piątek, 10 sierpnia 2012

Recenzja: Urban Legends (Ulice strachu) (1998)

"Nawet jeśli nie dajesz im wiary,możesz przez nie zginąć..." *

Któż z nas nie zna opowieści o mordercy skrywającym się na tyłach samochodu, klątwie krwawej Mary, czy staruszce, która chcąc wysuszyć swojego pieska, wkłada go do rozgrzanej do czerwoności mikrofalówki... Tak naprawdę trudno nie otrzeć się choćby o jedną tego typu opowiastkę, ponieważ Urban Legends stanowią nieodzowny element naszej kultury. Funkcjonują obok nas i są znane na całym świecie. Osadzone we współczesnej kulturze miejskie legendy nawiązują do wydarzeń powszechnych, co sprawia, że słuchamy ich z niedowierzaniem oraz świadomością, że sytuacje wyjęte rodem z tego typu historyjek mogą przydarzyć się praktycznie każdemu. To właśnie dlatego są nam tak niezmiernie bliskie. Niektóre przetrwały dziesiątki lat, inne znów, nieco zapomniane i zakurzone przemijającym czasem, zmarły śmiercią naturalną, by ponownie zmartwychwstać i poddać się procesowi ewolucji. Mitologie miejskie są dowodem na to, że człowiek z natury dociekliwy i rządny ekstremalnych wrażeń, daje się ponieść  tym niewiarygodnym historiom i z chęcią przekazuje je dalej. To dlatego z perspektywy filmowego horroru miejskie mitologie- zwłaszcza te krwawe, podobnie jak motyw zombie, nawiedzonych domów, czy psychopatycznych morderców, stanowią fascynujący i atrakcyjny materiał na nakręcenie naprawdę porządnego dreszczowca. Fenomen miejskich legend wykorzystał Jamie Blanks, reżyserując sztampowy slasher o zakapturzonym mordercy, który wybija po kolei grupkę studentów znanymi z miejskich legend metodami, serwując jednocześnie fanom lekkich horrorów o nastolatkach i wielbicielom miejskich opowiastek całkiem niezłą zabawę.

Spokojne studenckie życie na jednej z amerykańskich uczelni przerywa nagle niewesoła wiadomość- studentka o imieniu Michelle zostaje w brutalny sposób zamordowana przez tajemniczego mordercę, który skrywając się na tyłach samochodu zabija dziewczynę toporem. Natallie, przyjaciółka zamordowanej, za wszelką cenę będzie próbowała rozwikłać tajemniczą śmierć swojej koleżanki. Wysuwa hipotezę, jakoby psychopata wzorował się na popularnych miejskich legendach. Jej znajomi ze studiów-  Paul, Brenda, Damon, Sasha oraz Parker początkowo nie dają wiary przekonaniom dziewczyny. Nie wiedzą jednak, że wkrótce przyjdzie im zmierzyć się z psychopatycznym mordercą, który jest nadzwyczaj obeznany w temacie miejskich legend i traktuje je śmiertelnie poważnie. Sielskie życie studenckie zmienia się powoli w koszmar, a tajemniczy zakapturzony szaleniec zaczyna zbierać krwawe żniwo...

Jamie Blanks w swoich Ulicach strachu zaprezentował coś, co znamy w zasadzie z poprzednich slasherowych horrorów o nastolatkach. I nie ma się co dziwić, bo po sukcesie Wesa Cravena, który reżyserując w 1996 r. swój pierwszy Krzyk, wskrzesił jednocześnie podgatunek horroru, jakim jest slasher. Nie trzeba było więc długo czekać, by dosłownie jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się kolejne horrory o prostej i nieskomplikowanej fabule traktującej o młodzieży wybijanej po kolei przez  zwyrodniałego mordercę. Nie trudno też nie zauważyć w filmie Blanksa pewnych powiązań  do wspomnianego horroru Cravena. W Ulicach strachu również mamy niezidentyfikowanego mordercę, który pod kapturem ukrywa swoją twarz i twórcy długo jeszcze nie ujawnią jego tożsamości, pozostawiając nas w niepewności aż do ostatnich minut filmu, bawiąc się znaną z Krzyku metodą polegającą na zgadywaniu kto i dlaczego zabija. Kiedyś być może film ten robił wrażenie i cieszył się uznaniem wśród fanów tego podgatunku horroru, ale dziś- mając na uwadze fakt, że slasher ma branie wśród fanów horroru, co przyczyniło się do ogromnego wysypu podobnych filmów, na Ulice strachu spojrzymy raczej z perspektywy "przyjemnego" horroru, niewymagającego od widza intensywnego myślenia i wgłębiania się w sedno fabuły, aniżeli na film o fabule oryginalnej i innowacyjnej konstrukcji. Sztampowość tej produkcji mimo wszystko nie wadzi zbytnio i ostatecznie potrafi obronić się kilkoma ciekawymi elementami, na które warto zwrócić uwagę.

Po pierwsze Blanks umiejętnie wykorzystuje i wplata w fabułę motyw miejskich legend, które wśród
młodzieży (i nie tylko) cieszą się dobrym uznaniem i niegasnącą popularnością. Mogłoby się wydawać, że nie otrzymamy tutaj nic, poza ukazaniem kolejnych scen nawiązujących do konkretnych mitologii miejskich, co ostatecznie skazuje film na przewidywalność, zwłaszcza, jeśli przed telewizorem zasiadają znawcy miejskich legend, znający doskonale każdą opowieść i wiedzą, co komu może przydarzyć się w danej sytuacji. Ale reżyserowi udało się z filmu wyplewić pewną banalność, dzięki urozmaiceniu fabuły o szereg fałszywych tropów, umiejętnie mącących widzom w głowach. Tym samym zdołał utrzymać pewną otoczkę tajemniczości wokół morderstw popełnianych na terenie uczelni. Tak naprawdę nie do końca wiemy, podobnie jak główni bohaterowie, czy wierzyć w to, co przed momentem dane nam było zobaczyć, czy też domniemane zabójstwa traktować raczej jako zwyczajny żart lub propagandową plotkę i podejrzewać głównego świadka wydarzeń- Natallie- o napad histerii. Tym bardziej, że każde tajemnicze zniknięcie lub morderstwo kolejnych studentów ma swoje racjonalne wytłumaczenie ze strony przyjaciół dziewczyny, zrzucające hipotezę dotyczącą rzekomej działalności psychopaty w murach uczelni na drugi plan. Stanowi to niemałą atrakcję i potrafi zagwarantować niezłą zabawę w trakcie seansu. Kolejnym plusem omawianej przeze mnie produkcji jest świetnie utrzymany klimat- deszcz i burza w początkowych scenach filmu podsycają uczucie napięcia i niepokoju oraz stanowią zapowiedź historii pełnej tajemnic i zagadek, natomiast mury starej uczelni skrywające swoją przerażającą przeszłość, niczym stary pradawny zamek, wprowadzają w specyficzną atmosferę i nastrojowość. Sceny mordów, dzięki sprawnej pracy kamer, potrafią zainteresować i wciągnąć, jednak niestety reżyser zdecydowanie poskąpił ukazywania krwi na ekranie, a szkoda, bo po seansie odczułem jednak pewien niedosyt. Czułem się jakby reżyser drażnił się ze mną na zasadzie: "pokażę Ci fajną scenę pełną napięcia, ale szczegóły uśmiercania bohaterów jednak pozostawię dla siebie". Ujmując to inaczej, widzimy zakapturzonego psychopatę wymierzającego toporem w stronę ofiary, jednak nie będzie nam dane ujrzeć, jak zakrwawiona ofiara męczy się i zwija z bólu. Mimo wszystko niektóre sceny podporządkowane zostały udanej ścieżce dźwiękowej, dzięki której nieraz podskoczymy ze strachu.

O tym, że po film ten warto sięgnąć przemawia jeszcze jeden powód - doskonała obsada aktorska. Twórcy na plan filmowy zaprosili znane gwiazdy filmowe, które mogliśmy podziwiać w innych produkcjach. Otrzymamy tutaj takie perełki, jak Robert Englund (wcielił się w rolę profesora Wexlera), znany z ogrywania postaci Freddego Krueger'a w Koszmarze z ulicy Wiązów, John Neville (w filmie rektor uczelni), którego wcześniej mogliśmy ujrzeć w serialu Z Archiwum X, wcielający się w postać Parkera Michael Rosenbaum, który później udzielił się w serialu Tajemnice Smallvile. Reżyser na plan filmowy zaprosił także aktorów, którzy zagrali rok wcześniej w drugiej odsłonie Krzyku Wesa Cravena- Rebecę Gayheart, w Ulicach strachu wcielającą się w postać Brendy oraz Joshuę Jacksona, któremu przydzielono rolę żartobliwego Damona. Ujrzymy tu również śliczną Tarę Reid, którą skojarzymy ze znanych komedii American Pie oraz Jareda Leto (American Psycho, 2000) odgrywającego w filmie rolę zapalonego dziennikarza Paula.  Slasherową final girl odegrała Alicia Witt, znana choćby z gościnnego wystąpienia w serialu Miasteczko Twin Peaks. Za rolę Nattalie w horrorze Ulice strachu otrzymała w 1999 r. nominację do nagrody Saturn.

Twórcom udało się znakomicie przedstawić fenomen miejskich legend- historyjek, które z jednej strony traktuje się jako zwyczajną plotkę, z drugiej jednak jako opowieści kryjące w sobie ziarenko prawdy. Poza tym Urban Legends to film, który nie wymaga jakiejś głębszej analizy, czy doszukiwania się pewnych ukrytych podtekstów. To przede wszystkim lekki i przyjemny dreszczowiec, który dzięki utrzymaniu mrocznej atmosfery może zaserwować nam sporą dawkę dobrej i porządnej zabawy. Warto sięgnąć zwłaszcza w długie, jesienne wieczory, kiedy za oknem pada deszcz, a ze wszech stron wieje i dmucha porywisty, złowieszczy wiatr :-).

Tytuł oryginalny: Urban Legends
Tytuł polski: Ulice strachu
Rok produkcji: 1998
Gatunek: Horror/slasher
Czas trwania: 1 godz. 39 min.
Reżyseria: Jamie Blanks

* Cytat zaczerpnięty z kampanii reklamowej filmu.

Autor: Konrad

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz