poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Recenzja: V/H/S/ 2 (2013)

Doczekaliśmy się kilku kontynuacji słynnego horroru Paranormal Activity, twórcy hiszpańskiego horroru [REC] również postanowili po raz kolejny uderzyć w znane i sprawdzone rejony prezentując kolejne części masakry zombie w otoczce paradokumentalnej. Powstają nowe filmy czerpiące całymi garściami z nurtu, który wydawałoby się, nie jest w stanie już niczym zaskoczyć. Moda na horror dokumentalizowany trwa więc nieustannie od dobrych kilkunastu lat i pomimo rozbieżnych opinii, tego typu kino ma się całkiem nieźle. Syndrom sequela dopadł również amerykańską produkcję V/H/S, która w 2012 roku miała swoją światową premierę. Horror ten stał się dowodem na to, że z podgatunku horror verite można jeszcze wycisnąć kroplę oryginalności i pomysłowości. Czy i tym razem twórcom udało się przeskoczyć poprzeczkę i udowodnić, że z horroru dokumentalizowanego można wydobyć coś jeszcze?

 
Nie będzie nowością fakt, że i tym razem mamy do czynienia z ekipą włamującą się do opuszczonego domu, ale tym razem pomysłodawcy antologii postawili nie na złodziejów, lecz na detektywów poszukujących zaginionego studenta. Przez pierwsze minuty filmu będziemy więc przyglądać się ekipie, która będzie zmagała się z próbą włamania się do posiadłości. Kiedy w końcu uda im się wejść do środka, już na początku wizji lokalnej natrafiają na pokój oświetlony monitorami telewizorów oraz szereg porozrzucanych po podłodze, starych kaset V/H/S. Kobieta przeszukuje dane zawarte w komputerze zaginionego w celu znalezienia jakichkolwiek tropów oraz przegląda po kolei materiały uwiecznione na taśmach wideo, tymczasem mężczyzna postanawia przeszukać resztę domu. Zawartość tajemniczych kaset jest przerażająca, jednakże kobieta nie daje za wygraną i krok po kroku przegląda kolejne materiały w celu odkrycia jakichkolwiek śladów zaginionego studenta, lekceważąc jego słowa nagrane na filmiku, że "wszyscy jesteśmy energią elektromagnetyczną, a analogowe taśmy zawierające paranormalne nagrania mogą oddziaływać na naszą korę mózgową".
Są takie produkcje grozy, których każda kolejna kontynuacja staje się dowodem na jałowość gatunku - im więcej n-tych części, tym coraz gorzej. Są również i takie filmy, których sequel ma sens, bo wnosi zarówno do samej produkcji, jak i do kina grozy w ogóle, odrobinę świeżości i rzuca nowe światło na stare, dobrze znane nam schematy. Może się wydawać, że V/H/S 2 co prawda nie wnosi niczego nowego do samej produkcji, bo czerpie inspirację z poprzednika (ten sam motyw: włamanie się do opuszczonego domu, znalezienie taśm porozrzucanych w pokoju, przeglądanie materiałów), na udanego można również zarzucić mu brak innowacyjności jeśli chodzi o horror verite, bo bazuje na tych samych doskonale znanych nam chwytach mających na celu przerazić, zniesmaczyć i zaskoczyć. Trudno jednak nazwać V/H/S 2 produkcją nieudaną, skoro każdy kolejny segment reprezentuje wysoki i dość wyrównany poziom, natomiast pomysłowość twórców na fabułę przekracza najśmielsze oczekiwania wielbiciela wartkich akcji, nerwowych ujęć, przytłaczającej atmosfery oraz krwawej jatki, której tutaj będziemy mieli w zdwojonej dawce. Co więcej, choć mamy tu do czynienia z podobnym motywem oraz konstrukcją, to  V/H/S 2 reprezentuje znaczny progres w porównaniu do pierwszej części. Dlaczego?
Ano dlatego, że współczesne kino grozy trudno dziś oceniać w kategoriach innowacyjności, oryginalności, świeżości itd. We współczesnym kinie grozy oryginalność nie gra już pierwszych skrzypiec, więc powinniśmy skupić się raczej na tym, w jaki sposób twórcy kreują atmosferę, odpowiedni klimat oraz w jaki sposób budują specyficzny świat pełen wszechogarniającego strachu, napięcia oraz grozy, która skutecznie ściśnie widza za gardło i nie puści aż do napisów końcowych. To właśnie w V/H/S 2 twórcom udało się osiągnąć i to właśnie dlatego można tę produkcję uznać za udaną, a nawet lepszą w porównaniu do pierwowzoru.
Całość, podobnie jak pierwsza część, składa się z 5 segmentów - czyli krótkich, kilkunastominutowych epizodów luźno ze sobą powiązanych, przedstawiających dziwne i przerażające historie. To, co odróżnia V/H/S 2 od pierwszej części, daje się zauważyć w poszczególnych segmentach filmu, które naszpikowane sporą dawką makabry i wisielczego humoru, są w stanie zaserwować widzowi niemałą dawkę emocji i rozrywki. Smacznym kąskiem okazuje się atrakcyjna fabuła niektórych segmentów oraz spory rozrzut tematyczny poszczególnych opowieści. Będzie o klinicznych eksperymentach z ghost story w tle w Phase I Clinical Trials, o krwiożerczych zombie atakujących rowerzystę w A Ride In The Park, tematyka niebezpiecznych kultów religijnych o apokaliptycznym charakterze poruszona zostanie w Save Haven, natomiast wątek uprowadzenia przez istoty pozaziemskie zaprezentuje nam segment Slumber Party Alien Abduction. Segment główny - Tape 49 - to historia wspomnianej pary detektywów wkraczających do opuszczonego domu celem ustalenia miejsca pobytu zaginionego studenta.
Wszystkie epizody prezentują wyrównany poziom, choć nie wszystkie pozbawione zostały drobnych niedociągnięć. Do najmocniejszych segmentów zaliczyłbym z pewnością A Ride In The Park oraz Save Haven -  głównie ze względu na wciągającą fabułę oraz świetne wykreowanie nerwowej, nieco chaotycznej atmosfery. Ogromną rolę odgrywają tu również realistyczne efekty specjalne oraz duża dawka scen gore, podczas których co bardziej wrażliwsi widzowie mogą odwracać wzrok od ekranu. Oba epizody cechuje również ciekawe, godne uwagi zakończenie. Dobrym, choć nieco słabszym segmentem jest Phase I Clinical Trails - niektóre sceny mogą przyspieszyć puls, zwłaszcza w momentach, kiedy niespodziewanie wyskakuje nam na ekran zjawa. Najsłabszym ogniwem antologii okazuje się Slumber Party Alien Abduction, w którym przeszkadzało mi przesadne operowanie efektami świetlnymi - momentami można było dostać oczopląsu, poza tym za atut tego epizodu można śmiało uznać ciekawie wykreowany atak kosmitów na młodzież samodzielnie spędzającą wieczór w domu. 
V/H/S 2 to przede wszystkim film dostarczający ogromnej dawki emocji oraz przedniej rozrywki, nie należy więc doszukiwać się w nim drugiego dna. Twórcy postawili raczej na wykreowanie zwariowanej, momentami zabawnej, momentami przerażającej fabuły, która z pewnością nie pozwoli nudzić się potencjalnemu widzowi, aniżeli na coś, nad czym można by dłużej podumać i wyciągać jakieś konkretne wnioski. Jeżeli więc nie po drodze Wam horrory nierealne, pozbawione jakiegoś głębszego przekazu lub jeśli zwyczajnie nie lubicie tego podgatunku - po V/H/S 2 nie sięgajcie, bowiem może się okazać, że jest to film nielogiczny, niespójny, a przede wszystkim chaotyczny. Jeżeli zaś uwielbiacie horrory paradokumentalne, co więcej,  jeżeli ostatnio polubiliście filmowe antologie grozy - z pewnością się nie zawiedziecie. V/H/S 2 to udana pozycja, która tym razem została przyozdobiona ciekawszymi historyjkami, które powinny zaspokoić gusta wygłodniałych fanów gore czekających na ciekawe sceny konsumpcji ludzkich wnętrzności, poderżnięcia gardła, czy wydłubywania sobie oczu, zaspokojeni powinni zostać także i Ci, którzy od horroru wymagają odpowiedniej dawki grozy i napięcia w klasycznym wydaniu.
Tytuł oryginalny: V/H/S 2
Tytuł polski: V/H/S 2
Rok produkcji: 2013
Gatunek: Horror dokumentalizowany
Czas trwania: 1 godz. 36 min.
Reżyseria: Simon Barret, Jason Eisner, Gregg Hale, Eduardo Sanchez, Adam Wingrad
Autor: Konrad.

1 komentarz:

  1. Niestety - porównując go do jedynki - wypada według mnie dużo gorzej. Powiem szczerze, że wcale nie podobało mi się "Safe Heaven". Motyw z "wycieczką" oczami zombie był całkiem niezły, podobnie jak nieźle zapowiadał się kawałek o Obcych (niestety w efekcie zepsuty). Mogło być dużo lepiej, ale myślę że to kwestia gustu i tego, co każdemu bardziej się w kinie podoba. Dziękuję za kolejną ciekawą recenzję!

    OdpowiedzUsuń