wtorek, 24 lipca 2012

Recenzja: Quarantine 2 Terminal (Kwarantanna 2 Terminal) (2011)

Kiedy w listopadzie 2008 usłyszałem o premierze remake'u hiszpańskiego horroru [REC] (2007), za który wzięli się oczywiście amerykanie, doszedłem do wniosku, że to doskonały dowód na  lenistwo scenarzystów i reżyserów oraz argument, że brak im jakiegokolwiek pomysłu na stworzenie czegoś nowego. Odgrzewanym kotletom zazwyczaj już na wstępie dziękujemy, tym bardziej, że taka przeróbkowa papka jest identyczna jak oryginał. Rozumiem, kiedy bierze się za remake'i jakichś klasyków lat 80. Ale odświeżanie filmu, który ledwo co wszedł na ekrany kin nie jest przegięciem? Jeszcze oryginał nie zdążył sczerstwieć a już doczekał się remake'u. Pytam się: Po co to komu potrzebne? W jakim celu? Mimo wszystko amerykański remake hiszpańskiego horroru o monstrach atakujących ludzi w kamienicy ma swoich wielbicieli. I słusznie, bo od strony technicznej nie można mu niczego zarzucić. Wadzi tylko jeden fakt- został bez sensu zerżnięty z oryginału i tym samym niczym nas nie zaskoczył. Kiedy więc hiszpanie wzięli się za kontynuację swojego [REC'a], było tylko kwestią czasu, by amerykanie również uraczyli nas sequelem swojej "Kwarantanny". Druga odsłona amerykańskiej wersji o monstrach zarażających ludzi wirusem nie okazała się na szczęście podróbką [REC 2]. Co nie oznacza, że otrzymaliśmy film wysokich lotów...

"Kilka godzin temu, dziwna choroba rozprzestrzeniła się w zaniedbanej kamienicy w Los Angeles… nikt nie przeżył. Mimo to, coś jednak uciekło. Teraz, na pokładzie lotu 318 pojawiają się pierwsze symptomy. Kiedy infekcja zaczyna się roznosić, niewinni pasażerowie nagle zamieniają się w przerażające, pragnące krwi monstra. Zmuszeni do lądowania w odizolowanym terminalu, otoczeni przez uzbrojonych agentów rządowych, załoga i pasażerowie zaczynają uciekać się do drastycznych metod. Jedyne pytanie, które teraz słychać to jak daleko się posuną, aby przeżyć." *

John Pogue wreszcie położył kres beznadziejnemu kopiowaniu filmów i tym razem pokierował historię w nieco inną stronę, proponując nam zupełnie odmienny bieg wydarzeń związany z tajemniczym wirusem. O ile w drugiej części hiszpańskiego [REC'a] jednostka SWAT wciąż zmagała się z tajemniczym wirusem w kamienicy, o tyle w sequelu amerykańskiej "Kwarantanny" przyszła pora na zmianę miejsca zarażenia. A wybrano całkiem niedogodny obszar rozprzestrzenienia się wirusa- samolot pasażerski. Fabuła filmu przypomina mi nieco znane i rozreklamowane w telewizji typowe amerykańskie filmy katastroficzne. Może nie mamy tu do czynienia z kolizją samolotu, zderzeniem z asteroidą, czy jakąś klęską żywiołową, ale takie miałem  właśnie odczucie. Być może spowodowane to było tym, że podobnie jak w przypadku większości filmów katastroficznych, akcja filmu rozgrywa się na pokładzie samolotu? Tak czy inaczej muszę przyznać, że czytając opis z okładki nieco mi ulżyło, gdyż mogłem spojrzeć na tę tematykę z zupełnie innej perspektywy. Apetyt na seans podsycił jeszcze jeden fakt- samolot w trakcie lotu z zarażonym pasażerem z naszego punktu widzenia wygląda nader atrakcyjnie, bo ogranicza pole do ucieczki tym, którzy jeszcze nie zostali zainfekowani oraz stwarza poczucie realnego zagrożenia, wprowadza klimat osaczenia i bezsilności w opanowaniu sytuacji.

Chociaż  z drugiej strony wiąże to się  również z pewnymi barierami dla rozwoju akcji. No bo gdzie niby pozostali mieliby się ukryć przed żądnym krwi monstrum? Pod fotelem, w kabinie załogi? Ale reżyser dobrze o tym wiedział i zarażenia nie ograniczył tylko do pokładu samolotu, dając jednocześnie  pasażerom szansę na przedłużenie sobie życia. Swoją drogą, co to byłby za film, gdyby z powodu braku możliwości ucieczki w przeciągu kilkunastu minut wszystkich wyeliminowano wirusem... Zaraz po pierwszym napadzie przemienionego w krwawe monstrum pasażera i ataku na jedną z hostess, samolot jest zmuszony do lądowania. Twardy grunt pod stopami wygląda zdecydowanie bezpieczniej w porównaniu z zainfekowanym pokładem oferującym niewiele kryjówek przed rozwścieczonym monstrum, ale na pasażerów czeka jeszcze jeden mały psikus- terminal, do którego zostają natychmiast ewakuowani zostaje poddany kwarantannie, co dla nas, widzów oznacza tylko jedno- będzie okazja, by popatrzeć przegryzając w międzyczasie popcorn, jak stadko głodnych potworów lata za swoimi niezarażonymi jeszcze ofiarami i wyrywa im mięso z karku w miejscu szczelnie pozamykanym i zabezpieczonym.

Wspomniałem na początku recenzji, że film mimo wszystko szału nie robi. I faktycznie tak jest, bo dosłownie niczym tutaj nie był w stanie mnie zaskoczyć. Chociaż fabuła filmu została pokierowana w zupełnie innym kierunku, to jednak zawierała w sobie zadatki poprzednika. Miałem wrażenie, że w filmie zmieniło się tylko miejsce akcji oraz bohaterzy. Krzyżyk na drogę postawiono również popularnemu ostatnio stylowi kręcenia- nie mamy tu do czynienia z horrorem verite a z tradycyjną pracą kamer reżyserskich. Reszta to jednak wciąż to samo. Jest odizolowana od reszty świata grupka ludzi, którzy i tak prędzej czy później  zostaną zainfekowani wirusem, a bestialskie monstra wciąż dopadają im do gardeł i wyrywają kawałki ich ciał.  Nie jest w stanie do końca przekonać mnie również gra aktorska. Niby wszystko jest w porządku, ale czasem ma się wrażenie, że im się po prostu nie chciało angażować w odgrywane role. Jeśli tak mieliby zachowywać się ludzie w obliczu zagrożenia, to naprawdę gratuluję im wytrwałości i stoickiego spokoju. Sytuacja odizolowania od reszty świata z czymś, co pozbawia po kolei życia najbliższe osoby, wymaga z całą pewnością większego zaangażowania się w odegranie silnych emocji, nieokiełznanej paniki, poczucia strachu itd... Tu miałem do czynienia jedynie z próbą udawania tychże nieprzyjemnych stanów. Pozerstwo w niektórych scenach może kaleczyć więc gałki oczne każdego bardziej wymagającego widza. O tym, że spowodowało to moją obojętność wobec tarapatów, w jakich znaleźli się bohaterowie nie muszę chyba wspominać. Jakby tego było mało odniosłem  dodatkowo wrażenie, że tym razem przyoszczędzono trochę na budżecie produkcji kosztem efektów specjalnych. Poszczególne krwawe sceny być może potrafią wprawić w otumanienie, ale nie jest ich zbyt wiele i śmiało można je wymienić na palcach jednej ręki.

Niestety na tym się nie skończyło. Zaciekawiony zakończeniem filmu przetrwałem więc nudne i przewidywalne momenty, przeplatane od czasu do czasu jakimiś ciekawszymi scenami tylko po to, by zobaczyć finał tego filmu godny pożałowania. Tak tak, obejrzałem go do końca tylko po to, by się totalnie rozczarować. Zachowanie finałowego bohatera graniczyło z naiwnością i brakiem logicznego myślenia. Zdaję sobie doskonale sprawę, że do ludzi można się naprawdę przywiązać, nawet tych, których dopiero co się poznało, ale ja widząc jednoznaczne objawy zarażenia i mając wiedzę, że nie da się już nic z tym zrobić, na miejscu bohatera nie wdawałbym się w dyskusję z zarażonym, tylko zmiatałbym, gdzie pieprz rośnie :-) Taki cukierkowaty, przepełniony dramatyzmem wątek trochę mnie zirytował.

Sequel amerykańskiej "Kwarantanny" w Polsce nie doczekał się kinowej premiery- od razu wydano go w wersji dvd. Nie powinien więc dziwić fakt, że przeszedł praktycznie niezauważalnie i nie zrobił jakiegoś większego zamieszania wśród fanów horrorów o tematyce zombie. Myślę, że w zasadzie nikt na tym nie straci, bo fabularnie horror ten nie okazał się zbytnio interesujący, mimo znacznych rozbieżności od hiszpańskiej serii [REC]. Film można obejrzeć z czystej ciekawości, by zobaczyć, w jaki sposób amerykanie pokierowali wątek z tajemniczym wirusem. Dla wiernych fanów tematyki zombie może okazać się całkiem interesujący. Dla mnie okazał się jedynie filmem przewidywalnym i monotonnym z kilkoma ciekawszymi wątkami. Generalnie niczego wciągającego i zaskakującego tutaj nie znalazłem.

Tytuł oryginalny: Quarantine 2 Terminal
Tytuł polski: Kwarantanna 2 Terminal
Rok produkcji: 2011
Gatunek: Horror/ Zombie Movies/ Sci-Fi
Czas trwania: 1 godz. 26 min.
Reżyseria: John Pogue
* opis z okładki
Autor: Konrad

2 komentarze:

  1. Zdecydowanie wolę "REC'a". Tutaj nawet nie ma się co za bardzo nad tym rozwodzić ;-) Recenzja jak zawsze bardzo ciekawa. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten Anonim to ja, gdyby ktoś pytał ;-) Czekam na kolejne ciekawe recenzje.

    OdpowiedzUsuń