środa, 14 listopada 2012

Recenzja: Sukkub (Edward Lee)

Edward Lee swoją niebywale kontrowersyjną powieść zatytułowaną Succubi wydał po raz pierwszy w 1992 roku w Stanach. Aby powieść zagościła na polskich półkach księgarnianych musiało upłynąć aż 19 lat. Tak, dokładnie tyle my, fani mocnego horroru, musieliśmy czekać, by twórczość mistrza horroru ekstremalnego zagościła w polskiej rzeczywistości. O powieści tej wyrobiono już różne opinie- książka szybko znalazła sobie wiernych fanów i, jak to u nas bywa- zagorzałych przeciwników. Przejście obok Sukkuba całkowicie obojętnie nie wchodziło w ogóle w grę, więc bez obaw sięgnąłem po makabrę czyhającą na kolejnych stronicach powieści. I tak oto powoli wyrobiłem swoje własne zdanie na temat książki, która z jednej strony wciąga, z drugiej zaś niebywale obrzydza i odpycha.
Seksowna prawniczka Ann Slavik wraca do rodzinnego miasteczka w poszukiwaniu korzeni, ale znajduje tam coś zgoła innego: śmierć, rozpustę, kanibalizm, diaboliczne tajemnice, strach, strach i jeszcze WIĘCEJ STRACHU! A dwóch zwariowanych, podążających za nią psychopatów to małe piwo w porównaniu z tym, co czeka na nią w Lockwood. Sam Kaligula uklęknąłby z szacunkiem przed perwersjami, których będziecie świadkami- ta książka przeznaczona jest dla dorosłych czytelników o mocnych nerwach. *
Tak pokrótce zarysowuje fabułę Sukkuba opis wydawcy, z którego tak naprawdę nie wynika nic, ale opis ten całkowicie wystarczy, by wyciągnąć wniosek, że będziemy mieli do czynienia z ostrą jazdą bez trzymanki. Chcąc streścić tylko po części oś fabularną powieści nie wchodząc jednocześnie na siłę w szczegóły, warto wspomnieć co nieco o głównych bohaterach. A tą jest zdecydowanie Ann Slavik, prawniczka o dość twardym charakterze, borykająca się z różnymi problemami- natłokiem pracy i zmęczeniem z tym związanym, nieufnością do mężczyzn, brakiem zadowolenia z seksu pozbawionego orgazmu, konfliktem pomiędzy nią a jej córką Melanie oraz koszmarami sennymi, które co jakiś czas ją nachodzą. I to właśnie owe koszmary z perspektywy fabuły powieści stanowią jedną z kluczowych elementów układanki. Kobieta od jakiegoś czasu korzysta z porad terapeutycznych i wydaje się, że psychologiczne wywody nie przynoszą skutku. Nasza główna bohaterka wydaje się być nieco sfrustrowaną kobietą, choć mimo wszystko doskonale radzi sobie z przeciwnościami losu, a pomaga jej przy tym jej partner Martin, który za wszelką cenę pragnie legalizacji związku. Martin jawi się jako ostoja spokoju, uporządkowany wykładowca i pisarz, którego od czasu do czasu nachodzą wyrzuty sumienia związane z jego słabo wynagradzaną pracą. Mężczyzna odnajduje wspólny język ze zbuntowaną nastolatką Melanie, która zdecydowanie woli towarzystwo jego, niż matki.
Kiedy Ann dowiaduje się, że jej ojciec jest ciężko chory, wszyscy postanawiają na jakiś czas przenieść się do rodzinnego Lockwood- małej mieściny bez perspektyw, w którym wszyscy doskonale się znają i wszystko o sobie wiedzą. Na miejscu wydaje się być wszystko tak jak było przed laty, chociaż zachowania matki Ann oraz pozostałych mieszkańców z czasem zaczynają wydawać się dziwne, irytujące i na swój sposób tajemnicze, a nasza bohaterka początkowo w ogóle nie zwraca na to uwagi. W międzyczasie poznajemy także dwóch zbiegów z zakładu psychiatrycznego- gwałciciela i psychopatę Duke'a oraz Ericka Tharpa- niegroźnego i skrywającego jakąś tajemnicę dziwaka, który za wszelką cenę będzie chciał dostać się do Lockwood. A jakie są jego intencje? Tego już nie zdradzę, niech czytelnik pokusi się sam i przeczyta :-)
Trzeba przyznać, że hasła reklamowe na okładce nie pełnią tutaj tylko i wyłącznie roli wabika, swego rodzaju przynęty na czytelnika poszukującego powieści naszpikowanej makabrą i obscenicznymi opisami ludzkiego cierpienia i śmierci. Wszystkie te obietnice, jakie niosą za sobą hasła reklamowe pokrywają się z treścią zawartą w książce. Im bliżej końca, tym części układanki zaczynają do siebie pasować, a przerażony wydarzeniami czytelnik za wszelką cenę pragnie poznać finał owianej tajemnicą i okrutną makabrą powieści. Edward Lee dosłownie pluje na cenzurę swoim bluźnierczym jadem, nie oszczędzając przy tym przerażonego czytelnika, który im dalej brnie w całą historię okrytą złowieszczą tajemnicą, tym coraz bardziej i głębiej zostaje godzony ostrym jak brzytwa językiem pisarza. Zdecydowaną atrakcję dla każdego fana gore stanowią dokładne opisy mordów z ogromną dawką perwersji, brudnego, wyuzdanego seksu, kanibalizmem oraz bezdusznymi aktami przemocy. Pisarz w dosłowny sposób ukazuje nam mroczne oblicze człowieka, który zdolny jest praktycznie do wszystkiego, choć tak naprawdę Sukkub to nie tylko opowieść o zwierzęcych instynktach ludzkich, lecz także historia traktująca o rytuałach, kultach i mitologicznych, tytułowych sukkubach- demonach przybierających postać nieziemsko pięknych i uwodzicielskich kobiet, dla których perwersyjny i brutalny seks to jeden z elementów okrutnych i krwawych rytuałów.
Ale, jak każda powieść, także i ta ma swoje wady. Do głównych zaliczyłbym przede wszystkim liche i mało przekonujące zakończenie. W porównaniu do ekscentrycznych i brutalnych scen, jakie miałem okazję poznać w trakcie powieści, końcówka po prostu nie zachwyciła mnie już niczym nadzwyczajnym. Przyznam nawet, że po przeczytaniu całości miałem wrażenie jakby autorowi zwyczajnie brakło już sił i pomysłu, by stworzyć bardziej mocniejsze zakończenie, albo po prostu ukazać je w sposób bardziej przekonujący, widowiskowy i przede wszystkim lepiej dopieszczony. Kolejną kwestią jest nieprzewidywalność akcji. Co prawda Edward Lee skutecznie wodził mnie za nos, jednak mniej więcej w połowie czytania byłem już w stanie przewidzieć zakończenie, mimo, że początkowo nie dawałem wiary, że akcja może potoczyć się takim właśnie szlakiem. Kiedy jednak doszedłem do samego końca odruchowo mruknąłem pod nosem "czyli zakończyło się tak, jak przewidywałem".
Tak czy siak Sukkub Edwarda Lee w ostatecznym rozrachunku wypada bardzo dobrze. Sceny rzezi i inne zryte obrazki, jakie serwuje nam Lee w swojej powieści, zdecydowanie zasługują na podium. Jak dotąd nie przeczytałem bardziej ekstremalnego horroru nie oglądającego się w ogóle na kwestie związane z cenzurą i tabu. Polecam przede wszystkim czytelnikom pełnoletnim, którzy mają mocne nerwy i będą w stanie zdzierżyć opisy brutalnego i perwersyjnego seksu czy przemocy w swej najokrutniejszej wersji. Reszta, ostrzegam, niech lepiej trzyma się z daleka, bo może się zgorszyć.
Autor: Edward Lee
Oryginalny tytuł:  Succubi
Polski tytuł: Sukkub
Gatunek: horror ekstremalny
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 325
rok: 2011
* Opis z okładki.
Autor: Konrad

3 komentarze:

  1. No to widzę, że szykuje mi się lektura na okres świąteczny :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba najbardziej brutalna książka Lee, spośród tych trzech pozycji wydanych w Polsce. Ale bardziej zniesmaczyły mnie "Ludzie z bagien", bo poruszały tematykę, która mocniej mnie szokuje:)
    W każdym razie sądzę, że Lee to mocne odkrycie literackie w Polsce i z utęsknieniem czekam na jego kolejną powieść - mam nadzieję, że się u nas pojawi.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja nie wiem co się stało, albo Ty z Darkiem za bardzo mi to zareklamowaliście i stan realny nie sprostał wyobrażeniom. Albo to przez te prochy uspokajające, co je biorę z okazji prawa jazdy (BTW. trzymaj kciuki, dziś o 14.20 godzina sądu), ale nic. Znaczy, było parę fajnych wątków, W ogóle oparcie historii na tematyce Lilith to niezły pomysł, bo przynajmniej nie tak oklepany i nie wałkowany na każdą świata stronę. Postać Duke'a miażdży, A jego teksty, wybuch śmiechu murowany. Erik też super. No gorzej z główną bohaterką. Takie to amerykańskie, widać na kilometr, że coś jest nie tak, co chwilę ktoś jej zresztą mówi, żeby tam w ogóle nie przyjeżdżała, a jak już jest to jak najszybciej brała dupę w troki i wiała gdzie pieprz rośnie, nie oglądając się za siebie, a ta głupia baba siedzi i czeka na masakrę. Zakończenie mi się nie podobało, choć w sumie nie ma mu nic do zarzucenia, to taka kwestia mojego subiektywnego gustu. No, ale te całe sceny gore, bo chyba wszystkich najbardziej jara ta otoczka wszelkiej maści dewiacji seksualnych i kanibalizmu, nie zrobiły na mnie wrażenia. Może jestem na to po prostu za stara? Przypomniało mi się jak jakieś 4 lata temu oglądałam z moją mamą "Nekromantik 2", ona patrząc na scenę nekrofilii w wykonaniu głównej bohaterki mruknęła tylko bez śladu jakichś emocji "mówiłam, że te wszystkie pielęgniarki to poj***ne p***y", No cóż wtedy szok, a teraz sama czułam się podobnie. Podsumowując, książka okej, ale liczyłam na coś zdecydowanie mocniejszego.

    OdpowiedzUsuń