piątek, 19 października 2012

Recenzja: Grave Encounters (2011)

Przygody z horrorem dokumentalizowanym ciąg dalszy. Tym razem przyszła pora na recenzję kanadyjskiego paradokumentu opowiadającego o... i tu nowością nie powieje... ekipie telewizyjnej, prowadzącej program o nawiedzonych miejscach :-) Tak tak, ja wiem, że ciągłe recenzowanie filmów, które główną oś fabularną skupiają wokół grupki dziennikarzy zaopatrzonych w profesjonalne kamery może nudzić, a nawet wywołać torsje, ale warto zauważyć, że omawiane do tej pory horrory spod znaku verite nie należały do zbytnio porywających i wybitnych. Grave Encounters będący kolejnym omawianym tutaj paradokumentem o wspomnianą wybitność nawet się nie ociera, ale spośród obejrzanych do tej pory przeze mnie horrorów verite, chociaż potrafi się czymś obronić.
Fabułę filmu spokojnie można zaliczyć do grona sztampowych. Główna oś fabularna skupia się na ekipie realizującej program o nazwie "Grave Encounters"- typowy reality show o łowcach duchów, którzy wyposażeni w specjalistyczne kamery oraz sprzęt do wyłapywania anomalii, odwiedzają miejsca uznawane powszechnie za nawiedzone. Celem programu jest przedstawienie widzom materiałów dokumentalnych z tychże miejsc. To, co będzie nam dane obejrzeć na ekranie, jest materiałem przysłanym do producentów programu pocztą przez bliżej nieokreślonego, tajemniczego nadawcę. Taśmy zawierają dziwne i niepokojące nagrania z wizyty członków programu w opuszczonym szpitalu psychiatrycznym w Collingwood- uznawanym za miejsce aktywne paranormalnie. Ekipa zbiera najpierw informacje na temat historii opuszczonego budynku oraz przeprowadza wywiady z osobami, które doświadczyły rzekomych kontaktów z duchami. Program skupia się przede wszystkim na osiągnięciu jak największych wyników oglądalności, toteż ekipie realizującej materiał nie zależy na przedstawieniu prawdy, a na ukazaniu w efektowny i umiejętny sposób kolejnej "autentycznej" bajeczki o rzekomo nawiedzonym szpitalu. To dosyć luźne podejście do zjawisk paranormalnych widać choćby w próbie przekupstwa "świadków", którzy mają udowodnić widzom, że opuszczony szpital psychiatryczny naprawdę wykazuje jakieś paranormalne właściwości. Początkowo wszystko idzie jak z płatka, dopóki ekipa nie zostaje zamknięta w postawnym gmachu szpitala. Im dłużej łowcy duchów obcują z tym miejscem, tym coraz częściej stają się obserwatorami niewyjaśnionych i przerażających wydarzeń. Ich początkowy sceptycyzm przeradza się nagle w desperacką walkę o przetrwanie i usilne wydostanie się z budynku.

Moim tegorocznym postanowieniem na wakacje było przebrnięcie przez wszystkie popularne ostatnio horrory czerpiące całymi garściami z modnego ostatnio stylu wykorzystanego w Blair Witch Project. I tak oto przebrnąłem przez kilka mniej lub bardziej udanych paradokumentów, które potrafiły co prawda przykuć moją uwagę i zainteresować, ale nadmiar ich oglądania niestety pozostawił po sobie coś w rodzaju kaca, albo zgagi. Szukałem więc zawzięcie dalej z nadzieją, że znajdzie się coś, co nie tylko zainteresuje, a wreszcie wbije w fotel i wywierci dziurę w głowie. Chwyciłem więc po omawiany tutaj, chwalony zresztą, Grave Encounters. No i z czym miałem do czynienia? Ano był opuszczony budynek, znalazły się duchy i inne dziwne zjawiska, a i łowców duchów nie zabrakło. No tak, schemat mielony już od dawien dawna, tak więc moje oczekiwania w stosunku co do tego filmu były wygórowane. Oczekiwałem przede wszystkim oryginalności, o którą trudno we współczesnej grozie (zwłaszcza tego typu), no i czegoś, co nie podziała na mnie jak jakiś naprawdę skuteczny środek usypiający, a o takie filmowe usypiacze, niestety, ostatnio ocierałem się dość często. Ale te śladowe ilości sceptycyzmu, jakim darzyłem omawianą produkcję, na szczęście szybko zniknęły.

Grave Encounters to w zasadzie kolejny filmik o duchach, który emanuje blaskiem sławnych dokumentów nadawanych wieczorami na Discovery. Dokumentów, które lubię oglądać i po które sięgam w każdej wolnej chwili. I na szczęście był w stanie się obronić, choć przyznam, że początkowo było mi ciężko przebrnąć przez dość sztywną grę aktorską, która w pierwszych minutach filmu dosłownie miażdżyła wzrok. Nie wiem, być może zabieg ten był celowy, by uwypuklić początkowo sceptyczne nastawienie ekipy do wykonywanej przez nich pracy? W każdym razie, kiedy łowcy duchów wreszcie zostają zamknięci w budynku i kiedy coś zaczyna się dziać, sztywne jak kołek zachowania ustępują miejsca przekonująco odegranym instynktom walki o przetrwanie. Atmosfera w budynku robi się niepokojąca, a napięcie jest stopniowane i skonstruowane na tyle dobrze, by nie zanudzić widza na śmierć. Producenci próbują nas przekonać autentyzmem wydarzeń, sięgając po znane z paradokumentów rozwiązania, gdzie w jednym momencie kamera upada na ziemię, w drugim obiektyw zostaje zabrudzony krwią, a w jeszcze innej scenie obraz jest niewyraźny i się trzęsie. Zamazany obraz może wkurzać, a zwłaszcza w tych momentach najbardziej widza interesujących, czyli wtedy, gdy obiektyw kamery rejestruje zjawiska paranormalne. Ale na szczęście nie jest aż tak tragicznie i ostatecznie będzie nam dane zobaczyć to i owo, nie wytężając przy tym za specjalnie wzroku.

Motyw budynku stającego się nagle labiryntem bez wyjścia, w którym występują dziwne anomalie czasowe wypada może już mniej autentycznie, ale za to bardzo przekonująco, jeśli weźmiemy pod uwagę tarapaty, w jakie wplątali się uczestnicy programu uwięzieni w środku. Podczas seansu rodzi się wówczas pytanie, jak my byśmy zareagowali, gdyby było nam dane znaleźć się w takiej sytuacji. Pomysł na ukazanie demonicznych właściwości budynku (wielkie łapy wyłażące ze ścian, przyprawiające o gęsią skórkę dziwne odgłosy, czy świetnie wykreowane duchy byłych pacjentów szpitala) też robią wrażenie, mimo, że czasami ich sztuczność każe nam powątpiewać w to, że takie coś naprawdę mogłoby się zdarzyć. A zaznaczmy, że głównym celem horrorów verite jest takie zmanipulowanie widzem, by mógł uwierzyć w to, co mu zapodano na ekranie. Ale mnie kiczowatość niektórych efekciarskich rozwiązań wcale nie przeszkadzała, bo film naprawdę potrafi się obronić swoim nietypowym klimatem. Twórcom udało się umiejętnie odzwierciedlić atmosferę złowieszczego miejsca przesiąkniętego tajemnicą, mrokiem i nieprzyjaznymi siłami, ale także miejsca niebezpiecznego, które rządzi się swoimi prawami, na które człowiek większego wpływu nie ma.

Jeśli ktoś notorycznie siedzi nocami i ogląda typowe dokumenty o łowcach duchów emitowane na Discovery, ten zapewne zgrzeszy, jeśli nie sięgnie po Grave Encounters. Mimo, że film ten czerpie całymi garściami chwyty znane nam doskonale z konkurencyjnych produkcji, to jednak potrafi do siebie przekonać dzięki ładnie zaaranżowanej, niepokojącej atmosferze. Są nawet spore szanse, że w trakcie oglądania kilka razy podskoczymy ze strachu. Zwłaszcza, jeśli obejrzymy go przy odpowiednich warunkach. Czyli nocą, przy odpowiednim nagłośnieniu. I najlepiej będąc samemu w domu ;-) Dla fanów ghost story i nawiedzonych pychiatryków to wręcz pozycja obowiązkowa.

Tytuł oryginalny: Grave Encounters
Tytuł polski: Grave Encounters
Rok produkcji: 2011
Gatunek: Horror dokumentalizowany
Czas trwania: 1 godz. 32 min.
Reżyseria: The Vicious Brothers
Autor: Konrad

1 komentarz:

  1. Ja wiem doskonale, że wielu ma za złe twórcom tego filmu, że dobrał tak "drętwą" obsadę, że znów psychiatryk, że znów verite itd. itd. Ale dla mnie jako fanki ghost-story, verite i nawiedzonych psychiatryków film ten - mimo swoich widocznych wad - ma jednak spore szanse przestraszyć nawet najbardziej wybrednych horroromaniaków. Zobaczymy co przyniesie część 2, która tej jesieni wchodzi do kin. Znów mam nadzieję, że się nie zawiodę ;-) Świetna recenzja i bardzo się cieszę, że akurat ten film. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń