poniedziałek, 27 stycznia 2014

Recenzja: Rest Stop (aka Ostatni postój), 2006

Twórcy lekkich horrorów z psychopatami w roli głównej podążają zazwyczaj utartymi schematami. Ilekroć mamy do czynienia z takim filmem, możemy być pewni, że otrzymamy mniej więcej taki zestaw: grupka młodych, zbuntowanych nastolatków skłóconych z rodzicami oraz wariat, który będzie ostrzył maczetę, siekierę bądź inne narzędzie zbrodni i przyczai się gdzieś w oddalonej od cywilizowanego świata o jakieś kilkaset kilometrów, zarośniętej chaszczami pipidówie czekając, aż któreś z protagonistów samo nadzieje mu się na nóż. Wszystko rozgrywa się na terenie długaśnych, opustoszałych autostrad, dawno nieużywanych budynków umiejscowionych nieopodal lasów lub na szczerym polu. Miejsce wydarzeń przemawia więc na niekorzyść naszych protagonistów i zmniejsza szanse na wydostanie się z rąk oprawcy. Ograny schemat, no nie? Jednak nie radziłbym skreślać na wstępie filmu tylko przez wzgląd na jego miałkość fabularną, bo sztuką nie jest wymyślenie oryginalnego scenariusza, a przerobienie znanych motywów tak, by prezentowały się nad wyraz atrakcyjnie. Szkoda, że akurat scenariusz Rest Stop wyglądem przypomina żółty ser z dziurami.

Chcąc zaprezentować zarys fabuły Ostatniego Postoju, proponuję wytężyć umysły i wyobrazić sobie następującą sytuację: jedziecie autem ze swoją drugą połową po opustoszałych, amerykańskich drogach i nagle zachciewa Wam się siusiu. By udowodnić partnerowi, że jesteście w pełni dorosłymi osobnikami, nie zgadzacie się na siusiu w krzakach (no bo to dziecinne), lecz na parkingu w publicznej toalecie - po ludzku, higienicznie, kulturalnie. Zatrzymujecie się przy jednym z opuszczonych przydrożnych toalet, wyglądających jak budynek zrównany z ziemią po wybuchu jądrowym. Idziecie tam "za potrzebą". Relaksując się przy oddawaniu moczu, zaczynacie czytać ostrzegawcze napisy na ścianach o mordercy grasującym w pobliżu. Nic jednak sobie z tego nie robicie. Wychodzicie na zewnątrz i uświadamiacie sobie, że właśnie wasza druga połówka Was olała i odjechała, zostawiając Was samych pośród opustoszałych terenów. Przeklinacie, wyrywacie sobie włosy z głowy, przeszukujecie teren w poszukiwaniu telefonu bądź jakiejś żywej duszy. Musicie przecież wydostać się z tej pipidówy. Nagle na parking podjeżdża żółty pickup omal nie miażdżąc Wam nóg. Otwiera się przednia szyba samochodu i jakiś psychol wyrzuca zepsuty telefon komórkowy, który ląduje tuż przed Wami. Poznajecie, że to telefon Waszego partnera. Samochód odjeżdża z piskiem opon. Zaczynacie się niepokoić, tym bardziej, że przypominacie sobie ten samochód. Wcześniej droczył się z Wami na autostradzie, próbując rozwalić Wasze auto. Na myśl przychodzi Wam jedno: to psychopata, który porwał Waszą drugą połówkę. I teraz będzie się z Wami bawił. Macie przesrane. Szukacie pomocy, jednak na opustoszałym parkingu jej nie znajdziecie. Co robicie? Uciekacie stąd. Im dalej, tym lepiej. Tak mniej więcej można streścić fabułę Rest Stop. Mniej więcej, bo rzecz jasna, nasza główna protagonistka - Nicole - nie ucieknie z tego miejsca, ba, będzie tam czekać na swoją ukochaną połówkę -Jess'a. Jak się domyślamy - zamiast niego, nastolatka stanie oko w oko z psychopatą.
Obejrzałem w życiu sporo horrorów z motywem psychopatów uganiających się za nastolatkami i zdaję sobie sprawę, że w tego typu produkcjach nie należy nastawiać się na poważny film, z którego można wyczytać jakieś mądre przesłanie. Slashery skupiają się bardziej na dostarczeniu widzowi emocjonujących wrażeń w postaci dobrej rozrywki. Logika w tych filmach idzie w las. Ważne, by psychopata miał do czynienia z przygłupimi nastolatkami, za którymi będzie uganiał się przez resztę filmu, by ostatecznie ich dopaść i rozpłatać w "miły dla oka" sposób. A jednak takie niewymagające myślenia slashery przyciągają uwagę sporej rzeszy odbiorców i mogą zaprezentować się z całkiem przyzwoitej strony, czego przykładem może być remake Teksańskiej masakry piłą mechaniczną z 2003 roku, czy omawiany już tutaj Wolf Creek z roku 2005. Twórcy są więc w stanie stworzyć obraz przykuwający uwagę i na swój sposób przerażający, zachowując przy tym choćby najdrobniejsze elementy logiki. John'owi Shiban'owi się to jednak nie udało, bo kiedy ma się do czynienia z protagonistką tak dobitnie niedorobioną jak ta z Rest Stop, zaczyna się w końcu żałować nie tyle opłakanej sytuacji, w jakiej się znalazła, co obecności kałowej wydzieliny w jej mózgu, uniemożliwiającej podjęcie jakichkolwiek kroków w kierunku racjonalnego myślenia.
Może czepiam się za bardzo, wydziwiam, kręcę nosem i w ogóle jestem za bardzo wymagający w stosunku do tego filmu, ale muszę przyznać, że takiej rekordowej ilości bezmyślnych zachowań skumulowanych w jednej postaci jeszcze nie uraczyłem. Jeżeli miałbym stworzyć subiektywne zestawienie najbardziej nierozgarniętych protagonistek w horrorach, nie przeczę, że Nicole plasowałaby się na wysokiej pozycji. Czy można tu w ogóle mówić o logicznym rozumowaniu głównej bohaterki, kiedy w chwili zagrożenia, protagonistka otwiera butelkę alkoholu i wypróżnia ją do dna? Nie wątpię, że w takiej sytuacji wolała urżnąć się na zdechlaka, by zatopić smutki i strach w mocnym trunku, ale tym samym udowodniła widowni, że jej poziom rozwoju intelektualnego stanął w miejscu jakieś kilkanaście lat temu. Im dalej brniemy przez fabułę, tym coraz bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że nie ma przesłanek co do tego, by jej poziom inteligencji w ogóle kiedykolwiek wzrósł. Kolejne przykłady? Tych mógłbym podawać aż do znudzenia. Po jaką cholerę Nicole ma uciekać poboczem niedostępnym dla samochodów, kiedy może się pościgać z psychopatycznym kierowcą na środku drogi. Przecież to takie "mało ryzykowne". Wisienką na torcie pełnym absurdów w zachowaniu głównej bohaterki jest to, że w ogóle zdecydowała się tam zostać i zakamuflować w kibelku, niż wziąć tyłek w troki i spierniczać, gdzie pieprz rośnie. Zaznaczam, że miała taką możliwość, bo psychopata kilkakrotnie opuszczał teren parkingu. Drętwe zachowanie, wiecznie smutaśna mina ciągle kojarzyła mi się z postacią nierozgarniętej Belli Swan ze Zmierzchu. Więcej nie muszę chyba udowadniać.
Dziecinne i nieprzemyślane zachowanie bohaterów to nie jedyny mankament filmu Shiban'a. Niechlujnie wypada również scenariusz, który we wstępie porównałem do żółtego sera z dziurami, dlatego, że wiele tutaj niedomówień, niedociągnięć, a o braku totalnej logiki już nie wspominam. Ale nie tylko z tego powodu. Rozpiętość inspiracji różnymi produkcjami jest tutaj zaskakująco duża, przez co scenariusz wydaje się niespójny. Scenarzysta usiłował wykorzystać kilkanaście pomysłów naraz, dojąc z całych sił ze znanych, kultowych horrorów. Będzie rodzinka zamieszkująca przyczepę kempingową żywcem wyjęta z Teksańskiej masakry piłą mechaniczną, będzie zdeformowany dzieciak przypominający kreatury z Drogi bez powrotu, a żeby nie było przypadkiem za mało, wmieszane w to wszystko zostały również duchy. O ile te drugie pozytywnie namąciły w fabule (efekt zaskoczenia został osiągnięty, chociaż niektórzy mogą poczuć się nieco oszukani), o tyle wykorzystanie motywu chorej rodzinki ze zdeformowanym dzieckiem wydało mi się mocno naciągane i bezpodstawne, bo w zasadzie ich obecność nie wnosi niczego ważnego do wydarzeń rozgrywających się w filmie. Jest również psychopata o bliżej nieokreślonych motywach i profilu psychologicznym, co w sumie jest charakterystyczne dla horrorów, w których twórcy skupiają się bardziej na czynach psychopaty, niż na jego psychoanalizie. 
Czy pomimo tylu wad, byłbym w stanie wyłuskać jakieś pozytywne cechy filmu? Z pewnością fani gore będą mieli na czym zawiesić oko, choć nie należy spodziewać się zbyt wielu krwawych scen, ale jeśli już się pojawią, to w całej swej obrzydliwości. Surowy styl operowania kamerą przywodzi mi na myśl słynny debiut Cravena Ostatni dom po lewej, dlatego wielbiciele dokumentalnego ukazywania wydarzeń w filmie również powinni być zadowoleni. Z pewnością Ostatni Postój nie pretenduje do grona kultowych horrorów i trzeba mieć na uwadze, że nie jest to również horror, który zmusi nas do jakichś głębszych przemyśleń. Jeżeli będziemy w stanie przymknąć oko na niektóre niedoskonałości filmu, Rest Stop może okazać się dobrym wyborem na wieczorny seans przy piwku, w gronie znajomych. Na więcej nie ma co liczyć.
Tytuł oryginalny: Rest Stop
Tytuł polski: Ostatni Postój
Rok produkcji: 2006
Gatunek: Slasher/gore
Czas trwania: 1 godz. 25 min.
Reżyseria: John Shiban

Autor: Konrad

1 komentarz:

  1. Też widziałem już sporo horrorów, i choć posiada wiele nieścisłości bardzo podobał mi się Rest Stop. Jego druga część również. Takie "guilty pleasures" pozdrawiam. Dobra recenzja.

    OdpowiedzUsuń