poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Recenzja: Manitou (Graham Masterton)

Graham Masterton to jeden z czołowych przedstawicieli literatury grozy klasy B. Swoją przygodę z horrorem rozpoczął od wydanej w 1975 roku powieści "Manitou", która dla wielu fanów pisarza stanowi klasykę gatunku i do dziś uważana jest za jedno z jego najlepszych osiągnięć. Twórczość tego brytyjskiego autora podbija serca czytelników na całym świecie, ale budzi również spore kontrowersje wśród osób, które stronią od prostych i nieco kiczowatych powieści utrzymanych w klimatach b-klasowych horrorów. Są gusta i guściki, a o tych - wiadomo - się nie dyskutuje. Co do jednego mam jednak pewność: grzechem byłoby nie znać choćby jednej powieści Mastertona, bo choć jego twórczość niejednokrotnie zaliczana jest do grona niskogatunkowych, to mimo wszystko nie można mu odmówić tego, że w prostych i nieskomplikowanych opowieściach potrafi przemycić strach i napięcie, którego czasami próżno szukać nam u innych autorów.




Moja przygoda z twórczością Mastertona rozpoczęła się właśnie od tej sztandarowej powieści mniej więcej pod koniec lat 90., kiedy jako młody jeszcze fanatyk horroru, z zapałem sięgałem po wszystko, co mi w tym gatunku akurat wpadło w ręce. Pamiętam, że lektura "Manitou" dostarczyła mi wtedy ogromnej dawki emocji oraz dokładnie takich wrażeń, jakich oczekuję po najbardziej przerażającej historii - czyli strachu, lęku oraz kilku nieprzespanych nocy po lekturze. Dziś, z perspektywy czasu, z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że debiut Mastertona mocno się podstarzał i obecnie nie robi już tak ogromnego wrażenia, jak po pierwszym zetknięciu się z książką. W moim przypadku sentyment do Mastertona i jego powieści pozostał jednak ogromny do tego stopnia, że trafiając przypadkowo na pierwsze polskie wydanie "Manitou" w antykwariacie, nie wahałem się wydać śmiesznej sumy pieniędzy (zaledwie cztery zeta), by zasilić swoją horrorową biblioteczkę taką niesamowitą perełką.

Harry Erskine zarabia na życie jako fałszywy jasnowidz. Pewnego razu do drzwi jego domu puka Karen Tandy - młoda dziewczyna, która niebawem ma być poddana operacji usunięcia budzącej kontrowersje wśród lekarzy, tajemniczej narośli umiejscowionej na jej szyi. Dziewczyna chce się dowiedzieć, czy operacja dojdzie do skutku i się powiedzie. Mężczyzna przez przypadek zostaje wplątany w szereg niesamowitych i budzących trwogę wydarzeń, które na zawsze zmienią jego poglądy na temat zjawisk niewyjaśnionych. To, co skrywa w sobie guz Karen Tandy, przekracza najśmielsze oczekiwania zarówno Harrego, jak i doktora Hughes'a badającego przypadek pacjentki. Okazuje się, że tajemnicza narośl to tak naprawdę płód, z którego wkrótce odrodzi się pradawny, indiański szaman, by pomścić swych tragicznie wymordowanych braci. Harry Erskine oraz doktor Hughes przy pomocy Śpiewającej Skały, będą musieli stawić czoła potężnemu czarownikowi sprzed wieków.

Pierwsze, stare jak świat polskie wydanie powieści "Manitou" z 1989 roku liczy sobie zaledwie 184 strony, nie licząc około dwustronicowej noty o autorze opracowanej przez Tadeusza Zysk i jednej kartki poświęconej na krótkie streszczenie pozostałych powieści autora. Dodać należy do tego fakt, że wydanie to ma rozmiar kieszonkowy - informacje te dają nam więc do zrozumienia, że debiut Mastertona nie należy do długich i rozległych, a sama konstrukcja fabularna powieści nie będzie szczególnie rozbudowana. I tak jest w istocie. Autor nie skupia się na wirażach fabularnych, nie mąci czytelnikowi w głowie rozległymi rozważaniami natury psychologicznej, nie rozwija wątków pobocznych, a koncentruje się na głównej osi fabularnej i budowaniu prężnie galopującej, wartkiej akcji skupiającej się na walce głównych bohaterów z Misquamacusem skrywającym w sobie potężne, pradawne magiczne moce. Pierwsza część przygód Harrego Erskine'a powinna więc trafić przede wszystkim w gusta czytelników, którzy w powieści cenią sobie doskonałą rozrywkę wolną od bełkotliwego gadulstwa i zbędnych, dłużących się w nieskończoność opisów.

Dzięki minimalistycznemu podejściu do opisywanych wydarzeń, powieść czyta się dosłownie jednym tchem, a jej łatwy w przekazie odbiór zawdzięczać możemy dodatkowo prostemu i płynnemu językowi, jakim posługuje się autor. Uwagę przykuwa również doskonała kreacja głównych bohaterów - choć autor nie buduje zawiłych portretów psychologicznych swoich postaci, to jednak udaje mu się zadbać o ich autentyczność, dzięki czemu czytelnik z wypiekami na twarzy będzie obserwował dalsze ich losy. Masterton utrzymuje fabularną spójność, nie gubi głównego wątku i umiejętnie buduje napięcie oraz grozę, która wyłania się niemalże z każdej strony powieści. Żongluje znanymi, klasycznymi schematami, ale w fabułę wplata również udziwnione elementy fantastyczne, jak choćby przywoływanie ducha nowoczesnych urządzeń do walki z pradawnym szamanem(!). Te nieco naiwne zabiegi fabularne każą traktować pierwszą powieść Mastertona jako lekturę przesiąkniętą niesamowitą magią prostych, krwawych horrorów typowych dla epoki lat 80. XX w. Późniejsze książki Mastertona również zdradzają jego ciągotki w kierunku tego typu horrorów, czyniąc pisarza legendą literackiego horroru klasy B.
"Manitou" to powieść uchodząca za absolutnie kultową pozycję, po którą warto sięgnąć pod warunkiem, że będzie to wasza pierwsza przygoda z twórczością Mastertona. Nie da się ukryć, że następne jego książki krążą wokół tych samych lub podobnych motywów, które z czasem zaczynają nudzić lub powodują, że im więcej powieści Mastertona czytamy, tym coraz częściej będziemy w stanie przewidzieć, dokąd zmierzy fabuła i jakie będzie jej zakończenie. Summa summarum "Manitou" jako debiut literacki Mastertona spokojnie mogę uznać za powieść wyjątkową w swojej klasie, po którą powinien sięgnąć nie tylko stały weteran horrorów, ale również początkujący czytelnik. Przy odrobinie wyobraźni potrafi wywołać gęsią skórkę i zagwarantować dobrą zabawę zwłaszcza w nudne, burzowe wieczory.

Autor: Graham Masterton
Oryginalny tytuł:  The Manitou
Polski tytuł: Manitou
Gatunek: horror/groza
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 190
rok wydania w Polsce: 1989
Autor: Konrad

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz