czwartek, 31 października 2013

Recenzja: Królowa Śniegu (autor: Regina)


"Każdy z nas nosi jakąś maskę, pod którą ukrywa nieakceptowane społecznie cechy czy instynkty, to co najbardziej nas przeraża. Pod pozorami normalności i przyzwoitości, każdy ukrywa jakieś małe brudne sekreciki i każdy przymyka oko na pewne sytuacje czy zdarzenia... "
- ze wstępu.
"Królowa Śniegu" to powieść-zagadka. Dlaczego? Otóż kilka lat temu moja znajoma ze studiów zdradziła mi, że jeszcze w czasie liceum napisała powieść. Coś, co miało w sobie trochę z dramatu, trochę z horroru. Byłem niezmiernie ciekaw tego, co stworzyła, jednakże nie było mi dane wówczas przeczytać tego w całości, w wersji papierowej. "Królowa Śniegu" była więc jedną, wielką niewiadomą. Takim nurtującym mnie przez praktycznie całe studia, uporczywym znakiem zapytania, które łaziło za mną przez kilka lat i wydawało się, że tak już pozostanie. Że moja ciekawość nie zostanie nigdy zaspokojona. W 2012 roku autorka powieści, skrywająca się pod pseudonimem Regina, postanowiła jednak wyjąć powieść z szuflady i pozwolić, by mogła ją ujrzeć większa rzesza ludzi. W tym ja. Przez kilka miesięcy wrzucała na blog kolejne rozdziały, powoli ujawniając wnętrze "Królowej...". Okazało się, że obawy autorki co do reakcji na powieść były niepotrzebne, ponieważ stworzyła, choć nie pozbawioną szeregu wad, to jednak powieść, która w pewien sposób potrafiła mnie urzec i wciągnąć w wir niesamowitych wydarzeń naznaczonych z jednej strony miłością i przyjaźnią, z drugiej zaś krwią, nienawiścią, żądzą zemsty i patologią współczesnego świata.
Są ludzie, którzy lubią pisać dla rozrywki. Pisanie sprawia im wiele radości i frajdy. I w zasadzie tylko tyle. Piszą, bo lubią. Są również i tacy, którzy piszą, bo to umożliwia im wkroczenie do świata nierealnego, wykreowanego tylko i wyłącznie przez nich samych. Siadają przed kartką pustego, niezapisanego jeszcze papieru i coś tworzą. Pisanie daje im możliwość odcięcia się od rzeczywistości, czy uzewnętrznienia własnych przemyśleń na jakiś konkretny temat. Zwykle jest tak, że pisanie może okazać się i jednym i drugim jednocześnie. A jak było w przypadku "Królowej Śniegu"? Zacznijmy od tego, że powieść została napisana, kiedy autorka była uczennicą ostatniej klasy liceum. Miała wówczas osiemnaście-dziewiętnaście lat. Po przeczytaniu wszystkich rozdziałów powieści odnoszę wrażenie, że pisanie dla autorki było wszystkim tym po trochu. Z resztą pełną odpowiedź zapewne znajdzie każdy, kto nie omija czegoś takiego jak posłowie. Choć recenzowana tutaj powieść nie doczekała się wersji książkowej, to jednak autorka postanowiła opublikować kilka słów o powieści właśnie w posłowiu i dorzucić jako dodatek na stronie, na której publikowała kolejne rozdziały "Królowej Śniegu".
"Pisanie to było takie hobby, zabawa. Lubiłam to szczególnie dlatego, że to kwestia wyobraźni. Widzicie, kiedy wokół jest naprawdę kijowo i znikąd ratunku fajnie jest uciec we własny świat. W miejsce gdzie mamy nad wszystkim kontrolę. Nie ważne jak źle by było, jak mroczne nastałyby dni możemy to wszystko odkręcić."*
Fabularnie "Królowa Śniegu" wydaje się mocno poplątana i na dobrą sprawę ciężko jest streścić ją w kilku słowach, jednocześnie nie spojlerując. Spróbujmy jednak stworzyć ogólny zarys powieści. Poznajemy kilku głównych bohaterów, ale i masę postaci drugoplanowych. Można więc się domyśleć, że nie będzie to powieść prostolinijna, skupiająca się tylko i wyłącznie na jednej historii, a na kilku wątkach, co samo w sobie stanowi atut powieści, z drugiej jednak strony może wprowadzić niewielki zamęt w odczycie głównego wątku fabularnego. A o czym konkretnie jest "Królowa Śniegu"? W skrócie: o miłości, przyjaźni, przebaczaniu... psychopatii, narkomanii, prostytucji, słowem: o ludzkim zepsuciu oraz o sile miłości, która pomimo wszechogarniającego zła, potrafi przetrwać wszystko. Ktoś mógłby zapytać: gdzie w tym wszystkim znajdzie się miejsce na horror i grozę? Ano "Królowa Śniegu" posiada również wątek kluczowy dla tego gatunku. Będą więc duchy, zjawy, gnijące upiory, przerażające wizje, pewna klątwa, która wkrótce ma się ziścić. Głównym bohaterem "Królowej..." autorka uczyniła dziewiętnastoletniego Gabriela Morgana, chłopaka, któremu idylliczne życie niestety nie było pisane. Najpierw śmierć matki, później swojej ukochanej siostry, ostatecznie dzielenie mieszkania z psychopatycznym ojcem, dla którego cierpienie i upokarzanie bezbronnych ludzi to świetna zabawa. Na okres szkoły chłopakowi udaje się jednak wyrwać z tego piekła - wybiera się do internatu w mieście, którego atmosferę świetnie opisują słowa z drugiego rozdziału:
"W pewnym sensie każde miasto to organizm, ludzie są jak komórki. To miasto umierało już od dawna, toczone rakiem patologicznych zależności między jego mieszkańcami. Niby wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą. Niby nic się nie zmienia, każdy ma swoje małe, nic nie znaczące, mroczne sekreciki. Jednak, w tym mieście, już od trzydziestu lat narastał jakiś niepokój. A może to się zaczęło jeszcze wcześniej?
Były sprawy, o których nie mówiono, które regularnie omijano, nad którymi się nie zastanawiano, które spychano gdzieś daleko od świadomości, tylko po to, aby zachować pozory normalności. Aby dzieci chodziły do szkoły, dorośli do pracy. Takie przemilczenia są normalne i istnieją w każdej zorganizowanej społeczności, a jednak tu napiętrzyło się ich już tyle, tylu rzeczy nie zrobiono, tylu pytań nie zadano, że zabiły organizm. Miasto zdechło i teraz się rozkładało. Nekroza i apoptoza dotykały kolejnych jego komórek, doprowadzając je do szaleństwa i śmierci w konwulsjach. I stąd ten smród. Eryka nie miała racji, to miasto nie tylko śmierdziało gnijącym trupem, ono nim było. Nie było ani wiatru, prawie nikogo na ulicach. Spokój, ale jakiś nerwowy. Cisza przed burzą."**
W szkole okazuje się, że chłopak również nie czuje się bezpieczny. Poniżany przez swoich kolegów z klasy, staje się ofiarą wyzwisk, bijatyk i braku ogólnej akceptacji przez rówieśników. Głównym jego prześladowcą okazuje się nietykalny Wiktor Krawański (nietykalny, bo jest synem wysoko postawionego burmistrza, który ma wpływ dosłownie na losy każdego mieszkańca miasta) oraz jego banda, przynależąca do Zgromadzenia. Chcąc w skrócie napisać, jednocześnie nie sypiąc spojlerami, na czym polegało Zgromadzenie, można odnieść to do następujących wyrażeń: bić, zabijać, poniżać. Historia Zgromadzenia sięga kilkunastu lat. Na drodze zdesperowanemu chłopakowi staje jednak Eryka - nowa uczennica z klasy, którą poznaje przypadkowo w autobusie. Okazuje się, że dziewczyna również nie ma łatwego życia, ponieważ boryka się z nałogiem. Kiedy oboje się zaprzyjaźniają, chłopaka zaczynają dręczyć koszmary. I to właściwie od nich zaczyna się wątek główny. Będą morderstwa, przerażające tajemnice oraz tytułowa Królowa Śniegu, która tylko czeka, aż nadejdzie czas, by wreszcie się zemścić i wyrównać rachunki za dawne zło, a czytelnik z każdym nadchodzącym rozdziałem poznaje coraz więcej postaci drugoplanowych i ich historie, które w większym lub mniejszym stopniu będą miały wpływ na to, co wkrótce ma się ziścić zgodnie z przepowiedniami. Czytelnik, wraz z każdym rozdziałem pozostaje również z coraz większą masą pytań, na które ma nadzieje znaleźć odpowiedzi w dalszych częściach powieści.
Z czystym sumieniem mogę przyznać, że fabularnie powieść jest wciągająca, choć są momenty, kiedy czytając można odnieść wrażenie, jakby autorka miała masę pomysłów na fabułę i oddzielną historię każdego z bohaterów i chciała to wszystko wykorzystać w jednej powieści. Wydaje mi się, o czym z resztą już wspomniałem, że wielowątkowość nie jest niczym złym, stanowi wręcz atut, ale tylko wówczas jeśli jest to przedstawione w sposób niechaotyczny. Naturalnie chronologia wydarzeń w "Królowej..." została zachowana (poza niektórymi wątkami, które celowo zostały wprowadzone z punktu widzenia różnych perspektyw czasowych), jednakże według mnie w niektórych rozdziałach pojawił się mały zamęt, o czym wspomnę jeszcze przy okazji omawiania pozostałych elementów powieści. Warto jednak zwrócić uwagę na bohaterów w "Królowej...". Jeżeli w pewien sposób potrafimy utożsamić się z postaciami z książki, lub jesteśmy w stanie ich polubić i zaakceptować, to jeszcze lepiej. Ja postacie w "Królowej..." byłem w stanie polubić, głównie ze względu na interesujące profile psychologiczne, w jakie przyodziała ich autorka powieści, świetnie odzwierciedlając specyfikę świata zepchniętego na społeczny margines i ludzi w nim mieszkających. Mieszkańcom Domu Szagala - miejsca, w którym przesiadują ludzie, którzy przez społeczeństwo ślepe na problemy biedy, ubóstwa, narkomani i prostytucji są traktowani dosłownie jak śmiecie, jesteśmy w stanie szczerze współczuć i podświadomie boimy się o ich przyszłe losy. Choć niekiedy ma się wrażenie przerostu formy nad treścią, tzn. dramatu ponad horror, co ma miejsce tylko w przypadku niektórych rozdziałów i ma pewnie za zadanie połączyć czytelnika i bohaterów więzią sympatii i współczucia. Autorka nie zostawia suchej nitki również na ludziach z tzw. wyższej sfery oraz udowadnia, że w obliczu bogactwa, gdzie z pozoru można mieć dosłownie wszystko, ludziom brakuje tak naprawdę czegoś, co wydaje się ponadczasowe, bezcenne - miłości, uznania dla drugiego człowieka, czy akceptacji i tolerancji. Autorka śmiało i bez żadnych skrupułów bawi się też autorytetami, które dla wielu osób być może stanowią wzór do naśladowania, a jednak czasami rzeczywistość wyłania na światło dzienne ich nieco bardziej mroczne sekreciki.
Czytając poszczególne rozdziały powieści miałem nieodparte wrażenie, jakby historia w niej opowiedziana zdarzyła się kiedyś naprawdę. I nie ważne, że w powieści zawarty jest wątek raczej mało prawdopodobny, by kiedykolwiek miał miejsce w rzeczywistości. Zdałem sobie sprawę, że było to spowodowane dwoma zabiegami. Po pierwsze język, jakim posługiwała się autorka tworząc powieść. Prosty, można nawet stwierdzić, że potoczny język powieści sprawia, że czujemy się niemal obserwatorami i uczestnikami kolejnych wydarzeń. Dialogi, opisy, narracja - wszystko zawiera w sobie pierwiastek zwykłego, niewydumanego słownictwa, czasem sarkastycznego, czasem nieco komicznego, ale przede wszystkim często charakterystycznego dla ludzi, którzy obracają się wokół patologicznych środowisk. I dobrze, bo dzięki temu możemy wejść w głąb powieści, po prostu wczuć się w nią, w atmosferę, jaka w niej panuje. Choć i tu czasem pojawiają się zgrzyty. W poszczególnych rozdziałach dialogi rozmywają się i czasami nie wiadomo kto co mówi, zwłaszcza, jeżeli rozmowy pomiędzy bohaterami momentami wydają się przydługie i prowadzone są przez więcej niż dwie osoby. I być może między innymi to właśnie stało się przyczyną zamętu, który czasami wkrada się w poszczególne rozdziały. Myślę jednak, że to tylko takie drobne niedociągnięcie kosmetyczne, które mimo wszystko może wprowadzić czytelnika w zakłopotanie i dezorientację. Biorąc z drugiej strony pod uwagę fakt, że powieść została napisana przez osiemnastoletnią wówczas dziewczynę ze znikomym, niewykształconym jeszcze warsztatem pisarskim, takie niedociągnięcia będą zdarzały się znacznie częściej, aniżeli w przypadku pisarzy z większym stażem i doświadczeniem, którzy pisząc zarabiają również na życie i niejako wymaga się od nich pewnych umiejętności i predyspozycji. W powieści podobało mi się jeszcze jedno: autorka, w celu rozluźnienia przygnębiającego wydźwięku powieści, wprowadza momenty, które nie raz spowodują u nas uśmiech na twarzy. Są również dialogi z ciętymi ripostami, które też pewnie będą w stanie nas rozśmieszyć.
"Pojawiła się w szkole, na przerwie po drugiej godzinie lekcyjnej. Podszedł do niej i złapał ją za rękę, zaczął ciągnąć do wyjścia.
-          Ej, co ty wyprawiasz?
-          To dla twojego dobra. Idziemy na wajce.
-          Ale mówiłeś, że za zimno i mamy zaległości?
-          Robią łapankę, wyjaśnię ci, co to jest, ale musimy…
-          Co to jest? Gadaj, albo nigdzie nie idę.
-          Dobra, co roku nasze sławne liceum, organizuje jasełka dla dzieci z domu dziecka w Kaniach Małych. Grają w tym klasy maturalne i co roku zgłasza się, co najwyżej troje nawiedzonych społeczniaków i jakaś niedorobiona aktorka z bożej łaski. Resztę obsady ksiądz i dyrektorka biorą z łapanki. Polują na każdego, na kogo coś mają. Mnie już dorwali.
-          Kogo grasz?
-          Co ja mogę grać? Kostuchę. Dlatego spadamy zanim…
-          Panno Schaffer! Zapraszam do mojego gabinetu.
-          I już cię mają.
-          Spoko, powiem, że wyjeżdżam do Niemiec.
-          Powodzenia. – Eryka poszła do gabinetu. Morgan z ciekawości czekał pod drzwiami. Wyszła po chwili. Była wściekła. – I jak?
-          Dziewica Maryja. – Morgan parsknął śmiechem, a ona go kopnęła w kostkę, tak, że aż zawył z bólu."***
Drugi ważny czynnik to cienka granica pomiędzy rzeczywistością, a fikcją. Autorka zgrabnie przemyca do powieści współczesne problemy, z jakimi musi zmierzyć się młodzież i dorośli zepchnięci na margines społeczny i umiejętnie miesza to wszystko z wątkami fantastycznymi. Przemoc, gwałty, narkomania, wszechogarniająca - i co najgorsze - akceptowalna agresja w szkole być może wyda się nieco naciągana, ale nie ma co się oszukiwać - taka po prostu jest współczesna rzeczywistość. Być może nie wszędzie, bo wówczas mielibyśmy niezły armagedon na tym świecie, ale jednak. Wystarczy włączyć telewizor i przeskoczyć przez kilka kanałów informacyjnych. Tu gwałt, tam morderstwo, gdzie indziej korupcja, albo pedofilia i dzieciobójstwo. "Królowa Śniegu" zachwyciła mnie w tym wszystkim tym, że ukazuje tutaj ludzkie cierpienie z perspektywy realistycznych zagrożeń współczesnego świata, udowadniając, że horror to nie tylko koszmarne wizje, duchy, zgniłe upiory, ale również bieda, ubóstwo i demoralizacja, z drugiej wprowadzając w to wszystko właśnie elementy fantastyczne, istotne dla rozwoju wydarzeń. "Królowa Śniegu" nie jest więc tylko i wyłącznie horrorem o upiorzycy. To przede wszystkim dramat, kryminał i fantastyka w jednym, osnuta interesującymi wątkami charakterystycznymi dla powieści grozy.
Jak każda powieść, także i ta była czymś inspirowana. Sam tytuł wskazywałby na inspirację andersenowską baśnią o takim samym tytule i trzeba przyznać, że coś w tym jest. Pod główną warstwą tematyczną powieści, jaką jest przemoc, psychopatia, narkomania, czy alkoholizm, kryje się wątek typowy dla baśni. Chodzi właśnie o walkę dobra ze złem - zarówno w wymiarze realistycznym (walka z nałogami, własnymi słabościami i negatywnymi skłonnościami) jak i fantastycznym (walka ze złem jawiącym się pod postacią zgniłego trupa, czyli tytułową Królową Śniegu). Z wykreowanej w powieści historii wydobywa się również pewien pouczający morał, co również jest charakterystyczne dla powieści baśniowych, ale nie tylko. Wydaje mi się, że niektóre powieści grozy, czy nawet filmowe horrory mają nam do przekazania coś więcej, aniżeli przednią rozrywkę (przykładem może być Ostatni dom na lewo Cravena, po seansie którego można wysunąć kilka ponurych wniosków). Sama tematyka powieści, trącająca o zagadnienia trudne, przywodzi również na myśl, co z resztą autorka sama przyznaje w posłowiu, inspirację literaturą poruszającą zagadnienia narkomanii, choćby "My, dzieci z dworca ZOO". Niektóre opisy, jak choćby ten przytoczony w recenzji, obrazujący specyfikę miasta, przypominają mi styl, jakim posługuje się Simon Beckett w swoich kryminałach. W "Królowej..." z resztą pojawia się przecież zagadka wyjęta rodem z typowego kryminału, którą musi rozwiązać nasz główny bohater - Morgan. Autorka próbuje mu to śledztwo na własną rękę utrudnić, podstawiając bohaterowi fałszywe tropy, co jednocześnie nie raz wprowadzi czytelnika w mylne podejrzenia (mniej wytrwali czytelnicy pewnie nie raz będą też przeklinać pod nosem, bo jest ich naprawdę sporo i w pewnym momencie można się pogubić). Ale są również momenty, kiedy nasz bohater, niczym jakiś super bohater dobrego kina akcji, poradzi sobie nawet z najbardziej niebezpiecznymi akcjami, w co czasami trudno będzie nam uwierzyć, ale to fikcja literacka, tutaj zdarzyć może się przecież wszystko. No i w końcu coś, co niektórzy horrormaniacy lubią najbardziej - gore. Będzie kilka scen, których nie chcielibyśmy być świadkami i którym nie życzylibyśmy nawet największemu wrogowi. Już w pierwszym rozdziale autorka udowadnia nam, że będziemy mieli do czynienia z powieścią poruszającą zagadnienia, które nie łatwo jest przełknąć. I wszystko to przekazywane jest surowym, chłodnym tonem, bez owijania w bawełnę. Będzie ich sporo, ale też nie bez przesady. To właściwie uznałbym za atut, bo dzięki temu autorka nie wpycha nam na chama scen przerysowanych, bazujących tylko i wyłącznie na niepotrzebnej przemocy.
Na koniec wypadałoby napisać kilka słów o wyglądzie bloga - w końcu estetyka jego wykonania również ma wpływ na czytanie, podobnie jak estetyka powieści wydanej w wersji papierowej. Jako, że treści jest sporo, autorka zadbała o nasze oczy i zdecydowała się na białe tło w miejscu na posty (rozdziały). Po prawej stronie znajduje się spis treści - bardzo przydatna nawigacja po poszczególnych rozdziałach. Pod koniec każdego rozdziału znajduje się zapowiedź następnego, to coś w rodzaju "w następnym odcinku". Będą też przyjemne dodatki, jak np. opis reakcji pierwszego hejtera na powieść (cóż, tytuł mylny i choć są nawiązania do Andersena, to jednak lepiej, by dorośli tego dzieciom nie czytali), czy choćby publikacja wiersza pewnej czytelniczki, która zainspirowana powieścią, spróbowała stworzyć coś swojego. Będzie jeszcze kilka mniej ważnych dodatków, z którymi warto się jednak zapoznać.
Podsumowując: "Królowa Śniegu", którą mogłem poznać po latach to oczywiście powieść nie pozbawiona wielu niedociągnięć, ale w tym wypadku za te zgrzyty należy autorkę rozgrzeszyć, bo mimo wszystko stworzyła coś, co jest w stanie dotrzeć do świadomości i zostawić po sobie trwały ślad. Historia w niej przedstawiona potrafiła mnie na tyle poruszyć, że jeszcze na długo po przeczytaniu będę o niej pamiętał. I myślę, że wielu osobom mogłaby przypaść do gustu. Pod warunkiem, że na niektóre kwestie kosmetyczne i stylistyczne przymkniemy oko. Jeżeli to uczynimy, "Królowa Śniegu" zaprowadzi nas na wycieczkę po mrocznej otchłani piekła, które rozgrywa się tu, na ziemi. Gdzie rządzi tylko ludzkie upodlenie.
* Posłowie, podrozdział: Czym była dla mnie Królowa Śniegu?
** Rozdział II, Koniec wygnania.
*** Rozdział XVI, Ten, który przegrał. [jeden z tych lepszych dialogów w powieści, a jest ich znacznie więcej :-)]
Autor: Regina
Tytuł:  Królowa Śniegu
Gatunek: dramat/kryminał/horror
Powieść opublikowana na blogu http://k273.blog.pl/
Autor: Konrad

3 komentarze:

  1. Przegiąłeś! Ja wiem gdzie Ty mieszkasz! Jak tylko nas poślą na Twoją wieś podpiszę umowę z Twoim ojcem! A wiesz czym się różni akwizytor od śmierci? Śmierć przychodzi tylko raz. A tak na serio podoba mi się, Dzięki Konrad :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po powyższej - bardzo rzeczowej - recenzji podziwiam autorkę powieści, ponieważ moim zdaniem zabrała się za coś niezwykle trudnego. Powieść tak wielowątkowa o dużej ilości bohaterów, a w końcu w pewien sposób nie jednoznaczna to na pewno nie jest proste zadanie dla początkującego pisarza. Trudno ocenić pracę po kilku cytatach, trzeba byłoby przeczytać całość, ale na pewno duży szacunek za odwagę i doprowadzenie sprawy do końca. Powiem szczerze bez owijania... nie jestem specjalnie fanką takiego misz-maszu (pomieszania dramatu z horrorem i baśnią), ale samo to, że autorka podjęła się tak trudnego wyzwania, sprawia, że powieść wydaje się być atrakcyjna i zachęca do tego, by po nią sięgnąć. Mam takie małe "skrzywienie", że czytając cokolwiek zwracam uwagę na technikę i błędy oraz nieco drażni mnie język potoczny używany w twórczości grozy (jednocześnie przyznając, że sama błędy popełniam i nie uważam się tu absolutnie za żaden autorytet) i to ostatnio skutecznie mnie zniechęca do czytania najnowszych prac (niestety pisanych na szybko). Ale mimo tych moich dziwnych przyzwyczajeń zdecydowanie stoję na stanowisku, że każdy początkujący pisarz powinien mieć swoją szansę, by pokazać to, czego dokonał i należy mu tę szansę dać, zapoznając się z jego twórczością. Więc cieszę się, że nieznajoma mi jeszcze pisarka stworzyła coś takiego i chętnie przeczytałabym całość. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Cat, mam nadzieję, że Ci się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń