sobota, 22 lutego 2014

Recenzja: Miasteczko Salem (Stephen King)

Istnieje wiele książek traktujących o wampirach i choć motyw krwiopijców jest jednym z moich ulubionych, jakie dotychczas przewinęły się przez filmowy i literacki horror, to jednak najczęściej z chęcią powracam do jednej pozycji - właśnie Miasteczka Salem. To powieść, która zawsze wzbudzała we mnie te same odczucia i za każdym razem, kiedy po nią sięgam, jestem przekonany, że jej treść wciąż dostarczy mi tej samej dawki emocji. Powieść emanuje swoim niepowtarzalnym blaskiem mimo upływu czasu, więc nie powinien dziwić fakt, że Miasteczko Salem obok Carrie, czy Lśnienia będzie uznane za klasykę literackiego horroru. Miasteczko Salem jest drugą z kolei powieścią Stephena Kinga, którego raczej nikomu nie trzeba przedstawiać - to niekoronowany mistrz grozy i horroru, który wiele razy uraczył nas opasłymi powieściami. To płodny pisarz, o czym świadczy dość pokaźna lista powieści, które wydał i niewykluczone, że będziemy mieli okazję poznać jeszcze niejedną jego powieść. Tymczasem wydana w 1975 roku powieść o wampirach z Jerusalem zachwyciła i przeraziła wielu czytelników i jestem przekonany, że sięgając po nią kolejny raz, nadal wprawi w zachwyt i przyprawi o dreszcze.
Jerusalem (a w skrócie Salem) to małe, prowincjonalne amerykańskie miasteczko w stanie Maine, w którym życie toczy się dość monotonnie - mieszkańców dopada rutyna, dorośli idą do pracy, dzieci do szkoły, a w samym miasteczku nie dzieje się nic szczególnie ważnego, poza wydarzeniami do jakich doszło tutaj przed laty. Na wzgórzu Salem wybudowano pokaźny, drewniany Dom Marstenów, otoczony zewsząd drzewami. To właśnie ta posiadłość skrywa w sobie ponurą tajemnicę, którą zna praktycznie każdy mieszkaniec Jerusalem. Były właściciel posiadłości Hubie Marsten zamordował tam swoją żonę, a sam popełnił później samobójstwo poprzez powieszenie. Od tej pory na temat domu na wzgórzu zaczęły krążyć plotki, jakoby miał być nawiedzony przez złego ducha Marstena. Opuszczony dom szybko stał się miejscem schadzek młodych dzieciaków, którzy chcieli poczuć na własnej skórze strach i dreszczyk emocji. Jednym z nich był Ben Mears, który podczas jednej z wizyt w opuszczonym domu doznał przykrego doświadczenia - w jednym z pokojów ukazał mu się duch martwego Hubiego zwisającego na pętli. Wydarzenie to odcisnęło się piętnem na jego późniejszym życiu.
Fabuła powieści skupia się jednak na teraźniejszości. Jako dorosły już człowiek i skromny pisarz z małymi sukcesami, Ben powraca po latach do Salem, by napisać tam powieść zainspirowaną wydarzeniami w Domu Marstenów i uciec myślami od tragicznej śmierci swojej żony. Na miejscu poznaje młodą dziewczynę Susan Norton, która okazuje się być jego wierną czytelniczką. Oboje szybko dochodzą do porozumienia i wkrótce wokół nich zaczyna kwitnąć miłość. Mniej więcej w tym samym czasie w miasteczku pojawia się dwóch nieznajomych mężczyzn, którzy kupują opuszczoną posiadłość Marstena, by założyć tam sklep z antykami. Wkrótce na terenie Salem dochodzi do niewyjaśnionych wydarzeń - z dnia na dzień zaczynają znikać dzieci, a wkrótce dorośli. Miasteczku i jego mieszkańcom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.
Pisząc Miasteczko Salem, King zdradził czytelnikom i jego późniejszym wielbicielom umiłowanie do prowincjonalnych, niewielkich miasteczek (motyw ten nie raz jeszcze przewinie się przez późniejsze jego dzieła). W Miasteczku... udało mu się wykreować atmosferę charakterystyczną dla tego typu miejscowości. Senne, spokojne życie mieszkańców Salem zostaje zaburzone niesamowitymi i przerażającymi wydarzeniami, na które ludność reaguje w sposób charakterystyczny dla typowych, prowincjonalnych, niewielkich mieścin. Mieszkańcy kierują wszelkie podejrzenia o tajemnicze uprowadzenie dzieci względem nowych przybyszów miasta, jednakże prawda okazuje się jeszcze bardziej przerażająca. Stephen King znany jest z gadulstwa i dokładnego rozbudowania wątków pobocznych i omawiana tu powieść należy do jego pierwszych dzieł, w których większą uwagę poświęca nie tylko głównym bohaterom, ale również postaciom drugoplanowym, które pozornie nie wnoszą niczego konkretnego do biegu wydarzeń, a jednak każda ich odrębna historia przyczynia się do urozmaicenia wielowątkowej fabuły, czyniąc powieść jeszcze bardziej atrakcyjną i nie do końca prostolinijną. Stephen King otwiera drzwi do niejednego domu mieszkańców Jerusalem, ujawniając przed czytelnikiem ich odrębne historie, małe sekreciki i problemy z jakimi muszą się stykać na co dzień. Dzięki temu mamy okazję poznać zwyczaje mieszkańców miasteczka, ich tryb życia oraz poglądy na niektóre ważne sprawy Ameryki u progu lat 70. Być może nie każdego przekona taki słowotok Kinga i jego ciągotki w kierunku bardziej szczegółowych i obszernych powieści, jednak im dalej brniemy przez Miasteczko..., tym coraz głębiej zatapiamy się w tym ponurym miejscu i zaczynamy odczuwać nieuświadomiony lęk o dalsze losy mieszkańców tytułowego Salem. A jak możemy się domyśleć - wkrótce do okien niektórych z nich zapukają przecież straszydła pragnące świeżej krwi.
Tematyka wampiryczna była poruszana już w wielu powieściach grozy i King wykorzystuje kilka znanych, klasycznych mitów wampira także w swojej powieści. Wystarczy zwrócić uwagę na charakterystyczny wygląd wąpierza (obecność kłów, blada, upiorna twarz), jego zachowanie (aktywność w nocy, spoczywanie w trumnie lub zacienionym miejscu w dzień, uczulenie na wodę święconą czy krucyfiks), czy typowe metody na pozbycie się krwiopijcy (klasyczny zestaw pogromcy wampira - osikowy kołek, woda święcona, krucyfiks, odmawianie modlitwy podczas egzorcyzmu, unikanie wzroku wampira). Takie wyobrażenie o wampirach jest nam dobrze znane i na stałe wpisało się w kanon kultury grozy.  Ale któż z nas nie wzdycha czasami do klasycznych powieści o wampirach, wolnych od szmirowatych postaci wyjętych rodem ze zmierzchopodobnych tworów? Zapewne ten, kto na widok starannie uczesanego wampirka lśniącego w promieniach słońca dostaje ataku wścieklizny. W Miasteczku Salem atakują wampiry z prawdziwego zdarzenia, których szkaradny wygląd i sposób postępowania z ofiarą autentycznie przeraża. Stephen King oszczędził nam też wątków romantycznych, toteż nie będzie nam dane obcować z wampirem-kochankiem, uganiającym się za długowłosą królewną. W powieści dominuje wizja wampira-szkarady, którą King umiejscowił we współczesnych realiach i pozornie zwykłe, zaściankowe miasteczko przemienia w siedzibę Zła, które tutaj przybiera niecodzienny wymiar. Opowieść o krwiopijcach została potraktowana z powagą i czytając powieść odnosimy wrażenie, jakby niesamowite wydarzenia opuściły skorupkę nierealności i wypełzły na granice współczesnego, realnego świata, pozornie wolnego od wierzeń i przesądów ludowych, które zwykle traktuje się z przymrużeniem oka.
Konstrukcyjnie powieść została zbudowana w taki sposób, by uniknąć zamieszania w fabule i zachować pewną chronologię wydarzeń. Powieść została podzielona na trzy części. Pierwsza stanowi wprowadzenie w historię Domu Marstenów, druga zawiera punkt kulminacyjny wydarzeń, a trzecia jest zwieńczeniem opowiedzianej historii. Rozdziały zatytułowane imionami poszczególnych bohaterów powieści  nawiązują do wydarzeń, których są uczestnikami. Chcąc natomiast zobrazować życie mieszkańców Salem jako jednej, zwartej grupy, King wprowadził dodatkowo rozdziały nawiązujące tylko do zwyczajów miasteczka. Dzięki takiemu zabiegowi powieść wydaje się spójna i czytelna. Każde odrębne wydarzenie opisane w danych rozdziałach splata się jednak ze sobą w sensowną całość, kreując nieco duszny klimat typowego, zaściankowego świata pełnego miejscowych legend i przerażających tajemnic.
Pośród gęstych opisów miasteczka i jego zwyczajów, mnogiej liczby bohaterów pobocznych oraz ich rozbudowanych historii wyłania się prawdziwa groza w klasycznym wydaniu. Jak na powieść o wampirach przystało, zatrważająca historia o krwiopijcach urozmaicona została dodatkowo wątkiem miłosnym. King straszy w tej powieści dobrze znanymi chwytami, stopniowo dawkując napięcie. Nie rzuca zbyt często krwawymi scenami, skupia się raczej na wykreowaniu dusznej, niespokojnej atmosfery. Znajdzie się tu co prawda kilka godnych uwagi zwrotów akcji, jednak zakończenie może już okazać się dla niektórych niezbyt przekonujące. Pomimo tego z czystym sumieniem mogę uznać Miasteczko Salem za znakomitą powieść, głównie ze względu na rozbudowane wątki, ciekawie wykreowane postacie, ukłon w stronę klasycznej wizji wampiryzmu oraz wnikliwe opisy odzwierciedlające życie w prowincjonalnym miasteczku. Dowodem na nieprzeciętność tej powieści jest to, że kilkakrotnie została przeniesiona na ekrany i wywarła również spory wpływ na współczesną popkulturę, czego przykładem może być wykorzystanie motywu wampirów z Salem w niektórych utworach muzycznych. Miasteczko Salem to monumentalna powieść, którą polecam głównie wielbicielom horroru w klasycznym wydaniu oraz zagorzałym miłośnikom wampira nieskażonego zmierzchopodobną zarazą, którą w ostatnich latach byliśmy zatruwani.
Autor: Stephen King
Oryginalny tytuł:  Salem's Lot
Polski tytuł: Miasteczko Salem
Gatunek: horror/groza
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 524
rok: 2008 (polskie wydanie)

Autor: Konrad

2 komentarze:

  1. Ja nadal jestem za tym, żebyś wziął się za "Wpuść mnie" Lindqvista. Tematyka wampirza w fajnym wydaniu, takim psychologiczno-klimatycznym, ale gore też tam masz. Tylko jak najpierw oglądałeś amerykańską wersję filmu, to pewne obrzydzenie może pozostać. Ale tym się nie sugeruj, na serio te wersję zrobili nie czytając książki. A co do miasteczka Salem... Sentyment jest. Pierwszy horror jaki czytałam :) Fajnie napisałeś tę recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  2. O dziwo tę powieść Kinga przeczytałam dość późno. I troszeczkę się na niej wynudziłam. Ale tylko troszeczkę ;) Przyczyną tego może być moja niechęć do tematyki, którą autor w książce poruszył (nie przepadam za krwiopijcami). Mimo wszystko - jak to u Kinga - czyta się z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń