piątek, 20 lutego 2015

Recenzja: [REC]4 Apocalipsis (aka [REC]4 Apokalipsa), 2014

O tajemniczej zarazie panującej w barcelońskiej kamienicy dowiedzieliśmy się w 2007 roku, kiedy to za sprawą dwóch panów, Jaume Balagueró i Paco Plaza, do kin wdarł się z impetem trzymający w napięciu horror [REC] - film, który według niektórych opinii przetarł szlaki zapoczątkowane przez kultowy dziś The Blair Witch Project. Sukces duetu Balagueró-Plaza wzmocnił modę na hiszpańskie horrory i doprowadził do kontynuacji wydarzeń ekipy filmowej uwięzionej w kamienicy. Z zapartym tchem czekaliśmy na rozwój wydarzeń i uchylenie rąbka tajemnicy dotyczącej etiologii wirusa odpowiedzialnego za masakrę w odizolowanym budynku. Doczekaliśmy się teorii nawiązującej do opętania przez demony w drugiej części wyprodukowanej w 2009 roku, która tym razem również doczekała się przychylnych recenzji. Nic nie zapowiadało jednak rychłego upadku wspaniałej jak dotąd produkcji. W 2012 roku doszło do rozłamu wśród reżyserów, którzy postanowili odtąd na własną rękę, samodzielnie odpowiadać za kolejne dwie odsłony filmu. I tak oto w 2012 roku dostaliśmy mocno skrytykowaną Genezę w wykonaniu Paco Plaza, w której porzucono (na nieszczęście produkcji) stylistykę found footage i główny wątek na rzecz horroru komediowego o zabarwieniu "love story", za to z dobrze zrealizowanymi scenami gore i równie niezłymi bohaterami. Na Apokalipsę, czyli czwartą i ostatnią odsłonę serii czekaliśmy dość długo. Zapowiadano powrót do korzeni, czego brakowało "trójce" - czyli m.in. powrotu do konwencji verite oraz kontynuację przygód Angeli Vidal, dziennikarki uwięzionej w kamienicy. Kiedy już przyszło mi się zmierzyć z czwartą odsłoną hiszpańskiego straszaka opadła mi kopara. Bynajmniej nie z zachwytu i zaskoczenia, a z podziwu, jak bezbłędnie można schrzanić scenariusz, w którym drzemał potencjał.


Angela Vidal, młoda dziennikarka, której kamera towarzyszyła barcelońskim strażakom w pierwszej części filmu, jako jedyna cudem przeżyła koszmar, jaki rozegrał się w kamienicy zainfekowanej śmiercionośnym wirusem. Ewakuowana przez wojsko, trafia do tajnego ośrodka badawczego zlokalizowanego na pokładzie starego tankowca. W miejscu oddalonym o mile od lądu ma zostać poddana obserwacji i kwarantannie. Kiedy wirus znów wyrywa się spod kontroli, Angela podejmuje desperacką walkę o przetrwanie. Dobrze wie, że jeśli zakażeni zdołają opuścić bazę, infekcja rozleje się na cały świat.*

Nie mam zielonego pojęcia, jaki jest cel wstawiania podtytułu zarówno do trzeciej jak i omawianej tu, czwartej części. Oba tytuły w perfidny sposób kpią sobie z widza i fana serii. Podobnie jak w Genezie nie poznaliśmy niedokończonej kwestii dotyczącej zarażonej (opętanej?) dziewczynki Medeiros, tak i w Apokalipsie nie będzie nam dane oglądać scen rodem z końca świata. Jeżeli więc spodziewacie się po czwartej części [REC]'a zatłoczonych, brudnych ulic pełnych zombie, rozhisteryzowanych ludzi walczących o przetrwanie czy powrotu do konwencji verite, nie łudźcie się. Słowo "apokalipsa" w tytule czwartej odsłony hiszpańskiego straszaka nie ma nic wspólnego z globalną zagładą, bowiem cała akcja filmu rozgrywa się na pokładzie starego tankowca odizolowanego od reszty świata, dryfującego sobie spokojnie po szerokich wodach atlantyku. I gdzie tu tytułowa apokalipsa? Absurdalność tego filmu niestety nie ogranicza się tylko do złudnego tytułu - obraz Jaume Balagueró wieńczący serię o krwiopijcach z Półwyspu Iberyjskiego kuleje pod każdym możliwym względem.

W pierwszej kolejności w gałki oczne rzuca się podziurawiony jak francuski ser scenariusz. Hasła reklamowe kazały nam zapomnieć o Genezie, a przygotować się na kontynuację wydarzeń z pierwszej i drugiej części. Pozornie obietnica została spełniona - akcja filmu rozgrywa się bezpośrednio po zakończeniu "dwójki", gdzie na moment wracamy do zainfekowanej kamienicy. Reporterka - cudem ocalała Angela Vidal - zostaje przetransportowana do instytutu badawczego osadzonego w starym tankowcu odizolowanym od reszty świata celem dalszych badań nad pochodzeniem syfa, który doprowadził do zagłady mieszkańców uwięzionych w barcelońskiej kamienicy. I w tym miejscu pojawiają się luki i niejasności. Kto zna poprzednie części, ten zapewne wie, że infekcja miała być powiązana z ingerencją szatana, o czym niestety zapomniał pan Balagueró, który odpowiada nie tylko za reżyserię, ale i za scenariusz do filmu. W czwartej części w ogóle ten wątek nie jest rozwijany, pominięto również kwestię dziewczynki Medeiros - pierwotnego nosiciela wirusa. Jednym słowem: olano ciepłym moczem wątek religijny, który został rozwinięty dokładniej (ale i niedokończony) w części drugiej i nieco w trzeciej odsłonie. Komu zatem wydaje się, że po seansie Apokalipsy wreszcie zaspokoi ciekawość i pozna rozwiązanie co do pochodzenia wirusa, może być pewien, że jej nie pozna...

Kolejną kwestią, która odcięła pępowinę "ochów" i "achów" od tej produkcji jest brak jakiegokolwiek dawkowania grozy. Odizolowany od świata stary statek z klaustrofobicznymi, ciasnymi korytarzami oraz niewielkimi, ubogo wyposażonymi kajutkami stanowi całkiem atrakcyjny obiekt, w którym można nakręcić przepełniony mrożącymi krew w żyłach scenami horror. W Apokalipsie patent ten w ogóle się nie sprawdza. Na jakąkolwiek akcję przyjdzie nam nieco poczekać, a kiedy Balagueró wreszcie pozwoli wygłodniałej hordzie mięsojadów rozbiec się po ciasnych i mrocznych korytarzach tankowca, całą atmosferę skutecznie psuje nerwowa i zbyt rozbujała praca kamery, która w ogóle nie jest w stanie uchwycić najważniejszych momentów filmu i traci na płynności w chwili, gdy na ekranie serwuje nam się sceny gore. Te również pozostawiają wiele do życzenia w porównaniu choćby do wyświechtanej, choć porządnie zapodanej widzowi rąbanki z Genezy. W rezultacie otrzymaliśmy obraz bazujący na najbardziej znanych i do bólu powielanych kliszach filmowej grozy - coś w rodzaju dziecinnej zabawy w kotka i myszkę, nudnej i do bólu przewidywalnej bieganiny, do dna wyjałowionej z jakiejkolwiek próby dawkowania makabry, wyeksponowania elementów drastycznych, czy autentycznie budzących grozę.

Podczas seansu odnosiłem wrażenie, że Balagueró nie do końca wiedział, w jakim kierunku ma poprowadzić fabułę. Zgodnie z zapowiedziami, czwórka miała być wielkim powrotem do mroczniejszej odsłony serii. Z tej racji spodziewałem się, że reżyser Apokalipsy - w przeciwieństwie do Paco Plazy odpowiedzialnego za humorystyczną Genezę - zrezygnuje ze zbyt częstego puszczania oka do widza i postawi na powagę sytuacji. Niestety bohaterowie czwórki i ich czasami komiczne wręcz zachowania kłócą się z pierwotnymi założeniami reżysera. Tym samym [REC4] Apokalipsa pogrąża się w oceanie nieudolności również pod względem aktorskim. Zachowania niektórych bohaterów zakrawają o wierutny absurd, a gra aktorska momentami przypomina teatrzyk kukiełkowy. Postacie w czwórce, począwszy od bezpłciowo zagranego doktora Ricarte (Héctor Colomé), na sztywnym jak kołek Guzmanie (Paco Manzanedo) skończywszy, są płaskie jak kartka papieru. Jedyną godną uwagi kreacją jest zagrana przez Manuelę Velasco Angela Vidal, czy nieco sklerotyczna babunia - jedyna ocalała po rzezi na weselu (nawiązanie do trzeciej części - Geneza) - zagrana przez Maríę Rosso.

Trudno mi znaleźć w czwartej odsłonie słynnej produkcji o hiszpańskich krwiopijcach jakichkolwiek argumentów przemawiających na jej korzyść. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że zakończenie - swoją drogą najgorsze i najgłupsze z możliwych - pozostawia otwartą furtkę do kontynuacji. I choć na razie nic na ten temat nie wiadomo, już teraz szczerze życzę sobie i wszystkim wielbicielom serii, byśmy nie doczekali czasu, kiedy do naszych kin zawita część piąta...

Tytuł oryginalny: [REC]4 Apocalipsis
Tytuł polski: [REC]4 Apokalipsa
Rok produkcji: 2014
Gatunek: Horror/zombie movies
Czas trwania: 1 godz. 36 min.
Reżyseria:  Jaume Balagueró

* opis dystrybutora

2 komentarze:

  1. Słaba część serii, dużo niepotrzebnych rzeczy i fakt zmarnowany potencjał (miejsca, scenariusza itp.). Akurat co do postaci to mam odwrotnie - Guzman że tak go określę "spoko", a Angela irytująca baba z tragiczną mimiką - ale co każdy lubi :D Coś mi się zdaje, że za jakiś czas, któryś z panów znów powróci do Reca i będzie kolejna kontynuacja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zbieram się i zbieram do tego filmu, bo kiedyś podeszłam i tylko połowę zobaczyłam :) Widocznie czas gdzieś prysł...

    OdpowiedzUsuń