niedziela, 16 grudnia 2012

Recenzja: Demony (2012)

Demony (The Devil Inside) Williama Bella to kolejny twór próbujący zmierzyć się z hitami prezentującymi popularny ostatnio gatunek horror verite. Z filmem tym wiązałem dość spore nadzieje, podobnie jak to było w przypadku omawianego już tutaj Ostatniego Egzorcyzmu (2010). Od kiedy obejrzałem rewelacyjny hiszpański REC, trzymałem kciuki, by powstał horror w podobnej konwencji dokumentalnej, tyle że traktujący o egzorcyzmach. Niestety Ostatni Egzorcyzm okazał się filmem dość przeciętnym, tak więc kiedy rozpoczęły się kampanie reklamujące Demony w sieci, znów zapaliło się światełko nadziei, że być może tym razem będę miał do czynienia z czymś o wiele lepszym. Światełko niestety momentalnie się wypaliło, kiedy zasiadłem do seansu.

W 1989 Maria Rossie wyznaje, ze zabiła trzy osoby. Sąd uznaje ją za chorą psychicznie, jednak nie jest to do końca prawdą. Dwadzieścia lat później, jej córka szukając odpowiedzi, trafia do dwóch księży-egzorcystów, którzy ujawniają, że jej matka została opętana przez cztery potężne demony. Teraz Isabella musi zmierzyć się z najczystszym złem, albo utraci swą duszę na zawsze. Demony to film, który krytycy zgodnie nazwali „fascynującym” i „przerażającym.” *

Prawda, że zachęcający opis? Szkoda tylko, że niekoniecznie odzwierciedla to, co znajdziemy w środku. Po to "fascynujące"  i jednocześnie "przerażające" dzieło sięgnąłem będąc ostatnio w wypożyczalni filmów w jednej z miejskich bibliotek. Dzień wcześniej sprawdziłem na stronie internetowej owej instytucji, czy aby Demony są wreszcie dostępne, gdyż niestety ostatnio wielu naiwniaków miało na ten film chęć. Kiedy zobaczyłem, że jest dostępny, następnego dnia pobiegłem, by go sobie wypożyczyć. Na miejscu okazało się, że na półkach filmu nie ma. Podszedłem więc do osoby odpowiedzialnej za prowadzenie wypożyczalni z zapytaniem o Demony. Okazało się, że film jak najbardziej jest dostępny, tylko na półce już się nie pojawi, ponieważ po seansie pewien klient był niezwykle oburzony tym co zobaczył i stwierdził, że takich filmów w wypożyczalni nie powinno w ogóle być. Na szczęście film otrzymałem, nawet nie musiałem zbytnio o niego prosić. Po tym co usłyszałem byłem prawie pewien, że film wreszcie spełni moje oczekiwania. Jakże byłem zdziwiony i mocno wku*wiony po seansie...

Niestety Demony okazały się kolejnym przereklamowanym filmem, który nie spełnia do końca obietnic płynących z wszelkich promocyjnych haseł i opisów. To również doskonały przykład filmu, którego najlepsze sceny pokazuje się w zwiastunie, by skutecznie wgonić rozemocjonowanych i pełnych nadziei widzów do kin, serwując im tak naprawdę średniej jakości film o egzorcyzmach. Nie muszę chyba dogłębnie prześwietlać fabuły, bo Demony nie prezentują tak naprawdę niczego konkretnego: jak w każdym horrorze o egzorcyzmach będą księża odprawiający swoje rytuały, będą również osoby nawiedzone przez siły nieczyste, nie obejdzie się też bez ekipy realizującej dokument- w końcu to horror verite. Główną bohaterką jest nie tyle opętana przez cztery demony Maria Rossie, lecz jej córka Isabella, która postanowiła nakręcić reportaż o własnej matce, która jak się okazuje, lata temu zamordowała ludzi podczas odprawianych na niej egzorcyzmach.

Na początku postanowiono nieco podgrzać atmosferę i zanim ujrzałem cokolwiek, otrzymałem najpierw informację, że Watykan przeciwstawiał się nagraniom i nie był skory do pomocy przy realizacji dokumentu. Na takie stwierdzenie można zareagować w dwojaki sposób: można albo się roześmiać i potraktować to całkowicie z przymrużeniem oka albo... połknąć haczyk i najzwyczajniej w to uwierzyć. Ja tam nie wnikam, czy było tak czy siak, w każdym razie odebrałem to jako zapowiedź ciekawego i przede wszystkim szokującego obrazu, a jak przecież wspomniałem- za dobrze niestety nie było. Przez większość filmu zdarzyło mi się liczyć baranki, by przypadkiem nie przysnąć, robiłem dosłownie wszystko, by skupić się na fabule i doszukać się czegoś, co choć w minimalnym stopniu pokrywałoby się z "ochami" i "achami" tych, którym Demony zjeżyły włos na głowie. Doszukałem się kilku naprawdę przednich scen egzorcyzmów, które nie tylko wybudziły mnie z sennego letargu, ale nawet zaciekawiły i przyspieszyły puls. Tyle, że do zliczenia tych scen wystarczyły palce u jednej ręki. A to dla mnie zdecydowanie za mało.

Przez większość seansu miałem za to okazję zobaczyć, jak aktorzy mordują się odgrywając swoje role. Było niezmiernie drętwo, sztucznie, bez żadnych emocji, czy zaangażowania, a kwintesencją miernoty aktorskiej była sama postać Isabelli- normalnie scyzoryk się sam w kieszeni otwiera, jak widzi się tak kiepską grę aktorską. Nie inaczej jest z pozostałymi bohaterami, których zachowanie momentami wywołuje torsje. Niech przykładem będzie pan dokumentalista władający kamerą, który pokazuje swoje muchy w nosie podejrzewając, że dwóch księży w sutannie wraz z drętwą Izabellą na czele zwyczajnie go obmawia. Na litość boską, czy ktoś z Was mając okazję nakręcenia egzorcyzmów przejmowałby się takimi bzdetami? Skłamałbym jednak, gdybym stwierdził, że wszyscy aktorzy zachowywali się jak kukły ciągnięte za pomocą sznurków przez nieogarniętego lalkarza. Świetnie wykreowaną postacią jest  Maria Rossi- odgrywająca tę postać Susan Crowley zdecydowanie jest perełką tego filmu i widać, że całkowicie zaangażowała się w odegranie roli naszpikowanej lekami kobiety, która tak naprawdę nie boryka się z problemami psychicznymi, co opętaniem przez Szatana. Ale to też nie wystarczy, by mnie ostatecznie przekonać do tego filmu. To co szybko rzuciło mi się w oczy to kiepsko wykonana aranżacja filmu na dokument. W niektórych scenach trudno uwierzyć, że kamerzysta był w stanie tak płynnie i precyzyjnie utrzymać kamerę w ręku, inne znów sploty zdarzeń ukazywano z różnych ujęć kamery jakby było to uprzednio przemyślane i zwyczajnie zaaranżowane przez reżysera. Film przez to stracił na autentyczności. Kolejną kwestią przemawiającą na jego niekorzyść jest również denne zakończenie- film po pewnym czasie urywa się nieoczekiwanie pozostawiając widza z otwartą gębą niekoniecznie ze zdziwienia czy zaskoczenia, co z pożenowania. Kiedy widzi się końcówkę, ma się wrażenie, że reżyserowi zwyczajnie odechciało się kręcenia filmu dalej.

Po Demonach spodziewałem się czegoś zdecydowanie lepszego, niestety okazało się, że miałem do czynienia z kolejnym "filmem-pułapką", który w zwiastunie wygląda całkiem przyzwoicie, a w ostateczności okazuje się przeciętnym filmem z kilkoma ciekawszymi momentami. Brakło mu napięcia, elementów, które potencjalnie powinny wbić w fotel, choć do tych ostatnich zaliczyć można scenę egzorcyzmów w piwnicy, czy w szpitalu- nie są to co prawda jakieś innowacyjne momenty, wiele z nich czerpie z kultowych horrorów egzorcystycznych, ale mimo wszystko w obliczu tego całego ochłamu są godne uwagi. Czy film może kogoś przerazić? Jak widać, są osoby, których Demony w jakiś sposób przeraziły lub zniesmaczyły. Mnie natomiast podniosły tylko ciśnienie i mocno oburzyły. To kolejny niedopracowany film, który można obejrzeć tylko z czystej ciekawości. A mogło być całkiem nieźle... Osobiście wystawiłbym dwóję z plusem, ale szkoda tych scen egzorcyzmów i świetnie wykreowanej roli Marii Rossi- tylko z tego względu daję trójkę.

Tytuł oryginalny: The Devil Inside
Tytuł polski: Demony
Rok produkcji: 2012
Gatunek: Horror dokumentalizowany
Czas trwania: 1 godz. 23 min.
Reżyseria: William Brent Bell
* Opis pochodzi z opakowania.
Autor: Konrad

1 komentarz:

  1. Pamiętam, ze ledwo na tym czymś wytrzymałam:/ Jak dla mnie horrory satanistyczne/religijne za bardzo poszły w monotematyczność - prawie wszystkie są o tym samym. Próbują dorównać klasyce typu "Omen" i "Egzorcysta", a tak naprawdę poza "Egzorcyzmami Emily Rose" i może "Rytuałem" nie oferują sobą absolutnie niczego nowego, czy choćby intrygującego. "Demony" to jeden z najgorszych horrorów tegorocznych, jaki dane mi było zobaczyć. Osobiście odradzam seans.

    OdpowiedzUsuń