające, wbijające w fotel. Jeśli komuś nie przeszkadza horror naszpikowany sztuczną krwią z gumowatym potworkiem w roli głównej uganiającym się za bandą nastolatków to zdecydowanie powinien sięgnąć po ten film. Ale ostrzegam- ogląda na własną odpowiedzialność.

Tytuł oryginalny: Cemetery Gates
Tytuł polski: Cmentarne wrota
Rok produkcji: 2006
Gatunek: Horror/Sci-Fi
Czas trwania: 1 godz. 32 min.
Reżyseria: Roy Knyrim
Autor: Konrad

3 komentarze:

  1. Oj, widziałam to już ładny kawałek czasu temu. Pamiętam, że film zrobił na mnie raczej pozytywne wrażenie, jednakże tylko i wyłącznie przez pryzmat komedii, aniżeli horroru. Całkiem zabawny filmik, ale nie radzę szukać tutaj żadnej grozy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie. Jako komedia może się sprawdzić, ja niestety do filmu podszedłem z perspektywy horroru, gdyż kilku moich znajomych stwierdziło, że trzymał w napięciu. W rezultacie żadnej grozy tutaj nie zastałem, a masę przygłupich zagrywek bohaterów, stąd taka moja opinia;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tego filmu nie pamiętam za bardzo, ale uśmiałam się nieźle przy Twojej recenzji :-) Zawsze lubię czytać opinie, kiedy obejrzy się jakiegoś śmiesznego gniota. No cóż, takie filmy też są chyba potrzebne, aby docenić te lepsze. Dzięki za bardzo fajną reckę i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń