niedziela, 3 marca 2013

Recenzja: Mama (2013)

Nazwisko debiutującego reżysera Andresa Muschietti'ego powinno być znane choćby w wąskim kręgu wielbicieli horroru krótkometrażowego, a przynajmniej w ostatnim czasie każdy miał okazję o nim co nieco usłyszeć. W 2008 r. eksperymentował w krótkim metrażu i tym sposobem powstała krótkometrażowa wersja horroru Mama- film niespełna czterominutowy, naszpikowany solidną dawką napięcia i rewelacyjną ścieżką dźwiękową. Materiał ten okazał się doskonały do stworzenia pełnometrażowej wersji za produkcję której odpowiada spec od nastrojówek- Guillermo del Toro. Mając na względzie talent, jaki Muschietti potrafił pokazać w krótkometrażowym horrorze, premiera pełnej wersji Mamy nie mogła mi tak po prostu przelecieć koło nosa. Wybrałem się więc na seans z nadziejami, że nie będzie to film mocno przereklamowany i pomijając tych kilka drobnych mankamentów, otrzymałem całkiem przyzwoity horror nastrojowy.

Na pierwszy rzut oka fabuła wydaje się kolejną próbą powielania schematów typowych dla nastrojowego horroru o duchach- wyjęto więc z szufladki zapieczętowanej napisem "ghost story" kilka motywów, posklejano je w całość i zaprezentowano widzom pod bijącym rodzicielską miłością tytułem Mama. Historia skupia się na dwóch dziewczynkach, porzuconych w lesie przez zdesperowanego ojca Jeffreya, który najpierw zabija własną żonę, a następnie porywa swoje córki. Po wypadku samochodowym docierają do małej chatki w lesie, gdzie ojciec znika nagle w dziwnych okolicznościach, a małe zostają pozbawione jakiejkolwiek opieki w gęstej, dzikiej puszczy na dobrych kilka lat. Daremne poszukiwania dziewczynek przez Lucasa- bliźniaka Jeffreya odnoszą w końcu skutek, jednak stan psychiczny małych jest opłakany- wychowane przez naturę mają potężne braki w rozwoju psychofizycznym. Lucas wraz ze swoją żoną Annabel (zagorzałą fanką punkowych brzmień, członkinią kapeli punk-rockowej) postanawiają zaopiekować się dziewczynkami i pomóc im w ponownym zaklimatyzowaniu się w cywilizowanych warunkach. Pomocy udziela im również lekarz psychiatra, który będzie bacznie przyglądał się postępom w procesie powtórnej socjalizacji dzikich sióstr. Wkrótce dowiedzą się, że Victorią i Lilly opiekuje się jeszcze jedna, tajemnicza istota, którą dziewczynki nazwały mamą...
Prosta oś fabularna nie została pozbawiona podstawowych atrybutów nastrojowego kina grozy z elementami horroru psychologicznego, a mimo wszystko potrafi wciągnąć w wir wydarzeń. Tajemnicza historia, która właściwie od samego początku towarzyszy kolejnym minutom filmu potrafi zaintrygować widza i zainteresować. Już na samym początku rodzi się pytanie- kim w ogóle jest tajemnicza mama, w jakim celu pojawia się nagle i znika? A może to tylko wyimaginowana postać pokrzywdzonych przez los dziewczynek, które chcąc pozbyć się samotności i doświadczyć rodzicielskiego ciepła, wymyśliły sobie postać matki, która w rzeczywistości nie istnieje? Domniemanie takie pojawia się od czasu do czasu, jednak podświadomość gdzieś tam nie daje spokoju i każde podejrzewać, że to co dręczy siostry, to coś więcej, niż tylko zwyczajna, dziecięca wyobraźnia i twórcy filmu nie będą tego szczególnie ukrywać przed widzem. Tytułowa mama pojawia się na ekranach dość często i przybiera postać rozkładającego się, nienaturalnie powyginanego ciała, z długimi włosami, w oberwanych ciuchach. Obraz taki od razu podsunął mi na myśl postać pewnej legendarnej postaci, zakorzenionej głównie w wierzeniach meksykańskich, jednak żeby nie spojlerować, nie będę zgłębiał się w zawiłe porównania, dodam tylko, że w filmie nawiązanie do tej postaci nie jest jednoznaczne i są to tylko moje luźne spostrzeżenia. Mama sama w sobie wygląda paskudnie, i tak ma być, chociaż nie wydaje mi się, by bardziej odpornego widza w jakiś sposób była w stanie wystraszyć- główną winę ponosi tutaj wizualizacja komputerowa upiora, która momentami jest udana (zwłaszcza jeśli nie ujawnia całego swego oblicza), a momentami zawodzi, co może być drażniące dla bardziej wyczulonego na na efekty komputerowe widza (maź wylewająca się ze ścian, czy duch w całej swej okazałości w ostatnich scenach filmu, który mimo swej okropności, raził w oczy sztucznością).
Te drobne usterki zostają zatuszowane jednak dzięki udanej ścieżce dźwiękowej, która towarzyszy tzw. jump scenom i skutecznie buduje napięcie. Sceny te, co wydaje się dość ważne, na szczęście nie mają na celu zrobić widza w przysłowiowego balona i przeczą zasadzie, że nie zawsze gdzie muzyka groźna, coś musi się złego wydarzyć czy wyskoczyć zza rogu. Zabieg taki okazał się całkiem udany, ponieważ przez praktycznie cały seans odczuwało się tę nerwową, napiętą atmosferę. Inna sprawa, że ścieżka dźwiękowa spisuje się również w tych bardziej dramatycznych momentach, genialnie oddając tragizm sytuacji- jest szansa, że co bardziej wyczulony widz uroni łezkę, zwłaszcza w końcówce filmu. Trzeci element udźwiękowienia, który przykuł moją uwagę i też okazał się całkiem istotny z punktu widzenia budowania atmosfery grozy to krzyki i dźwięki wydawane przez mamę- momentami potrafią zamrozić krew w żyłach i nadrabiają wspomniane komputerowe niedociągnięcia, dodając postaci więcej trwogi, przerażenia i makabryczności. Były też takie sceny, które wprowadziły mnie w błąd, powodując lekki zaskok i dezorientację, co również zaliczam na plus. Nie ma co dokładnie tego opisywać- trzeba to po prostu wychwycić samemu.
Nie mogę  czepiać się także gry aktorskiej. Jessica Chastain przykuwa swą urodą, ale i świetnie potrafi wpasować się w rolę nieco zarkęconej, rozbujałej Annabel o wątpliwych zdolnościach wychowawczych. Równie ciekawą, acz moim zdaniem nieco bardziej ubogą postacią jest również Lucas, w którego wcielił się Nikolaj Coster-Waldau. W pierwszej lidze aktorów znajdować się jednak powinny młode aktorki odgrywające postacie zdziczałych dziewczynek- Megan Charpentier jako Victoria oraz Isabelle Nélisse jako Lilly- świetne kreacje, w które obie dziewczynki potrafiły się bezbłędnie wkomponować. Najlepszą mimo wszystko postacią była mała Lilly- widziałem wiele horrorów, w których dzieci potrafią zjeżyć włos na głowie i muszę przyznać, że mała Lilly również robi wrażenie- niesie ze sobą napięcie i to nieprzyjemne uczucie strachu kiedy tylko niespodziewanie pojawia się na ekranie.
Mama jest w stanie zainteresować i zaserwować całkiem udany seans, pod warunkiem, że nie przekreślimy filmu już na wstępie za jego pewną schematyczność, którą momentami da się odczuć. Mimo, że w filmie wykorzystano znane nam doskonale rozwiązania, potrafi wciągnąć i zainteresować. Warto również zaznaczyć, że Mama nie jest takim całkowicie odgrzewanym kotletem, jak mogłoby się z pozoru wydawać- warto zwrócić choćby uwagę na ciekawe odzwierciedlenie koszmarów dręczących Annabel, w których pojawia się upiór mamy- całkiem znośne rozwiązanie, na które warto popatrzeć. Polecam seans fanatykom klimatycznych, nastrojowych horrorów, reprezentujących produkcje  spod znaku ghost story.
Tytuł oryginalny: Mama
Tytuł polski: Mama
Rok produkcji: 2013
Gatunek: Horror/ghost story/dramat
Czas trwania: 1 godz. 40 min.
Reżyseria: Andres Muschietti
Autor: Konrad

4 komentarze:

  1. Kolejny ciekawy horror, który mnie mile zaskoczył. Może zakończenie zbiło z tropu, ale po namyśle dochodzę do wniosku, że to wcale nie taki prostolinijny horror. Groza połączona z baśnią, która wcale nie kończy się ''happy endem''.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chodzi o ten film to czekałam na trzy opinie - Twoją Konrad, Cat i właśnie Agnieszki (bo jesteście specjalistami w nastrojówkach) i jak widzę nie zawiodłam się na Was, bo choć zbiera sporo miażdżących opinii mnie się podobał i jak widzę nie jestem jedyna:)

    OdpowiedzUsuń
  3. To ja powtórzę to, co już napisałam u Agi i Buffy - film bardzo mi się podobał. Jest naprawdę solidnie zrobiony i ma odpowiedni do tego typu filmów specyficzny klimat. Nie jestem zachwycona baśniową końcówką, ale może i lepiej tak się stało, aniżeli zakończenie miałoby wyglądać jak u większości innych nastrojówek. Tak więc niech tam sobie po nim jeżdżą, ja uważam że to jeden z lepszych horrorów ostatnich miesięcy. Dziękuję za ciekawą recenzję i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobnie do przedmówców - muszę uznać, że całość filmu jest ciekawa, nastrój mroczny i niepokojący. Także pomysł, mimo, iż nie poraża oryginalnością, został zaserwowany w ciekawy i intrygujący sposób.. Jednak końcówka wygląda jak wyjęta z innej bajki nieco. I jeśli rozpatrywać ją w sensie hermeneutycznym to nie ma właściwie większego sensu...

    OdpowiedzUsuń