środa, 6 kwietnia 2016

Recenzja: Oculus, 2013

Horrory od zarania dziejów mają pełnić podstawową funkcję: straszyć widzów. Są na to przeróżne sposoby, a większość z nich przewijała się przez filmowe klisze nie raz, nie dwa. Upiorne duchy i jump scenki im towarzyszące, nawiedzone domy, mordercy z wyrafinowanymi narzędziami zbrodni i nietuzinkowym pomysłem na wyrżnięcie grupki nastolatków, wściekłe zwierzęta, obcy z innej planety, czy wreszcie obłęd i psychoza dopadająca głównych bohaterów. Z tym ostatnim będziemy mieli do czynienia w Oculusie. Mike Flanagan - współtwórca scenariusza i reżyser filmu, postanowił odświeżyć kilka znanych motywów, ale skoro jego film okrzyknięto przez krytykę mianem filmu inteligentnego, musiałem go obejrzeć. Kuszącą propozycją okazała się również reklama Oculusa - horror miał wystraszyć samego Stephena Kinga! Odpaliłem więc film w odtwarzaczu DVD, rozsiadłem się wygodnie w fotelu i... kurna, dałem się omamić - w pozytywnym rozumieniu tego słowa.

Tim Russel wraca z zakładu psychiatrycznego po tym, jak zabił swojego ojca jako kilkuletni chłopiec. Jego siostra Kaylie jest zgoła innego zdania. Uważa bowiem, że za całe zamieszanie i rodzinną tragedię odpowiada... antyczne zwierciadło, które lata temu rodzice zakupili do nowego domu. Lustro miałoby wykazywać paranormalne właściwości i wpływać na otoczenie, w tym na psychikę ludzi, którzy znajdują się w jego pobliżu. Namawia brata, by ten wziął udział w eksperymencie, który ujawni przeklęte właściwości przedmiotu. Dziewczynie udaje się zdobyć lustro na aukcji poświęconej antykom i przetransportowuje je do domu, który niegdyś zamieszkiwali. Opatrzona w masę dokumentów rzekomo potwierdzających klątwę ciążącą na lustrze, kamery rejestrujące eksperyment i plan unicestwienia zwierciadła, naraża zarówno siebie, jak i brata na śmiertelne niebezpieczeństwo.

Oculus to horror, który zyskał moją sympatię w zasadzie już w pierwszych minutach seansu. To horror-zagadka, której zadaniem będzie poszukanie odpowiedzi na pytanie o źródło strachu. Jest ono bowiem w tym filmie niejednoznaczne, nie do końca nazwane. Flanagan nie straszy w swoim horrorze zwyrodniałym mordercą, ani złowrogimi duchami, które ni stąd ni zowąd pojawiają się na ekranie, a towarzyszące im dźwięki przyprawią nas o palpitację serca. Choć jest kilka takich scen bazujących na klimacie, to podstawowym źródłem strachu jest to, w jaki sposób przeklęte lustro oddziałuje na zmysły i psychikę głównych bohaterów, w tym także na widza. Strach jest tu budowany w sposób nietypowy poprzez całkowite zatarcie granicy między rzeczywistością a fikcją, będącą produktem wyimaginowanego świata kreowanego przez lustro. No właśnie. Czy aby na pewno? Największym autem tejże produkcji jest to, że tak naprawdę nie wiemy, czy nasi główni bohaterowie właśnie stali się kolejnymi ofiarami zwierciadła, czy może utknęli w pułapce własnego obłędu. Niesamowite są momenty, w których praktycznie każda kolejna scena przeczy temu, co chwilę wcześniej ukazywała ta pierwsza. Zaczynamy więc bać się o losy dwójki rodzeństwa, bo tak naprawdę niczego nie możemy być pewni. Każdy ruch, każda decyzja podjęta przez głównych bohaterów mogą nie być autentyczne. Z drugiej strony to, co wydaje nam się nierealne może okazać się rzeczywistością.

Ciekawym zabiegiem mającym zmylić widza jest nie tylko zacieranie granic między rzeczywistością, a złudzeniem, ale również ukazywanie wydarzeń z perspektywy dwóch płaszczyzn czasowych: przeszłości i teraźniejszości. Jest to o tyle atrakcyjne rozwiązanie dla rozwoju akcji, że o tym, co tak naprawdę wydarzyło się lata temu w rodzinie Russelów, dowiadujemy się stopniowo przez cały seans. Nie możemy jednak w stu procentach stwierdzić, czy wydarzenia ukazywane z przeszłości są autentycznymi wspomnieniami Tima i Kaylie, czy może to kolejny podstęp przebiegłego zwierciadła. Nutka tajemnicy zasiana w początkowych partiach filmu trzyma nas w napięciu do ostatniej sceny, która notabene jest w stanie wprawić w osłupienie i z pewnością nie rozczaruje bardziej wymagających widzów, którzy trzymani przez cały czas w ryzach niepewności, otrzymają mocny przytup na sam koniec. Dziwi fakt, że finał tej wciągającej zabawy reżysera z widzami w kotka i myszkę spotkał się jednak z niezbyt przychylnymi opiniami ze strony sporej rzeczy odbiorców, którzy zarzucają twórcy przede wszystkim mało przemyślane, zbyt szybko zrealizowane i urwane zakończenie.

Pomysł na przemyślany horror z zaskakującymi i trudnymi do przewidzenia zwrotami akcji to bardzo ważny klucz do sukcesu. Nie zawsze jednak wystarczy ciekawa koncepcja fabularna. Ważni są również aktorzy, którzy muszą wypaść przekonująco, czy chociażby efekty specjalne - te również muszą robić wrażenie. W przypadku gry aktorskiej nie mogę się do niczego przyczepić. Zarówno dwójka młodych aktorów - Annalise Basso i Garrett Ryan, wcielający się w Tima i Kaylie jako dzieci, jak i aktorzy grający dorosłe już rodzeństwo - Karren Gillan i Brenton Thwaites spisali się naprawdę przyzwoicie i z powodzeniem udźwignęli powierzone im role. Podobnie spisali się aktorzy drugoplanowi. Trudniej jest mi jednak wychwalać efekty specjalne. Choć widywałem o wiele gorsze badziewia wykreowane za pomocą techniki CGI, to jednak jakoś ciężko było mi patrzeć na zjawy ze świecącymi ślepiami, które wyglądały mało realistycznie. Na
szczęście krew (choć jest jej tu niewiele), wyglądała w miarę poprawnie.

Jakby na to nie patrzeć, Oculus to mimo wszystko sprawnie zrealizowany horror, którego zadaniem jest nie tylko próba wystraszenia widza. To przede wszystkim porządna dawka psychologicznej gry, która sprawia, że podobnie jak główni bohaterowie, w wielu momentach zaczynamy się gubić i w końcu dajemy się oszukać własnym zmysłom. Jednocześnie Flanagan udowadnia w swoim horrorze, jak słabym psychicznie może okazać się człowiek oraz że to, co najbardziej przeraża, to fakt, że nie zawsze możemy wierzyć własnym zmysłom, bowiem to właśnie one mogą stanowić dla nas największe zagrożenie. 

Tytuł oryginalny: Oculus 
Tytuł polski: Oculus 
Rok produkcji: 2013 
Gatunek: horror psychologiczny 
Czas trwania: 1 godz. 43 min.  
Reżyseria: Mike Flanagan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz